Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Tag: życie

Uderzy czy nie?

19 października, o godzinie 20:28 czasu polskiego w pobliżu Marsa przeleci kometa C/2013 A1. Będzie tak blisko, że niewykluczona jest kolizja. Te w przeszłości się zdarzały. W lipcu 1994 roku z Jowiszem zderzyły się reszki komety Shoemaker-Levy 9. Nigdy wcześniej nie oglądaliśmy jednak zderzenia komety z Marsem.

Kometa C/2013 A1 została odkryta 3 stycznia 2013 roku przez Roberta McNaughta z Siding Spring Observatory w Australii. Jak wszystkie komety i ta narodziła się na samym skrawku Układu Słonecznego, w Obłoku Oorta. Nigdy wcześniej się stamtąd nie ruszała. W naszych okolicach pojawia się po raz pierwszy. Pierwszy i być może ostatni. Obliczenia trajektorii komety, które są prowadzone od momentu jej odkrycia, wskazują, że obiekt zbliży się do powierzchni Marsa na bardzo BARDZO małą odległość zaledwie 140 tysięcy kilometrów. Nigdy wcześniej żadna kometa nie zbliżyła się tak bardzo do którejś z planet wewnętrznych Układu Słonecznego. To tak, jak gdyby w pobliżu Ziemi przeleciał obiekt w odległości 1/3 odległości Ziemia – Księżyc!

PIA17833-CometSidingSpring-C2013A1-MarsEncounter-20140128

Okazji tak bliskiego przejścia nie można zmarnować, stąd niektóre sondy i łaziki pracujące na powierzchni albo na orbicie Marsa już są przygotowywane do wstrzymania swoich zwykłych zajęć i „zajęcia” się przelatującą kometą. I tak łazik Curiosity ma robić zdjęcia komecie z powierzchni Marsa, orbitalna sonda MAVEN zbada gazy pochodzące z jądra komety i jej warkocza oraz ich wpływ na górne warstwy marsjańskiej atmosfery. Mars Odyssey Orbiter zmierzy właściwości termiczne jądra, komy i warkocza.

Badanie komety może być (dla sond i łazików) niebezpieczne. W warkoczu komety lecą bowiem mniejsze odłamki, które mogą uszkodzić znajdujące się w ich polu rażenia urządzenia. Dlatego właśnie – o ile było to możliwe – orbity tych sond, które nie biorą udziału w badaniu komety, przeprogramowano tak, by w chwili największego zbliżenia komety z Marsem, były po drugiej stronie planety. Tak zmieniono orbitę np. sondy Mars Reconnaissance Orbiter.

Kometa, której wielkość ocenia się na od kilku do kilkudziesięciu kilometrów, w pobliżu Marsa przeleci z prędkością ponad 200 tys km/h. Czy grawitacja Marsa wystarczy by tak szybko poruszający się obiekt ściągnąć na swoją powierzchnię? To okaże się dopiero w niedzielę wieczorem. Gdyby jednak kometa uderzyła w powierzchnię Czerwonej Planety, biorąc pod uwagę jej masę, wielkość i energię, wybiłaby krater o średnicy ok. 800 km (odległość większa niż z Gdańska do Zakopanego) i głębokości 10 kilometrów (prawie tak głęboko jak największa głębia na Ziemi czyli Rów Mariański na Pacyfiku). W skrócie mówiąc, już w niedzielę, może powstać jeden z największych znanych nam kraterów w Układzie Słonecznym! O tym jakie byłyby skutki uderzenia takiej komety w Ziemię, nawet trudno mówić.

W momencie w którym kometa ewentualnie zderzy się z Marsem, planeta będzie z terenu Polski już niewidoczna. Zdąży zajść za horyzont. Krótko po zachodzie Słońca – o ile pogoda pozwoli – Marsa będzie można oglądać spoglądając w kierunku południowo – zachodnim. Może lepiej zerknąć, kolejnej nocy Mars, może już być inną planetą 🙂

Jedna z całkiem prawdopodobnych teorii mówi, że to komety z granic Układu Słonecznego przyniosły m.in. na Ziemię wodę. Być może wraz z wodą, przyniosły także zalążki życia.

Zobacz mój filmik na temat wody, komet i życia:

Brak komentarzy do Uderzy czy nie?

Dlaczego nam gorąco?

Lato powoli się kończy i zaczynamy tęsknić za upałami. Tymi samymi upałami, które były jeszcze kilkanaście dni temu takie uciążliwe. Dlaczego letnie temperatury są dla nas tak kłopotliwe, skoro jako gatunek wyewoluowaliśmy w Afryce, w klimacie nieporównywalnie gorętszym niż nawet najcieplejsze nasze polskie lato?

Nasze ciało ma temperaturę niecałych 37 st. C. Jesteśmy stałocieplni, a więc ta temperatura jest w miarę możliwości przez organizm utrzymywana. Gdy staje się to niemożliwe, zaczynamy wpadać w kłopoty. Zarówno wtedy, gdy temperatura ciała zaczyna spadać, jak i wtedy, gdy zaczyna rosnąć. Ale o tym za chwilę. To co może dziwić to fakt, że skoro nasze ciało ma ponad 36 st. C. dlaczego przy temperaturze np. 32 st. już czujemy dyskomfortowy gorąc. Na logikę, powinno nam być zimno, przecież „na zewnątrz” jest wciąż o 4 st C zimniej niż „w środku”.

Zaczęło się w Afryce

Nasze ciała, to jak wyglądają i jak funkcjonują, ukształtowały warunki jakie panują w Afryce. Domem naszych przodków była afrykańska sawanna. Żar lał się z nieba, było sucho, a cień był luksusem. Tak żyliśmy przez kilka milionów lat. I do takich warunków jesteśmy fizjologicznie  przystosowani. Człowiek z Afryki wyszedł zupełnie niedawno, nie więcej niż 150 tys. lat temu. W tak krótkim czasie ewolucja nie była w stanie przystosować np. Eskimosów do innych warunków środowiskowych. Gdyby rozebrać Eskimosa, w swoim środowisku, przeżyłby zaledwie kilka minut. Komfort cieplny, bez ubrań, odczuwamy w temperaturze około 25 st. C. W Polsce średnia roczna temperatura wynosi tymczasem około 8 st. C. W lecie nie więcej niż 18 st C. A to znaczy, że żyjemy w miejscu, do którego nie jesteśmy fizjologicznie przystosowani. Choć niektórych może pocieszać to, że niektórzy mają znacznie gorzej.

Do jakich temperatur nasz organizm jest zatem stworzony? Przyjmuje się, że zakres temperatur w jakim możemy funkcjonować to kilkanaście stopni „od dołu” do około 50 st. C „od góry”. Tak wysokie temperatury nie są dla organizmu człowieka problemem, o ile ma pod dostatkiem wody i o ile powietrze wokoło jest suche. Woda i suche otoczenie (powietrze) gwarantuje, że prawidłowo działa system chłodzenia, czyli pocenie. Odwodniony organizm nie ma czym się pocić. Gdy powietrze jest wilgotne, woda z powierzchni skóry nie chce parować. I tutaj właśnie tkwi odpowiedź, na zadane wyżej pytanie. W 30 st. C czujemy się źle, bo w naszej części świata jest zbyt wilgotno. Ta sama temperatura w klimacie suchym nie stanowiłaby problemu. Owszem, pot ściekałby nam po plecach, ale wraz z jego parowaniem, temperatura skóry obniżałaby się. System chłodzenia, zapewniałby komfort.

Chłodząca woda

Woda obniża temperaturę powierzchni z której paruje, bo do wyparowania potrzebuje energii. Gdy wyjdziemy mokrzy spod prysznica, albo z kąpieli w jeziorze, mimo wysokiej temperatury powietrza, może nam być chłodno. Takie uczucie będzie nam towarzyszyło dopóki nie wyschniemy. Człowiek potrafi wypacać aż litr wody na godzinę! Integralną częścią tego sprawnego systemu jest kilka milionów gruczołów potowych na ciele każdego z nas. Te nie działałyby tak skutecznie, gdyby były przykryte włosami. Dlatego, z drobnymi wyjątkami, nasze ciało jest nagie. To, że najwięcej włosów mamy na głowie, nie jest przypadkiem. W wyprostowanej pozycji, to na głowę właśnie świeci Słońce. Natura zadbała o to, by ją jak najlepiej izolować. Gdyby ludzie chodzili na czworakach, promienie słoneczne padałyby na ponad 20 proc. powierzchni ciała. W pozycji pionowej ogrzewają najwyżej kilka procent. Innymi słowy, wyprostowana, dwunożna postawa to kolejny dowód na przystosowanie do upałów a nie chłodów.

Ale wracając do gorącego lata. Gdy w wysokich temperaturach system chłodzenia nie nadąża, pozostaje schładzanie się z zewnątrz (zimna kąpiel), albo izolacja (cień, nakrycie ciała). Co jeżeli i to nie pomoże? Najkrócej mówiąc, czeka nas śmierć. Temperaturą krytyczną dla mózgu jest 40,5 st. C. Przy 41,5 st. C umieramy, bo w naszych komórkach ścina się białko. Ścina (fachowo mówiąc dochodzi do procesu denaturacji), znaczy, że zmienia swoją strukturę. Biorąc pod uwagę fakt, że białka to podstawowy budulec naszego ciała, w praktyce oznacza to, że organizm przestaje funkcjonować. I to równocześnie na wielu poziomach, od poziomu pojedynczych komórek rozpoczynając.

A co z organizmem człowieka dzieje się, gdy jest za zimno? Próbuje sam się ogrzać, przez szybkie drgania niektórych mięśni. To dreszcze. Mięśnie pracując, podnoszą swoją temperaturę. Gdy jest jednak za zimno, nawet, gdybyśmy się trzęśli jak osiki, nasze mięśnie nie są w stanie naprodukować wystarczającej ilości ciepła. I wtedy pozostaje odizolowanie się od niskiej temperatury (ubranie), albo znalezienie źródła ciepła. Jeżeli nie uda się tego zrobić, podobnie jak w przypadku przegrzania, czeka nas śmierć. Choć nie tak szybka jak w przypadku zbyt wysokiej temperatury.

Za ciepło, za zimno

I ostatnia sprawa. Dlaczego czujemy że nam gorąco nawet wtedy, gdy temperatura powietrza jest niższa, niż temperatura ciała? W pewnym sensie organizm człowieka jest maszyną, która przez to że działa, sama siebie ogrzewa. To nie tak, że są w nas specjalne „urządzenia”, których celem jest tylko i wyłącznie produkcja ciepła, które ma podtrzymywać stałą temperaturę. To raczej dzieje się przy okazji i na wielu poziomach. Wnętrze komórki, to jedna wielka fabryka. Każdy narząd ludzkiego (i nie tylko) ciała, ma konkretne zadanie do spełnienia. Serce pompuje krew, nerki ją oczyszczają, płuca są odpowiedzialne za dostarczenie tlenu krwi, a wątroba jest połączeniem magazynu, zakładu przetwórczego i fabryki odpowiedzialnej za wytwarzanie wielu niezbędnych do funkcjonowania ciała substancji. W każdym skrawku naszego ciała mają miejsce nieustanne reakcje chemiczne, których skutkiem najczęściej są reakcje fizyczne. Jesteśmy w ciągłym ruchu. Wszystko jest w ciągłym ruchu. Ten ruch – z kolei – powoduje wzrost temperatury. W największym skrócie można więc powiedzieć, że nasze ciało ogrzewa się samo poprzez reakcje, które do tego funkcjonowania są niezbędne. Ilość energii cieplnej jaką produkujemy jest całkowicie wystarczająca, by zapewnić coś w rodzaju równowagi, gdy temperatura powietrza wynosi około 25 st. C. Gdy temperatura jest wyższa, organizm musi włączyć chłodzenie. To wtedy powstaje wrażenie upału. Najpierw lekki, ale rosnący wraz ze wzrostem temperatury dyskomfort powoduje, że szukamy cienia, chłodnego otoczenia czy miejsca w którym jest ruch powietrza. W ten sposób wspomagamy naturalny system regulowania temperatury.

Poniżej 20 st C, potrzebne jest dodatkowe ogrzewanie. I znowu, moment w którym „system grzewczy” jest włączany, mózg sygnalizuje nam poprzez odczuwanie chłodu. Przy 20 st C nie jest to odczucie dokuczliwe, ale już w temperaturze 15 st C zaczyna nam być zimno. Chodzi o to samo, o co chodziło w przypadku zbyt wysokich temperatur, czyli o znalezienia cieplejszego miejsca, zakrycie odsłoniętych części ciała czy przejście do miejsca, w którym nie ma ruchu powietrza.

Człowiek rodził się w suchym i słonecznym klimacie. Po to by migrować w rejony w których temperatura jest zbyt niska, musiał się nauczyć korzystać z energii słonecznej zmagazynowanej w roślinach, a pośrednio także w zwierzętach (np. spalać drewno, a później paliwa kopalne). Musiał się także nauczyć wytwarzać ubrania. Bez nich, pomarlibyśmy z zimna. Nie udałoby się to, gdyby nie inteligencja „żyjąca” w mózgu. Ciekawe, bo to właśnie mózg trzeba szczególnie chronić przed przegrzaniem.

6 komentarzy do Dlaczego nam gorąco?

Co mnie gryzie

Latem przekonywanie kogokolwiek że takie owady jak komary, meszki, gzy czy końskie muchy, są piękne i pożyteczne jest z góry skazane na porażkę. Może zimą jest niewielka szansa na polubienie tych znienawidzonych zwierząt.
Co nas gryzie? Wszystko co widzi w tym swoją szansę. My wykorzystujemy niektóre zwierzęta i rośliny, niektóre z nich wykorzystują nas.

Gzy, meszki i komary. Każdy z tych owadów jest uciążliwy, a często nieznośny na swój sadystyczny sposób. Dokuczliwość komarów to kwestia cichutkiego choć trudnego do zniesienia brzęczenia i swędzenia. Przy czym od razu warto powiedzieć, że te wszystkie cechy, których latem serdecznie nienawidzimy są reprezentowane przez samice. I kto tu jest słabą płcią? Samce komarów żywią się nektarem kwiatów, są duże i nie brzęczą podczas lotu. Samice z kolei żywią się krwią zwierząt stałocieplnych, w tym ludzi. Wyposażone w kłująco – ssący aparat gębowy przebijają skórę i wkłuwają się w niewielkie naczynia krwionośne, które znajdują się zaraz pod jej powierzchnią. Nie wysysają krwi, tylko czekają aż płynąca pod ciśnieniem krew sama wypełni ich żołądek. Zanim krew zacznie jednak płynąć, do wnętrza rany komarzyca wpuszcza swoją ślinę a wraz z nią substancje chemiczne, które przeciwdziałają krzepnięciu krwi. W ślinie komarów tropikalnych (takich, które w Polsce nie występują) znajdują się także mikroorganizmy, które mogą powodować choroby.

Aedes_aegypti_biting_human  Komar… w czasie posiłku 🙁

Substancje chemiczne zawarte w ślinie komara (np. enzymy) – oprócz tego że nie pozwalają krwi gęstnieć – podrażniają skórę. Właśnie dlatego miejsce ukłucia może bardzo długo swędzieć. Zresztą nie tylko ukąszenia komarów swędzą. Znacznie gorsze, choć znacznie mniejsze są meszki. Meszkowatych w Polsce jest około 50 gatunków. W porównaniu z komarami są malutkie. Ich wielkość nie przekracza zwykle 3-4 mm. Kłopot w tym, że atakują w dużych grupach. Tak jak u komarów, w cyklu rozwojowym meszek kluczowe znaczenia ma zbiornik wodny, ale w przeciwieństwie do komarów meszki wolą wodę płynącą a nie stojącą. Samce żywią się nektarem kwiatów, a samice krwią. Meszki nie wkłuwają się w ciała swoich ofiar, ale rozcinają je tak jak chirurg skalpelem. Zanim z tak powstałej rany zacznie wypływać krew, samice meszek wpuszczają do niej ślinę. Meszki gryzą, bo krew ssaków jest dla nich źródłem białka, które jest niezbędne do złożenia jaj i… wyhodowania kolejnych pokoleń meszek. Meszki są aktywne w ciągu dnia, nawet wtedy gdy Słońce jest wysoko na niebie (komary dają nam wtedy wytchnienie). Pojedynczego ugryzienia meszki możemy nie zauważyć, chyba, że ktoś jest uczulony na substancje zawarte w ślinie tych owadów. W skrajnych przypadkach może wtedy dojść nawet do śmierci.

Culex_sp_larvae  Larwy komarów

Małe ale groźne

Meszki rzadko jednak atakują w pojedynkę. Gdy w upalny dzień znajdziemy się w lesie (cień), albo nad wodą (ochłodzenie), czyli tam, gdzie nas ciągnie gdy żar leje się z nieba, możemy być pogryzieni przez cały ich rój. Obrzęk w okolicach ugryzienia może być spory. Mogą pojawić się nawet sporych rozmiarów swędzące bąble. Poza tym, meszki, w przeciwieństwie do komarów zostawiają w miejscu ukąszenia otwartą ranę. Więcej, samice meszkowatych wstrzykują w nią substancje, które spowalniają gojenie się ran. W czasie upału, w czasie kąpieli do organizmu ze środowiska z łatwością mogą się więc dostać drobnoustroje. Mogą one spowodować powstanie dużego stanu zapalnego, którego nie da się pozbyć bez antybiotyków. Do zakażenia może dojść szczególnie wtedy, gdy swędzące ugryzienie zaczniemy drapać. Pogryzione miejsca warto więc przemywać woda utlenioną. W przypadku alergików zwykle wystarcza pić wapno, ale gdy obrzęk po ukąszeniu meszek jest duży, lepiej niezwłocznie wybrać się do lekarza. Każde kolejne ugryzienie może być bowiem groźniejsze. Niezależnie od tego czy obrzęk jest duży czy nie, dokuczliwe swędzenie łagodzi zimny okład. Podobnie powinno się postępować w przypadku ukąszeń tzw. końskiej muchy (jusznicy deszczowej). To duży owad z rodziny bąkowatych, który w Polsce występuje powszechnie. Jej ukąszenia są bolesne, a ich skutki mogą być niebezpieczne. Jeżeli po dobie od ukąszenia wciąż utrzymuje się opuchlizna i zaczerwienienie (szczególnie gdy jest ono bolesne i rozpalone) koniecznie trzeba wybrać się do lekarza. Końska mucha to nie to samo co gza. Gzy są pasożytami wewnętrznymi zwierząt (żyją np. w ich drogach oddechowych), a w postaci dorosłej nie pobierają pokarmu w ogóle.

800px-Black_fly   Meszka

Tak jak w przypadku opisywanych owadów, samce jusznicy są roślinożerne i przyczyniają się do zapylania kwiatów. Samice są jednak krwiopijcami. Bolesnymi i podstępnymi krwiopijcami. W przeciwieństwie do komarów latają bezszelestnie i co gorsza, w przeciwieństwie do wielu owadów nie używają substancji znieczulających w czasie kąsania. Dlaczego jedne owady stosują znieczulenie a inne nie? Większość owadów gryzie swoje ofiary tylko raz, dlatego zależy im na tym, by w chwili ukąszenia być niezauważonym. Jusznica gryzie swoją ofiarę i odfruwa. Gdy zwierze (zwykle końskie muchy gryzą zwierzęta) liże miejsce gdzie nastąpiło bolesne ukąszenie, agresor gryzie je w inne, często bardziej dogodne dla niego miejsce. Jusznice są trudnym przeciwnikiem z jeszcze jednego punktu widzenia. Są bardzo… uparte. Komara czy meszki można przegonić. Końską muchę – by dała spokój – trzeba zabić. Odlatuje po to by za chwilę zaatakować z innej strony. Taką ma strategię. A jeżeli już o zabijaniu mowa. Komara unieszkodliwia nawet lekkie uderzenie. Końska mucha jest bardzo odporna. Trzeba nieźle przyłożyć, by zabić… na śmierć.

Jak sobie radzić?

A jeżeli mowa o śmierci. A przynajmniej o odstraszaniu. Na końskie muchy nie działają preparaty odstraszające owady. Jedyne wyjście to odpowiednio się ubrać, czyli zakryć jak największą powierzchnię ciała. Ubranie się od stóp do głów oraz unikanie miejsc lęgowych owadów gryzących jest najbardziej skutecznym sposobem uniknięcia pogryzień. Gdy temperatura rośnie, osłanianie ciała staje się jednak bardziej dokuczliwe niż samo kąsanie. Wtedy wyjściem mogą być maści i środki antyowadowe w spreju. Na rynku jest ich bardzo wiele. Można też zażywać odpowiednie tabletki. Gdy robi się to przez kilka, kilkanaście dni, zmianie ulega skład chemiczny naszego potu.

800px-Haematopota-pluvialis-06-VII-2007-01   Jusznica deszczowa (tzw. końska mucha)

W domu najlepiej zakładać w oknach moskitiery i elektryczne fumigatory, które odstraszają komary zapachem. Przed ich włączeniem koniecznie trzeba przeczytać instrukcję. Niektóre z tych środków nie mogą być stosowane w czasie gdy w pomieszczeniu przebywają ludzie. Specjaliści twierdzą, że „odstaraszacze” dźwiękowe są nieskuteczne. Na tarasie albo na ogrodzie najlepiej sprawdzają się przeciwkomarowe świece, dymiące spirale i kadzidełka. Tych nie wolno jednak stosować w pomieszczeniach.

Właściciele przydomowych ogródków, balkonów czy nawet skrzynek kwiatowych na parapetach okiennych powinni sadzić rośliny których zapach odstrasza komary, czyli pelargonie, kocimiętkę, bazylię, miętę czy lawendę. Gdy sytuacja jest dramatyczna, gdy plagą komarów dotknięte są duże siedziby ludzkie, walka z owadami odbywa się za pomocą niedostępnych na rynku indywidualnym środków chemicznych. Żeby takie działania były jednak skuteczne, trzeba je bardzo często powtarzać a to jest kosztowne. Czy jednak zawsze warto z komarami, meszkami czy innymi owadami walczyć?

Z punktu widzenia biologii jesteśmy jednym z wielu elementów przyrody ożywionej. My wykorzystujemy niektóre zwierzęta i rośliny, niektóre z nich wykorzystują nas. Takie owady jak komary czy meszki bez zwierząt stałocieplnych nie mogłyby się rozmnażać. I nikogo by to nie martwiło gdyby nie fakt, że owady są bardzo ważnym elementem diety ptaków a ich larwy są zjadane przez ryby. System naczyń połączonych jakim jest przyroda bez owadów, nawet tych dla ludzi kłopotliwych, byłby dziurawy. Mniej pożywienia dla ptaków i ryb, oznaczałby mniejszą liczebność tych zwierząt, a to rodziłoby kolejne konsekwencje. Jadąc niemieckimi autostradami bez trudu można zauważyć, że na szybie przedniej samochodu jest znacznie mniej śladów bo zabitych owadach niż w Polsce. Tyle tylko, że w Niemczech od lat dramatycznie kurczy się także populacja ptaków, a to oznacza, że inne szkodniki nie mają swoich naturalnych wrogów.

 

Tekst ukazał się w tygodniku Gość Niedzielny

6 komentarzy do Co mnie gryzie

Trzy nieznane fakty o paleniu

Palenie zabija. To wie prawie każdy, poniżej trzy informacje, które jednak nie są powszechnie znane.

Palenie zabija. To wie prawie każdy, poniżej trzy informacje, które jednak nie są powszechnie znane.

 

Nie pal przy dzieciach !

Światowa Organizacji Zdrowia (WHO) opublikowała kilka lat temu pierwsze przeprowadzone na tak ogromną skalę badania dotyczące tzw. biernego palenia. Co roku z powodu wdychania dymu papierosowego umiera 600 tys. osób, które papierosów nie palą. Około 1/3 ofiar to dzieci.

Z badań wynika, że szczególnie narażone są małe dzieci, u których drastycznie rośnie ryzyko tzw. nagłej śmierci łóżeczkowej, astmy i zapalenia płuc. Ponadto dzieci, które są w sposób ciągły narażone na bierne palenie w swoich domach, rozwijają się znacznie wolniej niż ich rówieśnicy. Zarówno fizycznie jak i intelektualnie. Z badań wynika, że drugą najbardziej poszkodowaną grupą są kobiety. U nich ryzyko zachorowania będącego skutkiem palenia biernego jest o 50 proc. wyższe niż u mężczyzn. Eksperci WHO szacują, że na całym świecie 40 proc. dzieci, 33 proc. niepalących mężczyzn i 35 proc. niepalących kobiet jest narażonych na palenie bierne. Największy problem stanowi to dla Europejczyków i Azjatów. Najmniejszy dla Amerykanów. Badania na podstawie których sporządzono raport, przeprowadzono w 192 krajach świata.

 

Szybciej niż myślisz

Z badań opublikowanych w czasopiśmie „Chemical Research in Toxicology” wynika, że dym papierosowy po zaledwie kilku minutach może powodować uszkodzenia DNA, grożące rozwojem raka. Dotychczas myślano, że ten proces trwa latami. Amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Minnesoty w Minneapolis badali mutacje komórek krwi prowadzące do zmian nowotworowych spowodowanych paleniem papierosów. Badając kilkanaście osób odkryli, że maksymalne stężenie tzw. diol-epoksydy, związku powodującego mutacje DNA pojawia się w organizmie osoby palącej już po 15-30 minutach od wypalenia papierosa. – Te badania są wyjątkowe, gdyż jako pierwsze śledzą w ludzkim organizmie metaboliczne przemiany PAH pochodzącego wyłącznie z dymu papierosowego, bez zakłóceń z innych źródeł, jak powietrze czy dieta. Uzyskane przez nas wyniki powinny stanowić ostrzeżenie dla osób, które zastanawiają się nad rozpoczęciem palenia – powiedział dr Stephen Hech, szef grupy badawczej. Na całym świecie codziennie umiera ok. 3 tys. osób z powodu raka płuca. 90 proc. tych zgonów jest spowodowanych paleniem tytoniu. Palenie ma, oprócz raka płuc, związek z co najmniej 18 innymi nowotworami złośliwymi.

 

Papierosy a gender

Z badań wynika, że kobiety inaczej uzależniają się od papierosów niż mężczyźni. Ci ostatni palą dla zabicia czasu, można powiedzieć, że z nudy, kobiety znacznie częściej po to, by się uspokoić. A to nie jedyna różnica. Palący mężczyźni znacznie częściej niż palące kobiety, odczuwają z faktu palenia przyjemność. Kobiety zwykle za paleniem nie przepadają, ale robią to w pewnym sensie ze strachu. Np. przed tym, że jak rzucą papierosy, przytyją. Co zresztą często następuje zresztą znacznie częściej u kobiet niż u mężczyzn. Dlaczego i tutaj płeć ma znaczenie? Trzeba wrócić do motywacji. Kobiety palą gdy chcą się uspokoić. Drugim najbardziej popularnym „uspokajaczem” jest u płci pięknej jedzenie. Tymczasem odruch wzięcia papierosa do ust, zabija głód jedzenia. Innymi słowy, albo palisz, albo jesz. A jak jesz, często tyjesz.

Podsumowując, uzależnienie od nikotyny u kobiet jest uzależnieniem psychicznym, podczas gdy u mężczyzn znacznie częściej uzależnieniem całego organizmu. To powoduje, że terapie antynikotynowe dla kobiet i mężczyzn powinny być inne. Z badań wynika, że plastry nikotynowe nie działają na kobiety, mają jednak spory wpływ na zwyczaje panów. U kobiet w rzuceniu palenia mogą jednak pomóc elektroniczne papierosy, podczas gdy u mężczyzn, ich wpływ nie jest duży.

 

Tomasz Rożek

 

Brak komentarzy do Trzy nieznane fakty o paleniu

Ta opowieść dotyczy wszechświata…

Ta opowieść dotyczy wszechświata. Ta książka dotyczy wszechświata. Opisuję w niej to, co jest większe od człowieka. Począwszy od całego kosmosu, przez galaktyki, gwiazdy i planety, a na biologicznym życiu kończąc. Książka pt. KOSMOS, którą chcę Państwu przedstawić jest pełna moich fascynacji.

Ta opowieść dotyczy wszechświata. Ta książka dotyczy wszechświata. Opisuję w niej to, co jest większe od człowieka. Począwszy od całego kosmosu, przez galaktyki, gwiazdy i planety, a na biologicznym życiu kończąc.

wszechswiat_1

Książka KOSMOS, to pierwsza część trylogii. Drugą części, którą mam nadzieję zakończyć za kilka miesięcy, poświęcę człowiekowi, a w trzeciej, opiszę świat rzeczy małych. Bardzo małych, takich jak cząsteczki chemiczne, atomy i cząstki elementarne.

galaktyki_2

Te trzy książki będą dotyczyły wszechświata. Ale absolutnie nie będą jego kompletnym obrazem. Najwyżej wycinkiem tego co wiemy. A to co wiemy, jest wycinkiem tego co jest. Jak to wszystko pojąć? Jak to wszystko zrozumieć? Jak to sobie wyobrazić? Nie wiem czy to w ogóle możliwe. Otaczają nas rzeczy duże i małe. Niektóre są tak małe, że z trudem budujemy urządzenia, które umożliwiają nam ich podglądanie. Niektóre z tych urządzeń bardziej przypominają stację kosmiczną, niż mikroskop.

gwiazdy_3
Z kolei rzeczy duże, są tak duże, że stojąc na powierzchni Ziemi nie jesteśmy w stanie objąć ich ani wzrokiem, ani nawet wyobraźnią. A jednak istnieją. I co do tego nie ma wątpliwości. Zarówno światem w skali mikro, nano czy atto, jak i tym w skali mega, giga i tera rządzą te same zasady, działają tam dokładnie te same prawa fizyki. I te same siły. Te same, ale nie tak samo. I to kolejna fascynacja.

planety_4

Ta książka pełna jest moich fascynacji. Pełna intrygujących i zaskakujących opisów. Dla kogo przeznaczonych? Nie, nie tylko dla fizyków czy matematyków. Ale na pewno dla ludzi ciekawych świata. Niezależnie od wieku i wykształcenia. Dla tych którzy szczególnie interesują się tematem, dla tych, których udało mi się nim zainteresować, stworzyłem dodatkowe opisy na marginesach. Mniejszym drukiem podaję jeszcze więcej szczegółów i analogii. Dialogi, których w książce jest kilkadziesiąt to chyba najbardziej intuicyjny sposób na przekazywanie informacji. No i ramki. Tam zawarłem podsumowania, doświadczenia i dygresje. Najwięcej chyba czasu zajęło jednak dobranie interesujących zdjęć. Jeden obraz mówi więcej niż 1000 słów. Co ja mówię, niż 10 000 słów.

Ziemia_5

Rzeczy małe i duże powstały nie z przypadku, tylko z jakiegoś planu, jakiegoś projektu. Bez którejkolwiek z nich, konstrukcja całego wszechświata zawaliłaby się. Są jak zębatki zegara, który kiedyś został nakręcony i tyka do dzisiaj. Ten doskonale naoliwiony mechanizm jest dla nas wielką tajemnicą. Rozumiemy go w zaledwie małym wycinku. Czy kiedykolwiek poznamy w całości? Nie wiem, ale jestem pewien, że nigdy nie ustaniemy w próbach by to zrobić. A paliwem, które nas do tego napędza jest ciekawość. Coś, co powinniśmy pielęgnować u siebie ale przede wszystkim u dzieci. Bez ciekawości, zamienimy się w bezduszne istoty, którym bliżej będzie do robotów niż do ludzi.

Życie_6

>>> Zapraszam do lektury książki KOSMOS, wydanej przez wydawnictwo W.A.B. Książka jest do kupienia w księgarniach na terenie całego kraju. Można ją też kupić w wielu księgarniach internetowych. Na stronie www.NaukaToLubie.pl na bieżąco są zamieszczane informacje o terminach i miejscach spotkań autorskich.

Tomasz Rożek

 

6 komentarzy do Ta opowieść dotyczy wszechświata…

Czy życie pochodzi z kosmosu?

Desant ziemskiego życia na niektóre globy w Układzie Słonecznym wcale nie byłby skazany na niepowodzenie. Część z prostych, jednokomórkowych organizmów mogłaby bez kłopotu żyć na jowiszowych księżycach, na Marsie czy nawet Wenus.

Desant ziemskiego życia na niektóre globy w Układzie Słonecznym wcale nie byłby skazany na niepowodzenie. Część z prostych, jednokomórkowych organizmów mogłaby bez kłopotu żyć na jowiszowych księżycach, na Marsie czy nawet Wenus.

800px-Grand_prismatic_spring

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Grand Prismatic Spring to największe gorące źródła w Parku Narodowym Yellowstone, USA. Woda w jeziorze na zdjęciu może mieć temperaturę do 90°C. Takie warunki życiu jednak nie przeszkadzają. Jaskrawe kolory na zdjęciu to właśnie „zasługa” termofili – lubiących wysoką temperaturę bakterii.

 

Człowiek nie docenia możliwości adaptacyjnych przyrody. Niedaleko od Chicago postanowiono wiele lat temu zasypać hutniczym żużlem jezioro Lake Calumet. W efekcie woda w małych zbiornikach wodnych stała się bardziej zasadowa niż woda utleniona. Podczas gdy czysta woda w skali pH (to powszechnie używana przez chemików miara kwasowości i zasadowości roztworów wodnych) ma wartość 7, woda utleniona około 12, tak w oczkach wodnych w okolicach dawnego Lake Calumet był roztwór o pH 12,8 ! U człowieka taka mocna zasada poparzyłaby skórę. Jakie było zdziwienie naukowców gdy po zbadaniu próbek pobranych z oczek, okazało się, że jest w nich życie. Małe organizmy żyją także w żrących jak kwas wodach rzeki Rio Tinto na południu Hiszpanii. Jej pH wynosi  2.

Żyjątka z Lake Calumet i z Rio Tinto należą do tej samej grupy tzw. ekstremofili, organizmów, które zadziwiają swoją zdolnością do życia w warunkach ekstremalnych. Naukowcom znane są bakterie, które zamieszkują geotermalne dna oceanów, gdzie temperatura przekracza 150 st. Celsjusza (tzw. termofile) i takie które rozmnażają się na odpadach promieniotwórczych. Niektóre są obojętne na promieniowanie ultrafioletowe, a inne na ciśnienie dochodzące aż do 250 atmosfer (barofile). Znane są też takie, które żyją w wodzie tak słonej, że nie zamarzającej nawet przy kilkudziesięciu stopniach poniżej zera (to halofile). W maleńkiej próbce wody ze śniegów Bieguna Południowego znaleziono od  200 do 5 tyś bakterii, mimo że temperatury dochodzące tam do minus 80 stopni Celsjusza nie są rzadkością !

Jak to się dzieje, że organizmy żywe adoptują się do warunków tak ekstremalnych, skoro mogłyby „wybrać” te znacznie przyjaźniejsze ? Każdy chce być oryginalny – nawet jednokomórkowiec. To nie tylko żart, ale i jedna z zasad przetrwania. W skrajnie nieprzyjaznych warunkach jest mniejsza konkurencja, a to zwiększa szansę na przeżycie. Te organizmy, które zdołają się przystosować, mogą liczyć na swoisty bonus. Na problem można spojrzeć także z innej strony. A może ekstremofile wcale nie musiały się  przystosowywać do niegościnnych (gdzieniegdzie) warunków na Ziemi? Może ekstremalne jednokomórkowce na Ziemię przywędrowały z miejsc, gdzie tak właśnie ekstremalnie się żyje ? W Układzie Słonecznym jest wiele miejsc, gdzie żyjące teraz na Ziemi ekstremofile bez trudy by sobie poradziły. Czy to znaczy, że pochodzą one właśnie stamtąd ?

Można się zastanawiać skąd wzięły się u nas tak nietypowe organizmy, ale można też korzystając z tego że już tutaj żyją dokładniej im się przyjrzeć. Naukowcy robią to bardzo chętnie, bo – wiadomo – badanie czegoś oryginalnego jest pasjonujące. Jedną z częściej w tym kontekście badanych bakterii jest Deinococcus radiodurans, jednokomórkowiec, niezwykle odporny na wysokie dawki promieniowania jonizującego. Przeżywa do 1,5 mln radów, podczas gdy większość organizmów żywych umiera przy 1 tyś. radów. Niezwykła odporność bakterii wynika z ciasno splecionego DNA. Dzięki temu naprawa popękanych jego kawałków trwa o wiele krócej. Poza tym bakteria ma aż cztery pełne kopie genomu. Raczej trudno sobie wyobrazić, że wszystkie one na raz ulegną uszkodzeniu w tym samy miejscu. Wiele prostych organizmów ma także niezwykłą zdolność tworzenia form przetrwalnikowych. Naukowcy znaleźli bakterie, które 250 milionów lat „przezimowały” wewnątrz kryształków soli. Znany jest też przypadek glonów Hemichloris antarctica, które wydają się być zupełnie niewrażliwe na wielokrotne zamrażanie i odmrażanie. Czy takie umiejętności nie są pomocne w przetrwaniu każdych warunków ?

Wraz z odkrywaniem nowych gatunków ekstremofili, poszerza się margines w którym istnieć może życie. Do niedawna nie obejmował nawet całej Ziemi. Uważano, że w tych najbardziej nieprzyjaznych jej częściach życia po prostu nie ma. Dziś wiadomo, że życie jest wszędzie i dostarczono dowodów na to, że w zasadzie mogłoby istnieć w wielu miejscach Układu Słonecznego. Na Marsie, w atmosferze Wenus czy na księżycach Jowisza.

1 komentarz do Czy życie pochodzi z kosmosu?

Konkurs o mózgu

Książka z imienną dedykacją, koszulka i parasol. Tym razem takie nagrody przygotowałem w cotygodniowym konkursie. A sam konkurs dotyczy mózgu.

Konkurs dotyczy trzeciego odcinka serii Megaodkrycia, emitowanego na kanale National Geographic Channel w niedzielę o godzinie 22:00.

W „Rozszyfrować mózg” zobaczycie opowieść o tym, w którą stronę zmierzają najnowsze badania naukowe dotyczące ludzkiego umysłu.

A teraz pytanie:

>>> Czy Waszym zdaniem nauka doprowadzi do tego, że maszyny będą zdolne myśleć abstrakcyjnie tak jak ludzie? Czy będzie to szansa, czy raczej zagrożenie?

Odpowiedzi wpisujcie proszę w komentarzach pod tym tekstem. Najlepsza odpowiedź zostanie nagrodzona moją najnowszą książką „Człowiek”. Jeżeli takie będzie życzenie wygranego, chętnie napiszę imienną dedykację. Dwie kolejne nagrody to koszulka i parasol z nadrukiem National Geographic Channel.

nagroda_Fotor_Fotor_Collage

 Regulamin konkursu:  http://naukatolubie.pl/regulamin-konkursu/

6 komentarzy do Konkurs o mózgu

Type on the field below and hit Enter/Return to search