Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Autor: Malgorzata

Skąd się biorą nasze reakcje i co nami steruje?

Gdzie mieszczą się nasze intencje i skąd się biorą nasze reakcje? Z mózgu? A może źródła naszych zachowań powinniśmy szukać zupełnie gdzie indziej? W tym artykule wyjaśniam, dlaczego reagujemy w…

Gdzie mieszczą się nasze intencje i skąd się biorą nasze reakcje? Z mózgu? A może źródła naszych zachowań powinniśmy szukać zupełnie gdzie indziej? W tym artykule wyjaśniam, dlaczego reagujemy w dany sposób i co ma wpływ na nasze reakcje. Do poruszenia tego tematu zainspirowała mnie książka autorstwa Roberta Sapolsky’ego pt. „Zachowuj się. Jak biologia wydobywa z nas to, co najgorsze, i to, co najlepsze”.

Co sprawiło, że zrobiłeś to, co zrobiłeś? Odpowiedź zależy od dyscypliny nauki, bo wszystkie udzielą różnych odpowiedzi. Z jednej strony hormony, z drugiej ewolucja, z innej jeszcze doświadczenia z dzieciństwa albo geny, albo kultura. Wszystkie te odpowiedzi są ze sobą nierozerwalnie splecione, żadna nie jest najlepsza. Człowieka powinniśmy postrzegać interdyscyplinarnie.

To nie mózg steruje naszymi reakcjami?

Mózg w danej sytuacji nie zadziałał sam z siebie. Tuż przed Twoją reakcją dotarł do Ciebie jakiś bodziec, który wywołał taką a nie inną reakcję. Zadziałał przez kanały zmysłowe i dotarł do mózgu, chociaż mogłeś sobie tego nie uświadomić. Co nam to mówi o naszych najgorszych i najlepszych zachowaniach? Mózg pobudza do działania przeróżne informacje docierające ze zmysłów. Szczególnie wyraźnie widać ten mechanizm u innych gatunków. Zwierzęta potrafią wyczuwać rzeczy w zakresie dla nas niedostępnym albo za pomocą zmysłów, których w ogóle nie znamy.

U różnych gatunków dominująca forma sygnałów zmysłowych — wzrok, dźwięki i tak dalej — ma najbardziej bezpośredni dostęp do układu limbicznego, dlatego na przykład u gryzoni emocje są zazwyczaj wywołane przez węch. Ludzki układ węchowy jest w zaniku: około 40% mózgu szczura zajmuje się przetwarzaniem sygnałów zapachowych — u człowieka tylko 3%. Mimo to wciąż nieświadomie prowadzimy węchowe życie i podobnie jak u gryzoni nasz układ węchowy ma więcej bezpośrednich połączeń z układem limbicznym niż jakikolwiek inny zmysł.

Oprócz informacji dotyczących świata zewnętrznego nasze mózgi nieustannie odbierają informacje dotyczące „interocepcji”, czyli wewnętrznego stanu ciała, jak głód, ból, swędzenie, co też wpływa na nasze emocje. Jeśli czujemy się źle i coś nas boli, to nasza reakcja na bodźce będzie wyczulona. Ból wzmacnia już istniejącą skłonność do agresji, a więc osoby z natury agresywne stają się w takich momentach jeszcze bardziej agresywne.

Wrażliwość na konkretne sygnały pochodzące z różnych źródeł zmienia się. Kiedy jesteśmy głodni, rośnie nasza wrażliwość na zapach jedzenia. Sygnały pochodzące od zmysłów prowadzą do mózgu. Jednak mózg wysyła także połączenia neuronowe do narządów zmysłów. Na przykład niski poziom cukru we krwi może aktywować określone neurony w podwzgórzu. One z kolei wysyłają sygnały pobudzające neurony receptorów w nosie, które reagują na zapachy jedzenia. Sama stymulacja nie wystarczy, żeby w neuronach receptorowych pojawiły się potencjały czynnościowe, ale teraz wystarczy mniejsza liczba aromatycznych cząsteczek z żywności, żeby taki potencjał wyzwolić.

A może chodzi o hormony?

Testosteron — jak działa?

Najczęściej za sprawcę agresji uznaje się testosteron. Chociaż rzeczywiście między występowaniem agresji a obecnością testosteronu występuje pewna korelacja, to związek pomiędzy poziomem testosteronu a agresją u dorosłych mężczyzn jest słaby i niestały, a podawanie testosteronu ochotnikom zazwyczaj nie zwiększa u nich agresji. Mózg nie zwraca uwagi na wahania poziomu testosteronu, dopóki utrzymuje się on w normalnym zakresie, a różnice dotyczące poziomu testosteronu na ogół nie wyjaśniają, dlaczego jedne osoby są bardziej agresywne od innych.

Jak działa więc testosteron? Podnosi poziom pewności siebie i optymizmu, a obniża uczucia strachu i lęku. Testosteron zwiększa impulsywność i ryzykowne zachowania, skłaniając ludzi do robienia rzeczy łatwiejszej, nawet jeśli jest to głupie. Obniża aktywność w korze przedczołowej oraz osłabia jej współpracę z ciałem migdałowatym, za to zwiększa łączność ciała migdałowatego ze wzgórzem — czyli strukturą, przez którą informacje napływające ze zmysłów docierają skróconą drogą do ciała migdałowatego. W ten sposób rośnie wpływ impulsów działających w ułamku sekundy, ale nieprecyzyjnych, zaś maleje rola kory czołowej, która każe się na chwilę zatrzymać i zastanowić.

Dlatego działanie testosteronu zależy od kontekstu. Sam nie powoduje agresji, ale może pomóc ją wywoływać. Jeśli ciało migdałowate już wcześniej reaguje na jakiś aspekt wiedzy wyuczonej społecznie (gniewne twarze), to testosteron zwiększa intensywność jego reakcji. Mówi ona, że wyższy poziom testosteronu zwiększa agresję wyłącznie w reakcji na pojawiające się wyzwanie. Wzrost poziomu testosteronu towarzyszący zagrożeniu statusu wzmaga wszelkie zachowania zmierzające do utrzymania statusu. Gdyby status zdobywałoby się w zamian za szlachetne zachowania, nie byłoby bardziej prospołecznego hormonu niż testosteron.

Stres — jak wpływa na organizm i podejmowanie decyzji?

Czynnikiem, który za to bardzo silnie wpływa na nasze decyzje i zachowanie jest stres. Pojawia się on szczególnie przed podjęciem najważniejszych i obarczonych największymi konsekwencjami decyzji. Jest to dla zjawisko najczęściej niekorzystne, ale stres jest potrzebny, kiedy organizm potrzebuje się zmobilizować na krótko. Naszym przodkom pomagał zwiększyć wydajność organizmu w razie niebezpieczeństwa. Mięśnie potrzebowały wtedy dużej dawki energii, reakcja stresowa mobilizowała energię i przenosiła ją z zapasów organizmu do krwiobiegu. Co więcej, przy okazji stresu podnosi się tętno i ciśnienie krwi, dzięki czemu energia krążąca w krwiobiegu szybciej dociera do pracujących mięśni. Do tego w chwilach stresu organizm odkłada na potem rośnięcie, naprawianie tkanek czy reprodukcję. Dlatego długoterminowy stres powoduje różne problemy metaboliczne i osłabia odporność.

Długotrwały stres powoduje również, że ludzie nieświadomie stają się bardziej wyczuleni na gniewny wyraz twarzy. W chwilach stresu bardziej aktywny staje się neuronalny skrót, którym dane ze zmysłów przenoszą się przez wzgórze do ciała migdałowatego — jego synapsy robią się wrażliwsze. Nasze reakcje stają się szybsze, ale też mniej precyzyjne i przemyślane. W sytuacji budzącej strach ciało migdałowate panuje nad hipokampem i zmusza go do zapamiętania informacji dotyczących kontekstu zdarzenia (np. ciało migdałowate zapamiętuje nóż napastnika, a hipokamp — miejsce, w którym doszło do napadu rabunkowego). Stres wzmacnia ten efekt, ułatwia uczenie się skojarzeń lękowych i włączanie ich do pamięci długoterminowej.

hormon stresu

Z drugiej jednak strony pod wpływem stresu trudniej jest odzwyczaić się od odruchu warunkowego związanego ze skojarzeniem lękowym. Stres zaburza też działanie pamięci roboczej, ale też utrudnia synchronizację różnych obszarów kory czołowej. Dlatego trudniej jest przerzucić się od jednego zadania do drugiego. W sytuacji stresowej zacinamy się, włącza się autopilot, kierujemy się nawykiem. Co zwykle robimy w stresującym momencie, kiedy coś nie działa? Powtarzamy to samo wiele razy, tylko szybciej i mocniej. Osłabienie działania kory czołowej w połączeniu z nasilonym działaniem ciała migdałowatego w chwilach stresu powoduje, że źle oceniamy ryzyko.

Chociaż oczywiście każdy jest inny to obie płcie zarządzają stresem inaczej. Reakcja typu tend-and-befriend u kobiet to przeciwieństwo reakcji fight or flight bardziej charakterystycznej dla mężczyzn. Statystycznie kobiety w stresie skupiają się bardziej na trosce o dzieci (tend) oraz szukają przynależności społecznej (befriend). Jest tak najprawdopodobniej dlatego, że u kobiet w reakcji stresowej silniejszy jest element wydzielania oksytocyny, hormonu odpowiedzialnego zabudowanie relacji.

W ciągu ostatnich minut czy godzin przed jakimś zachowaniem hormony działają głównie w sposób warunkowy i ułatwiający. Hormony nie determinują, nie nakazują, nie powodują zachowań, ani ich nie tworzą. Sprawiają tylko, że stajemy się bardziej wrażliwi na czynniki społeczne, które wyzwalają zachowania silnie nacechowane emocjonalnie i wzmacniają w nas już istniejące skłonności w tych obszarach.

Ostatnio nagrałem film na swój kanał na YouTube na ten temat. Obejrzyj materiał:

 

Możliwość komentowania Skąd się biorą nasze reakcje i co nami steruje? została wyłączona

JAK DZIAŁA KLIMAT – podsumowanie cyklu filmów o zmianach klimatu

Przez ostatnie 4 miesiące regularnie publikowałem na swoim kanale materiały filmowe poświęcone klimatowi. Cykl ten nazywa się „Jak działa klimat”, a jego partnerem jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki…

Przez ostatnie 4 miesiące regularnie publikowałem na swoim kanale materiały filmowe poświęcone klimatowi. Cykl ten nazywa się „Jak działa klimat”, a jego partnerem jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Bank Ochrony Środowiska. 

Dziś, w ramach podsumowania, prezentuję pełne zestawienie wszystkich materiałów video, które powstały w ramach tej współpracy.

W filmach poświęconych tematyce ocieplenia klimatu wyjaśniam między innymi, co to jest klimat i co to jest pogoda? W swoich filmach odpowiadałem na 10 najczęściej zadawanych pytań odnośnie zmian klimatycznych.

1. Czy klimat NA PEWNO się ogrzewa?

W pierwszym filmie odpowiedziałem na pytanie, skąd w zasadzie wiemy, że klimat się ociepla? Udowadniam to na kilka sposobów:

  • Wzrasta temperatura warstwy powietrza przy powierzchni ziemi i nad oceanami przy jednoczesnym spadku temperatury przy stratosferze.
  • Podnosi się poziom wód w morzach i oceanach za sprawą zjawiska rozszerzalności termicznej wody (im wyższa temperatura, tym większa objętość) oraz topniejących lodowców i lądolodów.
  • Zmniejsza się zasięg lodu morskiego w Arktyce i coraz mniej jest lodu na Antarktydzie.
  • Rośnie wilgotność powietrza, zmieniają się zwyczaje gatunków migrujących i przesuwają się zasięgi występowania drzew w kierunku biegunów, a rośliny wcześniej kwitną. 

Obejrzyj materiał video:

 

2. Dwutlenek węgla – całe zło tego świata?

Czy dwutlenek węgla ogrzewa Ziemię? W tym filmie jasno odpowiadam na to pytanie: Nie, nie ogrzewa, ale nie pozwala jej się schłodzić. W filmie wyjaśniam co to jest efekt cieplarniany i jakie są jego mechanizmy? Z tego materiału dowiecie się, czy powinniśmy się obawiać efektu cieplarnianego. A może wręcz przeciwnie – jest on niezbędny dla naszej planety?

Obejrzyj materiał video:

 

3. Słońce nie podgrzewa klimatu

Jak zmiany aktywności Słońca wpływają na zmiany ziemskiego klimatu? Wiele osób uważa, że to właśnie Słońce to jedyny (lub największy) czynnik, który wpływa na zmiany ziemskiego klimatu. W trzecim odcinku z cyklu „Jak działa klimat” obalam ten mit i udowadniam, że intuicja może nas mylić!

Obejrzyj materiał video:

 

4. Pogoda jest jak pies na smyczy

W tym odcinku wyjaśniam, czym różni się klimat od pogody. Film powstał zimą, kiedy za oknem odnotowywaliśmy bardzo niskie temperatury (nawet do –20 st. C). Mroźna aura sprawiła, że pojawiło się wiele komentarzy wątpiących w ocieplenie klimatu. Jednak klimat a pogoda to nie to samo i mylenie pogody z klimatem jest źródłem wielu nieporozumień, które wyjaśniam w tym filmie. 

Obejrzyj materiał video:

 

5. Jak szybko wysycha nam Polska?

Jaki związek mają ze sobą zmiany klimatu i susze? Skoro topią się lodowce, podnosi się poziom wody w morzach i oceanach, to dlaczego nawiedza nas coraz więcej susz? Czy to nie jest sprzeczność? W tym temacie sprzeczności jest więcej, bo równocześnie nawiedza nas też coraz więcej powodzi. W filmie porównuję glebę do betonu. Przez to, że temperatura powietrza wzrasta, gleba szybko wysycha, a rzadsze, ale bardzo intensywne, opady deszczu sprawiają, że woda nie ma szans wsiąknąć w głąb gleby i spływa po niej, jak po betonie.

Obejrzyj materiał video:

 

6. Największe klimatyczne mity

Wulkany są gorsze od człowieka, Grenlandia była zielona, a przez zamarznięty Bałtyk można było saniami dotrzeć do Szwecji. Lista klimatycznych mitów jest długa i w tym filmie rozprawiam się z nimi.

Obejrzyj materiał video:

 

7. Jak bardzo krowy zmieniają klimat?

W kolejnym odcinku pada pytanie, czy para wodna i metan zmieniają klimat na Ziemi? Czy to prawda, że para wodna jest najpotężniejszym gazem cieplarnianym? I co z CO2? Może ten gaz rzeczywiście jest przereklamowany? W filmie omawiam temat krów, a dokładniej hodowli zwierząt, która emituje ok. 15 proc. gazów cieplarnianych, czyli tyle, ile światowy transport. Czy przejście na dietę wegańską pomogłoby zatrzymać globalne ocieplenie? Odpowiedź znajdziecie w tym filmie.

Obejrzyj materiał video:

 

8. Czy to człowiek zmienia klimat?

W poprzednich odcinkach tego cyklu omawiałem wpływ na ocieplenie klimatu takich czynników jak słońce, para wodna, czy rolnictwo. W tym filmie poruszyłem temat wpływu działalności człowieka na to, w jaki sposób zmienia się klimat. Omawiam kwestię bardzo wysokiego poziomu CO2, któremu niestety winna jest działalność człowieka, a konkretnie paliwa kopalne. Czy wiedziałeś, że tak wysokiego poziomu CO2 nie było od kilku milionów lat?

Obejrzyj materiał video:

 

9. Ocieplenie na innych planetach. Prawda czy fałsz?

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany? Gdyby temperatura rosła np. na Marsie, oznaczałoby to, że zmiany klimatu nie są związane z działalnością człowieka. Pod uwagę należy jednak wziąć ważny czynnik, czyli fakt długofalowego dokonywania pomiarów temperatury. Na Ziemi robimy to od setek lat, a na Marsie? Opowiadam o tym szerzej w tym materiale.

Obejrzyj materiał video:

 

10. Czy na działanie nie jest już za późno?

W ostatnim odcinku z cyklu Jak Działa Klimat zastanawiam się, czy w ogóle nie jest już za późno na to, aby zatrzymać postępujące zmiany klimatyczne? Gdzie znajduje się punkt krytyczny, którego przekroczenie oznacza, że nie ma już odwrotu i jesteśmy skazani na katastrofę klimatyczną? W poprzednich odcinkach cyklu opowiadałem o mechanizmie zmian klimatu oraz o ich konsekwencjach. Teraz zastanawiam się, czy na działanie nie jest już za późno? 

Obejrzyj materiał video:

Możliwość komentowania JAK DZIAŁA KLIMAT – podsumowanie cyklu filmów o zmianach klimatu została wyłączona

Przez przypadek odkryto, że dysortografia nie jest lżejszą formą dysleksji

Wbrew pozorom dysortografia nie jest lżejszą odmianą dysleksji. W każdym z tych zaburzeń praca mózgu wygląda inaczej. Zbadali to naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Naukowcy z…

Wbrew pozorom dysortografia nie jest lżejszą odmianą dysleksji. W każdym z tych zaburzeń praca mózgu wygląda inaczej. Zbadali to naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN.

Naukowcy z Instytutu Nenckiego zainteresowali się porównaniem dysortografii i dysleksji w kontekście pracy mózgu trochę przez przypadek. Przy okazji innych badań i poszukiwań dzieci z dysleksją, zdiagnozowanych przez specjalistyczne poradnie, okazało się, że 1/5 wszystkich dzieci, które skierowano do naukowców wcale nie miała dysleksji, lecz dysortografię. To skłoniło badaczy do tego, żeby porównać obie te przypadłości.

Naukowcy po raz pierwszy porównali pracę mózgu dzieci z dysortografią z pracą mózgu dzieci z dysleksją w trakcie czytania. Pokazali, że dysleksja i dysortografia mają różne mózgowe podłoża przetwarzania słów. Dzięki temu wyraźniej widać, że są to odmienne zaburzenia, a nie różne odmiany dysleksji.

Naukowcy z Instytutu Nenckiego prowadzili te badania we współpracy z austriackim Uniwersytetem w Grazu, a ich wyniki ukazały się w czasopiśmie „Brain Structure and Function”.

Dysortografia i dysleksja – co to jest?

W ramach uporządkowania wiedzy wyjaśnijmy, co to jest dysleksja i dysortografia.

O dysleksji można mówić wówczas, gdy dana osoba ma problemy zarówno z nauką czytania, jak i z czytaniem. Problemy te trwają od dzieciństwa aż po wiek dorosły. Osoby z dysleksją mają również trudności z poprawną pisownią, np. trudności sprawiają im dyktanda.. Nie jest to jednak reguła. Zdarzają się osoby z dysleksją, które nie popełniają błędów w pisaniu i mamy wówczas do czynienia tzw. izolowanym deficycie czytania.

Dysortografia dotyczy dzieci, które czytają na typowym poziomie, ale mimo znajomości zasad ortograficznych  mają problem z pisaniem i popełniają specyficzne błędy.  Mylą nie tylko  „ch” z „h” albo „ż” i „rz”, ale również przestawiają szyk liter w słowach albo zapisują odbicia lustrzane liter.

Przebieg i wyniki badania

Dzieci w wieku 9-13 lat, które wzięły udział w badaniu podzielono na trzy grupy:

  • grupa, która nie miała problemów z pisaniem ani czytaniem;
  • grupa osób z dysortografią, które mają problemy z pisaniem, ale nie z czytaniem;
  • grupa osób z dysleksją, które mają trudność zarówno z czytaniem, jak i pisaniem.

Dzieci badano funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI), na którego ekranie prezentowano  krótkie słowa często występujące w języku polskim. Dzieci patrząc na te słowa miały za zadanie odczytywać je w myślach. Dla porównania prezentowano też inne bodźce wzrokowe, np. szereg symboli niebędących literami, a następnie sprawdzano, jakie obszary mózgu się aktywowały.

Zaobserwowano, że u dzieci z dysleksją lewy zakręt wrzecionowaty aktywował się o wiele słabiej niż u dzieci z dysortografią i z grupy kontrolnej.

Obszar ten wykształca się, kiedy uczymy się czytać. Jego zadaniem jest zapamiętywanie, jak wyglądają całe słowa. To dzięki temu nie musimy każdorazowo literować wyrazu w głowie, ale bezproblemowo odczytać go w całości. Nasz mózg jest niesamowity – to pozwala nam na szybkie czytanie, a dodatkowo tekst nie przestaje być zrozumiały, nawet jeśli pojawiają się w nim literówki czy błędy.

Na pewno znacie tę grafikę, która mimo licznych błędów, nadal dla większości z nas jest czytelna. Jej odczytanie jest możliwe dzięki obszarowi w mózgu, który jest odpowiedzialny za wzrokowe rozpoznawanie obrazów.

A może u Ciebie jest inaczej? Przekonaj się i spróbuj przeczytać poniższy tekst:

Mimo błędów, możemy przeczytać ten tekst

Naukowcy wnioskują, że skoro wspomniany wyżej obszar słabo aktywował się u dzieci z dysleksją, ale nie z dysortografią, to jest on kluczowy dla umiejętności czytania.

W badaniu wzięto pod uwagę także inny obszar w mózgu, który (w odniesieniu do grupy kontrolnej) słabiej aktywował się zarówno u osób z dysleksją, jak i z dysortografią. Chodzi o zakręt skroniowy górny, który odpowiada za przetwarzanie fonologiczne, czyli umiejętność dzielenia wyrazów na dźwięki i manipulowania nimi.

Osoby z deficytami fonologicznymi mają kłopot z określeniem, czy dane słowa rymują się albo czy zaczynają się na tę samą głoskę. Nie potrafią też wyodrębnić głosek z wyrazów, a okazuje się, że to jest kluczowe dla nauki pisania. Problemy fonologiczne mają zarówno osoby z dysleksją, jak i osoby z dysortografią.

Mózg z zaznaczonymi obszarami dysortografii i dysleksji

Na pomarańczowo zaznaczony jest obszar wzrokowej formy słów w lewej półkuli, który miał mniejszą aktywność podczas czytania słów u dzieci z dysleksją w porównaniu do typowo czytających. Na różowo zaznaczony jest obszar w lewym zakręcie skroniowym górnym, który był mniej aktywny podczas czytania zarówno u dzieci z dysleksją jak i z dysortografią w porównaniu do grupy kontrolnej. Źródło: Instytut Nenckiego PAN

 

Od diagnozy do terapii

Badania pokazują, że wprawdzie istnieje związek między deficytem fonologicznym, a dysleksją i dysortografią, ale jeszcze ciężko stwierdzić, czy te wyniki mogłyby mieć przełożenie na terapię. Deficyt fonologiczny zaczyna się kształtować ok. 5-6 roku życia, a dysleksję diagnozuje się dopiero, kiedy dziecko osiąga wiek 9 lat. Można jednak obserwować dziecko i reagować nieco wcześniej. Jeśli około 6-7 roku życia dostrzeżemy u dziecka problemy z fonologią, możemy mu pomóc w nauce czytania poprzez wykonywanie z nim zadań na integrację głoski z literą czy rozróżnianie głosek. Terapię trzeba zacząć jednak szybciej niż można postawić diagnozę i taki jest paradoks dysleksji.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Przez przypadek odkryto, że dysortografia nie jest lżejszą formą dysleksji została wyłączona

Web-korki – projekt darmowych korepetycji dla dzieci z Domów Dziecka

Czy można łączyć studia, codzienną pracę w korporacji i regularną działalność społeczną? 22 letnia Olga Kotyk udowadnia, że tak. Oprócz studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i pracy zawodowej, jej…

Czy można łączyć studia, codzienną pracę w korporacji i regularną działalność społeczną? 22 letnia Olga Kotyk udowadnia, że tak. Oprócz studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i pracy zawodowej, jej największą pasją jest działalność społeczna. W projekcie również biorą udział jej siostry. Starsza udziela korepetycji dwójce podopiecznych, a młodsza odpowiedzialna jest za kwestie promocyjne.

Ola na swoim koncie ma pracę w Domu Seniora, organizację targów pracy, praktyk i staży „Dni Kariery” oraz wylot na zagraniczną misję, gdzie realizowała cel zrównoważonego rozwoju ONZ na Sri Lance.

W czasach pandemii zainicjowała projekt społeczny, którego głównym celem jest zapewnienie wsparcia dzieciom i młodzieży z Domów Dziecka w zakresie edukacji poprzez udzielanie korepetycji online. 

Jak wszystko się zaczęło?

Ola rozpoczęła rekrutować wolontariuszy z całej Polski już w sierpniu 2020 roku. Wtedy też nawiązała kontakt z wieloma placówkami, żeby dowiedzieć się, czy taka forma pomocy byłaby dla nich potrzebna.

Bardzo szybko okazało się, że projekt spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem. Chęć udziału zgłosiło sporo wolontariuszy i wiele placówek. To pierwsza tego typu inicjatywa, która oferuje pełną pomoc dla wszystkich dzieci z placówki, ze wszystkich możliwych przedmiotów. Jeszcze przed pandemią dzieci miały możliwość korzystania z darmowej pomocy korepetytorów, jednak teraz, dzięki inicjatywie Oli, każde dziecko może otrzymać pomoc z wybranych przedmiotów, a nawet uczyć się nowych języków od podstaw.

Organizacja pomocy od kuchni

Obecnie w projekcie działa 65 wolontariuszy (korepetytorzy oraz doradcy zawodowi), którzy co tydzień udzielają korepetycji online łącznie 33 dzieciom z 4 placówek w Polsce.

Zajęcia odbywają się regularnie raz w tygodniu, niezależnie od liczby przedmiotów. Na pomoc może liczyć każde dziecko w danej placówce, które znajduje się w potrzebie. Jedno dziecko może skorzystać nawet z dodatkowych 3 godzin zajęć w tygodniu z 3 różnych przedmiotów.

Korepetycje dla Domów Dziecka

Warunkiem skorzystania z korepetycji jest zgłoszenie potrzeby pomocy na pomocą portalu: Domy Dziecka – Ogólnopolski Portal Domów Dziecka – znajdź Dom Dziecka

Z pomocy aktualnie korzystają placówki w czterech miastach: Olkuszu, Pszczynie, Żywcu oraz Pychowicach. 

W ciągu 3 miesięcy wolontariusze udzielili łącznie ponad 400 lekcji!

Dodatkowo, aby zapewnić kompleksową pomoc potrzebującym, Ola uruchomiła wsparcie w postaci doradztwa zawodowego online dla dzieci i młodzieży z tych placówek. Obecnie 2 dzieci zgłosiła chęć uczestniczenia w sesjach z doradztwa zawodowego i od ponad miesiąca regularnie uczestniczą w zajęciach z doświadczonymi doradcami.

Co dalej?

Projekt realizuje konkretny cel, bardzo ważny społecznie. Niestety Ola dotarła do ściany i nie jest w stanie nawiązywać współpracy z nowymi Domami Dziecka. Jako jedyna koordynatorka, która musi godzić obowiązki uczelniane z pracą zawodową, nie da rady kierować samodzielnie większym zespołem w taki sposób, aby zachować wysoki poziom pomocy, na którym jej zależy.

Ola szuka osób, które chciałyby się włączyć w inicjatywę. Potrzebni są nadal nowi korepetytorzy, którzy mogliby prowadzić zajęcia w ramach zastępstw w razie konieczności. 

 

Czujesz, że możesz pomoc Oli i zaangażować się w jej przedsięwzięcie? Napisz do niej:

Projekt Społeczny: Web-Korki | Facebook

https://www.instagram.com/projekt_webkorki/

 

Możliwość komentowania Web-korki – projekt darmowych korepetycji dla dzieci z Domów Dziecka została wyłączona

„Li czy? MY” – ambitny projekt licealistów krakowskiej „piątki”

Grupa uczniów z V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie zainicjowała społeczny projekt pod nazwą „Li czy? MY”. W ramach inicjatywy prowadzą darmowe zajęcia online, które przygotowują uczniów do konkursów kuratoryjnych. Jak…

Grupa uczniów z V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie zainicjowała społeczny projekt pod nazwą „Li czy? MY”. W ramach inicjatywy prowadzą darmowe zajęcia online, które przygotowują uczniów do konkursów kuratoryjnych. Jak wyglądają przygotowane przez nich zajęcia?

Pomysłodawcy przedsięwzięcia wierzą, że wiedzą należy się dzielić, a sukcesy ich podopiecznych oraz pozytywne komentarze ze strony uczniów, motywują ich do dalszej pracy. Jak sami o sobie piszą, są grupą pasjonatów nauki, uczniów różnych profili V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Swojego zainteresowania nie ograniczają do jednego tematu ciekawi ich zarówno lingwistyka i filozofia, jak i zagadnienia biologiczne, chemiczne, matematyczne, a nawet programowanie. 

Organizatorzy projektu Li czy MY

Organizatorzy: Hanna Żurek, Zuzanna Iwan (chemia), Anna Rachwał, Maciej Golec (biologia), Piotr Borodako, Maciej Ziobro (fizyka), Ola Fijałek, Marta Muskus (język angielski), Mariam Baghdasaryan, Maksymilian Wdowiarz-Bilski (matematyka)

 

Swoje, zakończone licznymi sukcesami, doświadczenie w konkursach kuratoryjnych chcą przekuć w realną, kompleksową pomoc dla uczniów szkół podstawowych, którzy, tak jak kiedyś oni, planują wziąć udział w konkursach. Młodsi koledzy być może zastanawiają się, czy poradzą sobie z samodzielną realizacją zagadnień lub po prostu szukają kogoś na kształt mentora, kto poprowadzi ich przez kolejne etapy i pomoże z organizacją czasu. Organizatorzy zajęć wychodząc naprzeciw wyzwaniom, jakie rzuca obecna sytuacja związana z koniecznością zdalnej edukacji, chcą wspomóc nauczycieli, którzy, nawet pomimo najszczerszych chęci, nie zawsze mają fizyczną możliwość zorganizowania zajęć przygotowujących do konkursów kuratoryjnych.

Postanowiliśmy stać się alternatywą dla tych wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w konkursach i ułatwić sobie proces rekrutacji do liceum bądź technikum, a którym szkoła z różnych powodów nie jest w stanie zapewnić wystarczającej pomocy – mówią organizatorzy

 

Projekt „Li czy? MY” organizowany jest w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii. Uczniowie prowadzą całkowicie darmowe zajęcia w formie online, które przygotowują do konkursów kuratoryjnych z pięciu przedmiotów: matematyki, fizyki, chemii, biologii i języka angielskiego. Zajęcia przeznaczone są dla uczniów szkół podstawowych.

Zajęcia odbywają się w przyjaznej atmosferze, bez poczucia niezdrowej rywalizacji. Organizatorom przede wszystkim zależy na tym, aby nikt nie odczuwał presji, a ich misją jest przede wszystkim to, aby zarazić uczniów miłością do przedmiotów i pokazać, że nauka może być przyjemna i efektywna. 

Projekt, oprócz niesienia pomocy uczniom klas podstawowych, spełnia jeszcze jedną ważną funkcję – pozwala rozwijać się samym organizatorom. Każda inicjatywa społeczna wymaga zorganizowania i umiejętności koordynacyjnych, a dodatkowo wykazania się sumiennością, umiejętnością współpracy czy kreatywnością. Uczniowie V LO codziennie wypracowują w sobie te cechy z dużym powodzeniem. Choć dla większości z nich rola nauczyciela była debiutem, to nie zabrakło im determinacji, żeby zrealizować swoje cele na jak najwyższym poziomie. Świadczy o tym grupa 150 osób zainteresowanych wzięciem udziału w projekcie. 

Jak wyglądały zajęcia?

Przez 20 tygodni regularnie odbywały się spotkania, większość grup nawet dwa razy w tygodniu, aby móc się dopasować terminowo do każdego uczestnika. Ponadto część zespołów prowadziła dodatkowe spotkania konsultacyjne, na których młodzi mentorzy pomagali we wszelkich trudnościach, lub omawiali bardziej zaawansowany materiał dla bardziej ambitnych uczniów. Uczniowie brali ponadto udział w wielu innych inicjatywach powiązanych z nauczaniem, min. „Zaproś mnie na swoją lekcję”, ale także publikowali na swoich social mediach naukowe ciekawostki.

 

Zainteresowani udziałem w projekcie mogą dołączyć zapisując się poprzez formularz: https://forms.gle/kHu9w97vm9d3j7NB9

Zajrzyjcie też na profile w mediach społecznościowych projektu „Li czy? MY”:

Facebook:  https://www.facebook.com/Li.Czy.My.ZzT

Instagram: https://www.instagram.com/li_czy_my/?hl=pl

 

Możliwość komentowania „Li czy? MY” – ambitny projekt licealistów krakowskiej „piątki” została wyłączona

„Autyzm. Odmień moją historię” – kampania Fundacji JiM. A Ty, ile wiesz na temat autyzmu?

Autyzm to odmienny od typowego sposób rozwoju człowieka, który objawia się różnicami w sposobie komunikacji, nawiązywania relacji, wyrażania emocji. Osoby z autyzmem w inny sposób uczą się oraz mają swój…

Autyzm to odmienny od typowego sposób rozwoju człowieka, który objawia się różnicami w sposobie komunikacji, nawiązywania relacji, wyrażania emocji. Osoby z autyzmem w inny sposób uczą się oraz mają swój własny schematem zachowań. Osoby z autyzmem to indywidualności, a spektrum zaburzeń dotyczy wielu obszarów funkcjonowania i sprawia, że osoby te rozwijają się inaczej. 2 kwietnia, na który przypada Światowy Dzień Świadomości Autyzmu, to dobry moment, żeby przyjrzeć się szerzej temu zagadnieniu.

Czym jest autyzm?

Autyzm jest zaburzeniem rozwojowym. Oznacza to, że cała ścieżka rozwoju osoby w spektrum przebiega w odmienny sposób, niż standardowo. O autyzmie mówi się jako o spektrum, co oznacza, że w przypadku każdej osoby będzie on wyglądał nieco inaczej i nasilenie zachowań oraz cech wynikających z autyzmu będzie różne.

Im wcześniejsza diagnoza, tym większa szansa na samodzielność. Bywa jednak tak, że diagnozę stawia się dopiero u dorosłych osób, które widzą, że mają pewne trudności np. komunikacyjne. Dotychczasowy niepokój poniekąd ustaje w momencie diagnozy autyzmu. Od tej pory wiedzą, co stanowiło problem. Mogą rozpocząć terapię, która pomoże im zrozumieć siebie.

Czy to jest autyzm? Objawy i niepokojące sygnały

A jak rozpoznać autyzm? Objawy autyzmu dotyczą w dużej mierze sfery komunikacji. Osoba w spektrum autyzmu może mieć problemy z nawiązywaniem kontaktów oraz prowadzeniem zwykłej rozmowy z innymi. Istnieje kilka charakterystycznych cech, na które należy zwracać uwagę już na etapie rozwoju dziecka i wykrycia potencjalnego spektrum autyzmu. Należy jednak pamiętać, że nie zawsze dotyczą one wszystkich osób z autyzmem z jednakowym natężeniem.

  • Kłopoty z mówieniem lub brak tej umiejętności.
  • Brak relacji i interakcji z innymi ludźmi.
  • Obecność nietypowych zachowań i zabaw (np. machanie rączkami, używanie nietypowych przedmiotów do zabawy, układanie zabawek w długie rzędy).
  • Brak nawiązywania kontaktu wzrokowego.
  • Brak umiejętności naśladowania.
  • Nieumiejętność wykonywania prostych poleceń (np. usiądź, daj).
  • Trudność z koncentracją uwagi.

Powyższe symptomy mogą jednak pojawiać się w większym lub mniejszym natężeniu. Niektóre osoby w spektrum nie muszą przejawiać wszystkich tych cech, nie muszą nawet w ogóle ich przejawiać – na tym właśnie polega to spektrum: każda osoba z autyzmem jest inna, można powiedzieć, że nie ma dwóch takich samych.

Fundacja JiM, która na co dzień prowadzi działania na rzecz zwiększania dostępu do diagnozy i terapii, budowania akceptacji dla osób z autyzmem oraz wspiera osoby dorosłe ze spektrum autyzmu i zachęca do tego, aby odmienić życie osób w spektrum.

Organizacja prowadzi w tym roku kampanię Polska Na Niebiesko pod hasłem „Autyzm. Odmień moją historię”, w ramach której chcą zwrócić uwagę społeczeństwa na to, jak wspólnie można zmienić na lepsze życie osób z autyzmem. Fundacja zwraca uwagę na temat społecznej, wspólnej odpowiedzialności za los i przyszłość osób z autyzmem. Dlatego tak ważne jest, aby rozumieć, czym jest autyzm oraz jak wielu osób w naszym otoczeniu dotyczy. A do tego niezbędna jest jak najszybsza diagnoza!

Fundacja JiM

Szybka diagnoza – szansa na realną pomoc

Diagnoza autyzmu u dziecka rozpoczyna się gruntownym wywiadem z rodzicami lub opiekunami. Do oceny ryzyka wystąpienia zaburzeń ze spektrum autyzmu wykorzystuje się często również badanie przesiewowe M-CHAT- R. Jest to narzędzie przesiewowe przeznaczone do wykrycia niepokojących objawów u dzieci w wieku 16-30 miesięcy. Test składa się z 20 zamkniętych pytań, które pozwalają ujawnić wczesne oznaki zaburzeń ze spektrum autyzmu. Dotyczą one głównie zachowania dziecka, jego umiejętności komunikacyjnych oraz społecznych. Kwestionariusz może być wykorzystywany zarówno podczas rutynowych badań kontrolnych u lekarza, w placówkach opiekuńczych, jak i zostać samodzielnie wypełniony przez rodzica, który zauważa w zachowaniu dziecka niepokojące sygnały.

Dzięki temu można ocenić, czy ryzyko wystąpienia autyzmu u dziecka jest na poziomie niskim, średnim czy wysokim. Dużym ułatwieniem jest powszechna dostępność tego narzędzia – jest ono bezpłatne, a jego wypełnienie nie jest czasochłonne. Rodzic, który sam wykonał takie wstępne badanie, może skierować się z wynikiem do lekarza i skonsultować dalszą ścieżkę działań. Lekarz wówczas może skierować dziecko na diagnozę autyzmu.

W Polsce dzieci czekają na diagnozę nawet pół roku lub dłużej. Są również osoby, które otrzymują diagnozę dopiero po 30. roku życia.

Jak wynika z Raportu JiM „Dziecko z autyzmem. Dostęp do diagnozy, terapii i edukacji w Polsce” na diagnozę czeka się zbyt długo – 6 miesięcy, rok, a nawet dłużej. Najnowsze dane, również z Kliniki JiM, wskazują, że wciąż wiele jest osób, których specjaliści w ich rodzinnych miejscowościach skierowali na diagnozę dopiero po 30. roku życia. W 2020 r. tylko w Klinice JiM  diagnozę w kierunku autyzmu otrzymało 37 osób dorosłych z całej Polski.

Brak diagnozy to również ogromny problem u dzieci. Przed diagnozą rodzice i opiekunowie miesiącami z niepokojem patrzą na ich rozwój, są zagubieni, nie rozumieją, co się dzieje, mimo wizyt u wielu specjalistów w poszukiwaniu przyczyny. Diagnoza pozwala znaleźć rodzicom najlepszą, możliwą pomoc dla dziecka, która daje szansę na rozwój i większą samodzielność. Diagnoza daje szansę na maksymalne zrealizowanie potencjału każdego dziecka. Im szybsza diagnoza, tym większa szansa na samodzielność w przyszłości.

Fundacja JiM walczy o maksymalne zwiększenie dostępu do diagnozy autyzmu w Polsce. Organizacja znajduje rozwiązania systemowe i przekonuje do nich tych, którzy mają realny wpływ na ich wdrożenie. W bezpośrednie działania Fundacji JiM jest zaangażowanych kilkaset osób – głównie lekarzy, psychologów, terapeutów, nauczycieli, wolontariuszy.  W 2020 r. Fundacja JiM przeprowadziła diagnozy ponad 400 osób, w tym u wspomnianych wyżej 37 osób dorosłych.

Domy życia, nie instytucje

W Polsce nie ma powszechnego systemu wsparcia dla osób dorosłych z autyzmem. Osoby niesamodzielne, pozbawione opiekunów, trafiają do zamkniętych instytucji, które często są niedostosowane do ich potrzeb.

Zdarza się, że osoba niesamodzielna ze spektrum autyzmu nie potrafi wyrazić werbalnie swoich potrzeb. Nie jest w stanie powiedzieć, że coś ją boli, coś jej doskwiera. Rodziny i bliscy opiekunowie wiedzą, jak czytać wszystkie niewerbalne sygnały. Taki poziom opieki jest niestety trudny do zapewnienia w zamkniętej instytucji.

Dla niesamodzielnych osób ze spektrum autyzmu byłoby znacznie lepiej, gdyby miały możliwość trafić do przyjaznych, dostosowanych do ich potrzeb domów. W całej Europie rozwija się obecnie trend opieki nad osobami zależnymi nazywany „deinstytucjonalizacją”. Jej celem jest doprowadzenie do sytuacji, by osoba o ograniczonej samodzielności otrzymywała wsparcie nie w ramach opieki instytucjonalnej, a w mniejszych, przyjaznych domach w środowisku lokalnym, w społeczności lokalnej. Stworzenie miejsc, gdzie osoby dorosłe ze spektrum mają godne warunki życia, specjalistyczną opiekę, spokojne tempo życia. Miejsc dostosowanych do ich potrzeb, pełniących rolę domu rodzinnego.

O taki standard opieki dla dorosłych osób z autyzmem walczy Fundacja JiM, która tworzy rozwiązania systemowe i przekonuje do nich osoby decyzyjne. Pracownicy Fundacji codziennie pracują i zabiegają o to, aby zapewnić dobrą dorosłość dla osób w spektrum. Mogą to robić m.in. dzięki wsparciu od swoich darczyńców, a dzień 2 kwietnia, czyli Światowy Dzień Świadomości Autyzmu to okazja do tego, żeby zwrócić naszą uwagę na ten problem – do czego zachęcamy!

http://www.jim.org/polskananiebiesko

Możliwość komentowania „Autyzm. Odmień moją historię” – kampania Fundacji JiM. A Ty, ile wiesz na temat autyzmu? została wyłączona

Dlaczego wierzymy w bzdury?

W czasach, w których dostęp do informacji jest tak prosty, jak mrugnięcie okiem, coraz więcej osób wierzy w płaską Ziemię, szkodliwość DNA, samoloty rozpylające chemikalia, czy to, że nigdy nie…

W czasach, w których dostęp do informacji jest tak prosty, jak mrugnięcie okiem, coraz więcej osób wierzy w płaską Ziemię, szkodliwość DNA, samoloty rozpylające chemikalia, czy to, że nigdy nie wylądowaliśmy na Księżycu. W tym materiale staram się wytłumaczyć mechanizmy, które sprawiają, że czasem prościej jest uwierzyć w pseudonaukowe teorie, niż poparte wiedzą i badaniami twierdzenia naukowców.

Wiara w pseudonaukę

W komentarzach pod moimi filmami nie brakuje komentarzy, w których wiele osób wątpi, że człowiek postawił stopę na Księżycu. To zadziwiające, że osoby na kanale naukowym nie wierzą w to udowodnione i wielokrotnie powtórzone osiągnięcie ludzkości. Taka postawa to element szerszego zjawiska, które nazywam wiarą w pseudonaukę.

Jakiś czas temu zapytano Amerykanów w sondzie ulicznej, czy nie uważają, że żywność zawierająca DNA powinna być oznaczona? Większość odpowiadała, że oczywiście tak, bo DNA przecież jest groźne! (Chyba DNA pomyliło im się z GMO, choć i w tym przypadku nie ma żadnych dowodów na to, by GMO było dla nas groźne). Tylko jakie znaczenie ma opinia setek naukowców, jeśli w sieci pojawia się materiał, z którego wynika, że pewna rasa szczurów po podaniu żywności GMO gromadnie zachorowała na raka?

Jeszcze gorzej sprawa ma się ze szczepionkami. Tutaj emocje sięgają zenitu, a tam, gdzie emocje, tam nie ma miejsca na rzeczową dyskusję. Niestety kilka kłamliwych komentarzy środowisk antyszczepionkowców ma większe zasięgi niż dane, wykresy, mapy i można setki razy tłumaczyć, że szczepionki nie mają nic wspólnego z autyzmem i ich celem nie jest zniewolenie całych społeczeństw. Niestety ludzi negujących skuteczność szczepionek czy antybiotyków jest coraz więcej.

To, że jest sporo oszustów, którzy zarabiają na ludzkiej naiwności jest oczywiste. Zawsze tak było i będzie. To, że są tacy, którzy dzielą się alternatywnym opisem rzeczywistości to też żadna nowość. Pytanie brzmi, dlaczego coraz większa liczba osób daje się nabrać na te oszustwa?

Czy wszystkiemu winny jest nasz mózg?

Częściowo to wina naszego mózgu i mechanizmów fizjologicznych. Za prawdziwe wyrażenia uważamy te, które najbardziej rozumiemy. Mając więc dwa opisy rzeczywistości, większość z nas intuicyjnie wybierze ten łatwiejszy do zrozumienia. To właśnie dlatego argumenty pseudonaukowców opierają się na bardzo prostych analogiach i używają prostych wytłumaczeń do wyjaśnienia tego, co widzimy.

Dysonans poznawczy

Inny powód, dla którego ludzie wierzą w pseudonaukę to dysonans poznawczy. Wytłumaczę go na przykładzie. Wyobraźmy sobie, że mamy dom. Fundament jest jego podstawą i na nim budujemy resztę. Jeżeli ona nie pasuje do fundamentu, to ją odrzucamy. To zrozumiałe, bo przecież fundamentów się nie rusza, za to przebudować, rozebrać można ściany.

Plemienność

Jest jeszcze jeden mechanizm, który sprawia, że ludzie wierzą w alternatywną rzeczywistość. Chęć przynależności do jakiejś grupy – czyli plemienność. To jest uwarunkowane genetycznie i nie jest to zaskakujące. Chcemy należeć do jakiejś społeczności, mieć poczucie przynależności, identyfikacji z pewną grupą. Kiedyś ten mechanizm pozwalał przetrwać, ale dziś, gdy nie mamy świadomości ich istnienia, stajemy się wobec nich bezbronni.

Pseudonaukowcy tłumaczą świat prosto, a rzeczywistość nie zawsze taka jest. Poza tym bazują na emocjach, a te raczej przeszkadzają nam w zrozumieniu zjawisk niż pomagają. Gdy naukowiec mówi, że szczepienia są bezpieczne i pomagają, choć nie może wykluczyć komplikacji poszczepiennych u bardzo niewielkiej grupy dzieci, a antyszczepionkowiec pokaże zdjęcie sparaliżowanego dziecka twierdząc, że przyczyną jest szczepionka, komu damy wiarę?

Pseudonauki dają pocieszenie i fałszywe poczucie zrozumienia rzeczywistości. Nauka oparta na pomiarze i doświadczeniu bywa bezwzględna, bezduszna i skomplikowana. Która zatem – nauka czy pseudonauka może być źródłem frustracji, a czasami rozpaczy?

Zapraszam do obejrzenia filmu, w którym szerzej poruszam ten temat.

Możliwość komentowania Dlaczego wierzymy w bzdury? została wyłączona

Popularyzują matematykę w ramach projektu PIKTV

Grupa uczniów i absolwentów z VIII LO w Katowicach rozpoczęła projekt pod nazwą „PIKTV”, którym chcą przywrócić królową nauk do łask licealistów. Organizują matematyczne konkursy w formie teleturniejów, przygotowują ciekawostki,…

Grupa uczniów i absolwentów z VIII LO w Katowicach rozpoczęła projekt pod nazwą „PIKTV”, którym chcą przywrócić królową nauk do łask licealistów. Organizują matematyczne konkursy w formie teleturniejów, przygotowują ciekawostki, a wkrótce także będą pomagać maturzystom. Działania podjęli się w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii.

Projekt PIKTV

Fot. Szymon Kreczko

Od tego się zaczęło

VIII Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej Curie w Katowicach, nazywane często „pikiem” po swoim poprzednim patronie, znane jest na Śląsku głównie z wybitnych klas matematycznych. To właśnie wśród społeczności klas D – „matematycznych kwadratów” – rozwinął się projekt, który szerzy pasję do najpiękniejszej z dziedzin nauki – matematyki. Głównym celem projektu, jest popularyzacja matematyki wśród młodzieży szkolnej w sposób przystępny dla każdego ucznia, stosując metodę „nauka przez zabawę”.

Zaczęło się od zorganizowanego w maju 2018 roku konkursu „1 z 12” wzorowanym na popularnym teleturnieju „Jeden z Dziesięciu”. Pomysłodawcą i głównym organizatorem był wówczas mgr Michał Rał – nauczyciel matematyki. Przez kilka miesięcy zapisywał interesujące pytania z jego dziedziny i za zgodą dyrekcji konkurs odbył się z udziałem sporej publiczności.

Sukces młodych popularyzatorów nauki

Wydarzenie okazało się sukcesem i spotkało się z dużą aprobatą i ekscytacją wśród uczniów. Konkurs o tak nietypowej formie pobudził wyobraźnię niektórych na tyle, że dołączyli oni do nauczyciela, ulepszając i rozwijając pomysły mgr. Rała. Zespół rozrastał się, a wraz z nim rosła skala oraz liczba konkursów.

Pojawiły się nowe formaty konkursów, takie jaki „Pikowi Pilionerzy” (oparci na teleturnieju Milionerzy) oraz Postaw na Pilion (inspirowane konkursem „Postaw na Milion”). W grudniu 2019 roku pierwszą edycję „Postaw na Pilion” zobaczyło na żywo ponad 300 osób.

Postaw na Pilion

fot. Julia Woźniak

Obecnie inicjatywą zajmuje się łącznie 10 osób, a wśród nich manager, graficy, programiści oraz grupa zajmująca się rejestracją konkursów w formie wideo – wszyscy są uczniami lub absolwentami VIII LO w Katowicach.

Zwolnieni z Teorii

Lokalny sukces przedsięwzięcia sprawił, że w październiku 2020 roku projekt został zgłoszony do olimpiady Zwolnieni z Teorii pod nazwą „PIKTV” i tym samym jego sława miała wydostać się poza mury liceum. Plany pokrzyżowała pandemia koronawirusa uniemożliwiając organizację dużych wydarzeń publicznych, na których do tej pory inicjatywa była oparta. Grupa „PIKTV” zmuszona była przenieść część swoich działań do przestrzeni wirtualnej.

Aktywność związaną z projektem można śledzić na Facebooku i Instagramie, gdzie regularnie pojawiają się ciekawostki związane z teorią liczb. Organizatorzy planują także wirtualne wydarzenia specjalne (związane z różnymi świętami, w tym z Dniem Liczby Pi), serię postów, które ułatwią przygotowania do tegorocznej matury oraz making off całej inicjatywy. PIKTV prowadzi także kanał na YouTube, na którym znajduje się nagranie z czwartej edycji Pikowych Pilionerów.

Na finał projektu planowana jest edycja specjalna konkursu Postaw na Pilion (na ten moment proponowaną datą jest kwiecień 2021). Na razie jednak nie wiadomo, czy sytuacja epidemiologiczna pozwoli zrealizować plany.

Możliwość komentowania Popularyzują matematykę w ramach projektu PIKTV została wyłączona

Tak oszukuje nasz mózg! Dlaczego Księżyc nad horyzontem wydaje się taki duży?

W zeszły weekend podczas wycieczki rowerowej, której towarzyszyła pełnia księżyca, zastanowiła mnie jedna rzecz. Jak to jest, że patrząc gołym okiem na wschód i zachód księżyca (to samo złudzenie dotyczy…

W zeszły weekend podczas wycieczki rowerowej, której towarzyszyła pełnia księżyca, zastanowiła mnie jedna rzecz. Jak to jest, że patrząc gołym okiem na wschód i zachód księżyca (to samo złudzenie dotyczy słońca) wydaje mi się on tak gigantyczny, podczas gdy na zdjęciach okazuje się taki zwykły?

To złudzenie optyczne. Nasz mózg po prostu oszukuje. Zresztą łatwo to sprawdzić. Wystarczy wyciągnąć rękę z linijką i zmierzyć średnicę Księżyca podczas wschodu i wtedy, gdy jest wysoko na niebie. Będzie dokładnie taka sama. Inny sposobem jest zrobienie zdjęcia. Tak, jak ja przed chwilą.

Wyobraźcie sobie dwa świecące obiekty, które obserwujecie w ciemną noc. Patrzycie na nie i wydają się one być identycznej wielkości. Ale, jeżeli – niech to będą np. lampki rowerowe – są one od nas w różnej odległości, ta, która jest dalej, musi być w rzeczywistości większa – prawda?

Mózg powiększa obiekty, które znajdują się bliżej horyzontu, bo wydaje mu się, że są one dalej. No dobra, ale przecież Księżyc w ciągu nocy, albo Słońce w ciągu dnia nie zmieniają odległości.

Fazy księżyca

To prawda. To mówi nam matematyka, ale nie intuicja. Intuicja podpowiada, że to co jest tuż nad horyzontem, jest dalej niż to, co jest nad głową. W skrócie mówiąc, czasza nieba dla naszego mózgu jest spłaszczona od góry. Po prostu mamy wrażenie, że nieboskłon jest miską a nie półkulą. A to oznacza, że dla naszego mózgu Księżyc albo Słońce nad horyzontem jest dalej niż Księżyc, albo Słońce w zenicie. I choć mózg widzi je tak samo, sztucznie powiększa to co jest nad horyzontem. I tylko szkoda, że tego samego nie robi aparat fotograficzny.

Jeżeli chcemy mieć piękne zdjęcia dużego wschodzącego Księżyca, albo zachodzącego Słońca… musimy się posłużyć programem do obróbki fotograficznej. Ten program robi dokładnie to samo co nasz mózg. Oszukuje obrazem.

Możliwość komentowania Tak oszukuje nasz mózg! Dlaczego Księżyc nad horyzontem wydaje się taki duży? została wyłączona

Czy na innych planetach jest globalne ocieplenie?

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany? Jakiś czas temu świat nauki obiegła informacja, że naukowcy wykryli na Marsie globalne ocieplenie. Gdyby okazało się, że na Czerwonej Planecie podnosi…

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany?

Jakiś czas temu świat nauki obiegła informacja, że naukowcy wykryli na Marsie globalne ocieplenie. Gdyby okazało się, że na Czerwonej Planecie podnosi się temperatura, oznaczałoby to, że zmiany klimatu nie są związane z działalnością człowieka. Zanim jednak zaczniemy wyciągać pochopne wnioski, pod uwagę musimy wziąć fakt, że pomiary temperatury na Marsie wykonywane są zaledwie od około 30-40 lat, podczas, gdy na Ziemi dokładnie mierzy się temperaturę od 100 lat, a wyrywkowo od kilkuset lat.

Jeżeli efekt cieplarniany miałby być skutkiem zmian aktywności Słońca, nie tylko na Ziemi, ale także na innych planetach powinno być coraz cieplej. A jest? Sprawdźmy to.

Zapraszam do obejrzenia kolejnego materiału, który powstał w ramach cyklu „Jak działa klimat”. Odpowiadam w nim na pytanie, czy na innych planetach możliwe jest globalne ocieplenie?

Możliwość komentowania Czy na innych planetach jest globalne ocieplenie? została wyłączona

Księżycowa misja na Ziemi

W ramach analogowej misji Orfeusz testowali najnowsze skafandry. Prowadzili eksperymenty biologiczne i inżynierskie. Podejmowali trudne wyzwania podczas spacerów kosmicznych, a wszystko to na „Księżycu”, który znajdował się na… Ziemi. A…

W ramach analogowej misji Orfeusz testowali najnowsze skafandry. Prowadzili eksperymenty biologiczne i inżynierskie. Podejmowali trudne wyzwania podczas spacerów kosmicznych, a wszystko to na „Księżycu”, który znajdował się na… Ziemi. A dokładniej w Polsce, na dawnym lotnisku wojskowym w Pile. Już dziś (26 marca) o 18:00 będzie okazja do tego, aby poznać ich osobiście podczas spotkania online – „Księżycowa misja na Ziemi”.

Podczas spotkania organizatorzy zaplanowali rozmowy o tym, czym są analogowe habitaty, jak program Stacji Badawczej LunAres pomaga naukowcom z całego świata wziąć udział w symulacjach odkrywania nowych granic eksploracji kosmosu oraz w jaki sposób będziemy zachowywali się jako społeczeństwo na innej planecie lub księżycu? Czy możemy zgłębiać i rozwijać medycynę w surowym klimacie Księżyca? Jakie nowe technologie możemy badać i testować w analogowym habitacie?

Misja Orfeusz

Stacja Badawcza LunAres to tzw. habitat analogowy – środowisko symulujące bazę księżycową lub marsjańską. Naukowcy i naukowczynie z całego świata prowadzą tu symulacje związane z eksploracją kosmosu. Testują zrównoważone technologie, systemy podtrzymywania życia, prowadzą eksperymenty medyczne. Takie badania pomagają w przygotowaniu procedur i przeanalizowaniu zdarzeń, które mogą wystąpić podczas rzeczywistej misji na Księżycu. Bezpieczniej jest przetestować różne scenariusze jeszcze na Ziemi.

W ramach misji Orfeusz, sześcioro analogowych astronautów i astronautek z Polski, Kanady, Francji, Meksyku i Egiptu przez dwa tygodnie przebywało w kompletnej izolacji „na Księżycu”. Wykonali 14 zróżnicowanych zadań i eksperymentów badawczych. Sprawdzali, czy można rozwijać medycynę w surowym klimacie Księżyca i zastanawiali się, jaką społeczność stworzylibyśmy żyjąc na innej planecie. Misja była częścią projektu Kampania Izolacji Pandemicznej pod patronatem Ministerstwa Zdrowia. Jej cel to identyfikacja potencjalnych skutków zdrowotnych dwutygodniowej kwarantanny. Badania mogą pomóc nie tylko w eksploracji kosmosu, ale także w zrozumieniu efektów długotrwałej izolacji.

Szczegóły i program wydarzenia

Wydarzenie odbędzie się dziś (26 marca) o 18.00 w dwóch wersjach językowych:

Transmisja w języku polskim na żywo na profilu Facebookhttps://fb.me/e/2kJn29e99

Transmisja w języku angielskim na żywo na kanale YouTube:

  • 18:00 – 18:15   rozpoczęcie wydarzenia
  • 18:15 – 18:30   Lunares – anlaogowy habitat
  • 18:30 – 18:45   pokaz Planetarium „Księżycowa historia” 
  • 18:45 – 19:35   wywiady z załogą misji Orfeusz 
  • 19:35 – 19:55   filmowa podróż na misję Orfeusz oraz pytania od widzów 
  • 19:55 – 20:00   zakończenie

Uczestnicy wydarzenia (załoga misji Orfeusz)

Dr. Benjamin Pothier – francuski naukowiec. Dzięki udziałowi w różnych wyprawach i szkoleniach analogowych astronautów na całym świecie, ma bogate doświadczenie przebywania w środowisku I.C.E (izolowanym, zamkniętym i ekstremalnym). Jego badania dotyczą życia ludzi w takich warunkach.
Dr. Shawna Pandya – kanadyjska naukowczyni, lekarka, kandydatka na astronautę. Prowadzi badania związane z medycyną i neurobiologią. Przetestowała komercyjny skafander kosmiczny w warunkach mikro-grawitacji.
Eduardo Salazar Perez – meksykański inżynier. Jest członkiem zespołu zajmującego się rozwojem technologii stratosferycznej i kosmicznej.
Ola Kozawska – polska inżynierka. projektantka usług i strategii z doświadczeniem w stosowaniu narzędzi projektowych i metod zorientowanych na człowieka w różnych branżach.
________________________

Współorganizatorami przedsięwzięcia są:

Centrum Nauki Kopernik, ESERO-Polska, Lunares Research Station, Ambasada Kanady w Polsce, Ambasada Francji w Polsce, Instytut Francuski oraz Ambasada Meksyku w Polsce

Możliwość komentowania Księżycowa misja na Ziemi została wyłączona

Czy szczepionka AstraZeneca jest bezpieczna? Rozmowa z dr. Pawłem Grzesiowskim

Szczepionki na koronawirusa to temat, który budzi skrajne emocje. W dzisiejszej rozmowie z moim gościem porozmawiamy o tym, jakie są rodzaje szczepionek, czy szczepionka AstraZeneca jest bezpieczna oraz czy incydenty…

Szczepionki na koronawirusa to temat, który budzi skrajne emocje. W dzisiejszej rozmowie z moim gościem porozmawiamy o tym, jakie są rodzaje szczepionek, czy szczepionka AstraZeneca jest bezpieczna oraz czy incydenty związane z jej podaniem to powód do strachu?

Gdy umawiałem się z moim gościem na rozmowę myślałem, że jej tematem będzie skuteczność szczepień w takich krajach, jak Izrael czy Wielka Brytania. Jednak w ciągu kilku ostatnich dni bardzo dużo się wydarzyło i nie mogę nie poświęcić dużej części naszej rozmowy brytyjskiej/oksfordzkiej szczepionce AstraZeneca. Kolejne kraje zawiesiły program jej wykorzystywania. Powstaje pytanie, czy ona jest niebezpieczna i jest się czego obawiać? Zapraszam do przeczytania materiału, który powstał w ramach opracowania rozmowy z doktorem Pawłem Grzesiowskim – pediatrą, nauczycielem akademickim i ekspertem Naczelnej Rady Lekarskiej. Rozmowę przeprowadziłem na antenie Radia 357.

Nasze podejście do epidemii: 2020 vs 2021 rok

Tomasz Rożek: Panie doktorze dokładnie rok temu w trochę innej rzeczywistości radiowej rozmawialiśmy właśnie na temat epidemii. Ona się wtedy zaczynała, jeszcze specjalnie się do niej nie przywiązywaliśmy. Być może niektórzy słyszeli napływające zewsząd informacje, ale wielu jeszcze nie bardzo wierzyło, że w XXI wieku, w środku Europy, możliwa jest epidemia, która spowoduje taki bałagan, z jakim właśnie mamy do czynienia. Co dzisiaj wiemy, czego wtedy nie wiedzieliśmy? Albo jakie rok temu mogliśmy podjąć decyzje, żeby dzisiaj było lepiej?

dr Paweł Grzesiowski: To trudne pytanie, bo dzisiaj mamy doświadczenia z ostatniego roku. Rok temu nie mając doświadczeń nie mogliśmy przewidzieć takich komplikacji, z jakimi mamy do czynienia teraz. Niestety mimo dużych doświadczeń naukowych i medycznych, przewidzenie rozwoju pandemii nowego wirusa – podkreślam to z pełną świadomością – nowego wirusa w rozumieniu układu odporności człowieka, jest moim zdaniem niemożliwe. Moglibyśmy tylko odwoływać się do przeszłości, do innych pandemii, a pamiętajmy, że te poprzednie pandemie jednak dotyczyły wirusów już chociaż trochę znanych w naszemu układowi odporności. Np. grypa, odra, ospa prawdziwa, ebola czy HIV, który pojawił się w okolicach lat ’80.

Tomasz Rożek: Czy rok temu myślał Pan, że ten wirus będzie groźniejszy niż jest w rzeczywistości, czy przeciwnie, myślał Pan, że wszystko pójdzie łatwiej, a jak widać nie idzie łatwo.

dr Paweł Grzesiowski: Takie wątpliwości miałem w połowie stycznia, kiedy dostaliśmy pierwsze raporty z Chin, takie konkretne, bo przecież wiemy że Chiny dopiero  31 grudnia zgłosiły oficjalnie do WHO kilkanaście przypadków niewyjaśnionych zgonów z powodu jakiegoś ciężkiego zapalenia płuc, które nie było grypą. W połowie stycznia jeszcze mieliśmy wątpliwości, zastanawialiśmy się, czy nie jest to być może kolejna lokalna odmiana SARS lub może MERS. Na pewno jednak nie sądziliśmy, że to są wirusy o znaczeniu globalnym. Natomiast już w marcu, kiedy odnotowaliśmy przypadki poza Azją i epidemia rozpoczęła się w Europie – we Włoszech,  w Stanach Zjednoczonych (i były to ciężkie przypadki), to miałem przekonanie, że czeka nas bardzo poważny problem. Powiem szczerze, że wtedy bałem się bardziej niż teraz, bo wtedy raporty były znacznie bardziej dramatyczne, mimo że wykrywaliśmy mniej przypadków i współczynnik śmiertelności był szacowany na 10 proc. Gdybyśmy dzisiaj wyobrazili sobie, że zmarło nie 2,6 miliona, lecz 26 milionów ludzi, to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu historycznie.

Strategiczny zwrot akcji – szczepionki!

Tomasz Rożek: W międzyczasie bardzo wiele się wydarzyło. Tak zwana pierwsza fala w Polsce w ogóle się nie zadziała (latami będziemy jeszcze analizować te liczby). Druga fala uderzyła w nas mocno, ale po niej pojawiły się szczepionki i wielu z nas kamień spadł z serca. Można byłoby powiedzieć, że wygraliśmy, ale mamy teraz do czynienia z trzecią falą. Mamy szczepionki, ale nagle się okazało, że wzbudzają one wiele emocji, także negatywnych. Rozumiem, że pan jako lekarz jak słyszy o tym, że szczepionki tylko szkodzą, to podnosi się panu ciśnienie. Nie wiadomo, jak to interpretować, ale pojawia się sporo kontrowersji wokół brytyjskiej, oksfordzkiej szczepionki AstraZeneca. Jak pan na to patrzy?

dr Paweł Grzesiowski: Nastawienie do szczepień zmieniło się radykalnie. Pamiętacie państwo pewnie te wyniki wstępnych szacunków z okolic października, listopada ubiegłego roku, które porównywały nastawienie do szczepień z okresu jeszcze przed wakacjami. Z 40 proc. zaufania do szczepień notowania wzrosły do pięćdziesięciu kilku proc., natomiast te same badania powtórzone dwa miesiące później pokazały, że już zaufanie do szczepień w momencie kiedy one weszły na rynek skoczyło do ponad 60 proc.

To pokazuje, że my, jako ludzkość, jednak dajemy wiarę i ufamy tej gałęzi przemysłu i nauki. I te procenty zaufania jeszcze bardziej wzrosły biorąc pod uwagę liczbę zgłaszających się na szczepienia. Ale tak jest z każdym dobrem. Jeżeli ono da się oswoić i jeśli minie moment, gdy wszyscy czegoś bardzo chcemy, to zaczynamy zyskiwać pewien dystans.

Myślę, że jesteśmy w tej chwili w momencie takiego dystansu, kiedy dotarła do nas informacja, że po jednej ze szczepionek coś się wydarzyło w jednym kraju, potem w następnym. W różnych środowiskach zawieszono szczepienia, ktoś zrobił to samo i w tej chwili obserwujemy dokładnie odwrotny efekt domina. Zauważmy, że o ile początkowo kolejny kraj po kraju, czy każda kolejna osoba po osobie nabierała zaufania do szczepień, tak w tej chwili widzimy, że zaufanie do szczepionek (bo to nie jest tylko problem szczepionki AstraZeneca) maleje i zauważamy, że kolejne kraje, mimo że nie dochodzi do kolejnych incydentów związanych, zawieszają stosowanie tej szczepionki. Czyli można powiedzieć, że jest to ewidentnie działanie bardziej emocjonalne i podyktowane niepokojem obywateli, niż faktami naukowymi, medycznymi.

Szczepionki na koronawirusa – czym się różnią?

Tomasz Rożek: Zanim przejdziemy do tych niepewnych albo pewnych faktów, chciałbym jeszcze Pana zapytać o to, czym różnią się szczepionki na koronawirusa? Mamy dzisiaj na rynku cztery firmy: Pfizer, Moderna, AstraZeneca i Johnson&Johnson. Czy różni je tylko i wyłącznie nazwa? Czy one się różnią jakoś zasadniczo od siebie?

dr Paweł Grzesiowski: Zdecydowanie różnią się bardzo mocno technologicznie. Natomiast z punktu widzenia działania na układ odpornościowy byłoby pewnym problemem, żeby rozróżnić efekty. Zarówno po szczepionkach mRNA, jak i wektorowych DNA powstają przeciwciała przeciwko białku S. Różnica polega na tym, że w różny sposób jest podawana informacja. Szczepionki mRNA, czyli szczepionki firmy Pfizer, Moderna, są szczepionkami, można powiedzieć, najbardziej czystymi w swojej istocie. Otóż jest zapisana informacja w mRNA, czyli w kodzie genetycznym, który jest bezpośrednio podłączony do naszych „drukarek” czyli naszych rybosomów, w których produkowane jest białko wirusa. Szczepionki wektorowe, żeby te informacje przekazać potrzebują właśnie tego wektora, czyli jakiegoś przekaźnika, a tym przekaźnikiem jest wirus małpi, którego znamy i jest nieszkodliwy dla człowieka. Jest to wirus małpi przeziębieniowy, więc de facto nie powinien u człowieka wywoływać żadnych istotnych objawów, jak również nie powinien powodować powikłań i różnica polega na tym, że w szczepionkach wektorowych czyli Astry i Johnson&Johnson ta informacja o wirusie jest zakodowana w kwasie DNA i rozpakowywana przez komórkę, która dopiero przepisuje ten kod na RNA i z tego powstaje białko. Czyli szczepionki wektorowe są bardziej skomplikowane w rozumieniu tego cyklu od podania do wytworzenia białka wirusa na powierzchni naszych komórek, natomiast efekt jest ten sam. W naszych komórkach pojawia się białko wirusowe, czyli można porównać do sytuacji, w której ktoś z nas nagle zaczął mieć jakąś cechę wroga i właśnie nasze komórki prezentują tę cechę wroga, będąc całkowicie nieszkodliwymi. Nasz organizm uczy się, że ten wróg wygląda właśnie tak i należy go atakować w momencie, kiedy on się pojawi w naturze.

Czyli te szczepionki, które w tej chwili mamy w Europie, te cztery, o których wspominaliśmy na początku, mają dokładnie takie mechanizmy. Mamy jeszcze inne szczepionki zarejestrowane na świecie, chociażby chińskie, gdzie wymyślono zupełnie inną koncepcję. Ona polega na tym, że hoduje się wirusa na liniach komórkowych, następnie się go zabija i umieszcza w szczepionce. Znamy takie szczepionki przecież od lat – są tworzone chociażby przeciwko polio.

Co z tą AstrąZenecą?

Tomasz Rożek: Czy ten inny mechanizm oznacza także inną skuteczność tych szczepionek? Sporo też mówiło się o tym, że AstraZeneca na przykład jest szczepionką, która ma niską skuteczność szczególnie dla osób w wieku starszym. Czy to ma jakieś pokrycie w faktach?

dr Paweł Grzesiowski: Moim zdaniem tu się pojawiły kwestie niemedyczne. Szczepionka Astra wystartowała fatalnie jeżeli chodzi o jej pijar. Może to przypadek, ale przecież pamiętajmy, że ta szczepionka wystartowała w Wielkiej Brytanii, która odłączyła się od Unii Europejskiej, więc już na samym początku świat był sceptyczny wobec tego, że Anglicy, którzy chcą się odłączyć od Unii, sami sobie wyprodukowali szczepionkę. I co jeszcze bardziej mogło rozzłościć wszystkich, mianowicie Brytyjczycy zarejestrowali ją zanim firmy przystąpiły do rejestracji swoich szczepionek w Unii Europejskiej. Czyli Anglicy zaczęli szczepić szczepionką, którą zarejestrowali sami u siebie, a dopiero potem ta szczepionka została przedstawiona do rejestracji w Unii Europejskiej. Już sam ten fakt moim zdaniem budził niedobre emocje wokół tej szczepionki, bo gdyby to się stało w Chinach, w Rosji czy w Indiach, to w ogóle to nie wzbudziłoby emocji.

To trochę wygląda tak, że Brytyjczycy, którzy nie dość, że się właśnie wyłamali ze Wspólnoty, to jeszcze sobie sami dosyć sprawnie radzą i wyprodukowali szczepionkę, którą zaczęli stosować jeszcze przed wszystkimi innymi krajami. Co więcej, z dużym powodzeniem, bo przecież wiemy, w jakim momencie ta szczepionka startowała. Fala trzecia brytyjska, grudniowa, była dramatyczna i tam był lock down piątego stopnia, co oznaczało, że właściwie nie wolno było wychodzić z domu. My tego w ogóle nie doświadczyliśmy jeszcze.

Natomiast ten początek dla szczepionki był fatalny jeszcze z innego powodu. Otóż Brytyjczycy, którzy są bardzo dokładni w badaniach, poddali tę szczepionkę 2-stopniowemu badaniu skuteczności. Otóż badano nie tylko objawy Covid-19 po szczepieniu, ale również bezobjawowych nosicieli wirusa. Okazało, że ta szczepionka rzeczywiście w stu procentach praktycznie chroni przed śmiercią lub ciężkim przebiegiem choroby. Ale w osiemdziesięciu kilku procentach po sześciu tygodniach chroni przed bezobjawową postacią – nie w stu procentach, nie w dziewięćdziesięciu kilku… Natomiast firmy Pfizer i Moderna w ogóle nie badały tego obszaru, czyli bezobjawowego nosicielstwa, tylko podawały skuteczność w zapobieganiu objawowemu covidowi. I tu skuteczność jest na poziomie 94 i 95 proc. Czyli już na starcie Brytyjczycy, którzy zrobili dokładniejsze badania przegrali, bo podali, że są słabsi. Skuteczność na poziomie 70 kilku proc vs. 90 kilku proc. szczepionek amerykańskich.

Dopiero dzisiaj tak naprawdę poznajemy dopiero badania Pfizera i Moderny w zakresie ochrony przed bezobjawowym przebiegiem choroby. Tych badań w ogóle oni nie mieli wcześniej. Wystarczyło spojrzeć na punkty końcowe badań klinicznych Pfizera i Astry, żeby się przekonać, że tam (AstraZeneca) te 70 proc. nie jest równe temu 95 proc nie dlatego, że jest mniej skuteczna, tylko dlatego, że badano inny proces, inne zjawisko biologiczne.

Mało tego. Proszę zwrócić uwagę, Pfizer i Moderna to firmy amerykańskie, które głównie produkują na rynek amerykański, niewielkimi zasobami wspomagając resztę świata. Pamiętajmy, że na 380 mln dawek na świecie podano 110 mln w Stanach Zjednoczonych, czyli jedna trzecia całego światowego obrotu szczepionkami włączając to chińskie i rosyjskie została podana w Stanach Zjednoczonych. Dlatego nie ma szczepionek Moderny czy Pfizera w nadmiarze w Europie, czy w innych krajach, bo one przede wszystkim zaopatrują rynek amerykański. Dodatkowo konkurencja między rynkami, na które szczepionki mają być dostarczane.

Tomasz Rożek: Ale chce Pan powiedzieć, Panie Doktorze, że szczepionka Astra Zeneca to jest najlepsze co mamy teraz? I to cała historia z skrzepami, z jakimiś zatorami, że to wszystko jest wyssane z palca? Czy było jednak coś na rzeczy?

dr Paweł Grzesiowski: Jak wchodziła szczepionka Pfizer i zaczęliśmy szczepić, to w pierwszych dwóch dniach mieliśmy 8 wstrząsów anafilaktycznych. Trzeba było podać adrenalinę, ale nikt z tych osób nie zmarł, bo zadziałano w porę podając im odpowiednie leki, ale początek był dramatyczny! Wchodzi nowa szczepionka, a my tu mamy ogromne odczyny poszczepienne. Potem mieliśmy problem w Norwegii – to był styczeń, kiedy zmarło kilkadziesiąt osób. W Polsce też kilka osób zmarło w domach opieki, a mieliśmy tylko szczepionkę Pfizera. Mówiło się o tym, ale nie tak dużo i nie tak źle, jak teraz wobec szczepionki AstraZeneca. Wyjaśniono, że to nie wina szczepionki w rozumieniu jej wady produkcyjnej, tylko trzeba bardzo ostrożnie kwalifikować starsze osoby do szczepienia. I właściwie te raporty znikły. Przestano o tym komunikować, a pojawiła się szczepionka Astra i tak samo zaczęto mówić o tym, że pojawiły się jakieś przypadki związane z jej działaniami niepożądanym. Jeżeli chodzi o ścisłe fakty medyczne, mamy 17 mln podanych szczepionek. Jeżeli chodzi o AstręZenecę, mamy łącznie 37 przypadków działań niepożądanych (w tym 4 lub 5 śmiertelnych) na 17 mln dawek.

W tej chwili te wszystkie przypadki są poddawane ścisłej analizie Znam już przebieg jednego z tych przypadków i jego historię, a okazało się, że przyczyną był covid. Po przebadaniu tkanek okazało się, że ten pacjent, który zmarł był zarażony wirusem.

Tomasz Rożek: Czy ja to w takim razie dobrze rozumiem, Panie Doktorze, że Pana zdaniem nie ma absolutnie żadnych merytorycznych powodów, żeby z tej szczepionki rezygnować? Czy mamy do czynienia z jakiegoś rodzaju rozgrywkami geopolitycznycmi, politycznymi pomiędzy krajami Unii Europejskiej, w których kraje, które zawieszają szczepienia, chcą pokazać Brytyjczykom, że stać ich na to, żeby nie kupować od Brytyjczyków szczepionek? Jesteśmy w sytuacji trzeciej fali, wiele krajów jest dalej zdewastowanych i czy jest miejsce na to, żeby zupełnie bez powodu rezygnować z szczepionki, która mogłaby przynajmniej częściowo odciążyć.

dr Paweł Grzesiowski: Te przypadki powikłań są faktem, to nie jest wymysł, więc nie chcę przez to powiedzieć, że to wszystko jest jakąś rozgrywką polityczną, ale musimy patrzeć na kontekst. Pierwszym krajem, który ogłosił jakiś problem była Austria, potem pojawiły się kolejne kraje, które wycofały się ze szczepienia bez zaistnienia nowych przypadków po prostu na zasadzie takiej procedury bezpieczeństwa. Być może to jest jakiś argument, że szczepienia tą szczepionką powinny być chwilowo zawieszone aż do momentu wyjaśnienia. Dopóki nie sprawdziłem, wolę nie stosować. Takie podejście jest zgodne z podstawową zasadą domniemania, że skoro nie mamy pewności, to jednak przyjmujemy, że to jest niepożądany odczyn poszczepienny i że lepiej nie podawać tej szczepionki niż prowokować kolejne efekty uboczne.

Tomasz Rożek: Nawet jeżeli prawdopodobieństwo tego odczynu, jak ktoś policzył na Twitterze, jest porównywalne z prawdopodobieństwem uderzenia meteorytu w centrum miasta?

dr Paweł Grzesiowski: Te kraje i też Europejska Agencja Leków czy WHO właśnie kalkulują to ryzyko. Jeżeli to ryzyko związane z wystąpieniem epizodu zatoru jest niższe po szczepieniu niż bez szczepionki, to jak można podejmować decyzje o wstrzymaniu obrotu jakiegoś leku?

Policzono, że te przypadki wśród zaszczepionych osób stanowią znaczącą mniejszość w stosunku do spontanicznie występującej choroby zatorowo-zakrzepowej. Dlaczego więc mielibyśmy wycofywać produkt, który tak naprawdę w grupie, w której jest stosowany redukuje ryzyko wystąpienia zatorów, a nie zwiększa. Więc to jest to drugie podejście, czyli dopóki nie udowodnimy, że coś źle działa, możemy to stosować. Myśmy dużo pracy włożyli w to, żeby wyjaśniać, jako lekarze, że te produkty są równoważne. Że jeżeli chodzi o szczepienie, to skutek, czyli uniknięcie choroby ciężkiej lub zgonu, właściwie są porównywalne.

Potem przyszło szczepienie nauczycieli. W tej grupie większość stanowią kobiety i to kobiety raczej młodsze niż starsze. Okazało się, że wiele osób miało poważne odczucia poszczepienne, czyli gorączka, dreszcze, bóle mięśniowe. Zaskutkowało to tym, że ok 30 proc. Kadry poszło po szczepieniu na zwolnienie, czyli kolejny argument za tym, że szczepionka jest zła, bo wywołuje tak silne działania uboczne, że ludzie muszą rezygnować z pracy i iść na zwolnienie. No więc ta masa negatywnych obserwacji wokół szczepionki Astra powolutku toczyła się jak kula śniegu, robiła coraz większa, aż wreszcie doszło do jeszcze kolejnych informacji, czyli o tych epizodach zatorów zakupowych. No i mamy to co mamy.

Dwie taktyki szczepień: Izrael i Wielka Brytania

Tomasz Rożek: Panie Doktorze, przejdźmy teraz do bardzo ważnego tematu, jakim jest Izrael i Wielka Brytania. To są dwa kraje, które mają wyszczepioną ogromną grupę społeczeństwa. Czy tam w statystykach już widać efekty szczepienia?

dr Paweł Grzesiowski: Bezwzględnie tak. Na szczęście mam same dobre wiadomości.

Izrael ma w tej chwili 99 procentową redukcję śmiertelności w grupie zaszczepionych w stosunku do wcześniejszej grupy niezaszczepionych. Czyli porównując, osoby 60+ o prawie 100 proc. spadła śmiertelność, czyli prawie do zera – to samo w kwestii hospitalizacji. Liczba zachorowań w grupie zaszczepionej spadła o 40 proc., przy zaszczepieniu ok. 80 proc. swojej populacji. Właściwie można powiedzieć, że osiągnęli próg odporności populacji.

Ostatnie zachorowania były na poziomie chyba 2000 przypadków dziennie, a przypomnę, że jeszcze dwa miesiące temu było to 10 tysięcy! Tam też oczywiście był lock down, nie można wszystkich sukcesów przypisywać szczepionkom, natomiast jeżeli chodzi o przypadki śmiertelne, to w styczniu wtedy, kiedy było tych przypadków tak dużo, umierało 100 osób dziennie, a w tej chwili 20. To pokazuje biologicznie, jaki jest efekt szczepienia.

Bardzo podobne wyniki są w Wielkiej Brytanii, przy czym Brytyjczycy szczepią pragmatycznie jedną dawką, natomiast Izrael szczepi dwoma dawkami. Mamy tu zderzenie dwóch koncepcji. Izrael postawił na jak najszybsze szczepienia dwoma dawkami, żeby uzyskać jak najszybciej ten efekt dziewięćdziesięciu kilku proc., natomiast Brytyjczycy postawili na to, żeby zaszczepić jak najwięcej ludzi pierwszą dawką, aby przerwać transmisję wirusa i zahamować liczbę zgonów. Wiemy, że jedna dawka po tych 12 tygodniach chroni prawie w 95 proc. przed śmiercią z powodu wirusa.

Tomasz Rożek: Panie doktorze. I teraz prośba do Pana o to, żeby udzielił Pan odpowiedzi tak lub nie. Czy gdyby to od Pana zależało, czy Pan w Polsce zawiesił szczepienia AstraZeneca?

dr Paweł Grzesiowski: Nie, absolutnie nie! Mało tego powiem jeszcze, że gdybym mógł jutro zaszczepić mojego syna tą szczepionką, to bym zrobił to bez zastanowienia. Proszę mi wierzyć, że ja mówię to, czego uczono mnie przez lata. Czyli dopóki nie udowodni się że coś jest, to tego nie ma. Rozumiem to drugie podejście, że dopóki nie udowodni się, że szczepionka jest bezpieczna, to jej nie wolno stosować, ale ja bym podszedł do tej sprawy od drugiej strony. Skoro wiem, że szczepionka jest bezpieczna na podstawie badań klinicznych, to dlaczego mam zawieszać jej podawanie? Wciąż możemy powiedzieć, że osoby szczepione tą szczepionką w absolutnej większości mają korzyść, a nie ponoszą ryzyko.

 

Na koniec zachęcam do obejrzenia materiału na temat szczepionki AstraZeneca, w którym omawiam zagadnienia związane z bezpieczeństwem tego preparatu.

Możliwość komentowania Czy szczepionka AstraZeneca jest bezpieczna? Rozmowa z dr. Pawłem Grzesiowskim została wyłączona

Nagroda Jamesa Dysona w Polsce. Młody wynalazco – zgłoś swój pomysł do konkursu!

152 000 zł to wygrana na poziomie międzynarodowym, na którą mogą liczyć młodzi naukowcy w konkursie o Nagrodę Jamesa Dysona. Wymagania są proste – wystarczy zaprojektować coś, co rozwiąże jakiś…

152 000 zł to wygrana na poziomie międzynarodowym, na którą mogą liczyć młodzi naukowcy w konkursie o Nagrodę Jamesa Dysona. Wymagania są proste – wystarczy zaprojektować coś, co rozwiąże jakiś współczesny problem. W 2021 roku konkurs po raz pierwszy odbywa się w Polsce, a ja mam przyjemność być jednym z członków jury, które wybierze krajowych laureatów.

Nagroda Jamesa Dysona to jedno z wielu zainicjowanych przez sir Jamesa Dysona działań, które mają pokazać, że wynalazcy i inżynierzy mogą zmieniać świat. Instytut Inżynierii i Technologii Dyson, Fundacja Jamesa Dysona oraz Nagroda Jamesa Dysona zapraszają młodych inżynierów do tego, by wykorzystywali swoją wiedzę w praktyce i wynajdowali nowe sposoby na poprawienie jakości naszego życia dzięki technologii.

W tym roku po raz pierwszy polscy naukowcy mogą starać się o nagrody, a ja, razem z Doktorem Tomaszem Łuczyńskim i Przemysławem Pająkiem, będę miał przyjemność wyłonić zwycięzców na poziomie krajowym.

Sky is the limit

Pojęcie „rozwiązania jakiegoś problemu” jest dosyć ogólnikowe i bardzo pojemne, ale to celowe działanie organizatorów, którzy chcą zachęcić studentów, by zmierzyli się z istotnymi współcześnie problemami. To daje młodym naukowcom ogromne pole do popisu i w zasadzie nieograniczone możliwości. Z resztą, zobaczcie, co w poprzednich latach mieli do zaoferowania laureaci konkursu i jak bardzo kreatywne podejście prezentują naukowcy młodego pokolenia.
W 2020 roku Główną Międzynarodową Nagrodę zdobyła 23-letnia Judit Giró Benet, która przygotowała projekt The Blue Box, czyli urządzenie do samodzielnej diagnostyki raka piersi, wykorzystujące algorytm sztucznej inteligencji do analizy próbki moczu. Zostało ono opracowane jako mniej inwazyjna i łatwiej dostępna alternatywa dla konwencjonalnych mammograficznych badań przesiewowych, z których kobiety coraz częściej rezygnują.

W 2017 roku jury nagrodziło pomysł na kolorowe mydło w sztyfcie SoaPen, które ma zachęcać dzieci do dokładnego mycia rąk. Z kolei w 2011 roku w Singapurze Esther Wang stworzyła urządzenie, które ma za zadanie wspierać komunikację między personelem szpitala a dziećmi, którym wyjaśniane są procedury medyczne.

Warto dodać, że wspomniane wyżej projekty przyniosły rozgłos ich twórcom i wykorzystywane są na szeroką skalę – urządzenie do komunikacji z dziećmi znalazło zastosowanie w 44 szpitalach w łącznie 23 krajach, a twórczynie kolorowego mydła po wprowadzeniu swojego produktu na rynek znalazły się na prestiżowej liście 30 Under 30 czasopisma Forbes.

Zasady konkursu

Zachęcam młodych naukowców, inżynierów do tego, aby nie bali się zaprezentować swoich wynalazków. W grę wchodzą nie tylko nagrody pieniężne, ale przede wszystkim poczucie, że można rozwiązać jakiś ważny dla ludzkości problem, a to daje zdecydowanie więcej satysfakcji.

Jak wziąć udział w konkursie?

  1. Kreacja. Skonstruuj coś, co rozwiąże jakiś problem. Punktem wyjścia może być coś irytującego, z czym ludzie borykają się na co dzień. Może to być również jakiś globalny problem. Istotą pomysłu jest jego skuteczność. Opisz, jak działa Twój wynalazek i jak, krok po kroku, przebiegał proces jego rozwoju.
  2. Ocena. W pierwszym etapie projekty będą oceniane na poziomie krajowym przez niezależne jury (to właśnie na tym etapie będę mógł oceniać Wasze zgłoszenia!). W każdym kraju, które bierze udział w konkursie zostanie wyłoniony jeden projekt zwycięski i dwa wyróżnione. Spośród zwycięzców krajowych, zespół inżynierów firmy Dyson dokonuje selekcji 20 zgłoszeń, które przejdą do ścisłego finału.
  3. Nagrody. Sir James Dyson osobiście rozpatruje 20 wyselekcjonowanych zgłoszeń, a następnie przyznaje Główną Międzynarodową Nagrodę oraz wyróżnienia na poziomie międzynarodowym, jak również Międzynarodową Nagrodę w kategorii Zrównoważony Rozwój.
      • Autor(ka) projektu, który zwycięży w kategorii międzynarodowej, otrzymuje nagrodę w wysokości 152 000 zł, a jego/jej uczelnia – dodatkowe 25 000 zł.
      • Autor(ka) projektu, który zwycięży w kategorii Zrównoważony Rozwój, otrzymuje nagrodę w wysokości 152 000 zł.
      • Autorzy dwóch projektów wyróżnionych na poziomie międzynarodowym otrzymują po 25 000 zł.
      • Autor(ka) projektu, który zwycięży na poziomie krajowym, otrzyma nagrodę w wysokości 10 000 zł.
      • Dodatkowa nagroda w kategorii Zrównoważony Rozwój.
  4. Terminy. Zgłoszenia możecie wysyłać do godz. 00:00 (czasu pacyficznego) 30 czerwca 2021 roku.

Po dodatkowe informacje organizatorzy zapraszają na oficjalną stronę konkursu, którą znajdziesz pod tym linkiem.

 

nagroda-jamesa-dysona

Możliwość komentowania Nagroda Jamesa Dysona w Polsce. Młody wynalazco – zgłoś swój pomysł do konkursu! została wyłączona

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content