Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Aktualności

Naukowcy zbadają wpływ izolacji na człowieka podczas symulowanej misji kosmicznej

Różne aspekty wpływu izolacji na zdrowie człowieka, m.in. na sprawność fizyczną i układ nerwowy, zbadają naukowcy uczestniczący w symulowanej załogowej misji kosmicznej, odbywającej się w bazie LunAres w Pile. Odbywa…

Różne aspekty wpływu izolacji na zdrowie człowieka, m.in. na sprawność fizyczną i układ nerwowy, zbadają naukowcy uczestniczący w symulowanej załogowej misji kosmicznej, odbywającej się w bazie LunAres w Pile. Odbywa się ona pod patronatem rektora Politechniki Śląskiej i Ministerstwa Zdrowia. 

Jak przekonują naukowcy, ich badania – skupiające się na analizie dostosowania się psychiki do przymusowego zamknięcia – mają szczególne znaczenie w kontekście pandemii COVID-19. W symulowanej misji bierze udział międzynarodowy zespół pięciorga tzw. analogowych (stacjonarnych) astronautów, którzy będą zamknięci przez dwa tygodnie na małej przestrzeni i badani pod kątem zmian układzie nerwowym i narządzie ruchu.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej rektor Politechniki Śląskiej prof. Arkadiusz Mężyk zwrócił uwagę, że badania dotyczące misji kosmicznych są prowadzone bardzo szeroko i wykraczają daleko poza samą technologię budowy rakiet – dotyczą też zdrowia fizycznego psychicznego, przystosowania się do wyjątkowych warunków, a także socjologii.

„Wszyscy odczuwamy skutki pandemii, od marca 2020 r. żyjemy w izolacji i odczuwamy na własnej skórze jak brak kontaktów społecznych, życie w ograniczonej przestrzeni wpływa na naszą psychikę, na nasze funkcjonowanie” – zaznaczył. W obecnej misji naukowców z PŚ interesują problemy z dziedziny inżynierii biomedycznej oraz rozwiązań infrastrukturalnych – dostosowania małych przestrzeni do funkcjonowania ludzi, naukowcy przeprowadza także np. testy technologii odzyskiwania zużytej wody.

„Badania izolacyjne mające na celu symulację warunków lotów na inne ciała niebieskie, w tym Marsa i Księżyc, wydawały się niezwykle oderwane od rzeczywistości jeszcze rok temu. Obecnie, wskutek pandemii, niemal każdy rozumie, jak istotne jest dogłębne zbadanie psychologii izolacji, zarówno wybranej z wolnej woli, jak i przymusowej” – ocenił naczelny lekarz załogi dr n. med. Aleksander Waśniowski.

Habitat LunAres to znajdująca się w Pile placówka badawcza służąca do symulacji załogowych misji kosmicznych, zwanych misjami analogowymi. Jest to jedyny tego typu obiekt w Europie. Całkowicie odizolowana od środowiska zewnętrznego składa się z siedmiu modułów przeznaczonych do różnych czynności i codziennego życia, a także z 250 km kw. do „spacerów kosmicznych”.

W przedsięwzięciu biorą udział przedstawiciele PŚ. Naukowcy z Wydziału Inżynierii Biomedycznej tej uczelni przeprowadzą badania w zakresie biomechaniki narządu ruchu, sprawdzając m.in. wpływ izolacji na sprawność fizyczną. Studentka Wydziału Architektury przeprowadzi prace poświęcone sprawdzeniu rozwiązań zastosowanych w stacji kosmicznej pod kątem ich użyteczności oraz możliwości zaspokojenia potrzeb jej mieszkańców – członków misji.

Szef ekspedycji – dyrektor LunAres Space mgr inż. Leszek Orzechowski wyjaśnił, że obecna misja, która nosi nazwę „Panda” (Pandemic Analog Mission) jest pierwszą z serii, które potrwają przez kilka miesięcy. Wyraził przekonanie, że badania – zwłaszcza neurologiczne – mogą przydać się zwłaszcza w obecnej sytuacji pandemii. Osoby w izolacji będą badane np. pod kątem zmian w hipokampie, który odpowiada m.in. za orientację w przestrzeni i pamięć.

„Te małe zmiany mogą odpowiadać temu, co niektórzy z nas doświadczają podczas przymusowej kwarantanny związanej z obecną lub jakąkolwiek pandemią w przyszłości” – powiedział Orzechowski. Podczas misji zostanie przeprowadzonych także wiele eksperymentów fizjologicznych czy psychologicznych.

Dr hab. inż. Robert Michnik z Wydziału Inżynierii Biomedycznej PŚ powiedział, że naukowcy chcą zbadać zmiany w funkcjonowaniu narządu ruchu. Jak przypomniał, w realnej misji kosmicznej największy wpływ na to ma brak lub zmniejszona grawitacja, która prowadzi m.in. do ubytku tkanki mięśniowej. W przypadku misji analogowej takim czynnikiem jest ograniczenie aktywności, związane z małą przestrzenią – wyjaśnił.

Przedmiotem badań będzie też oddziaływanie czynników psychologicznych i socjologicznych, wynikających z izolacji, a także to, jak na ciało działają obciążania związane z używaniem skafandrów kosmicznych – chodzi ocenę zdolności utrzymywania równowagi i postawy ciała. Zakładając, że izolacja – także w okresie pandemii – skutkuje obniżeniem sprawności fizycznej, naukowcy chcą w przyszłości opracować program ćwiczeń, który będzie ograniczał te negatywne zmiany.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka

Brak komentarzy do Naukowcy zbadają wpływ izolacji na człowieka podczas symulowanej misji kosmicznej

Jak postrzegano niepełnosprawność w historii? Bada to interdyscyplinarny zespół

U neandertalczyków można znaleźć przykład opieki nad niepełnosprawnym, w starożytnym Egipcie szacunkiem darzono osoby niskiego wzrostu. W średniowieczu zaś polskie pochówki osób niepełnosprawnych nie różniły się od innych pochówków. Jak…

U neandertalczyków można znaleźć przykład opieki nad niepełnosprawnym, w starożytnym Egipcie szacunkiem darzono osoby niskiego wzrostu. W średniowieczu zaś polskie pochówki osób niepełnosprawnych nie różniły się od innych pochówków. Jak wyglądało w dziejach podejście do niepełnosprawności mówi archeolog dr Magdalena Matczak. 

„Teraz aż jedna ósma populacji ludzkiej to osoby uznawane za niepełnosprawne. W samej Unii Europejskiej stanowią one ok. 14 proc. społeczeństwa w wieku 15-64 lat. To spory odsetek. Również i w czasach prehistorycznych i historycznych w skład społeczeństwa wchodziły osoby niepełnosprawne i – choćby ze względu na słabszy rozwój medycyny – mogły też stanowić znaczącą grupę” – mówi w rozmowie z PAP dr Magdalena Matczak z University of Liverpool i Arizona State University.

Archeolożka kieruje interdyscyplinarnym projektem DIS-ABLED (wspólnie z dr Jessiką Pearson z Uniwersytetu w Liverpoolu, prof. Jane Buikstrą z Arizona State University i prof. Andrzejem Markiem Wyrwą z UAM w Poznaniu). Celem tych badań jest rekonstrukcja życia osób z niepełnosprawnościami w XIV-XVIII-wiecznej Europie Środkowej.

„Temat niepełnosprawności jest rzadko poruszany w archeologii. Jeśli zaś myślimy o historii jako o naszym dziedzictwie, nie możemy zrozumieć tego dziedzictwa w pełni, jeśli pomijać w niej będziemy historię tak dużej grupy osób – w tym przypadku osób niepełnosprawnych” – tłumaczy dr Matczak.

Badaczka pytana o to, jak zmieniało się podejście do osób niepełnosprawnych mówi: „W różnych miejscach i okresie dziejów podejście do osób niepełnosprawnych oscylowało od pełnej akceptacji, poprzez troskę i opiekę, aż do marginalizacji” – podsumowuje.

Podaje przykład amerykańskich badań dot. neandertalczyków ze starszej epoki kamienia zamieszkujących jaskinię Shanidar w dzisiejszym Iraku. „Znaleziono tam szczątki neandertalczyka z urazem czaszki. Był prawdopodobnie głuchy na prawe ucho, miał problemy ze wzrokiem, upośledzenie jednej z kończyn górnych i urazy powodujące nieprawidłowy chód. Jego schorzenia mogły bardzo utrudniać mu zdobywanie pokarmu – choćby udział w polowaniach. Mimo to żył ze swoimi schorzeniami długo – zmarł w wieku ok. 40-50 lat, skąd wniosek, że musiał przez dłuższy czas doświadczać pomocy i opieki osób ze swojej społeczności” – opowiada rozmówczyni PAP.

Jeśli z kolei chodzi o starożytny Egipt, to ok. 2 500 lat p.n.e. powstała rzeźba Seneba, który był dostojnikiem na dworze faraona i został pochowany wraz z żoną w Gizie. Dostojnik ten miał achondroplazję – był osobą niskiego wzrostu. „Część badaczy przychyla się do opinii, że w starożytnym Egipcie istniała wtedy tolerancja zarówno do osób z achondroplazją, jak i wobec osób niewidomych. Są jednak badacze, którzy uważają, że akurat osoby z upośledzeniem widzenia w starożytnym Egipcie mogły podlegać ostracyzmowi” – podsumowuje dr Matczak.

Przywołuje też badania z Bahrajnu dotyczące szczątków kobiety z przełomu III i II tysiąclecia p.n.e., która cierpiała na deformację prawej kości ramiennej, a także miała upośledzenie kończyn dolnych, przez co potrzebowała opieki i wsparcia. Niewielkie starcie zębów wskazuje, że kobieta jadła stosunkowo miękkie pokarmy. Została ona pochowana z cennymi przedmiotami. „To pokazuje, że przynajmniej wąska grupa społeczna, można przypuszczać, że jej rodzina, dobrze ją traktowała za życia, jak i zadbała o jej odpowiedni pochówek” – komentuje dr Matczak.

Dodaje jednak, że są i w historii przykłady na to, jak trudny bywał los osób niepełnosprawnych. Opowiada, że w XIX w. w USA w hrabstwie Oneida w stanie Nowy Jork osoby z ułomnościami fizycznymi lub psychicznymi trafiały do przytułku. „Terapia” polegała na wykonywaniu przez nie tak ciężkiej pracy fizycznej, że w niektórych wypadkach prowadziła do śmierci z wycieńczenia. A przytułek czerpał dochody z tej pracy. Niechlubnymi zgłoskami zapisały się też w XIX wieku kompletnie nieakceptowalne dziś objazdowe cyrki, w których osoby z niektórymi ułomnościami były prezentowane publiczności.

Z kolei jeśli chodzi o Polskę, to ciekawy jest przykład kobiety chorej na trąd z XIII w. pochowanej na cmentarzu w Kałdusie na Ziemi Chełmińskiej. Trąd nie tylko był chorobą zakaźną, ale mógł prowadzić do zaniku czucia, problemów ze wzrokiem i urazów, co mogło prowadzić do niepełnosprawności. „A kobieta ta żyła stosunkowo długo ze zmianami chorobowymi. Bez pomocy ze strony społeczności nie dałaby sama rady. Została też pochowana zgodnie z zasadami pochówku chrześcijańskiego, oraz z przedmiotami takimi jak pierścionek czy nóż. A stąd można pośrednio wnioskować, że cieszyła się stosunkowo dobrym statusem społecznym i mimo choroby nie była zepchnięta na margines społeczeństwa” – opisuje badaczka.

Dr Matczak w poprzednich badaniach, we współpracy z prof. Tomaszem Kozłowskim i prof. Wojciechem Chudziakiem na UMK, badała pochówki w X-XIII wieku z Kałdusa na polskim Pomorzu. Na 661 szkieletów, które badali naukowcy, 33 miały zmiany związane z niepełnosprawnościami. I były to częściej szkielety niepełnosprawnych dojrzałych mężczyzn niż kobiet. „To się wiąże z tym, że kobiety statystycznie częściej umierały we wczesnej dorosłości, w związku z między innymi infekcjami okołoporodowymi. A mężczyźni żyli dłużej i ciężko pracowali fizycznie, na ich szkieletach częściej więc udawało się ustalić niepełnosprawności związane ze zmianami zwyrodnieniowymi” – komentuje dr Matczak.

Polscy naukowcy badali też, czy szkielety świadczące o niepełnosprawności można znaleźć w przypadku pochówków atypowych (to groby zorientowane np. na osi północ-południe, zamiast typowej osi wschód-zachód, przypadki osób pochowanych na boku, w pozycji skurczonej) czy antywampirycznych (w przypadku osób pochowanych na brzuchu lub przygwożdżonych kamieniami).

Archelożka przywołuje przykład z USA, gdzie odnaleziono antywamipryczny pochówek z XIX wieku osoby ze śladami gruźlicy. „A związane z gruźlicą plucie krwią mogło dawniej być kojarzone właśnie z wampirami” – zwraca uwagę. „Dlatego chciałam sprawdzić, czy i w Polsce na Pomorzu niektóre choroby lub niepełnosprawność mogły sprawić, że za życia osób tych się bano, a przez to ich pochówek mógł wyglądać nietypowo” – mówi. I dodaje, że hipoteza ta się jednak nie potwierdziła. „To dobrze świadczy o wczesnośredniowiecznej społeczności. Jeśli oceniać po pochówkach – osoby chore nie były inaczej traktowane w społeczeństwie” – komentuje.

Badaczka zwraca jednak uwagę, że badania szkieletów nie pozwalają ostateczne rozstrzygnąć, czy dana osoba borykała się z niepełnosprawnością czy nie. Można dzięki nim wprawdzie poznać, że ktoś cierpiał na zmiany zwyrodnieniowe, trąd, zaawansowane stadia niektórych nowotworów, polio, przechodził amputację, miał źle złożone złamanie czy np. gruźlicę kręgosłupa. Wiele jednak niepełnosprawności i chorób nie pozostawia po sobie w szkielecie żadnego śladu. To choćby choroby psychiczne, przypadłości związane z utratą wzroku czy słuchu, czy choroby o ostrym przebiegu.

Dlatego w swoich najnowszych badaniach dotyczących postrzegania niepełnosprawności w XIV-XVIII wieku badaczka stawia na połączenie kilku dziedzin nauki: archeologii, historii, antropologii fizycznej oraz etnografii. „Badamy kroniki, żywoty świętych, pisma medyczne, teksty etnograficzne z czasów późniejszych, a także szkielety odnalezione na terenach Polski, aby zobaczyć, na co chorowano w XIV-XVIII w.” – wymienia.

Badaczka jednak zaznacza, że badanie niepełnosprawności w historii jest o tyle trudne, że słowo „niepełnosprawny” weszło do obiegu dopiero w XX wieku. „A niepełnosprawność według najnowszych definicji jest stanem, w którym osoba z jakąś ułomnością napotyka na bariery społeczne wynikające z tego, że kultura, przestrzeń, w której funkcjonujemy, jest dostosowana do osób w pełni sprawnych. Niepełnosprawność pojmowana jest więc jako stosunek pełnosprawnej części ludności do osób z okaleczeniami. Pytanie więc, w jaki sposób dawne społeczeństwa określały osoby z upośledzeniami i na ile dostosowywały się do ich potrzeb” – podsumowuje.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

1 komentarz do Jak postrzegano niepełnosprawność w historii? Bada to interdyscyplinarny zespół

Dolny Śląsk / Stężenie arsenu w dopływie Nysy Kłodzkiej 100-krotnie przewyższa normy WHO

Stężenie arsenu w Trującej (woj. dolnośląskie), jednym z dopływów Nysy Kłodzkiej, aż 100-krotnie przewyższa obecnie normy wody pitnej ustanowione przez WHO – ustalił zespół badaczy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ma to…

Stężenie arsenu w Trującej (woj. dolnośląskie), jednym z dopływów Nysy Kłodzkiej, aż 100-krotnie przewyższa obecnie normy wody pitnej ustanowione przez WHO – ustalił zespół badaczy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ma to związek z obecnością na tych terenach dawnej kopalni złota.

O ustaleniach naukowców z Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego UWr, dotyczących wysokiego stężenia rakotwórczego pierwiastka w rzece na Dolnym Śląsku, poinformowała rzeczniczka prasowa UWr.

W Złotym Stoku (woj. dolnośląskie) mieszkańcy wydobywali złoto od XIII w. Jego zasoby były w pewnym momencie tak duże, że miasteczko odpowiadało za niemal jedną dziesiątą europejskiej produkcji złota. Po trzech wiekach eksploatacji zasoby zaczęły się wyczerpywać. Wtedy aptekarz Hans Scharffenberg, na początku XVIII wieku postanowił na tych terenach pozyskiwać arsen, służący do produkcji arszeniku. Arsen miał bardzo szerokie zastosowanie: w lekach, jako dodatek do stopów i farb, preparat do barwienia szkła, niezawodny środek na szczury, a współcześnie w produkcji półprzewodników.

Kopalnie tego metaloidu działały tam do 1961 roku. Niestety siedemsetletnia działalność wydobywcza pozostawiła po sobie duże spustoszenie w krajobrazie – podkreślono w informacji przesłanej PAP.

Prawdziwe zagrożenie czaiło się w Złotym Potoku, który spod skał wypłukiwał trujący arsen. Mieszkańcy miasteczka mieli przeczucie, że woda, której używają, nie jest najlepszej jakości. Świadczy o tym nazwa rzeki, która poniżej miasteczka nazywana jest Trującą. Wśród ludności krążyły też plotki, jakoby wygnani za Odrę Niemcy wracali do miasta po beczki zatrutej wody, od której mieli być fizycznie uzależnieni – informuje rzeczniczka.

Tematem zainteresowali się naukowcy z Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego UWr. „Postanowiliśmy przyjrzeć się tematowi bliżej – szczególnie, że rzeka Trująca kończy swój bieg w Nysie Kłodzkiej, będącej jednym z głównych dopływów Odry – mówi dr Bartosz Korabiewski, adiunkt w Zakładzie Geografii Fizycznej UW. – Już na samym początku zaskoczeniem dla nas była stosunkowo niewielka ilość badań dotyczących zanieczyszczenia w dolnej części rzeki Trującej, zwłaszcza w miejscu jej ujścia. Postanowiliśmy sprawdzić, jaka ilość arsenu jest transportowana do Nysy Kłodzkiej, oraz jakie procesy kontrolują niepokojące stężenie arsenu w strumieniach”.

Naukowiec zaznacza, że na całym świecie zanieczyszczenie środowiska arsenem dotyka aż 70 krajów i 140 milionów ludzi. Są to silnie kancerogenne związki powodujące m.in. choroby skóry i układu pokarmowego.

W badaniach wzięły udział dwie grupy studentów specjalności geoekologia na kierunku geografia. Łukasz Stachnik, adiunkt z Zakładu Geografii Fizycznej UWr opowiada, że badania terenowe prowadzono na całej długości Złotego Potoku i rzeki Trującej. Trwały dwa lata i uwzględniały pobór kilkudziesięciu próbek gleby i wody. Naukowcy rozmawiali też z mieszkańcami Złotego Stoku, by uzyskać informacje na temat miasta, jego górniczej przeszłości oraz obecnej sytuacji.

Wykonano też szczegółowe pomiary laboratoryjne, zmierzające do oznaczenia zawartości arsenu w próbkach wody i gleb.

„W okolicy dawnej kopalni złota i arsenu, nasze wyniki wskazują na kilkudziesięciokrotny spadek stężeń arsenu i metali w wodach kopalnianych i ze Złotego Potoku – w porównaniu do lat 90-tych XX wieku. Na poprawę jakości wody wpłynęły najprawdopodobniej prace renowacyjne polegające na oczyszczaniu starych chodników górniczych i udrożnieniu sztolni w złotostockiej kopalni” – mówi dr Stachnik.

„Zła wiadomość, która dotyczyła rzeki Trującej, przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. W miejscu jej ujścia do Zbiornika Paczkowskiego, znajdującego się na Nysie Kłodzkiej, stężenia arsenu przekroczyły 100-krotnie normy rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia dla wody pitnej!” – dodaje.

Według naukowców całkowita masa arsenu, która w ciągu 24 godzin może dopływać do tego zbiornika (tzw. ładunek dobowy) przekracza 8 kg. Tak duże stężenie arsenu jest prawdopodobnie związane głównie z przemywaniem starych hałd i osadników położonych poniżej Złotego Stoku.

Za podwyższone stężenie arsenu w pobliżu ujścia rzeki Trującej do Nysy Kłodzkiej odpowiedzialny jest proces uwalniania pierwiastka z powierzchni cząsteczek osadu do roztworu wodnego. Naukowcy zamierzają kontynuować badania. „Rosnąca frekwencja zdarzeń ekstremalnych, związana ze zmianami klimatu, prowadzić może do dalszego zanieczyszczania wielu składowych środowiska, tak chętnie wykorzystywanych przez człowieka. Na szczęście zdrowie mieszkańców gminy Złoty Stok nie pogarsza się, ale zagrożenia nie można lekceważyć” – zauważa dr Stachnik w rozmowie z PAP.

Dr Stachnik podkreślił w rozmowie z PAP, że na razie w badaniach naukowcy skupili się na wodach powierzchniowych. Jest jednak wiele badań prowadzonych w Indiach czy na terenie Włoch, które wskazują na to, że zmiany klimatyczne – podnoszenie się temperatur powietrza i wzrost częstotliwości susz – będą zwiększały koncentrację arsenu w wodzie oraz ryzyko zanieczyszczania wód podziemnych. Podkreślił, że jeśli chodzi o zdrowie – trzeba być czujnym.

Naukowcy są przekonani, że woda w Trującej, a być może również szerzej rozumiane środowisko w całej okolicy, wymaga monitoringu. „Chcielibyśmy sprawdzić, jaki jest zasięg zanieczyszczenia arsenem w tej części zlewni. Te pierwsze wyniki to ważna przesłanka, aby rozwinąć nasze badania na granicy medycyny, bioakumulacji zanieczyszczeń i ich wpływu na zdrowie człowieka. Dobrze byłoby również zaangażować medyków i sprawdzić, jak arsen oddziałuje na lokalną ludność; dowiedzieć się, czy woda, którą ludzie pozyskują z okolic dolnego biegu rzeki Trującej, jest bezpieczna. W jej dolnej części jest też duża ilość pól uprawnych. Należałoby przyjrzeć się krążeniu wody i procesom, które mogą powodować ew. akumulację arsenu w produktach rolnych” – dodał dr Stachnik.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Dolny Śląsk / Stężenie arsenu w dopływie Nysy Kłodzkiej 100-krotnie przewyższa normy WHO

Lednicki Park Krajobrazowy/ Stanowiska archeologiczne niewidoczne w terenie są najbardziej zagrożone

Powstawanie nowej zwartej zabudowy na terenie Lednickiego Parku Krajobrazowego (woj. wielkopolskie) i intensywna działalność rolnicza wpływają niekorzystnie na stanowiska archeologiczne, która nie są widoczne w terenie – wynika z badań…

Powstawanie nowej zwartej zabudowy na terenie Lednickiego Parku Krajobrazowego (woj. wielkopolskie) i intensywna działalność rolnicza wpływają niekorzystnie na stanowiska archeologiczne, która nie są widoczne w terenie – wynika z badań interdyscyplinarnego zespołu naukowców.

Lednicki Park Krajobrazowy w woj. wielkopolskim utworzono w celu ochrony cennych historycznie i krajobrazowo terenów wokół jeziora Lednica, będących kolebką państwa piastowskiego. Ma on ponad 76 km kwadratowych.

Naukowcy zebrali informacje o dziedzictwie archeologicznym północnej i zachodniej części Parku i ocenili wpływ człowieka na stanowiska archeologiczne.

„Negatywne skutki działalności ludzi na badanym obszarze dotykają głównie stanowisk archeologicznych, które nie są czytelne w krajobrazie. Miejsca takie znikają z przestrzeni, m.in. w wyniku przekształcenia terenów pod zwartą zabudowę” – poinformował PAP lider projektu dr Andrzej Kowalczyk z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Te stanowiska to np. pozostałości po dawnych osadach i cmentarzyska.

Dr Kowalczyk wskazał, że to niekorzystne zjawisko jest szczególnie widoczne po zachodniej stronie jeziora Lednica, gdzie w ostatnich 30 latach powstały nowe osiedla z całą infrastrukturą.

„Kolejnym czynnikiem wpływającym niekorzystnie na stanowiska archeologiczne jest intensyfikacja i modernizacja rolnictwa. Stosowany jest nowoczesny sprzęt rolniczy, który umożliwia głęboką orkę oraz różne formy rolnictwa przemysłowego” – powiedział dr Kowalczyk.

Podjęte działania pozwoliły nie tylko oszacować wpływ procesów działalności człowieka na dziedzictwo archeologiczne, ale także ocenić skuteczność przyjętych form ochrony zabytków archeologicznych.

„Najskuteczniejsze działania zastosowano głównie w odniesieniu do zespołów zabytków o uznanej wartości historycznej, jak np. grodziska i gródki stożkowate” – powiedziała zaangażowana w badania dr Lidia Żuk z Wydziału Archeologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Podkreśliła, że takie formy ochrony prawnej, jak na przykład wpis do rejestru zabytków, działają, ale są często niezrozumiałe i uciążliwe dla mieszkańców okolicy Ostrowa Lednickiego, bo utrudniają swobodny rozwój gospodarczy zgodnie z ich oczekiwaniami.

Dlatego – w ocenie naukowców – niezbędne jest przygotowanie odpowiedniej strategii zarządzania dziedzictwem archeologicznym, uwzględniające potrzebę zrównoważonego rozwoju i interesy różnych grup społecznych.

Najważniejszą część parku krajobrazowego stanowi wyspa Ostrów Lednicki, która pełniła od połowy X wieku funkcję jednej z głównych siedzib władzy państwa pierwszych Piastów. Było to centrum historycznego terytorium Polan.

Dr Kowalczyk przypomniał, że do dziś na Ostrowie Lednickim – wyspie na Jeziorze Lednickim – zachowały się relikty rezydencjonalno-stołecznego grodu z ruinami kamiennego pałacu z unikatową kaplicą.

„Mimo intensywnego ruchu turystycznego w tym miejscu średniowieczne relikty zachowały się w dobrym stanie” – stwierdził archeolog.

Na potrzeby projektu badacze wykorzystali szerokie spektrum metod, dzięki którym możliwe było przeanalizowanie zmian w terenie w ostatnich dekadach. Oprócz kwerendy wśród dokumentów archiwalnych zastosowano m.in. lotnicze skanowanie laserowe, zdjęcia lotnicze, badania geofizyczne i powierzchniowe, a także monitoring satelitarny.

W projekcie wzięli udział archeolodzy z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy we współpracy z badaczami m.in. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetu w Bambergu (Niemcy) i Uniwersytetu Wrocławskiego. Projekt „Antropopresja a dziedzictwo archeologiczne. Przykład Lednickiego Parku Krajobrazowego” dofinansował Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.(PAP)

Autor: Szymon Zdziebłowski

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Lednicki Park Krajobrazowy/ Stanowiska archeologiczne niewidoczne w terenie są najbardziej zagrożone

Ludzkie śmieci – globalny problem zwierząt małych i dużych

Bezkręgowce, ptaki, ryby, płazy, gady i ssaki – także te całkiem duże, jak szopy, psy i koty – giną z powodu śmieci i odpadków pozostawionych przez ludzi na świecie. Najczęstszą…

Bezkręgowce, ptaki, ryby, płazy, gady i ssaki – także te całkiem duże, jak szopy, psy i koty – giną z powodu śmieci i odpadków pozostawionych przez ludzi na świecie. Najczęstszą pułapką są słoiki oraz puszki po napojach i żywności – wynika z podsumowania przedstawionego przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zaśmiecanie środowiska jest ogromnym problemem, który dotyka niemal każdego zakątka Ziemi. Wiele zwierząt nie zdążyło jak dotąd wykształcić odpowiedniej reakcji na kontakt z materiałami pochodzenia antropogenicznego i często myli je z jedzeniem, materiałem budulcowym gniazda czy nawet partnerem. W konsekwencji zwierzęta giną na skutek zaplątania w żyłki lub z głodu – z żołądkami wypełnionymi różnymi odpadkami – zwraca uwagę dr Krzysztof Kolenda z Uniwersytetu Wrocławskiego, pierwszy autor publikacji w „Scientific Reports”, poświęconej globalnemu problemowi śmieci, stanowiących śmiertelne pułapki dla różnych zwierząt.

Zwraca on uwagę, że o wiele słabiej zbadany jest aspekt wpływu pojemników po napojach i żywności na zwierzęta. Chociaż to jedne ze śmieci najczęściej znajdowanych w środowisku – literatura naukowa poświęca temu problemowi niewiele miejsca. Większość prac dotyczy śmiertelności ssaków, które po wejściu do pojemnika, nie potrafiły już go opuścić. Pojedyncze doniesienia sugerują natomiast, że to owady zwabione np. resztką napojów giną w pojemnikach w największej ilości.

Co jakiś czas w Internecie pojawiają się za to zdjęcia i filmiki zwierząt, które utknęły w różnych pojemnikach. Nie tak dawno temu była to sarna z Wrocławia czy niedźwiedź ze słowackiej części Tatr.

Dr Kolenda i grupa naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego: studentka biologii Monika Pawlik, dr hab. inż. Marcin Kadej, dr hab. Adrian Smolis i Natalia Kuśmierek, przyjrzeli się temu problemowi, analizując dane dostępne w internecie. Przy pomocy wybranych słów kluczowych przetłumaczonych na kilka języków przeszukali oni wyszukiwarkę Google Images oraz media społecznościowe, takie jak Facebook, Instagram, Twitter i YouTube. Szukali doniesień o zwierzętach, które utknęły w pojemnikach zalegających w środowisku. Skupili się przede wszystkim na pięciu podstawowych rodzajach pojemników: butelkach, puszkach po napojach, puszkach po żywności, słoikach i kubkach.

Autorzy badań znaleźli łącznie ponad 500 doniesień z 51 krajów na całym świecie. Obejmują one okres od 1999 do 2019 roku. Pojemniki stanowiły zagrożenie dla zwierząt zarówno na terenach zurbanizowanych, jak i w miejscach oddalonych od siedzib ludzkich, np. w parkach narodowych czy na pustyni.

Najczęstszą pułapką były słoiki oraz puszki po napojach i żywności. Najwięcej przypadków dotyczyło ssaków (niespełna 80 proc. wszystkich rekordów) oraz gadów (ok 15 proc.). Były również pojedyncze doniesienia o bezkręgowcach, ptakach, rybach i płazach – relacjonuje dr Kolenda, cytowany w materiale przesłanym przez uczelnię.

„Co zaskakujące, znaczna część znalezionych przypadków dotyczy zwierząt średnich i dużych. Wśród ssaków były to gatunki synantropijne, np. szopy, skunksy i zwierzęta udomowione (psy, koty), ale także ssaki kopytne i duże drapieżniki, jak niedźwiedzie. W przypadku gadów odnotowano przede wszystkim węże i jaszczurki, w tym duże gatunki waranów, jak waran z Komodo” – wymienia.

Ponad 12 proc. zidentyfikowanych kręgowców jest zagrożonych wyginięciem wg IUCN, a kilka kolejnych gatunków figuruje w regionalnych czerwonych księgach. W przypadku bezkręgowców śmierć poniosły niemal wszystkie znalezione w pojemnikach osobniki, natomiast o niebo lepiej sytuacja wyglądała z kręgowcami. W ponad 80 proc. przypadków udało się uratować zwierzę, nawet jeśli był to duży drapieżnik (np. niedźwiedź czy lampart) lub zwierzę jadowite (np. kobra).

Zebrane wyniki uzupełniają listę gatunków narażonych na śmierć w wyrzucanych do środowiska pojemnikach. Są kolejnym przykładem na to, jak ważnym źródłem informacji mogą być zasoby Internetu. Badania potwierdziły też globalną skalę zaśmiecania i jego negatywny wpływ na bioróżnorodność oraz potrzebę natychmiastowych działań redukujących liczbę śmieci w środowisku. Do takich zaliczyć można działania edukacyjne zwiększające świadomość społeczeństwa w zakresie gospodarki odpadami, ale przede wszystkim wprowadzenie systemu kaucyjnego dla butelek i puszek oraz regularne akcje sprzątania środowiska.

Wyniki tych analiz opublikowali w Scientific Reports.

PAP – Nauka w Polsce

Brak komentarzy do Ludzkie śmieci – globalny problem zwierząt małych i dużych

Wikipedia kończy 20 lat/ Prof. Jemielniak: Reklam na Wikipedii nie ma i nigdy nie będzie

Reklam na Wikipedii nie ma i nigdy nie będzie. Suma ludzkiej wiedzy powinna być dostępna za darmo – prof. Dariusz Jemielniak w rozmowie z okazji 20-lecia istnienia Wikipedii mówi o…

Reklam na Wikipedii nie ma i nigdy nie będzie. Suma ludzkiej wiedzy powinna być dostępna za darmo – prof. Dariusz Jemielniak w rozmowie z okazji 20-lecia istnienia Wikipedii mówi o roli tej internetowej encyklopedii, jej wiarygodności, a także o wyzwaniach, z którymi mierzy się projekt.

15 stycznia przypada 20 rocznica powstania Wikipedii. To nie tylko największa internetowa encyklopedia, ale i jeden z najczęściej odwiedzanych portali na świecie. Tylko w Polsce co miesiąc Wikipedię odwiedza ponad 30 milionów użytkowników. A w naszej wersji językowej jest już prawie 1,5 mln haseł.

PAP: Czy ufa pan wszystkiemu, co pan przeczyta w Wikipedii?

Prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Lena Koźmińskiego, wikipedysta, autor książki o Wikipedii („Życie wirtualnych dzikich”) członek Rady Powierniczej Wikimedia Foundation: Nie ma źródeł, którym można ufać bezkrytycznie. Badania pokazują, że Wikipedia zawiera teraz nie więcej błędów, niż tzw. źródła profesjonalne. A Wikipedia ma tę ogromną przewagę nad innymi źródłami, że mamy tam kontrolę społeczną: wiemy kto, kiedy i jak edytował dane hasło. I są tam podane odnośniki – źródła, z których zaczerpnięto dane informacje. Tymczasem w klasycznych encyklopediach brak takich odnośników. Nie ma sposobu, żeby tam zweryfikować, skąd wzięła się dana informacja.

Zresztą niedawno Światowa Organizacja Zdrowia stwierdziła, że informacje na temat COVID-19 co na Wikipedii tak świetnie rozwinięte, że będzie tam odsyłać po rzetelną wiedzę dotyczącą koronawirusa. A to koronny dowód na to, że Wikipedia jest źródłem wiarygodnym.

PAP: Czy widać na horyzoncie zagrożenia dla ciągłości projektu?

D.J.: Zagrożeń jest sporo. Z problemem zetknęliśmy się choćby w zeszłym roku, kiedy YouTube zdecydował, że przy kontrowersyjnych w filmikach – np. płaskoziemców lub antyszczepionkowców – umieszczać będzie linki do odpowiednich haseł na Wikipedii. Idea na pierwszy rzut oka ciekawa. Nie wzięto jednak pod uwagę, że wtedy w Wikipedii pojawi się tłum osób, które zaczną zaprzeczać procesowi naukowemu. To nie było rozwiązaniem problemu, ale przerzuceniem go na Wikipedię. Po rozmowach z YouTubem udało się tę sprawę naprostować i przekonać przedstawicieli YouTube’a, że to nie jest właściwa droga do rozwiązania ich problemu.

Problemem dla Wikipedii jest choćby to, że ludzie z bardzo silną agendą, szerzący dezinformację lub na usługach reżimów totalitarnych czy dużych korporacji, mogą próbować na Wikipedii zafałszowywać niektóre informacje. Musimy temu zapobiegać.

PAP: Czy istnieją zabezpieczenia, które sprawią, że Wikipedii nie popsuje kiedyś jakaś armia trolli, która zacznie tam masowo wprowadzać fake newsy?

D.J.: Paradoksalnie zabezpieczeniem jest to, że każdy może Wikipedię edytować. Co prawda każdy może tam wpisać bzdurę, ale jednocześnie wszyscy widzą, co kto i kiedy wpisał – i można to naprawić. Jeśli ktoś w popularnym haśle będzie próbował coś psuć – możemy się spodziewać, że w ciągu kilku sekund zostanie to naprawione. W hasłach mniej popularnych czas reakcji może być dłuższy. Wikipedia ma jednak administratorów, a także doświadczonych edytorów, którzy przeglądają wkład nowych użytkowników czy edycje kontrowersyjnych haseł. Niektóre zaś hasła, szczególnie te najbardziej kontrowersyjne, gdzie np. trwa tzw. wojna edycyjna, mogą być edytowane jedynie przez administratorów. Używamy też algorytmów sztucznej inteligencji do wykrywania wrogich edycji. Na razie nasze zabezpieczenia działają.

PAP: Czy w ciągu ostatnich 20 lat zdarzyły się poważne kryzysy, momenty, kiedy Wikipedia zadrżała w posadach?

D.J.: Pojawiły się kryzysy wzrostu – choćby wtedy, kiedy jako wolontariusze nie byliśmy już w stanie sprawnie utrzymać rozwoju Wikipedii i trzeba było założyć fundację Wikimedia. Kolejnym wyzwaniem okazała się profesjonalizacja: potrzebowaliśmy sztabu prawników, programistów, profesjonalnego zespołu badawczego, aby wytrzymywać konkurencję z najlepszymi w dolinie krzemowej.

PAP: W czym Wikipedia ściga się z największymi korporacjami?

D.J.: Musimy mieć kompetencje organizacyjne i technologiczne, które pozwolą nam oferować produkt nie gorszy niż produkt, który wyprodukowałaby korporacja. Staramy się dostarczać rzetelnej, niezależnej wiedzy. A korporacje często nie mają takiej motywacji. Nawet najwięksi giganci uginają się pod cenzurą reżimów totalitarnych. W Wikipedii nigdy czegoś takiego nie było. A budżet Wikipedii to ok. 100 mln dol. rocznie. Tymczasem duże korporacje mają dużo większe budżety.

PAP: Z jakich źródeł Wikipedia pozyskuje te 100 milionów dolarów rocznie?

D.J.: W większości są to indywidualni darczyńcy, choć są i dotacje od dużych firm. Gdyby jednak większość budżetu pochodziła od kilku korporacji, byłoby ryzyko nacisków. Na szczęście tego problemu nie mamy.

PAP: A jeśli środków od darczyńców zacznie brakować – może się zdarzyć, że na Wikipedii pojawią się kiedyś reklamy?

D.J.: Reklam na Wikipedii nie ma i nigdy nie będzie. Taką decyzję podjęliśmy lata temu. Gdybyśmy byli zmuszeni do zamieszczania reklam, musielibyśmy też pomyśleć o zawieszeniu działania serwisu. Uważamy, że suma ludzkiej wiedzy powinna być dostępna za darmo. A za darmo to nie znaczy “za dane użytkowników” czy za ich czas oglądania reklam.

PAP: Czy w świecie, gdzie dochodzi do silnej polaryzacji poglądów i tego, że wiele tematów jest upolitycznionych, łatwo zachować Wikipedii obiektywność?

D.J.: Może to zabrzmi dziwnie, ale ratuje nas to, że w Wikipedii nikomu nie chodzi o prawdę. Tam chodzi raczej o rzetelne odzwierciedlenie, co wiarygodne źródła mówią na dany temat. A podstawowym kryterium, które rozważamy, nie jest prawda, ale to, czy dane medium jest wiarygodne. Jeśli jest – mogę zrelacjonować, co ono twierdzi.

PAP: Jak wikipedyści oceniają wiarygodność źródeł?

D.J.: W kwestiach naukowych – sytuacja jest prosta. Tu wiadomo, które publikacje są zweryfikowane. A jeśli chodzi o tematy niezwiązane z nauką – np. życiorysy gwiazd czy hasła dotyczące poglądów politycznych, to wiarygodność źródła ma charakter kontekstowy. Jeśli w czasopiśmie “Nie z tej Ziemi” czytamy, że Ziemia jest płaska, nie możemy tego źródła wprowadzić do hasła astronomicznego. Jeśli jednak to czasopismo np. informuje, że wróżbita Maciej urodził się tego a tego dnia, to nie mamy powodu wątpić w wiarygodność tej informacji.

PAP: Czy w Wikipedii ciągle są jakieś obszary wiedzy, w których są dziury?

D.J.: Wikipedia jest 50 razy większa niż Britannica. Ale ciągle jest mnóstwo miejsca, żeby ją rozwijać. Jeśli ktoś używa Wikipedii, to uważam, że jego obowiązkiem etycznym jest albo przekazywać Wikipedii donacje, albo wspomagać ją swoją pracą: czy to poprawieniem przecinka, czy dopisaniem zdania, akapitu, hasła. Im więcej mamy rąk do pracy, tym lepsze dobro wspólne tworzymy. Zachęcałbym wszystkich, żeby rozwijali w Wikipedii hasła z zakresu, którym się interesują. Na pewno okaże się, że sporo informacji ciągle tam brakuje.

Rozmawiała: Ludwika Tomala (PAP)

PAP – Nauka w Polsce

Brak komentarzy do Wikipedia kończy 20 lat/ Prof. Jemielniak: Reklam na Wikipedii nie ma i nigdy nie będzie

Polska aplikacja wspiera szkoły w przeciwdziałaniu przemocy

Uczniowie będą mogli anonimowo powiadomić nauczyciela, że byli świadkami lub ofiarami przemocy rówieśniczej. A wychowawcy dostaną scenariusze zajęć przeciwdziałających bullyingowi – takie możliwości daje aplikacja RESQL, opracowana dzięki psychologom z…

Uczniowie będą mogli anonimowo powiadomić nauczyciela, że byli świadkami lub ofiarami przemocy rówieśniczej. A wychowawcy dostaną scenariusze zajęć przeciwdziałających bullyingowi – takie możliwości daje aplikacja RESQL, opracowana dzięki psychologom z Uniwersytetu SWPS.

Na całym świecie co najmniej 1 na 3 uczniów w wieku 13-15 lat doświadczyło lub doświadcza dręczenia. W Polsce prawie połowa uczniów przyznaje, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy przynajmniej raz była ofiarą przemocy. Problemowi temu chcą wyjść naprzeciw twórcy aplikacji RESQL – zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS wraz z partnerem technologicznym, firmą SPEEDNET. W aplikacji – zgodnie z zamysłem twórców – zastosowano wnioski z prowadzonych w polskich szkołach badań psychologicznych dotyczących przemocy szkolnej.

Aplikacja umożliwia uczniom anonimowe zgłoszenie incydentów przemocy – czy to fizycznej, czy to psychicznej. Zgłoszenie trafia bezpośrednio do wyznaczonych w danej szkole nauczycieli czy pedagogów. Uczniowie mogą więc – nie zdradzając swojej tożsamości – omawiać z dorosłymi nieprzyjemne sytuacje, z którymi mierzą się w szkole. W aplikacji dostępne są też materiały, które ułatwić mają nauczycielom właściwe zareagowanie na zgłoszenie, a także podjęcie decyzji lub działań po zgłoszeniu incydentu. Dodatkowo nauczyciele mogą korzystać z przygotowanych przez psychologów i pedagogów scenariuszy lekcji dotykających problematyki przemocy szkolnej. A uczniowie – czytać materiały dotyczące przemocy rówieśniczej.

Kierownik projektu psycholog dr Radosław Kaczan z USWPS w rozmowie z PAP mówi, że dręczenie przybiera różne formy i czasem dotyczy bardzo wrażliwych tematów – związanych z samooceną czy tożsamością danej osoby. To często sfery życia, o których młodym osobom trudno rozmawiać z kimś wprost. Psycholog liczy, że aplikacja stanie się dla dzieci i młodzieży bezpiecznym miejscem, w którym każdy chętny uczeń będzie mógł poruszyć te kłopotliwe tematy i uzyskać wsparcie w rozwiązaniu problemów w grupie rówieśniczej.

Psycholog zauważa, że w przemoc rówieśniczą wplątani są nie tylko sprawcy czy ich ofiary, ale również świadkowie. To bowiem, czy przemoc będzie kontynuowana, zależy w dużej mierze również od reakcji świadków. Dr Kaczan tłumaczy, że celem osoby dręczącej jest zwykle to, by uzyskać status w swojej grupie – np. znaleźć się w centrum zainteresowania lub stać się popularnym, respektowanym (niekoniecznie lubianym). Jeśli zaś zachowanie tej osoby spotka się ze sprzeciwem świadków – zachowanie może zostać wygaszone. „Jeśli wystąpi reakcja rówieśników przeciw przemocy, w 70-80 proc. przypadków bullying ustaje” – zaznacza dr Kaczan.

Sposobów na sprzeciw może być zaś wiele – nie zawsze musi być to bezpośrednia konfrontacja ze sprawcą przemocy. „Warto więc świadkom dawać im narzędzia, by przerwali dane zachowania” – mówi dr Kaczan.

Dodaje, że przemoc fizyczna taka jak pobicia czy kradzieże jest łatwiejsza w diagnozie – świadkowie i ofiar nie mają bowiem wątpliwości, że mają do czynienia z przemocą. Jednak już przemoc psychiczna w grupach rówieśniczych nie jest taka łatwa do zidentyfikowania. Ile razy ktoś musi zostać usunięty z jakiejś klasowej grupy w medium społecznościowym, żeby to uznać za dręczenie? Kiedy żart z danej osoby przestaje być jedynie zabawą, a staje się bolesnym problemem? Aplikacja – i materiały w niej zawarte – mają pomóc rozwiązywać takie dylematy.

Zdaniem rozmówcy PAP niezbyt skutecznym sposobem walczenia z bullyingiem jest sytuacja, kiedy rodzic ofiary przemocy zwraca się z pretensjami do rodziców sprawcy. „To zwykle prowadzi drugą stronę do obrony swojego stanowiska, a nie do zmiany postaw” – mówi.

W jego opinii najskuteczniejszym sposobem radzenia sobie z bullyingiem są zmiany w dynamice grupy. A to da się zrobić choćby w ramach warsztatów prowadzonych w klasie. Mechanizmy bullyingu powinny być jednak zawsze omawiane tak, by nie wskazywać, kto rzeczywiście jest ofiarą bullyingu, a kto – sprawcą. Grupa jednak powinna poznać mechanizmy, jak sobie ze zjawiskiem skutecznie radzić. W ramach warsztatów warto – zdaniem psychologa – doprowadzić do spłaszczenia hierarchii w danej grupie: nauczyciel powinien być liderem, a cała klasa – jednakowo ważnymi członkami grupy. Tak, aby nie zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś walczy o pozycję w grupie kosztem innych.

„Przemoc nie jest nieodzownym elementem wkraczania w dorosłość i żadne dziecko nie musi jej doświadczać. Edukujmy nasze dzieci, by były wrażliwe na cudzą krzywdę i nie bały się rozmawiać o swoich problemach. To bardzo ważny element walki z tym zjawiskiem” – podsumowuje dr Kaczan.

Szkoły zainteresowane wykorzystaniem aplikacji RESQL mogą zdobyć o niej informacje na stronie projektu: https://www.resql.pl

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

1 komentarz do Polska aplikacja wspiera szkoły w przeciwdziałaniu przemocy

Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów”

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych…

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych za pomocą urządzenia ALMA rzucili nowe światło na procesy fizyczne związane z wytwarzaniem pyłu, metali i gwiazd w ewolucji galaktyk.

Dwa miliardy lat po Wielkim Wybuchu Wszechświat był wciąż bardzo młody. Jednak już powstały w nim tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Międzynarodowe badanie prowadzone równocześnie przez Wyższą Międzynarodową Szkołę Badań Zaawansowanych (SISSA) w Trieście oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych (Katarzyna Małek i William Pearson) z udziałem międzynarodowego zespołu naukowców wyjaśnia teraz, jak to było możliwe – informuje NCBJ w prasowym komunikacie.

Naukowcy połączyli metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zidentyfikować procesy fizyczne leżące u podstaw ich ewolucji i po raz pierwszy znaleźli dowody na szybki wzrost zawartości pyłu w tych galaktykach spowodowany wysokim stężeniem metali w odległym Wszechświecie. Badanie, opublikowane w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics (https://www.aanda.org/articles/aa/abs/2020/12/aa38405-20/aa38405-20.html oraz https://arxiv.org/abs/2008.09995), przedstawia nowe podejście do badania fazy ewolucyjnej masywnych obiektów.

Odległe galaktyki, istniejące w bardzo wczesnym Wszechświecie, ale już masywne i bardzo aktywnie tworzące nowe gwiazdy stanowią, od momentu ich odkrycia 20 lat temu, prawdziwe wyzwanie dla astronomów. „Z jednej strony są one trudne do wykrycia, ponieważ znajdują się w gęstych obszarach odległego Wszechświata i zawierają cząstki pyłów, które pochłaniają większość światła optycznego emitowanego przez młode gwiazdy – wyjaśnia dr Drako Donevski, stypendysta SISSA i główny autor badania. – Z drugiej strony wiele z tych pyłowych ‚olbrzymów’ powstało w czasach, gdy Wszechświat był bardzo młody – miał mniej niż 1 miliard lat – i nadal pozostaje zagadką pytanie, jak tak duża ilość pyłu mogła zostać wyprodukowana tak wcześnie we Wszechświecie”.

Badanie tych egzotycznych obiektów jest teraz możliwe dzięki Atacama Large Millimeter / submillimeter Array (ALMA). Interferometr składający się z 66 teleskopów umieszczony jest na pustyni Atakama w północnym Chile i jest w stanie wykryć światło podczerwone, które przenika przez pyłowe chmury, ujawniając obecność nowo tworzących się gwiazd. Jednak pochodzenie dużej ilości pyłu we wczesnym czasie kosmicznym wciąż pozostaje otwartą kwestią dla astronomów.

„Przez wiele lat naukowcy sądzili, że powstawanie pyłu kosmicznego jest spowodowane wyłącznie eksplozjami supernowych. Jednak ostatnie prace teoretyczne sugerują, że zawartość pyłu może również wzrastać w wyniku zderzeń cząstek zimnego, bogatego w metale gazu, który wypełnia galaktyki” – wyjaśnia naukowiec, cytowany w prasowym komunikacie. Międzynarodowy zespół uczonych z instytucji w Europie, USA, Kanadzie i RPA, kierowany przez dra Donevskiego, połączył metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zbadać 300 odległych, zapylonych galaktyk w nadziei, że pomoże to odkryć pochodzenie tych „gigantów”.

„Wyznaczyliśmy właściwości fizyczne naszych galaktyk, stosując specjalną technikę modelowania ich szerokopasmowych widm energetycznych – uzupełnia dr hab. Katarzyna Małek, adiunkt w Zakładzie Astrofizyki Narodowego Centrum Badań Jądrowych, cytowana w informacji prasowej. – Jest to istotne źródło informacji o naturze galaktyk, ponieważ wiele złożonych procesów fizycznych, które w nich zachodzą, pozostawia swój ślad w ich widmie. Widmo energetyczne, czyli zależność wypromieniowywanej energii od długości fali, to swoiste DNA galaktyki. Modelowanie widm energetycznych pomaga nam oszacować takie wielkości fizyczne, jak masa pyłu lub masa gwiazd w galaktyce. Dzięki analizie widm szerokopasmowych udało nam się zidentyfikować dwie różne populacje galaktyk w naszej próbce: typowe galaktyki aktywne gwiazdotwórczo – tak zwane galaktyki ciągu głównego, i ekstremalne obiekty, w których zachodzą wyjątkowo intensywne procesy gwiazdotwórcze (ang. starburst galaxies). Taka ekstremalna galaktyka tworzy rocznie gwiazdy o łącznej masie nawet 10-100 mas Słońca”.

„Znaleźliśmy ogromną ilość masy pyłu w większości naszych galaktyk – uzupełnia dr Donevski. – Nasze szacunki pokazały, że wybuchy supernowych nie mogą być odpowiedzialne za to wszystko, a część musiała powstać w wyniku zderzeń cząstek w środowisku bogatym w gazowe metale wokół masywnych gwiazd, jak wcześniej przewidywały to modele teoretyczne. To pierwszy przypadek, kiedy dane obserwacyjne potwierdzają istnienie obu mechanizmów produkcji”.

Naukowcy przyjrzeli się również zmianom w czasie stosunku masy pyłu do masy gwiazd, aby zbadać, jak skutecznie galaktyki tworzą i niszczą pył podczas swojej ewolucji. „To pozwoliło nam zidentyfikować cykl życia pyłu w dwóch różnych populacjach galaktyk: normalnych oraz bardziej ekstremalnych, szybko ewoluujących galaktykach gwiazdotwórczych – powiedziała Lara Pantoni, doktorantka w SISSA, która opracowała model analityczny służący do interpretacji danych i wykazujący ogromny potencjał w opisywaniu różnic w tych dwóch grupach obserwowanych galaktyk. -Co ciekawe, wykazaliśmy również, że bez względu na odległość, masę lub rozmiar gwiazd, zwarte galaktyki gwiazdotwórcze zawsze mają wyższy stosunek masy pyłu do masy gwiazdy niż zwykłe galaktyki”.

Aby w pełni ocenić wyniki obserwacji, zespół astronomów skonfrontował także swoje dane z najnowszymi modelami i symulacjami galaktyk. Wykorzystano symulację kosmologiczną SIMBA, nowy zestaw, który symuluje powstawanie i ewolucję milionów galaktyk od początku Wszechświata do chwili obecnej, śledząc wszystkie ich właściwości fizyczne, w tym masę pyłu. „Do tej pory modele teoretyczne miały problemy z jednoczesnym dopasowaniem zawartości pyłu w galaktykach, jak i właściwości gwiazd. Jednak nasz nowy pakiet symulacji kosmologicznych SIMBA był w stanie odtworzyć większość zaobserwowanych danych” – wyjaśnia Desika Narayanan, profesor astronomii na Uniwersytecie Florydy i członek instytutu DAWN w Kopenhadze, cytowana w komunikacie udostępnionym przez NCBJ.

„Z naszych badań wynika, że produkcja pyłu w ‚Gigantach’ jest zdominowana przez bardzo szybki wzrost ilości cząstek w wyniku ich zderzeń z gazem – podsumowuje dr Donevski. – Stanowi to pierwszy dowód na poparcie tezy, że powstawanie pyłu zachodzi zarówno podczas śmierci gwiazd, jak i w przestrzeni między tymi masywnymi gwiazdami, jak zakładają badania teoretyczne. Co więcej, nasza praca oferuje nowe, mieszane podejście do badania ewolucji masywnych obiektów w odległym Wszechświecie, które będą testowane za pomocą przyszłych teleskopów kosmicznych, takich jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba”.

PAP – Nauka w Polsce

Brak komentarzy do Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów”

„Klimatyczne ABC” – polscy eksperci przygotowali darmowy podręcznik o klimacie

Interdyscyplinarny zespół ekspertów przygotował podręcznik na temat zmiany klimatu, który może być pomocą dydaktyczną dla nauczycieli w szkołach średnich oraz na uczelniach. Książka „Klimatyczne ABC” w wersji elektronicznej jest dostępna…

Interdyscyplinarny zespół ekspertów przygotował podręcznik na temat zmiany klimatu, który może być pomocą dydaktyczną dla nauczycieli w szkołach średnich oraz na uczelniach. Książka „Klimatyczne ABC” w wersji elektronicznej jest dostępna bezpłatnie.

„Klimatyczne ABC. Interdyscyplinarne podstawy współczesnej wiedzy o zmianie klimatu” to pierwszy w Polsce interdyscyplinarny podręcznik poświęcony zmianie klimatu. Powstał jako odpowiedź naukowców na pilną potrzebę powszechnej edukacji o kryzysie klimatyczno-ekologicznym – poinformował w przesłanym PAP komunikacie Uniwersytet Warszawski.

Podręcznik pod redakcją naukową dr Magdaleny Budziszewskiej z Wydziału Psychologii UW, dr Aleksandry Kardaś z Wydziału Fizyki UW oraz Zbigniewa Bohdanowicza z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW to praca zbiorowa 16 badaczy, którzy reprezentują wiedzę z zakresu fizyki, chemii, biologii, ekologii, geografii, ekonomii, psychologii, wiedzy o społeczeństwie oraz inżynierii. Książkę przygotowali wspólnie naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Politechniki Warszawskiej, Instytutu Chemii Fizycznej PAN oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

„Wyedukowanie społeczeństwa w zakresie zmian klimatycznych jest nie tylko społecznym obowiązkiem szkół wyższych, ale także koniecznym krokiem w walce o zatrzymanie postępującej szybko degradacji środowiska naturalnego oraz niedopuszczenie do przekroczenia krytycznego punktu, po którym dojdzie do nieodwracalnej zmiany klimatu na Ziemi” – mówi cytowana w komunikacie UW dr Magdalena Budziszewska.

„Od czasów rewolucji przemysłowej, rozwijając przemysł i rolnictwo, zaczęliśmy emitować do atmosfery coraz więcej i więcej gazów cieplarnianych. Zaburzyliśmy naturalny obieg węgla w przyrodzie i doprowadziliśmy do globalnej zmiany klimatu. Zrozumienie przyczyn i konsekwencji tego zjawiska wymaga połączenia wiedzy o zjawiskach fizycznych w atmosferze i oceanie, ale też tych, w których biorą udział organizmy żywe i całe nasze uprzemysłowione społeczeństwo. W naszym podręczniku staraliśmy się pokazać, jak te wątki przeplatają się i łączą na wielu poziomach” – tłumaczy dr Aleksandra Kardaś.

Książka podzielona jest na cztery części, przedstawiające mechanizmy i przyczyny globalnego ocieplenia, jego konsekwencje oraz działania, które mogą zapobiec najbardziej negatywnym skutkom zmiany klimatu.

Publikacja zawiera 13 lekcji oraz 25 pytań i odpowiedzi eksperckich z podaniem źródeł, raportów międzynarodowych organizacji, artykułów naukowych czy linków do listów otwartych naukowców z całego świata. Duży nacisk położono na przystępność treści oraz spójny podział materiału.

Podręcznik może być wykorzystywany jako materiał dydaktyczny dla uczniów i studentów. Publikację można pobrać bezpłatnie ze strony Wydawnictw UW. Materiały edukacyjne, w formacie przyjaznym nauczycielom, podzielone na poszczególne lekcje można również pobrać ze strony https://klimatyczneabc.uw.edu.pl/.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do „Klimatyczne ABC” – polscy eksperci przygotowali darmowy podręcznik o klimacie

Politechnika Białostocka/ Prace nad urządzeniem ograniczającym emitowanie zanieczyszczeń przez jednostki morskie

Politechnika Białostocka pracuje nad innowacyjnym urządzeniem ograniczającym emitowanie zanieczyszczeń przez duże jednostki morskie. Badacze opracowują tzw. kompaktowy skruber, który ma przede wszystkim zmniejszyć emisję tlenku siarki. Uczelnia poinformowała we wtorek…

Politechnika Białostocka pracuje nad innowacyjnym urządzeniem ograniczającym emitowanie zanieczyszczeń przez duże jednostki morskie. Badacze opracowują tzw. kompaktowy skruber, który ma przede wszystkim zmniejszyć emisję tlenku siarki.

Uczelnia poinformowała we wtorek w komunikacie, że zespół badaczy, który pracuje nad pionierskim projektem dla krajowego przemysłu stoczniowego, otrzymał ponad 5,2 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Jak przypomniała PB, od ubiegłego roku jednostki morskie „obowiązują rygorystyczne regulacje w zakresie emisji spalin”; chodzi przede wszystkim o zmniejszenie emisji tlenku siarki. By to osiągnąć – jak mówią naukowcy – należy zastosować nowoczesne tzw. skrubery, czyli urządzenia oczyszczające spaliny w specjalnej komorze.

„Standardowe urządzenia mają nawet trzy metry średnicy i kilkanaście metrów wysokości. Ich montaż wymaga przebudowy konstrukcji statku, z czym wiąże się bardzo wysoki koszt inwestycyjny oraz utrudnienia eksploatacyjne, a także pogorszenie stateczności statku” – mówi prof. Dariusz Butrymowicz z Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej.

Stąd pomysł na stworzenie wersji kompaktowej skrubera dla dużych statków.

Zespół Butrymowicza ma już doświadczenie z kompaktową wersją tego urządzenia, ale dla małych i średnich jednostek morskich. Taka wersja została opracowana przez badaczy w ubiegłym roku, a rozwiązanie – jak podaje Butrymowicz – pozwala także na odzyskiwanie ciepła generowanego przez silniki i przekształcenie go w chłód, wykorzystywany następnie do klimatyzacji.

Rozwiązanie dla dużych jednostek morskich ma mieć moc od 1 MW do ok. 20 MW. Butrymowicz powiedział, że do jego stworzenia wykorzystywana jest technologia strumienicowa, co – jak podkreślił – jest innowacyjnym rozwiązaniem. „Podstawowym wyzwaniem jest opracowanie racjonalnej i wiarygodnej metody projektowania takich urządzeń” – dodał naukowiec.

Prototyp skrubera ma powstać do 2022 roku. Testowany ma być w Gdańsku – jak podaje politechnika – na największym w kraju dźwigu stoczniowym z siłownią o mocy 1 MW.

Projekt „Technologia morskich kompaktowych skruberów strumienicowych” Politechniki Białostockiej wart jest blisko 6,9 mln zł. W ramach projektu zespół ma też opracować układy wspomagające usuwanie tlenków azotu i cząstek stałych oraz układ monitoringu oczyszczania spalin i wody płuczkowej.

PAP – Nauka w Polsce, Sylwia Wieczeryńska

Brak komentarzy do Politechnika Białostocka/ Prace nad urządzeniem ograniczającym emitowanie zanieczyszczeń przez jednostki morskie

Rozwiązania przyspieszające proces otrzymywana nowych odmian jęczmienia

Dwa rozwiązania przyspieszające proces otrzymywania nowych odmian jęczmienia opracowali naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego. Pomijają one jeden z kluczowych etapów rozmnażania roślin, czyli zapłodnienie i kilkuletni cykl krzyżowań. Ponadto dzięki tym…

Dwa rozwiązania przyspieszające proces otrzymywania nowych odmian jęczmienia opracowali naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego. Pomijają one jeden z kluczowych etapów rozmnażania roślin, czyli zapłodnienie i kilkuletni cykl krzyżowań.

Ponadto dzięki tym rozwiązaniom pewne jest produkowanie zielonych roślin niezależnie od genotypu.

Ich współautorka, dr Monika Gajecka z Wydziału Nauk Przyrodniczych UŚ wyjaśniła, że efektem wieloletnich badań jest nowy sposób izolacji mikrospor i inicjacji kultury z wykorzystaniem wcześniejszego stadium rozwoju jęczmienia jarego. Kultura w tym kontekście oznacza sztuczną hodowlę komórek na pożywkach, a mikrospora to zarodnik męski.

Przedmiotem zainteresowań biologów był proces androgenezy, czyli proces rozwoju nowej rośliny z odpowiedzialnego za przemianę pokoleń męskiego gametofitu.

Jak przypomniała Gajecka, w normalnych warunkach, aby doszło do rozmnożenia rośliny konieczny jest proces zapylenia, który w przypadku jęczmienia polega na przenoszeniu ziaren pyłku na słupek. Jej rozwiązanie pomija jednak ten etap.

Badaczom potrzebny był niedojrzały kłos jęczmienia, który został poddany dwóm rodzajom działań. „W pierwszym przypadku ścięte źdźbła są wkładane do lodówki na dwa tygodnie, dzięki czemu ulegają przechłodzeniu. Następnie są blendowane w specjalnym urządzeniu, aby nie uszkodzić mikrospor. W ten sposób powstaje zawiesina tych mikrospor – na tym polega ich izolacja. Następnym krokiem jest inicjacja kultury in vitro, czyli indukowanie rozwoju zarodków jęczmienia przy dostarczaniu odpowiednich składników odżywczych w pożywce” – tłumaczyła Gajecka.

W drugim przypadku działania są nieco inne. „Tutaj ze świeżo ściętego źdźbła jęczmienia wyciągany jest niedojrzały kłos z mikrosporami, które są następnie izolowane i wkładane do odpowiednio przygotowanej pożywki, dostarczającej tylko pewnych składników odżywczych. W tym przypadku nie ma więc fazy przechłodzenia komórek, lecz dochodzi do ich głodzenia” – wyjaśniła badaczka.

Kiełkujące zarodki można obserwować po około sześciu tygodniach. „W obu przypadkach obserwujemy przeprogramowanie, w wyniku czego z mikrospory możemy uzyskać od razu nową roślinę, a nie, jak w przypadku naturalnie zachodzącego procesu, dojrzałe ziarno pyłku” – dodała.

Sposób ten pozwala skrócić otrzymywanie nowych odmian jęczmienia o kilka lat. „W ciągu sześciu tygodni widzimy już rośliny i tak naprawdę w ciągu roku mamy już ziarna, które możemy poddawać selekcji, żeby sprawdzić, czy ta roślina będzie miała konkretne, interesujące nas cechy. Jęczmień to roślina jednoroczna, więc po kolejnym roku mamy wyprodukowaną linię homozygotyczną. Wcześniej – z uwagi na ośmiopokoleniowy cykl krzyżowań – potrzebnych było osiem lat” – podkreśliła Gajecka.

Ponadto naukowcy rozwiązali problem związany z albinizmem wśród roślin, który powoduje, że te białe rośliny – pozbawione chlorofilu – nie są w stanie przeprowadzać fotosyntezy. Opracowany przez nich sposób izolacji i inicjacji kultury in vitro mikrospor umożliwia produkcję roślin zielonych z wszystkich odmian, nawet tych, które wcześniej regenerowały rośliny albinotyczne.

„Istotną rolę odgrywają w tym procesie plastydy. Inicjowaliśmy kulturę in vitro w określonych momentach rozwoju roślin. Gdy plastydy zdążyły już różnicować się w amyloplasty, regenerowały głównie albinotyczne rośliny. Jeśli jednak jeszcze do tego nie doszło, wtedy uzyskiwaliśmy rośliny zielone. Gdy odkryliśmy tę kluczową zależność, wystarczyło już tylko wskazać odpowiedni moment inicjacji kultury in vitro” – powiedziała Gajecka.

Biolog wyraziła przekonanie, że ich innowacyjne rozwiązanie jest ważne dla hodowli roślin, ponieważ skraca czas potrzebny na wprowadzenie nowych odmian zbóż, a także zapewnia, że możliwe jest wyprodukowanie zielonych roślin niezależnie od genotypu. „Dajemy szybki i pewny efekt” – podsumowała.

Autorami tych dwóch opisywanych patentów są członkowie Zespołu Genetyki i Genomiki Funkcjonalnej Roślin na Wydziale Nauk Przyrodniczych UŚ: dr Monika Gajecka, prof. dr hab. Iwona Szarejko, dr Beata Chmielewska, mgr Janusz Jelonek i Justyna Zbieszczyk.

PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Kliks-Pudlik

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Rozwiązania przyspieszające proces otrzymywana nowych odmian jęczmienia

Nowy dwuwymiarowy nadprzewodnik topologiczny

Udało się wytworzyć nowy dwuwymiarowy nadprzewodnik cechujący się nietrywialnymi właściwościami topologicznymi. W badaniach – opublikowanych w Nature – uczestniczyli fińscy naukowcy z uniwersytetów w Aalto i Helsinkach oraz dr Szczepan…

Udało się wytworzyć nowy dwuwymiarowy nadprzewodnik cechujący się nietrywialnymi właściwościami topologicznymi. W badaniach – opublikowanych w Nature – uczestniczyli fińscy naukowcy z uniwersytetów w Aalto i Helsinkach oraz dr Szczepan Głodzik z UMCS.

Praca w „Nature” (https://www.nature.com/articles/s41586-020-2989-y) łączy ze sobą dwa przełomy: wytworzenie heterostruktury złożonej z dwuwymiarowego ferromagnetyka oraz efektywne stworzenie dwuwymiarowego nadprzewodnika topologicznego – informuje Uniwersytet Mari Curie-Skłodowskiej w Lublinie w przesłanym PAP komunikacie.

Badacze z Aalto University w Finlandii jako specjaliści w dziedzinie wytwarzania nanostruktur z dokładnością do pojedynczych atomów i charakteryzowania cienkich warstw materiałów, wytworzyli dwuwymiarowe, magnetyczne wyspy bromku chromu. Podłożem, na którym je umieszczono była powierzchnia nadprzewodnika – diselenku niobu. Oba materiały należą do grupy tzw. materiałów van der Waalsa, z których stosunkowo prosto można otrzymywać jednoatomowe warstwy (analogicznie do grafenu).

Nadprzewodnictwo i magnetyzm to zaprzysiężeni wrogowie, ale też niezbędne składniki nadprzewodnictwa topologicznego. Do stabilizacji tej ulotnej fazy materii konieczny jest jeszcze jeden komponent – sprzężenie spinowo-orbitalne, czyli oddziaływanie obecne między innymi na powierzchniach materiałów (także na powierzchni NbSe2), które „nachyla” spiny elektronów, w zależności od kierunku ich pędu. W obecności tych trzech składników i odpowiedniego oddziaływania między nimi, grupa z Finlandii, korzystając ze skaningowej mikroskopii tunelowej, zaobserwowała na krawędziach magnetycznych wysp tzw. chiralne mody Majorany. Są to kwazicząstki (czyli kolektywne wzbudzenia elektronowe, zachowujące się w pewien określony sposób) o zerowej energii.

„Materiały topologiczne są aktualnie przedmiotem olbrzymiego zainteresowania zarówno wiodących ośrodków naukowych na świecie jak też firm komercyjnych (np. Microsoft, Google). Ogromna popularność kwazicząstek Majorany i pościg za eksperymentalnym wykazaniem ich obecności, powodowana jest pomysłem na wytworzenie komputera kwantowego, którego podstawowymi elementami byłyby kubity ‚chronione’ przez topologię układu” – skomentowano w komunikacie.

Powyższa praca ma jednak większe znaczenie w kontekście badań podstawowych. Relatywnie prosty przepis na wytworzenie nowej fazy materii, jaką jest topologiczne nadprzewodnictwo, otwiera możliwość dalszego poznawania jej egzotycznych właściwości. Oprócz jednowymiarowych, chiralnych modów Majorany na brzegach materiałów realizujących tę fazę, badania teoretyczne wskazują na obecność stanów związanych Majorany, zlokalizowanych na defektach oraz w rdzeniach wirów pojawiających się w nadprzewodnikach topologicznych.

Zadaniem dr. Głodzika z UMCS, w tym projekcie, było opracowanie modelu teoretycznego, odzwierciedlającego układ badany w eksperymencie i wykonanie obliczeń numerycznych, zdolnych wykazać czy rzeczywiście mamy do czynienia z topologicznym nadprzewodnictwem.

Wyniki obliczeń dr. Głodzika okazały się być zgodne z wynikami pomiarów metodą skaningowej mikroskopii tunelowej i jakościowo reprodukowały wszystkie własności chiralnych modów Majorany.

Tego rodzaju heterostruktury mogą być w przyszłości wykorzystane do opracowania architektury układów scalonych nowej generacji komputerów.

PAP – Nauka w Polce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Nowy dwuwymiarowy nadprzewodnik topologiczny

Czy rok 2020 przełamał bariery wobec systemów informatycznych?

Sytuacja związana z pandemią zmniejszyła niechęć do informatycznych narzędzi, m.in. na uczelniach i w różnych instytucjach. Ryzyko cyberataku nie zmalało, ale jeśli komuś zależy na bezpieczeństwie – powinien dzielić się…

Sytuacja związana z pandemią zmniejszyła niechęć do informatycznych narzędzi, m.in. na uczelniach i w różnych instytucjach. Ryzyko cyberataku nie zmalało, ale jeśli komuś zależy na bezpieczeństwie – powinien dzielić się wiedzą na własnych zasadach – twierdzą eksperci z WAT.

Według ekspertów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa na stan pandemiczny można spojrzeć jak na szansę na bezpieczniejsze i sprawniejsze dzielenie się wiedzą poprzez systemy informatyczne.

STRATEGIE CYBERBEZPIECZEŃSTWA – SĄ, ALE NIEPEWNE

Za największą barierę we wdrażaniu takich systemów przedstawiciele kadry zarządzającej firm na całym świecie uznali ryzyko utraty albo wycieku wiedzy. Jak podkreślają eksperci, nie są to obawy bezpodstawne. Według danych europejskiego badania dotyczącego bezpieczeństwa informacji (GISS 0 Global Information Security Survey) w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż 59 proc. organizacji doświadczyło znaczącego lub istotnego naruszenia bezpieczeństwa informatycznego.

36 proc. organizacji dysponuje własnym zespołem ds. cyberbezpieczeństwa i angażuje go w nowe inicjatywy biznesowe. Choć 92 proc. zarządów organizacji tworzy strategie cyberbezpieczeństwa, to tylko 20 proc. z nich ma mocne przekonanie, że powzięte środki mogą ograniczyć cyberataki.

Stan pandemiczny – jako szansę na przełamanie barier we wdrażaniu i upowszechnianiu systemów informatycznych – postrzegają naukowcy Wojskowej Akademii Technicznej (WAT): dr. inż. Jarosław Wróbel, dr. inż. Paweł Moszczyński i Michał Kapałka – oraz Maciej Moszczyński, współzałożyciel grupy TakeControl.

Naukowcy WAT i ekspert TakeControl zaznaczają, że w środowisku naukowym najcenniejszym zasobem jest wartość intelektualna, np. nieopublikowane manuskrypty artykułów i wyniki badań. Co z ryzykiem wycieku lub utraty takiej wiedzy przechowywanej w systemach informatycznych?

„Nie możemy uznać, ze wskutek doświadczeń pandemicznych ryzyko to zmalało. Ale nawet jeśli kierownictwo nie wdroży żadnego systemu dzielenia się wiedzą, pracownicy i tak będą przesyłali sobie informacje, ponieważ mają ograniczone możliwości spotkania się i korzystania z sieci firmowej, a obieg dokumentów i wiedzy musi zostać utrzymany. Co więcej, prawdopodobnie będą korzystać z darmowych rozwiązań, gdzie ochrona prawa własności pozostawia wiele do życzenia” – stwierdza Moszczyński. Mówił o tym podczas X Międzynarodowej Konferencji „Nowoczesne Koncepcje i Metody Zarządzania. Zarządzanie organizacjami w sytuacjach kryzysowych” (NKiMZ 2020).

Jak dodał, szpiegostwo naukowe, podobnie jak przemysłowe jest realnym zagrożeniem. Niektóre uczelnie, np. w Australii, mają absolutny zakaz przechowywania danych na zewnętrznych serwerach. W ten sposób badacze chronią się przed nieautoryzowanym dostępem.

MODEL HOMEOFFICE POZOSTANIE NA DŁUGO

„Cyberzagrożenia to niejedyna bariera we wdrażaniu systemów. Pozostałe to środki finansowe, czas na szkolenia i niechęć pracowników – m.in. obiekcje, że korzystanie z systemu oznacza dodatkowe obowiązki i może służyć do kontrolowania uczciwych pracowników, więc jest wyrazem braku zaufania” – wylicza Moszczyński.

Tłumaczy, jednak że pandemia COVID-19 dramatycznie zmieniła formę działania organizacji. W ciągu kilku tygodni pracownicy musieli nauczyć się pracy zdalnej i spotkań w sieci, a przedsiębiorcy – przenieść działalność lub jej część do Internetu.

Z danych przytoczonych podczas konferencji wynika, że w Polsce w szczycie pandemii na kwarantannie przebywało ponad 500 tys. osób, a w szczytowym okresie pierwszego lockdownu nawet połowa firm pracowała zdalnie.

Zmieniało się podejście do systemów informatycznych. Ruch sieciowy odnotował wzrost na poziomie 30-50 proc., a firmy i instytucje musiały pozwolić pracownikom na łączenie się z zewnątrz. Kurs akcji spółki dostarczającej usług komunikacyjnych na platformie ZOOM wzrósł o 500 proc. Pandemia wymusiła również optymalizację kosztów w firmach, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.

Naukowcy powołują się na badanie ManpowerGroup i Hrlink, według którego aż 55 proc. pracodawców planuje pozostać przy pracy zdalnej w różnym zakresie, z czego 2 proc. chce kontynuować home office w pełnym wymiarze czasu pracy, a 53 proc. – stosować model rotacyjny.

O potrzebie pracy zdalnej mówi 9 na 10 pracowników. W modelu hybrydowym, czyli częściowo w biurze, a częściowo w trybie zdalnym chciałoby pracować 75 proc. ankietowanych zatrudnionych i tylko 2 proc. chciałoby powrócić do biura w pełnym wymiarze czasu pracy.

Zdaniem badaczy współczesne organizacje nie mają wyjścia i powinny dzielić się wiedzą ze współpracownikami. Z punktu widzenia społeczeństwa informacyjnego wiedza jest kluczowym składnikiem do budowania przewagi konkurencyjnej w firmach takich jak Microsoft czy Google. Jednocześnie w zarządzaniu od wielu lat odchodzi się od struktury hierarchicznej na rzecz decentralizacji.

„Skoro w nowoczesnym paradygmacie pracownicy podejmują najwięcej decyzji samodzielnie, to należy im wiedzę udostępniać. Od sprawności przekazywania wiedzy zależy obecnie sukces ekonomiczny. Systemy informatyczne pozwalają przechowywać i odtwarzać wiedzę. Tworzą pamięć organizacyjną. Dzięki niej można wykorzystywać doświadczenia z wielu lat do podejmowania skutecznych działań w teraźniejszości i przewidywania przyszłych trendów i wydarzeń” – oceniają autorzy.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Czy rok 2020 przełamał bariery wobec systemów informatycznych?

Torfowiska – tykająca bomba węglowa nieuwzględniona w modelach klimatu

Torfowiska zmieniają się z obiektów pochłaniających CO2 w jego emitenta. Uwalniają teraz do atmosfery od 5 do 10 proc. rocznego antropogenicznego ładunku tego gazu cieplarnianego. A jednak wciąż nie uwzględniono…

Torfowiska zmieniają się z obiektów pochłaniających CO2 w jego emitenta. Uwalniają teraz do atmosfery od 5 do 10 proc. rocznego antropogenicznego ładunku tego gazu cieplarnianego. A jednak wciąż nie uwzględniono ich w modelach zmian klimatu – zwracają uwagę naukowcy – również z Polski.

Torfowiska, tereny podmokłe, mogą mieć różne oblicza. Występują i nad polskim wybrzeżem Bałtyku, i nad Biebrzą, i na skutej lodem Syberii, i w amazońskich lasach deszczowych, i w górzystych rejonach Papui-Nowej Gwinei. Choć zajmują 3 proc. globalnej powierzchni lądowej, to zawierają około 25 proc. światowych zasobów węgla w glebie. Ten ogromny zasób węgla nie jest tak bezpieczny, jak sądzili naukowcy.

Torfowiska magazynują duże ilości węgla w wyniku trwającego od tysiącleci procesu gromadzenia się torfu pod ziemią, w warunkach nasycenia wodą. „W związku z działalnością człowieka torfowiska zmieniają się jednak z pochłaniacza węgla – na jego emitenta. Już teraz ze zdegradowanych torfowisk wydostaje się rocznie między 0,5 a 1 gigatoną CO2. To ogromna liczba – stanowi ok. 5-10 proc. globalnego rocznego antropogenicznego ładunku CO2, który dostaje się do atmosfery” – mówi w rozmowie z PAP badacz torfowisk prof. Mariusz Lamentowicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Torfowiska zachodniej Syberii _ fot M Lamentowicz.JPG

Torfowiska zachodniej Syberii. Fot. M. Lamentowicz.

Dla porównania emisja dwutlenku węgla przez Polskę w 2019 r wyniosła oficjalnie ok. 0,3 gigatony.

Problemem jest jednak fakt, że torfowiska nie są ciągle uwzględniane w modelach systemowych Ziemi (Earth System Models – ESMS), a więc w modelach używanych do prognozowania przyszłych zmian klimatu. Na problem ten zwrócił uwagę w grudniu w „Nature Climate Change” interdyscyplinarny, międzynarodowy zespół 69 naukowców, w tym prof. Lamentowicz.

Co sprawia, że torfowiska uwalniają do atmosfery coraz więcej dwutlenku węgla? Według autorów artykułu są to choćby katastrofalne w ostatnich latach pożary torfu, podczas których węgiel, gromadzony przez setki czy tysiące lat w tkankach roślin, gwałtownie idzie z dymem.

Kolejnym czynnikiem są zmiany w użytkowaniu ziemi. Systemy rowów melioracyjnych sprawiają, że torfowiska są osuszane i nie są w stanie utrzymać zmagazynowanego węgla. Kolejnym problemem są wylesienia, które dotyczą choćby torfowisk w Puszczy Amazońskiej czy Indonezji, odwadnianych i przekształcanych w plantacje palmy olejowej. Takie nowe sposoby użytkowania ziemi sprawiają zaś, że cennych terenów torfowisk ubywa.

Z zalewanych obszarów wieloletniej zmarzliny na Syberii wydostaje się coraz więcej metanu _ fot M Lamentowicz.JPG

Z zalewanych obszarów wieloletniej zmarzliny na Syberii wydostaje się coraz więcej metanu. Fot. M. Lamentowicz

Jeszcze innym problemem jest topnienie – wraz z globalnym ociepleniem – pokrywającej torfowiska wieloletniej zmarzliny (np. na Syberii czy w płn. Kanadzie). W efekcie torf, który był dotąd przez dziesiątki tysięcy lat uwięziony w lodzie – jest zalewany wodą. Jeśli jest jej za dużo – torfowisko zaczyna uwalniać dużo metanu, który jest gazem cieplarnianym agresywniejszym, niż dwutlenek węgla.

Jednocześnie niektóre torfowiska zalewane są przez morza i oceany w związku z podnoszeniem się poziomem wody. W ten sposób tereny torfowisk są rozmywane i tracą swoją funkcję aktywnego magazynu węgla.

Torfowiskom nie sprzyja również podnoszenie się temperatury powietrza i malejący poziom wód gruntowych (warunki do rozwoju torfowisk są coraz gorsze), a także większa ilość zanieczyszczeń związkami azotu czy pyłami.

Prof. Lamentowicz zaznacza jednak, że podejmowanie działań na rzecz ochrony torfowisk pozwala – przynajmniej częściowo – znów uczynić z nich sprzymierzeńców w walce z globalnym ociepleniem. Takimi rozwiązaniami są choćby działania na rzecz restytucji terenów podmokłych czy projekty na rzecz tamowania niepotrzebnych rowów melioracyjnych.

„Torfowiska już teraz wynoszą do atmosfery duży ładunek węgla, którego jeszcze nikt dobrze nie oszacował. To zaś powinno być brane pod uwagę w kontekście działań na rzecz zmniejszania emisji dwutlenku węgla” – mówi prof. Lamentowicz.

Torf gromadzi ogromne zasoby dwutlenku węgla _ fot M Lamentowicz.jpg

Torf gromadzi ogromne zasoby dwutlenku węgla. Fot. M. Lamentowicz

Wyjaśnia jednak, że na razie ogólnopolski kompleksowy monitoring torfowisk nie istnieje. „Prowadzone są jedynie badania oparte na krótkotrwałych projektach naukowych. Jednocześnie istnieje pilna potrzeba wykonania nowoczesnych badań, które pokażą, ile węgla spoczywa w polskich torfowiskach, a ile wydostaje się do atmosfery” – mówi prof. Mariusz Lamentowicz.

„Nauka o torfowiskach jest krytycznym obszarem badawczym, który wymaga dalszego wsparcia politycznego, finansowego, abyśmy mogli zrozumieć związki między torfowiskami, węglem a klimatem, także w kontekście społeczno-gospodarczym” – podsumowuje naukowiec.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do Torfowiska – tykająca bomba węglowa nieuwzględniona w modelach klimatu

Polscy fizycy eksperymentują w międzynarodowym laboratorium pod Moskwą

Badania superciężkich pierwiastków, prace nad nanomateriałami do magazynowania energii, badania rozwoju Wszechświata tuż po Wielkim Wybuchu – takie możliwości daje Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych w Dubnej, którego członkiem jest Polska….

Badania superciężkich pierwiastków, prace nad nanomateriałami do magazynowania energii, badania rozwoju Wszechświata tuż po Wielkim Wybuchu – takie możliwości daje Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych w Dubnej, którego członkiem jest Polska. O polskim wkładzie w prowadzone tam badania opowiada prof. Michał Waligórski.

To, że polscy fizycy jądrowi zaangażowani są w międzynarodowe badania prowadzone przy Wielkim Zderzaczu Hadronów w szwajcarskim CERN pod Genewą nie budzi zdziwienia. Mniej osób wie jednak, że Polska ma też spory udział w innym wielkim międzynarodowym projekcie – Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych (ZIBJ), zlokalizowanym w Dubnej, w Rosji.

Dubna mieści się nad brzegami Wołgi, 120 km na północ od Moskwy. Instytut zatrudnia łącznie ponad 4,5 tys. osób, w tym ok. 1,2 tys. pracowników naukowych. Pracuje tam stale ponad 30 polskich fizyków i inżynierów. Co roku przyjeżdża z Polski do ZIBJ na krótkie pobyty 80-100 fizyków i specjalistów, a także ok. 70 studentów, uczniów i nauczycieli.

„W Dubnej, obok badań podstawowych, pracujemy nad wykorzystaniem fizyki jądrowej w nauce, ale także i w technologii. Kształcimy naukowców, studentów i kadry techniczne, ucząc ich najnowszej fizyki oraz najwyższych technologii” – mówi w rozmowie z PAP przedstawiciel Rządu RP w międzynarodowym Komitecie Pełnomocnych Przedstawicieli w Zjednoczonym Instytucie, prof. Michał Waligórski z IFJ PAN w Krakowie.

O ile w szwajcarskim CERN do dyspozycji naukowców oddano najpotężniejszy w świecie zderzacz protonów LHC (Large Hadron Collider), o tyle badania w Dubnej są bardziej rozproszone. Budowany jest tam wprawdzie porównywalny z LHC zderzacz ciężkich jonów NICA, ale działa tam również wiele mniejszych, choć unikalnych w skali świata urządzeń (m.in. cyklotrony o różnych mocach i możliwościach, impulsowy reaktor jądrowy, spektrometry i detektory). Udział w indywidualnych badaniach z założenia brać mogą mniejsze zespoły nastawione na realizację badań bardziej autorskich. Dzięki temu eksperymenty prowadzić mogą zespoły z mniejszych ośrodków badawczych, które nie dysponują tak wysokimi budżetami i tak licznymi zespołami fizyków jakich wymagają eksperymenty w fizyce cząstek elementarnych wykorzystujące LHC w Genewie. Zresztą fizycy z ZIBJ i CERN ściśle ze sobą współpracują przy tych wielkich eksperymentach.

Jeśli chodzi o ogólne kierunki badań, z których słynie Dubna, są to np. badania nad superciężkimi pierwiastkami. Pracujące w Dubnej akceleratory umożliwiają tworzenie jąder atomów, które nie występują na Ziemi. W tarcze z ciężkich pierwiastków „strzela się” pociskami lżejszych jonów (np. wapnia). Przy takim zderzeniu tworzy się na krótką chwilę superciężkie jądro nowego pierwiastka. Po sposobie, w jaki się rozpada, można poznać jego właściwości. To właśnie dzięki badaniom prowadzonym w Dubnej zarejestrowano po raz pierwszy pierwiastki o masach atomowych: 105, 114, 115 i 118. Dzięki tym badaniom naukowcy mogą sprawdzić, jak działają siły jądrowe na granicy swoich możliwości – w najbardziej masywnych jądrach atomów.

Prof. Waligórski opowiada też, że dzięki NICA – zderzaczowi przeciwbieżnych wiązek ciężkich jonów o wysokich energiach – będzie można badać nowy stan materii, tzw. plazmę kwarkowo-gluonową. Stan ten pojawił się na wczesnym etapie rozwoju Wszechświata, tuż po Wielkim Wybuchu. Budowę zderzacza NICA rozpoczętą dekadę temu planuje się zakończyć już za parę lat. Koszt tego urządzenia, wraz ze stanowiskami pomiarowymi przekroczy 500 mln dol. Pokryje go głównie Federacja Rosyjska jako członek założyciel ZIBJ.

Sztandarowym projektem ZIBJ jest też BAIKAL GVD (Gigaton Volume Detector). Zatopiony w krystalicznie czystych wodach jeziora Bajkał (a więc daleko od Dubnej) na głębokości pomiędzy jednym a dwoma kilometrami poniżej poziomu wody tego jeziora zestaw ponad 10 tys. fotopowielaczy będzie obserwował, w objętości ponad 1 kilometra sześciennego wody oddziaływania cząstek promieniowania kosmicznego o skrajnie wysokich energiach oraz towarzyszące im neutrina. Wspólnie z podobnymi „teleskopami neutrinowymi”, np. międzynarodowym IceCube na Antarktydzie, bada się skąd z Kosmosu cząstki te przychodzą i jaka jest fizyka gwiazd i galaktyk Kosmosu. W projekcie BAIKAL GVD zaangażowani są już naukowcy z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie.

Unikalnym urządzeniem badawczym w ZIBJ, które wykorzystuje w swoich pracach liczna grupa z Polski, jest też impulsowe źródło neutronów IBR-2. „Można to nazwać bombą atomową na sznurku” – żartuje prof. Waligórski. Wyjaśnia, że podobnie jak obracające się wiaderko z wodą na sznurku, obracający się element masy podkrytycznej uranu-235 zbliżając się na ułamek sekundy do drugiego takiego elementu inicjuje chwilowo „atomową” reakcję rozszczepienia, co generuje silne impulsy neutronów. „Impulsowe wiązki neutronów dają nam unikalne w świecie narzędzie do badania dynamiki układów ciała stałego” – komentuje naukowiec.

Dubna jednak to nie tylko badania podstawowe, ale również i badania nad praktycznym wykorzystaniem energii jądrowej. W instytucie opracowuje się m.in. membranowe filtry, które przepuszczają tylko molekuły o precyzyjnie wyznaczonych rozmiarach – np. wielkości bakterii czy wirusów. „Otwory w tych filtrach powstają, kiedy dziurawi się je rozpędzonymi cząstkami” – tłumaczy rozmówca PAP.

W ZIBJ trwają też prace nad nowoczesnymi nanomateriałami, które mogłyby magazynować energię elektryczną lub wodór. Takie rozwiązania są naszą nadzieją, jeśli chcemy jako ludzkość efektywniej przechowywać i przenosić energię pochodzą z odnawialnych źródeł – np. Słońca czy wiatru.

Koszty funkcjonowania Dubnej to ok. 200 mln dol. rocznie. 80 proc. tej kwoty opłaca Federacja Rosyjska, a 20 proc. – pozostałe państwa członkowskie. Z racji swojego dochodu narodowego, Polska jest wśród nich najwyższym płatnikiem – obecnie wkład Polski wynosi ok. 10 mln dol. rocznie (5 proc. budżetu ZIBJ). Prof. Waligórski tłumaczy jednak, że pieniądze te częściowo wracają do Polski. Dzięki nim finansowane są bowiem wynagrodzenia i badania polskich naukowców biorących udział w pracach ZIBJ. Z części polskiej składki ZIBJ buduje się też w krakowskim synchrotronie UJ Solaris wspólną linię badawczą, z której będą mogli korzystać zarówno badacze z krajów członkowskich ZIBJ, jak i gospodarze – UJ. Uzupełni to badania ciała stałego prowadzone w Dubnej, która nie dysponuje synchrotronem. W ten sposób 3 mln dol. rocznie z polskiej składki wraca do kraju. Kolejne miliony dolarów wracają do Polski w postaci zwrotu przemysłowego – kontraktów dla polskich firm, które dostarczają elementy wysokiej technologii do ZIBJ – dodaje prof. Waligórski.

„ZIBJ w Dubnej powstał w 1956 r. jako odpowiedź państw bloku radzieckiego na powołanie CERN” – opowiada prof. Waligórski. I dodaje, że Polska była jednym z członków założycieli tego Instytutu. Przypomina, że CERN powstał dla pokojowego wykorzystania badań fizyki jądrowej. Na podobnych zasadach powołano ZIBJ. „W ZIBJ w Dubnej nigdy nie wykorzystywano fizyki jądrowej dla celów wojskowych, zaś wszystkie prowadzone tam badania zawsze były i są jawne” – wyjaśnia profesor.

„Przez niemal 65 lat działania Dubnej nigdy nie mieliśmy problemów ze współpracą naukową. Szła ona zawsze płynnie, niezależnie od tego, jak układała się w tym czasie polityka między Polską a Rosją. Jestem przekonany, że współpraca naukowa to kanał porozumienia, który powinien między naszymi państwami istnieć zawsze” – mówi prof. Waligórski.

Członkami ZIBJ w Dubnej są: Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Bułgaria, Czechy, Gruzja, Kazachstan, Korea Płn., Kuba, Mołdawia, Mongolia, Polska, Federacja Rosyjska, Rumunia, Słowacja, Ukraina, Uzbekistan i Wietnam. Natomiast pięć państw uczestniczy w ZIBJ na mocy umów dwustronnych. Tymi państwami są: Egipt, Niemcy, RPA, Serbia oraz Węgry.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Polscy fizycy eksperymentują w międzynarodowym laboratorium pod Moskwą

Gdańsk/”Człowiek i mikroorganizmy” hasłem przewodnim 10. Nocy Biologów

Wykłady, warsztaty, filmy i konkursy tworzą program 10. Nocy Biologów, organizowanej online przez Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego oraz Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii UG i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Hasło przewodnie imprezy to…

Wykłady, warsztaty, filmy i konkursy tworzą program 10. Nocy Biologów, organizowanej online przez Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego oraz Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii UG i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Hasło przewodnie imprezy to „Człowiek i mikroorganizmy”.

Tegoroczna edycja Nocy Biologów odbędzie się 8 stycznia.

„Nie zabraknie także spotkań i wykładów nt. wirusa SARS-CoV-2 oraz o nowych szczepionkach i diagnostyce COVID-19” – poinformowało biuro prasowe Uniwersytetu Gdańskiego.

Koordynatorka Nocy Biologów na Międzyuczelnianym Wydziale Biotechnologii UG i GUMed dr Alicja Chmielewska podkreśliła, że wychodzenie z rzetelną wiedzą naukową poza uczelnię jest szczególnie ważne w dzisiejszym świecie, w którym jesteśmy świadkami zalewu pseudonaukowych informacji i fake newsów.

„W tym roku chcemy wykorzystać fakt, że na wydziale pracują wirusolodzy prowadzący badania nad wirusem SARS-CoV-2, którzy podzielą się swoją wiedzą o nowych szczepionkach i diagnostyce COVID-19, rozwieją wątpliwości i odpowiedzą na pytania nurtujące słuchaczy. Poza tym zaprezentujemy wiele ciekawych wykładów i warsztatów związanych z szeroko pojętą tematyką +Człowiek i mikroorganizmy+” – dodała Chmielewska.

Koordynatorka imprezy na Wydziale Biologii UG dr Elżbieta Sontag zaznaczyła, że wydarzenie co roku cieszy się coraz większą popularnością.

„Podczas ubiegłorocznej imprezy zamontowany został licznik wejść i okazało się, że Wydział Biologii odwiedziło prawie dwa tysiące osób. Ta frekwencja pokazała, jak bardzo potrzebna jest popularyzacja nauki i prezentowanie badań naukowców. Zwłaszcza że odwiedzają nas przedszkolaki, młodzież szkolna w różnym wieku, a także dorośli” – nadmieniła naukowiec.

Forma, w jakiej w tym roku zaprezentowana zostanie wiedza z dziedziny biologii, będzie bardzo różnorodna.

„Podczas wykładów, warsztatów, quizów, pokazów czy konkursów uczestnicy Nocy Biologów dowiedzą się m.in. dlaczego strach ma wielkie oczy, jak powstaje i czym różni się od lęku; czy lepiej być półtora kilograma cięższym czy lżejszym? Co +kryją+ szczepionki na COVID-19? Jak drobnoustroje jelitowe mogą wpływać na nasze zachowanie i procesy poznawcze, takie jak emocje czy pamięć? Poza tym, żądni wrażeń i przygód będą mogli spróbować swoich sił w escape roomie z nieznanym drobnoustrojem w roli głównej, którego trzeba będzie zniszczyć za pomocą ukrytego w laboratorium leku” – podało biuro prasowe UG.

Będą też dostępne filmy m.in. utrzymany w żartobliwej konwencji omawiający udział bakterii i innych mikroorganizmów w obiegu pierwiastków w środowisku morskim, a także opowiadający o grzybach zlichenizowanych tj. porostach.

Dodatkowo, będzie można wziąć udział w quizie dotyczącym antybiotyków oraz grze dydaktycznej „Milionerzy w świecie mikroorganizmów”.

Prawie wszystkie zajęcia online podczas 10. Nocy Biologów dostępne będą bez ograniczeń i nie będą wymagać wcześniejszej rejestracji.(PAP)autor: Robert Pietrzak

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Gdańsk/”Człowiek i mikroorganizmy” hasłem przewodnim 10. Nocy Biologów

Elektryzujące zestalanie się cieczy lepiej zrozumiane

Ciecz elektroreologiczna pod wpływem pola elektrycznego w krótkim czasie zwiększa swoją lepkość i tworzy ciało stałe. Grupa z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej wyjaśnia, na czym to zjawisko polega. Wyniki w…

Ciecz elektroreologiczna pod wpływem pola elektrycznego w krótkim czasie zwiększa swoją lepkość i tworzy ciało stałe. Grupa z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej wyjaśnia, na czym to zjawisko polega.

Wyniki w czasopiśmie „Physica D: Nonlinear Phenomena” opublikowali: doktorant mgr inż. Michał Łepek oraz profesorowie PW dr hab. inż. Agata Fronczak i dr hab. inż. Piotr Fronczak. O badaniach informuje w komunikacie na swojej stronie Politechnika Warszawska.

Ciecz elektroreologiczna wydaje się zwyczajną cieczą do momentu, kiedy pojawia się odpowiednie pole elektryczne. Wtedy zaś ciecz zaczyna koagulować i zachowuje się jak ciało stałe. I tak np. jeśli włączy się napięcie między elektrodami zanurzonymi w cieczy, powstaje między nimi „mostek”. „Mostek” ten się rozpływa, kiedy napięcie znika.

PW podsumowuje, że ciecz elektroreologiczna została opatentowana w 1947 roku przez amerykańskiego naukowca Willisa Winslowa. „Przez lata znalazła różnorodne zastosowania inżynierskie, m.in. w hamulcach, sprzęgłach, amortyzatorach, zaworach hydraulicznych, polerowaniu ściernym i wyświetlaczach dotykowych” – wylicza Michał Łepek z PW.

Filmik pokazujący, jak zmienia się działanie cieczy elektroreologicznej, kiedy w elektrodach włącza się napięcie elektryczne i kiedy się je wyłącza można obejrzeć tutaj.

Do tej pory brakowało jednak ścisłego i efektywnego opisu teoretycznego, co tam się dzieje. Aż zagadkę tę rozgryźli badacze z PW. Zaproponowali teoretyczne wyjaśnienie procesu koagulacji („zlepiania się” cząstek), w którym następuje tworzenie tzw. łańcuchów liniowych, czyli grup cząstek ułożonych w łańcuchy. Najbardziej znanym przykładem takiego procesu jest koagulacja cieczy elektroreologicznej. Ze względu na swoje wyjątkowe właściwości zalicza się ją do tzw. materiałów inteligentnych (smart materials).

„W naszej pracy wyprowadziliśmy równania, pozwalające wyznaczyć średni rozkład wielkości tworzących się łańcuchów na dowolnym etapie procesu scalania cząstek – mówi Michał Łepek. – Rozwiązania te dostarczają także informacji na temat odchylenia standardowego od średniego rozkładu (jakże przydatne w pracy z rzeczywistymi danymi!). Rozwiązania teoretyczne porównaliśmy z wynikami symulacji numerycznych oraz z danymi eksperymentalnymi. Skorzystaliśmy z wyników eksperymentu, którym była agregacja cząstek polistyrenu w mieszaninie H2O i D2O, czyli wody i ciężkiej wody”.

Jak podsumowuje uczelnia, naukowcy z Wydziału Fizyki PW otrzymali bardzo dobrą, niespotykaną do tej pory zgodność. W ten sposób, co podkreślili także recenzenci, po ponad 70 latach od wynalezienia cieczy elektroreologicznej w końcu uzyskano satysfakcjonujące rozwiązanie teoretyczne tego procesu.

Filmik pokazujący w dużym zbliżeniu, co się dzieje w cieczy elektroreologicznej pod wpływem napięcia.

„Nasza praca daje konkretny opis statystyczny cząstek w dowolnym momencie koagulacji – mówi Michał Łepek. – Można ten opis wykorzystać do lepszego zrozumienia dynamiki procesu i być może do polepszenia sprawności urządzeń, które korzystają z koagulacji elektroreologicznej (…). Niewykluczone, że opis ten może się przydać szerzej w wyjaśnianiu zjawisk, zachodzących w zawiesinach nanocząsteczkowych, które mogą być elektrycznie lub magnetycznie aktywne. Nie można wykluczyć (ale to już czyste fantazjowanie), że za rok, dwa lub pięćdziesiąt ktoś odkryje proces w socjofizyce lub biologii, który zachodzi dokładnie według rozpracowanego przez nas schematu agregacji – takie rzeczy w nauce się zdarzają” – mówi.

„Wzory, które uzyskaliśmy, są – z naszego punktu widzenia – bardzo proste” – zaznacza Michał Łepek. I dodaje, że to nowość. „Do tej pory teoretyczne studia nad koagulacją były tematem podejmowanym głównie przez wąską grupę naukowców. Liczę, że dzięki uproszczeniu wyników opisu teoretycznego, ktoś z politechniki naszej lub innej będzie w stanie ten opis wykorzystać do swojej pracy”.

Teraz zespół z PW chce zbadać, czy opracowany opis koagulacji elektroreologicznej można zastosować też do koagulacji magnetoreologicznej (czyli tej pod wpływem pola magnetycznego).

„To byłoby szczególnie ciekawe, bo warunki dla koagulacji magnetoreologicznej dużo łatwiej otrzymać w rzeczywistym zastosowaniu – zwraca uwagę Michał Łepek. – Ciecz magnetoreologiczna jest używana chociażby w amortyzatorach pojazdów armii amerykańskiej” – kończy.

Pełen materiał dostępny na stronie PW.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Elektryzujące zestalanie się cieczy lepiej zrozumiane

Otyłość – choroba cywilizacyjna pogłębiana brakiem rzetelnej edukacji

Mimo że ok. 25 proc. polskiego społeczeństwa cierpi na otyłość, to jedynie 17 proc. badanych uważa, że jest ona chorobą. Brak edukacji dot. otyłości napędza rozwój tej choroby cywilizacyjnej –…

Mimo że ok. 25 proc. polskiego społeczeństwa cierpi na otyłość, to jedynie 17 proc. badanych uważa, że jest ona chorobą. Brak edukacji dot. otyłości napędza rozwój tej choroby cywilizacyjnej – podkreślają twórcy kampanii Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości.

1 komentarz do Otyłość – choroba cywilizacyjna pogłębiana brakiem rzetelnej edukacji

Naukowcy: mrówki „dezynfekują” zwłoki swoich sióstr przed ich zjedzeniem

W czasach głodu robotnice mrówek spożywają m.in. swoje zmarłe siostry. Gdy zwłoki są zainfekowane grzybem, odkażają je przed konsumpcją kwasem mrówkowym, a wobec tych silniej zainfekowanych stosują większą dawkę kwasu,…

W czasach głodu robotnice mrówek spożywają m.in. swoje zmarłe siostry. Gdy zwłoki są zainfekowane grzybem, odkażają je przed konsumpcją kwasem mrówkowym, a wobec tych silniej zainfekowanych stosują większą dawkę kwasu, po czym porzucają na „cmentarzysku” – ustalili naukowcy.

Brak komentarzy do Naukowcy: mrówki „dezynfekują” zwłoki swoich sióstr przed ich zjedzeniem

Dlaczego niektórzy ludzie się okaleczają – bada psycholog z UŁ

Nawet jedna piąta Polaków może się umyślnie okaleczać – ocenia Marta Korporowicz, doktorantka Instytutu Psychologii UŁ. Analizuje ona zjawisko autoagresji i samouszkodzeń niesamobójczych, takich jak „skary”, „sznyty” czy ozdobne wzory…

Nawet jedna piąta Polaków może się umyślnie okaleczać – ocenia Marta Korporowicz, doktorantka Instytutu Psychologii UŁ. Analizuje ona zjawisko autoagresji i samouszkodzeń niesamobójczych, takich jak „skary”, „sznyty” czy ozdobne wzory z blizn.

Brak komentarzy do Dlaczego niektórzy ludzie się okaleczają – bada psycholog z UŁ

Dzięki terapii genowej udało się przywrócić wzrok myszom z dziedziczną chorobą siatkówki

Terapia genowa CRISPR nowej generacji przywróciła wzrok myszom cierpiącym na dziedziczną chorobę siatkówki – informuje pismo “Nature Biomedical Engineering”. Wyniki pokazują najskuteczniejsze dotychczas leczenie ślepoty przy użyciu edycji genomu –…

Terapia genowa CRISPR nowej generacji przywróciła wzrok myszom cierpiącym na dziedziczną chorobę siatkówki – informuje pismo “Nature Biomedical Engineering”. Wyniki pokazują najskuteczniejsze dotychczas leczenie ślepoty przy użyciu edycji genomu – mówi dr Krzysztof Palczewski.

Brak komentarzy do Dzięki terapii genowej udało się przywrócić wzrok myszom z dziedziczną chorobą siatkówki

Jeleń podąża za klimatem

W ciągu ostatnich 54 tys. lat jelenie szlachetne żyły w lasach, a najistotniejszym czynnikiem limitującym ich występowanie były mroźne zimy – wynika z kompleksowych analiz dotyczących historycznej obecności tego gatunku…

W ciągu ostatnich 54 tys. lat jelenie szlachetne żyły w lasach, a najistotniejszym czynnikiem limitującym ich występowanie były mroźne zimy – wynika z kompleksowych analiz dotyczących historycznej obecności tego gatunku na terenie Europy – aż po Ural.

Brak komentarzy do Jeleń podąża za klimatem

Śląskie/ Celtycki piec garncarski sprzed ponad 2 tys. lat odkryto w Samborowicach

Kilkaset fragmentów naczyń ceramicznych odkryto na Śląsku w świetnie zachowanym piecu garncarskim, którego ponad 2 tys. lat temu używali Celtowie. Piec należał do jednych z ostatnich przedstawicieli tego ludu na…

Kilkaset fragmentów naczyń ceramicznych odkryto na Śląsku w świetnie zachowanym piecu garncarskim, którego ponad 2 tys. lat temu używali Celtowie. Piec należał do jednych z ostatnich przedstawicieli tego ludu na obecnych ziemiach Polski – którzy w 2. poł. II wieku p.n.e. wyemigrowali na południe – uważają naukowcy.

Celtowie zamieszkiwali od ok. 400 do ok. 120 r. p.n.e. obszar południowej Polski tylko w kilku rejonach, m.in. na Dolnym Śląsku w okolicach Wrocławia, w Małopolsce pod Krakowem i na Podkarpaciu oraz na płaskowyżu głubczyckim. To właśnie tutaj, w Samborowicach, archeolodzy od kilku lat badają osadę tego ludu. Latem skupili się na badaniach obszernego pieca garncarskiego.

„Piec składa się z dwóch komór. Zachowała się nawet do naszych czasów płyta gliniana z otworami, na której kładziono wypalane naczynia” – opowiada PAP kierownik badań dr Przemysław Dulęba z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Badania prowadzi wspólnie z Jackiem Soidą z Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Piec usytuowany był w pobliżu rzeki. Przylega do niego głęboka jama, wokół której archeolodzy znaleźli ślady po słupach – wygląda więc na to, że mogła być ona zadaszona. Dr Dulęba mówi, że z reguły w tego typu instalacjach nie znajduje się wielu naczyń lub ich pozostałości. Inaczej było w przypadku Samborowic. Tutaj w czasie wykopalisk wydobyto aż kilkaset różnego rodzaju fragmentów naczyń ceramicznych. Było to odpady poprodukcyjne – naczynia, które posiadały jakiś defekt i nie nadawały się do użytku lub sprzedaży.

„Pozwoli to nam na przeprowadzenie różnorodnych analiz dotyczących sposobu wykonania naczyń; to prawdziwa skarbnica wiedzy na ten temat” – podkreślił archeolog. Dodał, że jego zespół jest na wstępnym etapie tego zadania. Jednak już teraz eksperci zwracają uwagę, że niemal wszystkie znalezione tam naczynia wykonano na kole. Do przybycia Celtów na terenach obecnych Polski nie znano tej zaawansowanej technologii ich wytwarzania. Są to naczynia cienkościenne, lśniące i bardzo dokładnie wykonane. Wśród nich są też naczynia z domieszką grafitu, który uodparniał je na działanie wysokich temperatur i kwasów.

„W reliktach chat z innej części tej celtyckiej osady znaleźliśmy także naczynia ceramiczne ulepione ręcznie, których używano na co dzień. Te wydobyte z pieca były zdecydowanie lepszej jakości. Używano ich w czasie ważniejszych wydarzeń i pełniły one zapewne funkcję tzw. ceramiki stołowej. Wkładano je też zmarłym do grobów” – wskazuje dr Dulęba.

Piec w Samborowicach – zdaniem naukowców – obsługiwany był przez wysoce wyspecjalizowanego rzemieślnika; nie każda celtycka osada miała tego typu instalacje. Produkowane naczynia trafiały nie tylko do jej mieszkańców, ale również innych okolicznych osiedli zamieszkiwanych przez Celtów.

Dr Dulęba uważa, że pieca używali jedni z ostatnich osadników celtyckich na obecnych ziemiach Polski. Około 120 r. p.n.e. udali się na południe wspólnie z przedstawicielami plemion germańskich – Cymbrów i Teutonów.

Badania w Samborowicach są częścią szerszego projektu badawczego dr. Dulęby, którego celem jest prześledzenie starożytnych, długodystansowych szlaków handlowych. Naukowiec uważa, że szlak bursztynowy wiodący znad Bałtyku aż do Italii w okresie rzymskim w pierwszych wiekach naszej ery nie był niczym nowym. Został on w pewnej części „przejęty” po ludności celtyckiej.

Naukowcy uważają Celtów za innowatorów. Na ziemie polskie wprowadzili znajomość toczenia naczyń na kole, zaawansowanej metalurgii. Jako pierwsi podkuwali konie, upowszechnili również siodło, stworzyli pierwsze kolczugi. Pierwsze monety, wykonane ze złota i srebra, znalezione na obecnych ziemiach naszego kraju to również zasługa Celtów.

Kolebką Celtów, wbrew pozorom, nie jest wcale Irlandia i Wielka Brytania, ale kontynentalna Europa. Lud ten rozprzestrzenił się po całej Europie w poł. I tysiąclecia p.n.e. z obszaru rozciągającego się na północ od Alp (od Burgundii po Kotlinę Czeską).

PAP – Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Śląskie/ Celtycki piec garncarski sprzed ponad 2 tys. lat odkryto w Samborowicach

Trwają prace nad polskim projektem hełmu do wentylacji nieinwazyjnej

Polscy specjaliści pracują nad projektem hełmu do wentylacji nieinwazyjnej, który można stosować u pacjentów z COVID-19. Teraz starają się w o finansowanie dalszych prac, by urządzenie można było bezpiecznie stosować…

Polscy specjaliści pracują nad projektem hełmu do wentylacji nieinwazyjnej, który można stosować u pacjentów z COVID-19. Teraz starają się w o finansowanie dalszych prac, by urządzenie można było bezpiecznie stosować u pacjentów z niewydolnością oddechową.

Brak komentarzy do Trwają prace nad polskim projektem hełmu do wentylacji nieinwazyjnej

Z gniazda orła korzysta prawie 70 gatunków zwierząt

Małe ptaki chętnie odwiedzają gniazda orlików grubodziobych, by tam żerować, a nawet składać jaja. Ale po co do ich gniazd zaglądają wiewiórki, czego szukają tam kuny – i kto udowadnia…

Małe ptaki chętnie odwiedzają gniazda orlików grubodziobych, by tam żerować, a nawet składać jaja. Ale po co do ich gniazd zaglądają wiewiórki, czego szukają tam kuny – i kto udowadnia swoją męskość, zabijając ginące gatunki – tłumaczy w rozmowie z PAP prof. Grzegorz Maciorowski.

Brak komentarzy do Z gniazda orła korzysta prawie 70 gatunków zwierząt

Jak wilk z borsukiem. Trudne sąsiedztwo w lesie

Jak borsuki reagują na obecność wilków? Z badań na terenie Puszczy Białowieskiej wynika, że na terenach, gdzie często pojawiają się wilki, borsuki rzadziej korzystają z nor. Za to obecność ludzi…

Jak borsuki reagują na obecność wilków? Z badań na terenie Puszczy Białowieskiej wynika, że na terenach, gdzie często pojawiają się wilki, borsuki rzadziej korzystają z nor. Za to obecność ludzi niemal w ogóle nie robi na nich wrażenia.

Brak komentarzy do Jak wilk z borsukiem. Trudne sąsiedztwo w lesie

Nowy kanał edukacyjny dla dzieci: Nauka. To Lubię Junior

Otwieram kanał naukowy dla dzieci. Wraz z siwiejącą brodą zauważyłem że osoby które śledzą ze mną naukę od wielu już lat często same są już młodymi rodzicami. Często ci młodzi rodzice…

Otwieram kanał naukowy dla dzieci. Wraz z siwiejącą brodą zauważyłem że osoby które śledzą ze mną naukę od wielu już lat często same są już młodymi rodzicami. Często ci młodzi rodzice piszą, piszecie i pytacie o miejsca w polskim internecie, które będą dla dziecka przyjazne i wiarygodne. Od jakiegoś już czasu chciałem takie miejsce stworzyć. Pandemia i ogromne wyzwanie jakim są dzieci w domu, przyspieszyły moje działania.

Tak więc z przyjemnością chcę ogłosić, że otwieram kanał Nauka To Lubię Junior. Chcę na nim umieszczać materiały naukowe, edukacyjne, ciekawostki i eksperymenty przeznaczone dla kilkulatków. Kilkunastolatki z kolei zapraszam na mój kanał Nauka To Lubie, który w najbliższych miesiącach powinien przekroczyć kosmiczną barierę pół miliona subskrypcji.

Na pierwszy rzut, trochę na rozbieg, trochę w ramach eksperymentu, zrobiłem kilka filmów o domowych eksperymentach. Ale już za chwilę na kanale dziecięcym pojawi się krótka, częściowo animowana seria o atomie i energii. Kończę też pracę nad serią w całości animowaną o człowieku. Jak działa człowiek. Pojawi się w ciągu kilku tygodni. W najbliższych planach jest jeszcze seria kosmiczna, o planetach.

Mam nadzieję że nowy kanał będzie się naszym dzieciom podobał. Już teraz bardzo zapraszam do współpracy. Wszelka pomoc, wszelkie sugestie są bardzo mile widziane. Piszcie na junior@naukatolubie.pl

 

 

 

Brak komentarzy do Nowy kanał edukacyjny dla dzieci: Nauka. To Lubię Junior

Kiedy gry niszczą kreatywność?

Co zrobić by gry rozwijały a nie zabijały kreatywności? Miesiąc temu opublikowałem materiał o tym, że gry komputerowe mogą mieć bardzo dobry wpływ na rozwój i zachowanie młodego człowieka. Podkreślałem…

Co zrobić by gry rozwijały a nie zabijały kreatywności? Miesiąc temu opublikowałem materiał o tym, że gry komputerowe mogą mieć bardzo dobry wpływ na rozwój i zachowanie młodego człowieka. Podkreślałem wtedy, że po to by tak się stało, muszą zostać spełnione dwa warunki. Dzisiejszy odcinek jest właśnie o tym.

Projekt AkademiaCyfrowegoRodzica.pl jest realizowany przez portal Nauka.To Lubię we współpracy z KPRM (dawniej Ministerstwo Cyfryzacji) i NASK.

Więcej informacji znajdziecie na: http://AkademiaCyfrowegoRodzica.pl , na http://www.gov.pl/niezagubdzieckawsie… oraz na stronie https://akademia.nask.pl/

Źródła:

– American Academy of Pediatrics Committee on Public Education 2001

– Zdrowie uczniów w 2018 roku na tle nowego modelu badań HBSC, pod red. Joanny Mazur i Agnieszki Małkowskiej-Szkutnik, Instytut Matki i Dziecka, Warszawa 2018

– Dzieci w świecie gier komputerowych. Poradnik nie tylko dla rodziców, Anna Borkowska, Ośrodek Rozwoju Edukacji, Warszawa 2016

– American Psychological Association. (2015). Resolution on Violent Video Games. Retrieved from: http://www.apa.org/about/policy/viole…

– The Effect of Online Violent Video Games on Levels of Aggression, Jack Hollingdale ,Tobias Greitemeyer, November 12, 2014

– Dzieci Ekranu. Jak uzależnienie od ekranu przejmuje kontrolę nad naszymi dziećmi i jak je wyrwać z transu Nicholas Kardaras, CeDeWu Warszawa 2018

– Dzieci konsoli. Uzależnienie od gier, H. Cash, K. MacDaniel, wyd. Media Rodzina, Poznań 2014

– Korzystanie z urządzeń mobilnych przez małe dzieci w Polsce. Wyniki badania ilościowego, Agnieszka Bąk, Fundacja Dzieci Niczyje, Warszawa 2015

Brak komentarzy do Kiedy gry niszczą kreatywność?

Iskry z kota a czarne dziury. Rozwiązano antyczną zagadkę, jak elektryzują się ciała

Elektryzująca się wykładzina, iskry, które lecą z głaskanego kota, niesforne włosy uwolnione zimą spod czapki… Choć to bardzo stare eksperymenty, to ich wyjaśnienie w mikroskali wcale nie było dotąd jasne….

Elektryzująca się wykładzina, iskry, które lecą z głaskanego kota, niesforne włosy uwolnione zimą spod czapki… Choć to bardzo stare eksperymenty, to ich wyjaśnienie w mikroskali wcale nie było dotąd jasne. Aż rozgryzł to wreszcie duet fizyków z Polski i Kostaryki. A w badaniach pomogły… osiągnięcia dotyczące opisu czarnych dziur.

Brak komentarzy do Iskry z kota a czarne dziury. Rozwiązano antyczną zagadkę, jak elektryzują się ciała

Śródpolne zadrzewienia sprzyjają nietoperzom

Pospolite w Karpatach nietoperze – nocki wąsatki – choć zimę spędzają w trudno dostępnych jaskiniach, to od wiosny do jesieni przebywają w sąsiedztwie ludzi. Schronienie znajdują w zakamarkach domów, a…

Pospolite w Karpatach nietoperze – nocki wąsatki – choć zimę spędzają w trudno dostępnych jaskiniach, to od wiosny do jesieni przebywają w sąsiedztwie ludzi. Schronienie znajdują w zakamarkach domów, a na owady polują najchętniej w śródpolnych zadrzewieniach.

Brak komentarzy do Śródpolne zadrzewienia sprzyjają nietoperzom

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content