Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Aktualności

Dr Mysłajek: podchodźmy ostrożnie do rewelacji o atakach wilków na ludzi

Do doniesień o obserwacjach wilków i ich atakach należy podchodzić ostrożnie. Zachowania wilków mogą być przez laików mylnie interpretowane. A w dodatku w Polsce utrzymywane są rasy psów łudząco do…

Do doniesień o obserwacjach wilków i ich atakach należy podchodzić ostrożnie. Zachowania wilków mogą być przez laików mylnie interpretowane. A w dodatku w Polsce utrzymywane są rasy psów łudząco do wilków podobne – zwraca uwagę badacz wilków dr hab. Robert Mysłajek.

Dr. hab. Robert Mysłajek z Zakładu Ekologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” jest specjalistą w dziedzinie ekologii i ochrony ssaków. Badaniami wilków zajmuje się od lat.

PAP: Czy rzeczywiście wilków jest w Polsce coraz więcej, czy po prostu więcej jest doniesień w mediach o spotkaniach z wilkami?

Dr hab. Robert Mysłajek: Wilki występują obecnie w całym kraju. Zamieszkują nie tylko zwarte kompleksy leśne, ale także mniejsze lasy poprzeplatane terenami rolniczymi, np. uprawami kukurydzy, dającymi zwierzętom sezonowo dobrą osłonę. Na dużą liczbę doniesień medialnych o wilkach wpływa jednak głównie dostępność urządzeń rejestrujących, np. monitoring kamerami i fotopułapkami, a także możliwość wykonania zdjęć i filmów przez każdą osobę posiadającą telefon. Materiały te są błyskawicznie publikowane w mediach społecznościowych, skąd dostają się do lokalnych mediów i dalej do mediów krajowych. Mamy też do czynienia ze zjawiskiem „dziennikarstwa stadnego”, gdzie każdy temat jest raportowany przez wszystkie media, bez jakiejkolwiek weryfikacji informacji źródłowej. W konsekwencji na skutek medialnego szumu nawet pojedyncze doniesienie o obserwacji wilka podnosi do problemu wielkoskalowego.

PAP: Jak pana zdaniem powinniśmy się odnosić do takich doniesień medialnych?

R.M.: Najważniejsza jest weryfikacja faktów u źródła. Świetnym przykładem są pojawiające się ostatnio masowo w Internecie filmiki z kamer monitoringu, rejestrujące ataki wilków na psy. Filmy te są rozsyłane jako pochodzące z Polski. W tym roku weryfikowaliśmy pięć takich filmów i wszystkie okazały się być kopiami materiałów publikowanych przez kanały rosyjskich telewizji – tyle że skadrowanymi w taki sposób, by nie było widać rosyjskich napisów i słychać rosyjskiego komentarza. Wystarczyło jednak, by w internetowych wyszukiwarkach wpisać cyrylicą odpowiednie słowa kluczowe i oryginalny materiał można było znaleźć w ciągu kilku minut.

Podobnie winniśmy podchodzić do rewelacji mówiących o atakach wilków na ludzi. Interpretacja zachowań wilków podana przez laików musi być weryfikowana przez eksperta, a medialne relacje nie mogą się opierać tylko na czyichś odczuciach. To są zawsze subiektywne opinie. Dla jednych osób obserwacja wilka ze 100 m będzie już sytuacją niebezpieczną, a dla innych nie. Pomocne kryteria w ocenie potencjalnego zagrożenia opracowała grupa ekspertów Large Carnivore Initiative for Europe działająca w ramach IUCN (Światowej Unii Ochrony Przyrody) – (więcej tutaj).

PAP: Jak pan skomentuje sprawę z okolic Brzozowa, gdzie do pilarzy – według ich relacji – w miejscu, w którym pracowali, podeszły na niedużą odległość dwa wilki?

R.M.: To dobry przykład pochopnych interpretacji zachowania wilków. W opinii pilarzy zachowanie wilków było agresywne, ale z ich relacji wynikało też, że nie doszło do bezpośredniego ataku. Ich wypowiedzi podchwyciły lokalne media, które relację pilarzy przedstawiły jako twardy dowód na agresję i atak na ludzi. Sprawę błyskawicznie, w podobnym tonie, zaczęły prezentować media krajowe, co zapewne wpłynęło na szybkie podjęcie decyzji o odstrzale. Zabite wilki okazały się być dziesięciomiesięcznymi samicami, o stosunkowo niskiej jak na ten wiek masie ciała. Trudno oczekiwać od pilarzy wiedzy, jak odróżnić podrośnięte szczenię od dorosłego wilka, a zachowania agresywne – od strachu, u wilków wygląda to podobnie. Sekcja wykazała, że jedna z młodocianych samic w przewodzie pokarmowym miała obierki i marchew, co wskazuje na poszukiwanie przez nie pokarmu na nęciskach lub wysypiskach odpadków gospodarskich. Takie młode wilki powinny być w tym czasie pod opieką dorosłych osobników rodzicielskich; to para rodzicielska dostarcza im w tym wieku pokarm, bo same jeszcze nie polują. Należy zatem wyjaśnić, dlaczego te młode wilki od dłuższego czasu były bez opieki, co spowodowało żerowanie na padlinie i poszukiwanie pokarmu w obrębie zabudowań. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że para rodzicielska została nielegalnie zabita.

PAP: Czy wilki stanowią zagrożenie dla człowieka? W jakich warunkach mogą być niebezpieczne?

R.M.: Wilki w środowisku naturalnym traktują ludzi z dużą ostrożnością i unikają bezpośrednich kontaktów. Kłopoty sprawiają najczęściej osobniki młodociane, chore, zranione lub zhabituowane (przyzwyczajone do ludzkiej obecności – przyp. PAP). Co roku zdarzają się przypadki zabierania szczeniąt wilków z lasu i prób ich nielegalnego utrzymywania. Podrośnięte szczenięta sprawiają jednak dużo problemów i nierzadko są przez nielegalnie trzymających ich ludzi uwalniane z powrotem do środowiska naturalnego. Takie wilki są jednak socjalnymi kalekami, niepotrafiącymi nawiązać naturalnych relacji z przedstawicielami własnego gatunku. Trzymają się blisko ludzi i mogą generować sytuacje konfliktowe. Bardzo ważne jest więc uświadamianie ludziom, jak należy się zachowywać w stosunku do dużych drapieżników – dbać o utylizację odpadków mięsnych i padłych zwierząt z gospodarstw hodowlanych, unikać pozostawiania odpadków spożywczych w lasach. I zdecydowanie ścigać oraz karać ludzi, zabierających szczenięta z lasów.

PAP: Przewodniczący PZŁ – Łowczy Krajowy Paweł Lisiak wyraża potrzebę rozpatrzenia koncepcji kontrolowanego zabijania wilków. Ocenia on, że kontrolę liczebności wilków mogą sprawować wyłącznie myśliwi i tylko przez ściśle kontrolowany odstrzał. Wychodzi z założenia, że konieczne jest odtworzenie u wilków „pożytecznego dla obu stron lęku przed człowiekiem”. Czy to możliwe?

R.M.: To stwierdzenie wiele mówi o tym, jak myśliwi chcieliby kształtować relacje ludzi z dzikimi zwierzętami. W ich mniemaniu mają się one opierać na „lęku przed człowiekiem”. W mojej opinii relacje z dzikimi zwierzętami winniśmy opierać na wiedzy i wdrażaniu pragmatycznych i skutecznych rozwiązań, a nie na oczekiwaniu, czy też wymuszaniu u zwierząt „lęku”. Wilki to zwierzęta socjalne, o złożonych relacjach pomiędzy osobnikami w obrębie grup rodzinnych. Ich ostrożność w kontaktach z ludźmi nie bierze się z jakiegoś wrodzonego lęku przed człowiekiem, lecz z osobniczego doświadczenia. Z natury rzeczy szczenięta i osobniki młodociane są mniej doświadczone, a co za tym idzie – ostrożne, a osobniki dorosłe są bardziej doświadczone i mniej ufne w stosunku do ludzi. Zastrzelony wilk żadnego doświadczenia już nie uzyska, ani tym bardziej dalej go nie przekaże. Najlepszym przykładem braku przełożenia intensywnych odstrzałów na wytworzenie strachu przed człowiekiem jest lis, który jest gatunkiem łownym, a jednocześnie pojawia się wszędzie, jest aktywny także za dnia i nie wykazuje szczególnego strachu przed ludźmi. To samo dotyczy saren, dzików i innych zwierząt łownych, które możemy codziennie obserwować, także na terenach zurbanizowanych.

PAP: Czy liczba konfliktów na linii wilk-człowiek wzrasta?

R.M.: Należy pamiętać, że w tego typu „konfliktach” stroną poszkodowaną mogą być zarówno ludzie, jak i wilki. Ludzie mogą ponosić np. straty w zwierzętach hodowlanych, natomiast wilki giną z rąk kłusowników, czy też stają się ofiarami kolizji z pojazdami. O ile jednak nie obserwujemy gwałtownego wzrostu szkód wśród zwierząt hodowlanych wyrządzanych przez wilki, to same wilki coraz częściej padają ofiarami wypadków samochodowych i giną nielegalnie zastrzelone lub złapane we wnyki.

PAP: A ile z doniesień o dostrzeżeniu wilka w mieście jest prawdziwych? Czy ludzie mogą pomylić wilka z innym zwierzęciem?

R.M.: Zdarzają się przypadki zabłąkania się dzikich zwierząt, w tym i wilków, na tereny zabudowane. Niemniej jednak do doniesień o obserwacjach wilków należy podchodzić ostrożnie, dlatego, że w Polsce utrzymywane są rasy psów łudząco do wilków podobne, np. wilczaki czechosłowackie. Każde tego typu doniesienie powinien więc weryfikować ekspert, najlepiej na podstawie zdjęć i filmów.

PAP: Ile jest faktycznie wilków w Polsce?

R.M.: W Polsce za monitoring gatunków chronionych zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody odpowiada Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Na ustalenie liczebności i rozmieszczenia wilka wydano ok. 3 mln zł. Wyniki raportu dostępne są tu. Dane podawane przez GIOŚ wykazują liczebność ok. 2 tys. osobników.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

Możliwość komentowania Dr Mysłajek: podchodźmy ostrożnie do rewelacji o atakach wilków na ludzi została wyłączona

Jak rozwijać biznes w rzeczywistości postpandemicznej?

IBM Institute for Business Value we współpracy z Oxford Economics, przeprowadził wywiady z 3000 dyrektorów generalnych z prawie 50 krajów i 26 branż. Następnie przeprowadzono dodatkowo wnikliwe rozmowy z 24…

IBM Institute for Business Value we współpracy z Oxford Economics, przeprowadził wywiady z 3000 dyrektorów generalnych z prawie 50 krajów i 26 branż. Następnie przeprowadzono dodatkowo wnikliwe rozmowy z 24 wybranymi prezesami reprezentującymi 11 branż z 11 krajów. Badania i wywiady miały pokazać sposób myślenia, tematy i wyzwania, z którymi borykają się teraz czołowi liderzy w nowej rzeczywistości związanej z pandemią koronawirusa.

Nie zdarzyło się do tej pory tak, aby zaszła konieczność zreorganizowania życia całej Planety, jednak pandemia pokazała, że wcale nie mamy świata pod ścisłą kontrolą i wiele zmian jest koniecznych. W marcu 2020 roku rozpoczął się bardzo trudny okres dla firm i rządów – czas globalnej kwarantanny, społecznego dystansu i wielkich ograniczeń. Przyszłość zaczęła przybierać ciemne barwy i mnożyć zagrożenia, ale z drugiej strony pozwoliła dostrzec również nowe możliwości.

Postawiono sobie najważniejsze w tym momencie pytanie, co od teraz będzie liczyć się dla klientów, pracowników i inwestorów? Dyrektorzy generalni, z którymi przeprowadzono wywiady przemawiali niemal jednym głosem i podkreślali, że teraz należy skupić się na najmocniejszych stronach działalności przedsiębiorstwa oraz tym, co je wyróżnia i zapewnia największą wartość. Dotyczyć by to miało zarówno produktów i usług zewnętrznych, jak i tych wewnątrz firmy.

Raport podzielony został na 3 rozdziały, które kolejno omawiają zagadnienia związane z nowymi priorytetami dla współczesnych firm, atutami, które zapewniły przedsiębiorstwom przetrwanie w trudnym okresie oraz na czym skupiły się firmy, które najlepiej radziły sobie w rzeczywistości pandemicznej. Zapraszamy do lektury – poniżej, a o tym jak radzą sobie polskie przedsiębiorstwa będzie można posłuchać podczas wirtualnej konferencji Cloud and AI Forum by IBM już 17 marca br, od 10:00 – zapraszamy do rejestracji.

I. Podstawowe priorytety w organizacji przedsiębiorstwa

Po rewolucji, którą przyniósł 2020 rok, prezesi zdecydowanie podkreślają wagę sprawności organizacyjnej. Jako najważniejszą cechę liderów uznają zdolność do szybkiego reagowania na zaistniałą sytuację i dostosowywania się do warunków, jednocześnie bez utraty jakości działania. Dla 56 proc. CEO w ciągu najbliższych 2-3 lat liczyć się będzie elastyczność.

Nie jest zaskoczeniem, że dla 3000 ankietowanych prezesów najważniejszą zewnętrzną siłą, która będzie miała wpływ na ich przedsiębiorstwa w ciągu najbliższych kilku lat jest technologia. Według CEO to właśnie cyfrowa dojrzałość przedsiębiorstwa przekłada się na wyniki finansowe firmy. Rezultaty przeprowadzonego badania na podium plasują takie technologie jak IoT (Internet rzeczy), przetwarzanie danych w chmurze oraz sztuczną inteligencję.

Dyrektorzy generalni zostali poproszeni o wskazanie, którzy z pozostałych członków kadry kierowniczej będą odgrywać kluczową rolę dla ich organizacji w ciągu najbliższych 2-3 lat. Wybór padł na szefów zarządzających obszarami technicznymi (Chief Information Officers [CIO] i Chief Technology Officers [CTO]), a ich wartość oceniono dwukrotnie wyżej niż przykładowo dyrektorów marketingu.

 

II. Pięć czynników, które wyróżniają Outperformers

Mianem „Outperformers” określono tych właścicieli firm, które radzą sobie lepiej na rynku.

Na podstawie badania i przeprowadzonych rozmów wyodrębniono 5 obszarów w organizacji przedsiębiorstwa, które charakteryzują najlepszych graczy na rynku:

  • Najważniejsze jest przywództwo. Badanie pokazało, że bardziej elastyczne struktury (które są mniej biurokratyczne) odnoszą sukces, a osoby, które mają poczucie celu i misji osiągają lepsze wyniki.
  • Technologia, czyli coś więcej niż narzędzie. Bardzo istotna okazała się dojrzałość technologiczna, która gwarantuje wydajność pracy. Organizacje, które zainwestowały w przetwarzanie danych w chmurze lub sztuczną inteligencję, radziły sobie lepiej niż inne firmy podczas okoliczności związanych z pandemią, która wybuchła w 2020 roku.
  • „Hybrydowi” pracownicy. Nie ma wątpliwości, że praca zdalna będzie stałym elementem hybrydowego modelu pracy. Zmieni to kulturę organizacyjną i będzie wymagała nowego podejścia do zarządzania. Około 50 proc. dyrektorów generalnych, którzy wzięli udział w badaniu podkreśla, że praca zdalna będzie w najbliższym czasie wyzwaniem.
  • Dyrektorzy generalni spodziewają się mniejszej liczby partnerstw, ale o wyższym znaczeniu strategicznym. Wychodzą z założenia, że po co robić wszystko samemu, skoro można podjąć współpracę z kimś, kto realizuje dane zadania znacznie lepiej, i razem otwierać nowe możliwości?
  • Cyberbezpieczeństwo. Analiza wywiadów z CEO 3000 firm pokazała, że dyrektorzy zarządzający najlepiej prosperującymi organizacjami przykładają większą wagę do ochrony przed cyberzagrożeniami i ujawnieniem danych. Zdają sobie sprawę, że zaufanie stało się walutą ekosystemów biznesowych.

III. Azymut na klienta, produkt, a może na operacje?

Stosując analizę segmentacyjną opartą na danych, IBV wytypował trzy naturalne grupy, które wyodrębniły się na podstawie odpowiedzi 3000 respondentów: skoncentrowane na kliencie (ok. 50 proc.), zorientowane na produkt (30 proc.) albo na operacje (20 proc.). Udało się wysnuć pewne wnioski na temat różnic w działaniu między najlepiej a gorzej radzącymi sobie firmami.

Z analizy możemy się dowiedzieć m.in., że to, co jest ważne dla jednego kierunku, niekoniecznie takim jest dla innego. Badanie pokazało, że nie można skupiać się wyłącznie na jednym z tych trzech segmentów, zaniedbując jednocześnie pozostałe. Tak firmy działały dawniej, ale współcześnie nie ma miejsca na taki model w znaczących organizacjach. Liderzy firm przekonują, że należy wziąć każdy z tych 3 segmentów pod uwagę, ale jeden z nich traktować priorytetowo.

Ustalenia raportu kończą się przewodnikiem, który wskazuje, w jaki sposób można wykorzystać zawarte w nim ustalenia w pracy swojej organizacji.

Stagnacja i powielanie utartych schematów to droga donikąd. Aby zagwarantować przetrwanie i prosperowanie na szybko zmieniającym się rynku, firmy poniekąd zmuszone są do nieustannych zmian. Co w przyszłości będzie się liczyć dla klientów, pracowników firm i inwestorów? Jakimi cechami powinny charakteryzować się przedsiębiorstwa, aby miały szansę na przetrwanie? Między innimi te pytania postawili sobie organizatorzy Cloud and AI Forum by IBM. Podczas konferencji będzie można posłuchać reprezentantów polskich przedsiebiorstw, innowatorów, ekspertów z branży – serdecznie zapraszamy po garść inspiracji – rejestracja obowiązkowa.

 

Partnerem publikacji jest Cloud and AI Forum by IBM.

Możliwość komentowania Jak rozwijać biznes w rzeczywistości postpandemicznej? została wyłączona

Ekohydrolog: prawdopodobieństwo suszy wiosną – mniejsze niż przed rokiem

Po dość wilgotnym lecie i opadach śniegu zimą rezerwy wody są znacznie większe niż przed rokiem, a prawdopodobieństwo suszy wiosną jest dużo niższe – ocenił ekohydrolog prof. Maciej Zalewski z…

Po dość wilgotnym lecie i opadach śniegu zimą rezerwy wody są znacznie większe niż przed rokiem, a prawdopodobieństwo suszy wiosną jest dużo niższe – ocenił ekohydrolog prof. Maciej Zalewski z Uniwersytetu Łódzkiego.

„W tym roku prawdopodobieństwo wystąpienia suszy jest zdecydowanie niższe niż przed rokiem. Już ubiegłoroczne lato było bardziej wilgotne niż poprzednie, tej zimy spadł śnieg, dzięki któremu rezerwa wody w glebie się znacznie odbudowała, ale poziom wód gruntowych jest stosunkowo niski, niższy niż jeszcze kilkanaście lat temu” – powiedział ekspert.

„Jednak jeżeli przez trzy następne miesiące nie będzie opadów, to problem powróci. Ale i tak sytuacja nie powinna być tak krytyczna jak przed rokiem” – dodał dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk.

Pokrywa śnieżna – bardzo mała w poprzednich latach – odgrywa kluczową rolę przy odbudowie zasobów wód podziemnych. „W zatrzymywaniu tej wody w glebie pomocne są m.in. drzewa. Zimą topniejąca woda ze śniegu wykorzystuje korzenie drzew jako przewody, dzięki którym dostaje się w głąb ziemi. Wody podziemne w coraz większym stopniu będą wykorzystywane do m.in. nawadniania pól, dlatego ich odbudowa jest tak ważna” – podkreślił.

Prof. Zalewski przypomniał, że skutki globalnych zmian klimatu odczuwalne są na poziomie regionalnym czy nawet lokalnym – powodując anomalnie temperaturowe czy opadowe.

Jak wskazał, klimat i opady w Europie zależą w dużym stopniu od tego, jak woda krąży w Atlantyku. Jako przykład podał ciepły prąd z Zatoki Meksykańskiej, który podnosi temperaturę w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech. „Teraz ten prąd słabnie m.in. w wyniku bardzo intensywnego topnienia lodów na północy i zasilania wodami o niskim zasoleniu; wpływ ten ocenia się na kilkanaście procent. To z kolei może powodować, że susze i opady nawalne będą występowały coraz częściej, a zimą – napływ zimnego powietrza arktycznego” – tłumaczył ekspert.

„Dla kreowania bezpiecznej przyszłości, procesy zmian klimatycznych nie powinny być nasilane, o co musimy wszyscy zadbać np. poprzez korzystanie ze źródeł energii odnawialnej, docieplanie domów, zmianę samochodu na zasilany elektrycznie, a także redukcję ilości spożywanego mięsa, gdyż jego produkcja wiąże się z wycinaniem lasów, emisją metanu i dwutlenku węgla. Każde z tych działań przyczynia się do osiągnięcia pożądanej wizji przyszłości” – podsumował prof. Zalewski.

(PAP) – https://naukawpolsce.pap.pl/

Agnieszka Kliks-Pudlik

Możliwość komentowania Ekohydrolog: prawdopodobieństwo suszy wiosną – mniejsze niż przed rokiem została wyłączona

Ekspert: choroby nerek są często bezobjawowe, aż dojdzie do ciężkiej ich niewydolności

Choroby nerek są zwykle skąpoobjawowe albo w ogóle bezobjawowe, aż dojdzie ciężkiej niewydolności nerek – ostrzega prof. Michał Nowicki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Wcześnie można je wykryć badaniem moczu i…

Choroby nerek są zwykle skąpoobjawowe albo w ogóle bezobjawowe, aż dojdzie ciężkiej niewydolności nerek – ostrzega prof. Michał Nowicki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Wcześnie można je wykryć badaniem moczu i morfologią.

Na 11 marca przypada Światowy Dzień Nerek, obchodzony w tym roku pod hasłem „Jak żyć dobrze z przewlekłą chorobą nerek?”. Według Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego na przewlekłą chorobę nerek cierpi od 11 do 13 proc. osób dorosłych. W Polsce choruje około 4 mln osób, często dlatego, że choroba została wykryta zbyt późno.

„Jeśli spojrzeć na wskaźniki Narodowego Funduszu Zdrowia czy Ministerstwa Zdrowia, można by pomyśleć, że osób z przewlekłą chorobą nerek jest w Polsce tylko 210 tys., a nie prawie 4 mln, jak wynikałoby z badań przesiewowych. To bardzo istotna rozbieżność. Wynika z tego, że bardzo często chorób nerek po prostu nie rozpoznajemy” – zwraca uwagę w informacji przekazanej PAP prof. Michał Nowicki, kierownik Kliniki Nefrologii, Hipertensjologii i Transplantologii Nerek w Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Jego zdaniem przyczyną tego jest fakt, że choroby nerek są w znacznym stopniu skąpoobjawowe albo w ogóle bezobjawowe. I tak jest do momentu, aż nastąpi ciężka niewydolność. „Wtedy zaczyna się pojawiać łatwe męczenie się i nietolerancja wysiłku. To jednak wciąż objawy ogólne, niecharakterystyczne. Trudno na ich podstawie sądzić, że szwankują akurat nerki, a nie na przykład serce czy jakiś inny narząd” – dodaje.

Na chorobę nerek może wskazywać nadciśnienie tętnicze, szczególnie u osób młodych i w średnim wieku, bo u nich najczęściej ma ono podłoże nefrologiczne. Niepokojące są też obrzęki, spowodowane wydalaniem dużej ilości białka w moczu, a także białkomocz lub krwiomocz i znaczne pienienie się moczu.

Niewydolność nerek rozwija się stopniowo i jest to proces nieodwracalny, dlatego tak istotne jest wczesne rozpoznanie schorzenia. Należy zatem – podkreśla specjalista – regularnie kontrolować ciśnienie tętnicze krwi oraz poddawać się rutynowym badaniom diagnostycznym, takim jak badanie ogólne moczu oraz morfologia.

„Często powtarzam, że pomiary ciśnienia i badanie moczu to takie +okno na nerki+, poprzez które możemy zobaczyć nasze superfiltry. W zakresie badania moczu szczególnie istotne są: białkomocz i krwinkomocz. Jeśli podejrzewamy niewydolność nerek, powinniśmy wykonać badanie krwi z oznaczeniem stężenia kreatyniny w surowicy. To najważniejszy i najprostszy do oznaczenia wskaźnik czynności wydalniczej nerek. Na podstawie stężenia kreatyniny, wieku i płci, wyliczane jest automatycznie w laboratorium tak zwane przesączanie kłębuszkowe, pokazujące czy i jak nerki pracują i filtrują” – wyjaśnia prof. Michał Nowicki.

Badania podstawowe można wykonać bezpłatnie na podstawie skierowania od lekarza rodzinnego. Regularnie powinni je wykonywać osoby najbardziej narażone na choroby nerek, czyli te z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, otyłością oraz miażdżycą. Szczególnie niebezpieczna jest choroba kłębuszków nerkowych, jedno z najcięższych schorzeń, często prowadząca do niewydolności nerek.

„Innymi jeszcze schorzeniami nefrologicznymi są choroby śródmiąższu nerki, rozwijające się najczęściej wskutek powtarzających się zakażeń dróg moczowych. Wyróżniamy także choroby naczyń nerkowych, powstających głównie z powodu zaawansowanej miażdżycy, a czasem także innych chorób ogólnoustrojowych. W odróżnieniu od chorób przewlekłych wyróżniamy schorzenia ostre. Mowa tu między innymi o ostrym uszkodzeniu nerek. Jeśli dojdzie do niedokrwienia nerek, na przykład wskutek spadku ciśnienia tętniczego, może dojść do ostrej niedomogi nerek, która jest na ogół odwracalna, jeśli ciśnienie uda się ustabilizować, a przez to zapewnić nerkom odpowiednią pracę” – wyjaśnia prof. Michał Nowicki.

Specjalista ostrzega, że gdy pojawia się przewlekła choroba nerek, bardzo pogarsza się ogólne rokowanie pacjenta. Jeśli ktoś ma chorobę układu krążenia, jest po zawale serca a ma niewydolność nerek – to ryzyko, że umrze z powodu różnego rodzaju powikłań, jest od kilku do kilkudziesięciu razy większe, niż gdyby nie miał niewydolności nerek. Jedynie wczesne wykrycie daje zaś szansę na dłuższe i lepszej jakości życie – podkreśla.

Nerki są najważniejszym narządem wydalniczym organizmu. Wytwarzają mocz, z którym wydalane są zbędne produkty przemiany materii, toksyny i metabolity leków. Ale pełnią one też wiele ważnych funkcji wydzielniczych.

„Nerki pełnią nie tylko rolę prostego filtra ale +naczelnego chemika+ ustroju. Zachodzi w nich bardzo wiele procesów chemicznych zmierzających do tego, żeby odkwaszać organizm, wydalać z niego elektrolity czy nadmiar wody. W nerkach dokonuje się wiele procesów metabolicznych i dzięki temu narządy te stoją na straży stałości środowiska wewnątrzustrojowego” – wyjaśnia prof. Michał Nowicki.

Nerki wytwarzają ważne hormony, takie jak renina regulująca ciśnienie tętnicze krwi. Z reniny wskutek kolejnych przemian powstaje aldosteron, hormon reguluje ciśnienie tętnicze, gospodarkę sodowo-potasową i kwasowo-zasadową ustroju. Nerki wytwarzają też erytropoetynę, która kontroluje szpik kostny w zakresie wytwarzania krwinek czerwonych. Dzięki nerkom powstaje także aktywna witamina D.

„To, co otrzymujemy w postaci tabletki musi być aktywowane przez nerki. Kiedy nie ma prawidłowej czynności nerek, nie ma też aktywnej witaminy D, a to właśnie ona reguluje gospodarkę, przede wszystkim stan kości, w organizmie” – dodaje profesor.

Dodaje, że w prewencji i terapii przewlekłej choroby nerek najważniejszym czynnikiem jest zdrowy styl życia. Regularne i dobrze zbilansowane posiłki, odpowiednie nawodnienie organizmu, codzienna aktywność fizyczna oraz ochrona przed zanieczyszczonym powietrzem. (PAP)

autor: Zbigniew Wojtasiński

Możliwość komentowania Ekspert: choroby nerek są często bezobjawowe, aż dojdzie do ciężkiej ich niewydolności została wyłączona

Gdańsk/ Współpraca uczelni i farmaceutów na rzecz e-zdrowia i opieki nad pacjentami

Eksperci z Politechniki Gdańskiej, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Gemini Polska połączą siły, by wspólnie pracować nad rozwiązaniami w zakresie e-zdrowia i kompleksowej opieki nad pacjentami. Strony podpisały list intencyjny o…

Eksperci z Politechniki Gdańskiej, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Gemini Polska połączą siły, by wspólnie pracować nad rozwiązaniami w zakresie e-zdrowia i kompleksowej opieki nad pacjentami. Strony podpisały list intencyjny o nawiązaniu współpracy.

Jak poinformowała w poniedziałek kierownik ds. public relations Gemini Polska Katarzyna Goch, uroczyste podpisanie dokumentu odbyło się 4 marca.

Wyjaśniła, wspólne działania zakładają przede wszystkim tworzenie zespołów badawczo-rozwojowych na rzecz profilaktyki i promocji zdrowia z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w e-zdrowiu, a także udostępnianie pracownikom, studentom i doktorantom narzędzi oraz wiedzy przydatnych przy tworzeniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych w zakresie opieki farmaceutycznej.

Dodała, że pierwszy pilotażowy projekt dotyczyć będzie wsparcia pacjentów rozpoczynających przyjmowanie nowego leku w nadciśnieniu tętniczym.

Farmaceuci z Gemini Polska wspólnie z ekspertami z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego wypracują standard postępowania możliwy do wdrożenia w ramach opieki farmaceutycznej.

„W dobie utrudnionego dostępu do przychodni i lekarzy, farmaceuci mogą pomóc w zapewnianiu pacjentom fachowej opieki i niezbędnego wsparcia merytorycznego. Nasza współpraca ma na celu wypracowanie efektywnych rozwiązań, które będą optymalne z perspektywy wyzwań, jakie stoją przed polską ochroną zdrowia. Jako uczelnia badawcza posiadamy potencjał i doświadczenie w tym zakresie. Jestem przekonany, że zaangażowanie środowiska naukowego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego w projekty pilotażowe i badawczo-rozwojowe może przynieść dużą wartość”- powiedział cytowany w komunikacie prasowym prorektor ds. nauki GUMed prof. Michał Markuszewski.

Z kolei naukowcy z Politechniki Gdańskiej zaangażowani będą w przygotowanie propozycji rozwiązań informatycznych wspierających ten proces.

Jak zauważa prorektor ds. umiędzynarodowienia i innowacji PG prof. Janusz Nieznański, opieka zdrowotna potrzebuje dzisiaj narzędzi, które z jednej strony zapewniają bezpieczeństwo przetwarzanych danych, a z drugiej strony zwiększają stopień integracji poszczególnych aspektów opieki.

„Nowe technologie mogą i powinny wspierać opiekę zdrowotną w zakresie pozyskiwania, gromadzenia i analizy danych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, technologii chmurowych, aplikacji mobilnych, systemów wbudowanych itp. W ramach partnerstwa z GUMed i Gemini Polska będziemy poszukiwać najlepszych rozwiązań technologicznych spełniających oczekiwania podmiotów świadczących opiekę medyczną oraz pacjentów. Zakładamy szerokie uczestnictwo pracowników naukowych i studentów w tym procesie” – wskazał prof. Nieznański.

Jak podkreślono w komunikacie, kolejne wspólne przedsięwzięcia będą związane z rozwojem technologii wspierających opiekę nad pacjentami, podnoszeniem bezpieczeństwa przetwarzania danych oraz ograniczaniem negatywnych skutków nadużywania leków czy konfliktów lekowych. Inicjatorzy przedsięwzięcia chcą też skoncentrować się na odbudowywaniu zdrowia Polaków po pandemii, w szczególności w grupie osób po czterdziestce i pacjentów cierpiących z powodu chorób przewlekłych.

Według Artura Szneka z Gemini Polska, farmaceuci stanowią grupę zawodową, która na zasadach komplementarności z lekarzami i innymi pracownikami medycznymi, powinna uczestniczyć w sprawowaniu opieki nad pacjentami. Zwrócił uwagę, że mogą oni pomóc lekarzowi w monitorowaniu terapii lekowych oraz edukowaniu w zakresie profilaktyki zdrowotnej.

„W tym celu niezbędne jest wypracowanie mądrych, funkcjonalnych i bezpiecznych narzędzi cyfrowych. Wierzę, że nasza współpraca ze znakomitymi specjalistami i ekspertami z Politechniki Gdańskiej oraz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego to właśnie krok w tym kierunku” – dodał Sznek. (PAP)

Autor: Anna Machińska

Możliwość komentowania Gdańsk/ Współpraca uczelni i farmaceutów na rzecz e-zdrowia i opieki nad pacjentami została wyłączona

Badacze z UMK kopiują rozwiązania natury, pracując nad membranami do transportu wody

Chemicy z UMK w Toruniu pracują nad membranami, które będą lepiej transportować wodę i zatrzymywać sole i oraz zanieczyszczenia. Punktem wyjścia były badania chrząszcza pustynnego, który potrafi jednocześnie zbierać i…

Chemicy z UMK w Toruniu pracują nad membranami, które będą lepiej transportować wodę i zatrzymywać sole i oraz zanieczyszczenia. Punktem wyjścia były badania chrząszcza pustynnego, który potrafi jednocześnie zbierać i odpychać wodę. Docelowo takie rozwiązanie można wykorzystać do pozyskiwania wody pitnej.

Istniejące w przyrodzie rozwiązania techniczne od dawna inspirują inżynierów. Jednym z najwcześniej zauważonych i najczęściej opisywanych jest kwiat lotosu, który pozostaje czysty, choć wyrasta z bagna (dlatego zarówno Egipcjanie, jak Hindusi czy buddyści znaleźli dla niego w swoich religiach miejsce).

Badając lotos pod mikroskopem naukowcy wyjaśnili, że jego zdolność samooczyszczania wynika ze struktury powierzchni, która jest silnie hydrofobowa, czyli zatrzymuje krople wody na powierzchni. Woda zbiera cząsteczki kurzu i spływając, usuwa je. Oznacza to, że siły adhezji odpowiedzialne za gromadzenie się wody na kwiecie są słabe, ale jednocześnie brud łatwo przyczepia się do kropelek, co skutkuje samooczyszczeniem. Dzięki naśladowaniu lotosu udało się stworzyć samoczyszczące powierzchnie – tynki, dachówki, tekstylia, powłoki malarskie. Inną strukturę mają płatki róży – ich powierzchnia jest hydrofobowa, ale o dużej adhezji (przyczepności) – dlatego kropla wody, która spadnie na płatek, przykleja się i nie spada (efekt płatka róży, petal effect). Żaba, która potrafi chodzić po suficie o chropowatej powierzchni, zainspirowała z kolei pomysłodawców kopert z paskiem samoprzylepnym.

Bardziej złożonym przypadkiem tego typu wydaje się struktura pancerza chrząszcza Stenocara gracilipes, żyjącego na afrykańskiej pustyni Namib. Jest ona jednocześnie hydrofobowa i hydrofilowa. Drobne guzki na pokrywach skrzydeł chrząszcza zbierają mikroskopijne kropelki, podczas gdy odpychające wilgoć obszary poniżej działają jak kanaliki, którymi woda dopływa do otworu gębowego. Dzięki temu chrząszcze mogą przeżyć w tak trudnym środowisku, jakim jest pustynia Namib, należąca do najgorętszych i najbardziej suchych miejsc na świecie. Potrafią wychwytywać wilgoć z niesionych wiatrem kropelek mgły.

„Oglądałam film, jak chrząszcz staje rano na łapkach, gdy jest rosa, i wychwytuje z tej mgiełki wodę” – mówi dr hab. Joanna Kujawa, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) z Wydziału Chemii, cytowana na internetowej stronie swojej uczelni. – „Dzięki temu, że reszta powierzchni pancerza jest pokryta woskiem, woda spływa, a chrząszcz jest w stanie ją pić i przetrwać w tak trudnych warunkach”.

Naukowcy zaczęli się zastanawiać, jak to rozwiązanie przenieść z natury do laboratorium, bo takie zjawisko jest wykorzystywane w destylacji membranowej. „Tam enzymy nanosi się przez absorpcję, czyli przyleganie powierzchniowe, a nie wiązania chemiczne” – tłumaczy prof. dr hab. Wojciech Kujawski z Wydziału Chemii UMK. – „Jeśli jest to absorpcja fizyczna, to łatwo może nastąpić desorpcja, bo tam oddziałują słabe siły”.

Chodziło o to, żeby wzmocnić membrany, które dzięki połączeniom chemicznym stają się trwalsze. Dobrym pomysłem okazało się wykorzystanie dostępnego w dużych ilościach chitozanu. Chityna, którą łatwo można przekształcić w chitozan, występuje naturalnie m.in. w pancerzach krewetek. Pancerzyków tych „owoców morza” są hałdy i traktowane są jako odpad. Toruńscy naukowcy stwierdzili, że można nie tylko skopiować strukturę pancerza chrząszcza, ale też – zgodnie z zasadami filozofii „zero waste” – wykorzystać zalegający chitozan. Dzięki niemu woda będzie jeszcze łatwiej spływać, spełni on więc tę rolę, którą spełnia wosk u chrząszcza. Chemicy zdecydowali, by chitozan przyłączyć w miejscu hydrofilowych wysepek.

„To wymóg destylacji membranowej, że powierzchnia membrany musi być porowata i hydrofobowa” – wyjaśnia prof. Kujawa. – „Można znaleźć wiele przykładów wykorzystania chitozanu w membranach, ale nikt wcześniej nie przyłączał go chemicznie. Dało nam to duże pole do popisu – jeśli przyłączymy chitozan chemicznie, to pozostanie na swoim miejscu”.

Naukowcy najpierw modyfikowali chitozan, potem przyczepiali go chemicznie do membrany. Teraz natomiast zdecydowali się najpierw zmodyfikować membranę, a dopiero później dołączyć do niej chitozan. Dzięki temu membrana jest bardziej hydrofilowa, można przepuścić przez nią większy strumień wody. „W literaturze nie ma podobnych prac, więc trudno nam porównywać efekty z innymi” – mówi prof. Kujawa. – „Tam, gdzie fizycznie aplikowano chitozan do zmodyfikowanej membrany, też obserwowano poprawę, ale nie w takim stopniu jak u nas. Dzięki temu możemy dostosowywać materiał do procesu, w którym chcemy go wykorzystywać”.

Membrana powstająca w trakcie modyfikacji fizycznej jest tak naprawdę „na raz”. Później chitozan przeważnie jest wymywany. – “Z ciekawości zrobiliśmy próbę stabilności modyfikowanych chemicznie membran do odsalania wody, w dziesięciu długich, kilkudniowych cyklach” – zdradza prof. Kujawa. – „Zaobserwowaliśmy delikatne zmiany, ale nie na tyle znaczące, by nagle wszystko nam się rozpadło”.

Toruńscy chemicy testowali też odporność membran na zarastanie. Badania prowadzili na sokach owocowych. Przez oddziaływania pulpy owocowej z membraną resztki owoców zostawały na jej powierzchni, zatykały pory i nie można było jej dłużej używać. Natomiast na powierzchni, mającej w składzie chitozan o dodatkowych właściwościach bakteriobójczych, występują zupełnie inne oddziaływania, pulpa owocowa nie przywiera, a jeśli już się to zdarzy, można bardzo łatwo ją zmyć strumieniem wody, bez dodatków środków chemicznych.

Swoje koncepcje i prace chemicy z UMK opisali w dwóch publikacjach. Pierwszy – o przyłączaniu zmodyfikowanego chitozanu do membrany – ukazał się w „Desalination”; drugi – o odłączaniu chitozanu do zmodyfikowanej membrany – w „ACS Applied Materials and Interfaces”. Badania są realizowane wespół z partnerem zagranicznym, prof. Samerem Al-Gharabli z Wydziału Farmacji i Inżynierii Chemicznej Niemiecko-Jordańskiego Uniwersytetu w Ammanie (Jordania).

Docelowo naukowcy chcą zrobić takie membrany, które coraz lepiej będą transportować wodę, a jednocześnie zatrzymywać sole i inne zanieczyszczenia. „Oczywiście to wszystko jest związane z brakiem wody pitnej na Ziemi” – tłumaczy prof. Kujawski, cytowany na stronie uczelni. – „W Polsce też będziemy musieli zmierzyć się z tym problemem i to znacznie szybciej, niż sądzą najwięksi pesymiści. Kilka lat temu byłem na seminarium w Jordanii, gdzie usłyszałem, że na problem braku wody należy patrzeć nie przez pryzmat całego kraju, ale poprzez pryzmat bardzo małej jednostki administracyjnej. Jeżeli się zaczyna dzielić kraj na coraz mniejsze kwadraty, to nagle się okazuje, że procent populacji o ograniczonym dostępie do wody gwałtownie rośnie. W Polsce mamy dostęp do wody wzdłuż rzek, ale gdy 20 lat temu byłem w Zakopanem, słyszałem +oszczędzajcie wodę, bo nasze strumienie wysychają+. Tam studnie się zanieczyszczają, źródeł świeżej wody nie ma, więc problem wysychania i obniżania się wód gruntowych zdecydowanie postępuje”.

PAP – Nauka w Polsce, Paweł Wernicki

Możliwość komentowania Badacze z UMK kopiują rozwiązania natury, pracując nad membranami do transportu wody została wyłączona

Przełączniki przyszłości będą reagować na światło

Fotoprzewodnictwo można obserwować na przykładzie węglika krzemu, który wskutek oświetlania laserem zaczyna przewodzić prąd, zaś nieoświetlony jest izolatorem. Zachowuje się więc jak łącznik. W przyszłości takie łączniki mogą znaleźć zastosowanie…

Fotoprzewodnictwo można obserwować na przykładzie węglika krzemu, który wskutek oświetlania laserem zaczyna przewodzić prąd, zaś nieoświetlony jest izolatorem. Zachowuje się więc jak łącznik. W przyszłości takie łączniki mogą znaleźć zastosowanie w rozdzielniach elektrycznych. 

Do zastosowań jednak jeszcze daleko. Naukowcy dopiero symulują komputerowo właściwości półprzewodników, które w przyszłości będzie można wykorzystać do projektowania łączników fotoprzewodzących. Jednak już teraz można spodziewać się, że łączniki te znajdą zastosowanie w różnych układach energoelektronicznych. Pozwolą one odizolować układy sterujące od wykonawczych. Z punktu widzenia użytkowników może to skutkować większym uniezależnieniem od rozmaitych awarii.

Za pomocą symulatora wykonanego w oprogramowaniu MatLab naukowcy z Wydziału Elektroniki Wojskowej Akademii Technicznej (dr inż. Marek Suproniuk, dr inż. Mariusz Wierzbowski i doktorant Piotr Paziewski) modelowali nowy materiał półprzewodnikowy jakim jest węglik krzemu.

Zbadali, jak zmienia się przewodność (konduktywność) węglika krzemu w wyniku oświetlania go światłem laserowym o różnych mocach (o odpowiedniej długości fali). Przedstawiony przez nich model obejmował sześć defektów punktowych, które najczęściej pojawiają się w węgliku krzemu. Defekty są to wtrącenia innych pierwiastków lub niejednorodności w sieci krystalicznej półprzewodnika. Mogą one wpływać na działanie łącznika fotoprzewodzącego.

Wyniki tych symulacji opisało czasopismo „Scientific Reports” https://pubs.acs.org/doi/10.1021/acsami.9b20309

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

Możliwość komentowania Przełączniki przyszłości będą reagować na światło została wyłączona

Warmińsko-mazurskie/ W przyrodzie „pełzająca wiosna”

W woj. warmińsko-mazurskim ornitolodzy obserwują obecnie gatunki ptaków typowe dla zimy oraz pierwsze gatunki ptaków, które do regionu przylatują wiosną. Bociany gniazdujące w regionie są jeszcze w Afryce, na Warmii…

W woj. warmińsko-mazurskim ornitolodzy obserwują obecnie gatunki ptaków typowe dla zimy oraz pierwsze gatunki ptaków, które do regionu przylatują wiosną. Bociany gniazdujące w regionie są jeszcze w Afryce, na Warmii i Mazurach spodziewane są w połowie marca.

Sebastian Menderski z Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (PTOP) powiedział PAP, że w warmińsko-mazurskiej przyrodzie obserwuje się teraz „pełzającą wiosnę”.

„Są już pierwsze, nieśmiałe oznaki wiosny, ale nie jest ona jakaś mocna, rozbuchana, gwałtowna. Jest to taka pełzająca wiosna” – powiedział Menderski.

Z gatunków typowych dla zimy ornitolodzy obserwują w regionie jemiołuszki, stada czyży, czy gile. „Ptaki zimujące w naszym regionie jeszcze nie podjęły wędrówki na północ, zapewne z tego powodu, że w Rosji środkowej panują 30-50 stopniowe mrozy” – podał Menderski.

Ornitolodzy obserwują za to już pierwsze gatunki ptaków, które odpoczywają w regionie podczas przelotów z zachodnich krajów Europy na Syberię. „Takim gatunkiem są gęsi, które robią sobie u nas popasy ” – podał Menderski.

W woj. warmińsko-mazurskim są już skowronki, czajki i szpaki. Najbardziej zdołały się już „urządzić” żurawie, które już dobierają się w pary, tokują. „Żurawie już wkroczyły w okres lęgowy, zaraz możemy spodziewać się składania jaj” – przyznał w rozmowie z PAP ornitolog. Żurawie są coraz liczniejsze w regionie, media społecznościowe pełne są zdjęć tych dostojnych ptaków przyłapanych na łąkach, bagnach, rozlewiskach. Lokalni miłośnicy przyrody prześcigają się w podawaniu, gdzie słychać klangor.

W najbliższym czasie w woj. warmińsko-mazurskim nie można się spodziewać przylotów bocianów. Te, które gniazdują na Warmii i Mazurach – jak wskazują ich nadajniki – są jeszcze w Afryce, w Egipcie. „Bociany przylecą zapewne w połowie marca. Jeśli jakiś osobnik pojawi się wcześniej, będzie to +oszukaniec+, który zimę przeczekał w Grecji, czy Rumunii, nie zaś w Afryce. Może się też zdarzyć, że pojawią się bociany, które przeczekały zimę u rolników” – podał Menderski.

Pierwsze oznaki wiosny widać też w świecie roślin – w nasłonecznionych ogródkach są już przebiśniegi, krokusy, wykiełkowały pierwsze tulipany. Na wierzbach są bazie. (PAP)

Autorka: Joanna Kiewisz-Wojciechowska

Możliwość komentowania Warmińsko-mazurskie/ W przyrodzie „pełzająca wiosna” została wyłączona

Specjalistka ds. przygotowań astronautów do misji: szukamy też 50-latków; zarobki ponad 8 tys. euro

50 lat – to górna granica dla kandydatów do udziału w misjach kosmicznych. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) rozpocznie 31 marca rekrutację chętnych. Jak powiedziała w rozmowie z PAP dr Anna…

50 lat – to górna granica dla kandydatów do udziału w misjach kosmicznych. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) rozpocznie 31 marca rekrutację chętnych. Jak powiedziała w rozmowie z PAP dr Anna Fogtman, specjalistka od medycznego przygotowywania astronautów do misji kosmicznych w ESA „wiek może być zaletą, a nie wadą”. 

„Osoby starsze mają niższe prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych po przyjęciu zwiększonych dawek promieniowania jonizującego, na które narażone będą osoby w przestrzeni kosmicznej” – wyjaśniła dr Fogtman. ESA planuje przyjąć od 4 do 6 osób.

„To, że astronauta musi być osobą wyjątkowo silną fizycznie jest mitem pochodzącym z pionierskich misji kosmicznych. Zachęcamy do wzięcia udziału w rekrutacji na kosmonautów kobiety, a także osoby z niepełnosprawnościami”– mówiła specjalistka – „Pierwsze misje kosmiczne to były loty w nieznane; brali w nich udział przede wszystkim mężczyźni, najczęściej z zapleczem wojskowym. Dzisiaj mamy dużą wiedzę na temat wyzwań, jakie niosą ze sobą loty w kosmos. I takie myślenie nie ma uzasadnienia. Astronautki i astronauci to muszą być ludzie o dobrym stanie zdrowia, ale nie muszą biegać maratonów, posiadać ponadprzeciętnej siły czy wytrzymałości fizycznej” – podkreśliła dr Fogtman.

Aby zostać kosmonautą trzeba jednak mieć ukończone studia z obszaru nauk ścisłych. Preferowane, choć niekonieczne, jest posiadanie certyfikatu pilota testowego.

„W tej kampanii rekrutacyjnej nie faworyzujemy żadnej z grup, lecz kładziemy nacisk na komunikację o rekrutacji z dotychczas niedoreprezentowanymi grupami w gronie astronautek i astronautów, w tym szczególności z kobietami. W poprzedniej kampanii w 2008 r. jedynie 16 proc. zgłoszeń wysyłały kobiety, co skutkowało, tym, że na 6 przyjętych kandydatów wybrano zaledwie jedną kobietę. Kładziemy nacisk na różnorodność i kierujemy nasz przekaz do osób różnego pochodzenia, tożsamości seksualnej, orientacji seksualnej i o różnych przekonaniach. Po raz pierwszy w historii lotów załogowych ESA rekrutuje także osoby z fizyczną niepełnosprawnością” – powiedziała dr Fogtman.

Czy zatem na misję zostanie przyjęta osoba na wózku inwalidzkim? „Każda aplikacja zostanie oceniona indywidualnie. Na tym etapie studium wykonalności lotów w kosmos osób z niepełnosprawnościami dopuszczamy: osoby bez jednej lub dwóch stóp, jednej lub dwóch nóg poniżej kolana, osoby o nierównych kończynach oraz kandydatki i kandydatów o niskim wzroście poniżej 130 cm.”- sprecyzowała specjalistka i zacytowała słowa jednej z astronautek ESA, Samanthy Cristoforetti – „w kosmosie wszyscy jesteśmy niepełnosprawni”.

Astronauci i astronautki zostaną zatrudnieni na standardowych umowach ESA, a ich wynagrodzenie będzie uzależnione od wielu czynników, takich jak wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Będzie mieściło się w zakresie oficjalnej skali wynagrodzeń ESA na poziomie A2-A4, co oznacza nawet ponad 8 tys. EUR na miesiąc. ESA jest organizacją międzynarodową, a astronauci mają status urzędników międzynarodowych i dlatego są zwolnieni z odprowadzania podatku dochodowego.

Aplikować na stanowisko astronauty można będzie od 31 marca. Oferta ukaże się pod linkiem https://www.esa.int/About_Us/Careers_at_ESA, gdzie zostaną podane wszystkie informacje w zakresie wymaganych dokumentów.

„Osoby, które ukończyły 50 rok życia, zapraszamy do wysyłania aplikacji na inne stanowiska w ESA” – zachęciła dr. Fogtman.

Z Paryża Katarzyna Stańko(PAP)

Możliwość komentowania Specjalistka ds. przygotowań astronautów do misji: szukamy też 50-latków; zarobki ponad 8 tys. euro została wyłączona

Focus na hybrydowe chmury

Z czym mierzą się przedsiębiorcy w 2021 roku w kontekście przechowywania danych? Budowanie biznesu w oparciu o chmurę to obecnie najwyższy priorytet dla firm, a 2021 rok to czas wdrażania…

Z czym mierzą się przedsiębiorcy w 2021 roku w kontekście przechowywania danych? Budowanie biznesu w oparciu o chmurę to obecnie najwyższy priorytet dla firm, a 2021 rok to czas wdrażania hybrydowego modelu przechowywania danych. Takie rozwiązanie daje możliwość posługiwania się najnowszymi technologiami, pomaga zrewolucjonizować dotychczasowe modele biznesowe, co finalnie przełoży się na lepsze wyniki finansowe przedsiębiorstwa. Czym jest chmura hybrydowa?

Możliwość komentowania Focus na hybrydowe chmury została wyłączona

Ponad 11 mln zł na projekt badań aerozoli, chmur oraz gazów śladowych

Prowadzony przez kilka uczelni i instytutów projekt ACTRIS, którego celem jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych, otrzymał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł. Pieniądze pochodzą z…

Prowadzony przez kilka uczelni i instytutów projekt ACTRIS, którego celem jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych, otrzymał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł. Pieniądze pochodzą z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014–2020.

Liderem projekt „ACTRIS – Infrastruktura do badania aerozoli, chmur oraz gazów śladowych” jest Uniwersytet Wrocławski, a w skład konsorcjum realizującego to przedsięwzięcie wchodzą Instytut Geofizyki PAN (lider konsorcjum ACTRIS-PL), Instytut Podstaw Inżynierii Środowiska PAN, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB, Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Śląski oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. Przedsięwzięcie wpisane jest na Polską Mapę Drogową Infrastruktury Badawczej – podał Uniwersytet Wrocławski.

Jak wskazała wrocławska uczelnia, celem projektu jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych oraz zacieśnienie współpracy z ogólnoeuropejską siecią infrastruktury badawczej Actris.

W ramach projektu kupiona zostanie aparatura pozwalająca na badanie aerozolu atmosferycznego i jego wpływu na zmiany klimatu, m.in. lidar, fotometr, nefelometr czy spektrometry cząstek działające w czasie rzeczywistym. Doposażone i rozbudowane zostaną centra badawcze we Wrocławiu, Rzecinie, Raciborzu, Sosnowcu, Zabrzu i Strzyżowie.

Uniwersytet Wrocławski ma być przy tym ośrodkiem, w którym będą przechowywane dane sieci Actris-Polska.

Actris to ogólnoeuropejska infrastruktura służąca badaniom aerozoli, chmur i gazów śladowych. Actris Polska skupia się na pomiarach aerozoli, które są słabo poznanym czynnikiem klimatotwórczym i jednym ze składników smogu, a także na badaniu chmur i interakcji aerozoli z chmurami – podał z kolei w komunikacie Uniwersytet Śląski. Uczelnia ta w ramach przedsięwzięcia kupi lidar (skaner laserowy wykorzystywany m.in. do pomiarów określających pionowe profile atmosfery). W aparaturę tę wyposażone zostanie laboratorium mobilne (samochód).

Projekt uzyskał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014–2020. Całkowity budżet przedsięwzięcia to ponad 14 mln zł.

PAP – Nauka w Polsce, Piotr Doczekalski

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Ponad 11 mln zł na projekt badań aerozoli, chmur oraz gazów śladowych została wyłączona

25 tys. supermasywnych czarnych dziur na ogromnej mapie nieba

Mapę nieba wskazującą ponad 25 tys. aktywnych supermasywnych czarnych dziur przygotował międzynarodowy zespół naukowców – z udziałem Polaków. To największa i najdokładniejsza mapa nieba obserwowanego na ultraniskich częstotliwościach radiowych.  Mapę…

Mapę nieba wskazującą ponad 25 tys. aktywnych supermasywnych czarnych dziur przygotował międzynarodowy zespół naukowców – z udziałem Polaków. To największa i najdokładniejsza mapa nieba obserwowanego na ultraniskich częstotliwościach radiowych. 

Mapę opublikowaną w czasopiśmie „Astronomy and Astrophysics” przygotował międzynarodowy zespół astronomów kierowany przez Francesco de Gasperina z Uniwersytetu w Hamburgu. W skład zespołu weszło dwoje polskich naukowców: Krzysztof Chyży z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Katarzyna Małek z Narodowego Centrum Badań Jądrowych – poinformowało NCBJ w przesłanym PAP komunikacie.

Na pierwszy rzut oka mapa wygląda jak obraz rozgwieżdżonego nocnego nieba. Mapa ta jednak nie została wykonana w świetle widzialnym, ale pokazuje niebo w zakresie fal radiowych, w których gwiazdy są dla oczu człowieka prawie niewidoczne. Wykonano ją za pomocą interferometru LOFAR (jest to angielski skrót od LOw Frequency ARray, co tłumaczy się jako sieć radiowa na niskie częstotliwości).

Za pomocą tej mapy astronomowie starają się odkryć różne obiekty, które głównie emitują fale o ultraniskich częstotliwościach radiowych. Do takich właśnie obiektów należy między innymi rozproszona materia w wielkoskalowej strukturze Wszechświata, egzoplanety oraz gasnące strumienie plazmy wyrzucane przez supermasywne czarne dziury, które najbardziej interesują naukowców z projektu LOFAR.

Chociaż jest to jedna z największych map w zakresie fal radiowych, to ukazuje jedynie dwa procent nieba. Na dokończenie obserwacji całego nieba północnego trzeba będzie poczekać jeszcze kilka lat.

Najbardziej szczegółowa jak do tej pory mapa nieba w zakresie ultradługich fal radiowych wykonana instrumentem LOFAR. Każda z 25 000 kropek ujawnia supermasywną czarną dziurę pochłaniającą materię z galaktyki, w której się znajduje. Mapa pochodzi z LOFAR LBA Sky Survey (LoLSS) – prowadzonego obecnie przeglądu całego nieba północnego za pomocą niskoczęstotliwościowej części interferometru LOFAR. Żródło: DOI: https://doi.org/10.1051/0004-6361/202140316

Najbardziej szczegółowa jak do tej pory mapa nieba w zakresie ultradługich fal radiowych wykonana instrumentem LOFAR. Każda z 25 000 kropek ujawnia supermasywną czarną dziurę pochłaniającą materię z galaktyki, w której się znajduje. Mapa pochodzi z LOFAR LBA Sky Survey (LoLSS) – prowadzonego obecnie przeglądu całego nieba północnego za pomocą niskoczęstotliwościowej części interferometru LOFAR. Żródło: DOI: https://doi.org/10.1051/0004-6361/202140316

 

Fale radiowe odbierane przez LOFAR i wykorzystane w tej pracy mają długość aż do sześciu metrów, co odpowiada częstotliwości około 50 MHz. Są to najdłuższe fale radiowe kiedykolwiek użyte do obserwacji tak dużego obszaru nieba. „Mapa jest wynikiem wielu lat pracy nad niewiarygodnie trudnymi danymi. Naukowcy należący do projektu musieli opracować i wdrożyć nowe strategie przekształcania sygnałów radiowych w obrazy nieba, ale dzięki temu udało się otworzyć nowe okno na Wszechświat” – czytamy w komunikacie NCBJ.

Wszechświat na tak długich falach radiowych stanowił dla naukowców wielką niewiadomą, bo zarówno obserwacje, jak i dalsza analiza danych są tam niezwykle wymagające. Jonosfera, warstwa wolnych elektronów otaczająca Ziemię, działa jak soczewka nieustannie przesuwająca się nad radioteleskopem. Efekt działania takiej soczewki można porównać do próby oglądania świata, gdy się jest zanurzonym w basenie. Patrząc w górę, widzimy, jak fale na wodzie uginają promienie świetlne i zniekształcają widok. Aby zniwelować w zebranych danych zakłócenia jonosfery, naukowcy wykorzystali superkomputery i opracowali nowe algorytmy do rekonstrukcji zarejestrowanych sygnałów.

LOFAR – jak podaje NCBJ – jest obecnie największym radioteleskopem pracującym na najniższych częstotliwościach, jakie można obserwować z Ziemi. Składa się on z 52 stacji rozmieszczonych w dziewięciu różnych krajach: Holandii, Niemczech, Polsce, Francji, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Irlandii, Łotwie i Włoszech. LOFAR jest wspólnym projektem ASTRON, Holenderskiego Instytutu Radioastronomii oraz m.in. uniwersytetów w Amsterdamie, Groningen, Lejdzie, Nijmegen, Niemieckiego Konsorcjum Długich Fal (GLOW), do którego należy Uniwersytet w Hamburgu, polskiej grupy POLFARO zarządzającej 3 stacjami LOFARA w Polsce sfinansowanymi przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania 25 tys. supermasywnych czarnych dziur na ogromnej mapie nieba została wyłączona

Kraków/ Studenci chcą pomóc rozwiązać problem kosmicznych śmieci

Studenci AGH w Krakowie przeprowadzą eksperymenty związane z wyłapywaniem kosmicznych śmieci z orbity okołoziemskiej. Doświadczenie będzie polegać na opracowaniu algorytmu analizującego ruch i sposób przemieszczania się tego typu obiektów. Projekt…

Studenci AGH w Krakowie przeprowadzą eksperymenty związane z wyłapywaniem kosmicznych śmieci z orbity okołoziemskiej. Doświadczenie będzie polegać na opracowaniu algorytmu analizującego ruch i sposób przemieszczania się tego typu obiektów.

Projekt Black Spheres studenci zrealizują w ramach wygranego przez nich konkursu „Drop Your Thesis!”, organizowanego przez Europejską Agencję Kosmiczną – podała w poniedziałek AGH.

Studenci Michał Błażejczyk, Kamil Switek, Kacper Synowiec oraz Kamil Maraj przeprowadzą eksperyment w marcu na wieży zrzutowej Uniwersytetu w Bremie.

Problem śmieci kosmicznych staje się coraz poważniejszy ze względu na wzrastającą liczbę wysyłanych na orbitę okołoziemską obiektów, które mogą zderzyć się z działającymi satelitami. W wyniku takiej kolizji powstaje chmura tysięcy nowych śmieci kosmicznych i szansa na kolejne zderzenia staje się o wiele większa.

Wyłapywanie śmieci kosmicznych jest wyzwaniem ze względu na niewielkie rozmiary obiektów, wysokie prędkości i duże rozproszenie. Potencjalnie najskuteczniejszym sposobem jest złapanie obiektu za pomocą ramienia robotycznego. Pozwala ono na przechwycenie uszkodzonego satelity bez wyrządzenia szkód i przeprowadzanie operacji naprawczych, a co za tym idzie – odzyskanie kosztownych elementów.

W eksperymencie, który przeprowadzą studenci, rolę uszkodzonego satelity spełni wydrukowana na drukarce 3D kula o średnicy 88 milimetrów i wadze 250 gram, wykonana ze specjalnej żywicy oraz zawierająca w sobie mechanizm z odważnikiem, lub w innej konfiguracji masę na sprężynie. W każdej z pięciu serii doświadczenia zostaną wypuszczone dwie kule, a ich ruch będzie obserwowany za pomocą sześciu kamer rozmieszczonych wewnątrz kapsuły. Wieża zrzutowa w Bremie pozwala na osiągnięcie warunków mikrograwitacji na ok. 9 sekund. Kapsuła, w której będą znajdować się kule, zostaje wystrzelona na 130 metrów i od momentu wystrzału przyspieszenie wewnątrz kapsuły będzie zerowe, ponieważ jej ruch kompensuje grawitację.

Projekt studentów AGH skupia się na obserwacji uszkodzonego satelity i automatycznym przewidywaniu jego pozycji i orientacji. Celem jest m.in. przetestowanie metody przewidywania ruchu w mikrograwitacji. Eksperymenty pozwolą na zebranie danych dotyczących ruchu obiektów ze zmiennym rozkładem masy.

„Mamy nadzieję, że uzyskane podczas eksperymentów wyniki pomogą w rozwiązaniu pilnego i narastającego problemu, jakim są kosmiczne śmieci. To kolejna ciekawa inicjatywa z obszaru przemysłu kosmicznego, w który chcielibyśmy się zaangażować, szczególnie jako Europejski Uniwersytety Kosmiczny, którym AGH jest od zeszłego roku” – powiedział opiekun projektu Black Spheres dr inż. Paweł Zagórski, cytowany w informacji uczelni.

Konkurs dla studentów „Drop Your Thesis” jest organizowany corocznie przez Europejską Agencję Kosmiczną. W ramach konkursu zwycięskie zespoły realizują swoje projekty w profesjonalnych obiektach, których na co dzień używają naukowcy ESA.(PAP)

Możliwość komentowania Kraków/ Studenci chcą pomóc rozwiązać problem kosmicznych śmieci została wyłączona

Sztuczna inteligencja wesprze w diagnozie schizofrenii, a może i autyzmu?

Język, którego używają osoby ze schizofrenią i osoby ze spektrum autyzmu, w pewien sposób różni się od języka innych osób. Naukowcy na przykładzie języka polskiego pokazują, że sztuczna inteligencja może…

Język, którego używają osoby ze schizofrenią i osoby ze spektrum autyzmu, w pewien sposób różni się od języka innych osób. Naukowcy na przykładzie języka polskiego pokazują, że sztuczna inteligencja może wspomóc psychiatrów i psychologów w rozpoznawaniu objawów schizofrenii, a kiedyś – może i autyzmu.

Badacze wzięli na warsztat wypowiedzi pochodzące ze standardowych wywiadów klinicznych (badań diagnostycznych) dorosłych osób ze schizofrenią oraz dzieci ze spektrum autyzmu. W przypadku schizofrenii algorytm uzyskiwał wysoką skuteczność – prawie 90 proc. (a więc mylił się raz na 10 ocen). A w przypadku autyzmu – wypadł słabiej – jego skuteczność wynosiła ok 65 proc. (trafnie rozpoznawał więc dwie na trzy osoby).

Wyniki badań na ten temat ukazały się w „Cognitive Computation” (https://doi.org/10.1007/s12559-021-09834-9). Autorami są małżonkowie dr Aleksander Wawer z Instytutu Podstaw Informatyki PAN i dr Justyna Sarzyńska-Wawer z Instytutu Psychologii PAN, a także dr Izabela Chojnicka z Wydziału Psychologii UW i dr hab. Łukasz Okruszek z IP PAN.

„Naszym narzędziem mogą się zainteresować psychiatrzy czy psychologowie kliniczni. Pomóc im może w diagnozie albo w analizie postępów terapii – zwłaszcza osób ze schizofrenią” – komentuje dr Justyna Sarzyńska-Wawer. A dr Aleksander Wawer dodaje, że takie badania prowadzono już wcześniej dla innych języków – choćby angielskiego, ale jeszcze nie było badane to na języku polskim.

Badacze tłumaczą, że algorytm szkolony był na tekstach zebranych przez psychiatrę podczas badań dotyczących poznania społecznego osób ze schizofrenią. Osoby te m.in. ustnie odpowiadały na pytania ogólne (o siebie i najbliższych), a także abstrakcyjne (np. dlaczego ludzie chorują, a dlaczego wierzą w Boga). Wypowiedzi te później spisano. W taki sam sposób zebrane były dane kontrolne – wypowiedzi innych osób z podobnych grup demograficznych.

W przypadku zaś badania autyzmu, algorytm uczył się na tekstach spisanych z częściowo ustrukturyzowanych wystandaryzowanych badań z udziałem dzieci, adolescentów i osób dorosłych.

„Na tych danych staraliśmy się nauczyć modele sztucznej inteligencji rozpoznawania, które z wypowiedzi to wypowiedzi osób z diagnozą” – mówi dr Aleksander Wawer.

A dr Sarzyńska-Wawer tłumaczy: „W przypadku badania dotyczącego schizofrenii nie były to osoby w aktywnej fazie psychozy. A różnice między osobami zdrowymi a zdiagnozowanymi były trudne do wychwycenia +gołym okiem+. Doświadczony psychiatra, którego poprosiliśmy, żeby na podstawie tych samych tekstów oceniał, czy to schizofrenia, czy nie, radził sobie gorzej niż algorytm”.

To, że język osób ze schizofrenią lub osób ze spektrum autyzmu różni się od języka innych osób wiadomo było od dawna. Naukowcy od wielu lat wyodrębniali cechy języka w autyzmie i schizofrenii. Wcześniejsze badania pokazały np., że osoby ze spektrum autyzmu używają mniej wyrazów nacechowanych emocjonalnie. Jest też różnica jeśli chodzi o stopień abstrakcyjności wypowiedzi. „Z kolei z innych badań wiadomo, że u osób ze schizofrenią jest więcej wypowiedzi o charakterze afektywnym, ale głównie określeń o negatywnym wydźwięku” – mówi psycholog.

Proces diagnostyczny obu tych jednostek bazuje jednak na subiektywnych wskaźnikach behawioralnych. „A my pokazujemy, że proces ten można zautomatyzować, zobiektywizować i usprawnić” – mówi dr Wawer. I dodaje, że akurat w psychiatrii nie ma tak wielu obiektywnych narzędzi jak w innych obszarach nauki, jak choćby badania krwi czy skan mózgu, które by powiedziały z dużą pewnością, że ktoś cierpi na daną chorobę lub zaburzenie, albo nie. „Duża jest więc tu rola psychiatry i psychologa, ich doświadczenie. A przecież zaburzeń, które mogą być do siebie podobne jest dużo. Dodatkowe narzędzie wspomagające diagnostykę może się więc tu przydać” – uważają rozmówcy PAP.

Naukowcy mają nadzieję, że kiedyś tego typu narzędzie mogłoby być stosowane zdalnie, w badaniach przesiewowych. Algorytm pomagałby więc psychiatrom i psychologom klinicznym – na podstawie przesłanych wypowiedzi pisemnych – wybrać osoby, które warto, aby zgłosiły się na dalsze specjalistyczne badania. Dzięki temu można byłoby wcześniej dokonywać diagnozy i zaczynać terapię.

„Nowinką z mojej perspektywy było zastosowanie w tych badaniach metody few-shot – mówi dr Aleksander Wawer. – Sieci neuronowe zwykle wymagają do treningu ogromnych baz. I tak np. żeby nauczyć algorytm rozpoznawania znaków drogowych, potrzeba milionów zdjęć. A my nie mamy milionów przypadków spisanych wypowiedzi osób ze zdiagnozowaną schizofrenią. Mieliśmy do dyspozycji tylko 50 takich tekstów. Wyzwaniem było więc zastosowanie takich metod trenowania sztucznej inteligencji, które wymagają niewielkiej bazy danych. To było unikalne z punktu widzenia informatycznego” – mówi.

PAP zapytała naukowców, czy nie boją się, że narzędzie to może zostać wykorzystane do analizy tekstów osób, które wcale by sobie diagnozy nie życzyły (choćby wypowiedzi osób publicznych). Dr Sarzyńska-Wawer zaznacza, że narzędzie nie zastąpi w diagnozie specjalisty. „Algorytm wykrywa tylko przejawy, które mogą być oznaką schizofrenii. Ale te przejawy wcale nie są równoznaczne z diagnozą” – zwraca uwagę. A dr Wawer dodaje: „Na razie braliśmy pod uwagę dane z wywiadów klinicznych. Jeszcze kawałek drogi, żeby brać pod uwagę dowolny tekst”.

Naukowcy zapowiadają, że jeśli chodzi o wsparcie w diagnozie schizofrenii, to ich narzędzie ma na tyle wysoką skuteczność, że chcieliby wkrótce udostępnić je psychiatrom. (PAP)

Autorka: Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Sztuczna inteligencja wesprze w diagnozie schizofrenii, a może i autyzmu? została wyłączona

Naukowcy z PAN: Polacy są zbyt mało aktywni fizycznie

Problem niedostatecznej aktywności fizycznej w Polsce dotyczy nie tylko osób zdrowych, ale chorych, m.in. pacjentów kardiologicznych i onkologicznych – konstatują naukowcy z Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk w obszernym…

Problem niedostatecznej aktywności fizycznej w Polsce dotyczy nie tylko osób zdrowych, ale chorych, m.in. pacjentów kardiologicznych i onkologicznych – konstatują naukowcy z Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk w obszernym raporcie poświęconym zdrowiu i aktywności fizycznej. 

Raport pt. „Niedostateczny poziom aktywności fizycznej w Polsce jako zagrożenie i wyzwanie dla zdrowia publicznego” opracowało ponad 50 członków zespołu, powołanego przez Komitet Zdrowia Publicznego PAN. Są wśród nich lekarze, m.in. specjaliści medycyny sportowej, kardiolodzy, pediatrzy, interniści, geriatrzy, specjaliści w dziedzinie zdrowia publicznego, socjolodzy, nauczyciele akademiccy, pedagodzy i sportowcy.

Autorzy raportu zaznaczają, że aktywność fizyczna wpływa na stan zdrowia i długość życia. Jej poziom w Polsce oceniają jako niedostateczny, uznając to za „zagrożenie i wyzwanie dla zdrowia publicznego fizycznego i psychicznego we wszystkich grupach wieku, a także w profilaktyce, leczeniu i rehabilitacji wielu chorób przewlekłych”. Jednocześnie piszą, że brak aktywności fizycznej wśród Polaków lub podejmowanie jej w stopniu niewystarczającym dla podtrzymania zdrowia stanowi coraz większe obciążenie dla całego społeczeństwa i gospodarki.

„Na przełomie XX i XXI wieku Polacy byli w gronie najmniej aktywnych społeczności europejskich. Mimo znaczącej poprawy w okresie ostatnich dwudziestu lat, kolejne badania wskazują na niedostateczny poziom regularnej aktywności fizycznej co najmniej 50 proc. dorosłych Polaków oraz bardzo dalekie miejsce Polski w sondażach porównujących poszczególne kraje Unii Europejskiej. Te niepokojące informacje dobrze korespondują z danymi wskazującymi na szybki wzrost częstości nadwagi i otyłości u dzieci, młodzieży oraz dorosłych Polek i Polaków. oraz wskazującymi na niepokojący spadek poziomu sprawności fizycznej dzieci i młodzieży” – alarmują specjaliści medyczni.

Ich zdaniem poziom rekreacyjnej aktywności fizycznej w Polsce jest zdecydowanie niższy od obserwowanego w większości krajów UE. Wyrównanie tego poziomu z przeciętnym w UE oznaczałoby zmniejszenie oczekiwanej liczby zgonów o 14,3 tys., co odpowiada umieralności niższej o 3,5 proc. Jednocześnie wiązałoby się z tym spodziewane wydłużenie trwania życia wyniosłoby 0,4 roku, tyle samo w przypadku obu płci.

Autorzy raportu przytaczają dane Special Eurobarometer 472 z 2018 r., według których aż 56 proc. Polaków nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej. W stosunku do lat poprzednich odsetek nieaktywnych stale wzrasta: w 2004 r. było to 46 proc.; w 2008 – 49 proc., w 2013 – 52 proc. Zdaniem naukowców należy się spodziewać, że nadchodzące przemiany struktury wiekowej ludności alarmująco niski stopień aktywności fizycznej młodzieży oraz lockdown wynikający z pandemii przyniosą dalszy wzrost odsetka osób biernych fizycznie.

Naukowcy ostrzegają, że brak aktywności fizycznej powoduje wzrost ryzyka zachorowań na choroby niezakaźne, jak np. otyłość, cukrzyca, choroby układu krążenia, płuc i nowotwory. Pogarsza też zdrowie psychiczne, zwiększa podatność na stres, utrudnia relacje społeczne.

Wśród działań promujących aktywność fizyczną w Polsce autorzy raportu wymieniają aktywności lokalne. Podkreślają znaczenie działań adresowanych do dzieci i młodzieży, promocji aktywności fizycznej w zakładach pracy oraz zapobieganiu skutkom siedzącego trybu życia.

„Uważamy, co oczywiste, że problem niedostatecznej aktywności fizycznej dotyczy nie tylko osób zdrowych, lecz także bardzo licznej populacji osób chorych, w tym szczególnie licznej populacji pacjentów z chorobami serca i naczyń oraz chorobami nowotworowymi” – podkreślają naukowcy. W raporcie zajmują się kwestią aktywności fizycznej w prewencji i w rehabilitacji pacjentów kardiologicznych, a także w profilaktyce i leczeniu chorób nowotworowych.

Raport KZP PAN jest skierowany m.in. do środowisk naukowych i zawodowych zainteresowanych kwestią aktywności fizycznej i promocją zdrowia, a także do osób odpowiedzialnych za politykę zdrowotną, upowszechnianie sportu i kultury fizycznej, pedagogów, lekarzy i dziennikarzy.

Na swojej stronie internetowej umieścił go PZH – Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania Naukowcy z PAN: Polacy są zbyt mało aktywni fizycznie została wyłączona

Naukowcy rozpoczynają badania dotyczące wydobycia regolitu z powierzchni Księżyca

Naukowcy rozpoczynają badania, jak wydobywać regolit (glebę) z powierzchni Księżyca. Regolit to potencjalny materiał budulcowy, np. do wznoszenia baz na Księżycu. Badania te mają być prowadzone w ramach projektu Centrum…

Naukowcy rozpoczynają badania, jak wydobywać regolit (glebę) z powierzchni Księżyca. Regolit to potencjalny materiał budulcowy, np. do wznoszenia baz na Księżycu. Badania te mają być prowadzone w ramach projektu Centrum Badań Kosmicznych PAN.

„Wydobycie regolitu na powierzchni Księżyca w warunkach obniżonej grawitacji” to projekt, dzięki któremu naukowcy chcą dowiedzieć się, jak pozyskać z powierzchni Księżyca regolit – rodzaj luźnej, zwietrzałej skały, pokrywającej skaliste powierzchnie. Księżycowy regolit to nie tylko materia, jaką wyobrażamy sobie zwykle jako „pył księżycowy”, ale też większe kawałki skał, sięgające nawet do głębokości kilku – czy nawet 20 metrów pod powierzchnię Księżyca.

Regolit – jak przypuszczają niektórzy naukowcy – może stanowić potencjalny materiał budowalny (np. do budowy baz). Być może nawet, po silnym podgrzaniu, uda się uzyskiwać z niego tlen.

Projekt kierowany przez dr. hab. Karola Seweryna z Centrum Badań Kosmicznych PAN w Warszawie uzyskał niedawno decyzję o finansowaniu w ramach grantu SONATA BIS NCN. Temat wniosku koncentruje się na wydobyciu i wzbogaceniu regolitu na równikowym obszarze Księżyca. W projekcie biorą udział również zespoły z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej.

„Eksploracja kosmosu jest przedsięwzięciem globalnym, wymagającym wielu wyzwań technicznych. Jej głównym celem jest rozszerzenie naszej cywilizacji na inne ciała Układu Słonecznego, zaczynając od sąsiednich, wysyłając zarówno roboty, jak i misje załogowe. Przygotowanie do eksploracji wymaga systematycznych badań naukowych, które poszerzają naszą wiedzę o wybranych ciałach Układu Słonecznego, jak również pozwalają poszerzyć wiedzę technologiczną” – czytamy w streszczeniu wniosku.

Wyjaśniono tam, że In-Situ Resource Utilisation (ISRU) to gromadzenie, przetwarzanie, przechowywanie i wykorzystanie materiałów z kosmosu do wykorzystania w kosmosie. „W porównaniu z obecnym podejściem do transportu materiałów i sprzętu z Ziemi, ISRU zmniejsza całkowity koszt misji kosmicznych i powiązane z nim ryzyka. W szczególności technologie związane z ISRU pozwolą w przyszłości na umożliwianie tankowania satelitów i statków kosmicznych paliwem wytworzonym na miejscu, konserwację i naprawę satelitów, ustanowienie gospodarki kosmicznej jak również załogową eksplorację Układu Słonecznego” – tłumaczą badacze we wniosku grantowym.

Zespół naukowców z UWM, którym kieruje profesor Jacek Katzer, będzie odpowiadał za badania dotyczące technologii przetwarzania regolitu w celu pozyskania trwałego i odpowiedniego materiału, który w przyszłości ma posłużyć do budowy baz księżycowych. „Powodzenie tego projektu tak naprawdę pokaże, na ile możliwe jest funkcjonowanie poza naszą planetą: przebywanie na Księżycu, później na Marsie itd. Jeżeli nasze badania potwierdzą, że pokrywający całą powierzchnię księżyca regolit może być powszechnie używany, żeby to nasze pozaziemskie funkcjonowanie umożliwić i ułatwić, będzie to prawdziwy przełom” – komentuje prof. Katzer, cytowany w materiale prasowym z UWM.

W ramach projektu naukowcy chcą m.in. przeanalizować wpływ zredukowanej grawitacji na sprawność systemów wydobywczych, interakcje między ziarnami regolitu podczas wydobycia, a także sprawdzić, jak zoptymalizować proces wzbogacania regolitów przy ograniczeniach związanych ze środowiskiem kosmicznym oraz analizę wpływu próżni na wydajność i niezawodność systemów wydobywczych. (PAP)

Możliwość komentowania Naukowcy rozpoczynają badania dotyczące wydobycia regolitu z powierzchni Księżyca została wyłączona

Polska z satelity: powstała mapa pokrycia terenu Polski

Powstała mapa pokrycia terenu Polski. Opracowana jest na podstawie zdjęć z satelity Sentinel-2 zarejestrowanych w 2020 r. Rozdzielczość przestrzenna mapy to 10 m. Przygotowano ją automatycznie z wykorzystaniem uczenia maszynowego…

Powstała mapa pokrycia terenu Polski. Opracowana jest na podstawie zdjęć z satelity Sentinel-2 zarejestrowanych w 2020 r. Rozdzielczość przestrzenna mapy to 10 m. Przygotowano ją automatycznie z wykorzystaniem uczenia maszynowego – informuje Polska Agencja Kosmiczna.

Przetworzenie bazuje na serii zdjęć zarejestrowanych w okresie od 1 kwietnia do 30 września 2020 r., kiedy występowało zachmurzenie mniejsze niż 20 proc. Mapa dostępna jest w serwisie Geoportal – informuje Polska Agencja Kosmiczna w przesłanym PAP w czwartek komunikacie. Mapa powstała na zlecenie POLSA.

Dzięki mapie możliwa będzie aktualizacja istniejących baz danych oraz obserwacja zmian zachodzących w terenie, w tym monitorowanie miast, infrastruktury drogowej, powierzchni obszarów leśnych, zbiorników wodnych, itp.

Prezentowana mapa pokrycia całej Polski powstała przez połączenie 49 scen oraz „przycięcie” ich wzdłuż granic kraju. Każdą scenę opracowano na podstawie co najmniej 10 zdjęć.

Mapa pokrycia terenu dostępna jest jako osobna warstwa na mapie Polski w portalu Geoportal – jako „Klasyfikacja pokrycia terenu 2020”. Nowa warstwa jest domyślnie wyłączona, aby ją włączyć należy w drzewku warstw rozwinąć grupę „Dane innych instytucji”, a następnie podgrupę „Polska Agencja Kosmiczna”.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Polska z satelity: powstała mapa pokrycia terenu Polski została wyłączona

Obserwatorium Pierre Auger udostępnia kolejną „porcję” otwartych danych

Instytucje współpracujące w przedsięwzięciu Pierre Auger udostępniają 10 proc. danych zarejestrowanych za pomocą największego na świecie detektora promieni kosmicznych. Dane te są upubliczniane z nadzieją, że będą wykorzystywane przez profesjonalnych…

Instytucje współpracujące w przedsięwzięciu Pierre Auger udostępniają 10 proc. danych zarejestrowanych za pomocą największego na świecie detektora promieni kosmicznych. Dane te są upubliczniane z nadzieją, że będą wykorzystywane przez profesjonalnych naukowców, obywateli oraz dla inicjatyw edukacyjnych i popularyzatorskich.

Informację przekazał PAP Instytut Fizyki Jądrowej PAN, który aktywnie uczestniczy w pracach Obserwatorium Pierre Auger, zarówno na etapie budowy Obserwatorium w latach 2000-2008, jak też w akwizycji i analizie danych.

„Chociaż Współpraca Auger udostępnia dane w podobny sposób już od ponad dekady, obecne wydanie jest znacznie szersze zarówno pod względem ilości jak i rodzaju danych, co czyni je odpowiednimi zarówno do celów edukacyjnych jak i do badań naukowych” – informuje IFJ PAN w prasowym komunikacie.

Dane są dostępne pod adresem www.auger.org/opendata.

W Obserwatorium Pierre Auger, znajdującym się w Argentynie, promienie kosmiczne są obserwowane pośrednio, poprzez wielkie pęki cząstek wtórnych powstałe w wyniku oddziaływania przychodzącej cząstki kosmicznej z atmosferą. Detektor Powierzchniowy Obserwatorium pokrywa 3000 km2 i składa się z sieci detektorów cząstek oddzielonych od siebie o 1500 m. Obszar ten jest obserwowany przez zestaw teleskopów, które tworzą Detektor Fluorescencyjny, czuły na światło nadfioletowe emitowane w miarę rozwoju wielkiego pęku atmosferycznego, podczas gdy Detektor Powierzchniowy jest czuły na miony, elektrony i fotony, które docierają do ziemi.

Dane z Obserwatorium obejmują zestaw od danych surowych, uzyskanych bezpośrednio z tych i innych instrumentów, poprzez zrekonstruowane zbiory danych uzyskane w wyniku szczegółowej analizy, aż po dane prezentowane w publikacjach naukowych. Niektóre z tych danych są rutynowo udostępniane innym obserwatoriom, aby umożliwić analizy z pełnym pokryciem nieba i ułatwić tzw. badania wielokanałowe (multi-messenger).

Eksploatacja Obserwatorium Pierre Auger, przez Współpracę około 400 naukowców z ponad 90 instytucji w 18 krajach świata, umożliwiła wyznaczenie własności promieni kosmicznych o najwyższych energiach z niespotykaną dotąd precyzją. Te promienie kosmiczne to przede wszystkim jądra powszechnie występujących pierwiastków, które docierają na Ziemię ze źródeł astrofizycznych. Dane z Obserwatorium zostały wykorzystane do wykazania, że cząstki o najwyższych energiach mają pochodzenie pozagalaktyczne. Analizy danych pozwoliły m.in. na scharakteryzowanie typu cząstek, które przenoszą te niezwykłe energie, wśród których znajdują się pierwiastki od wodoru do krzemu. Dane te mogą być również wykorzystane do testowania fizyki cząstek przy energiach poza zasięgiem LHC.

Jak podkreślił kierownik Współpracy, Ralph Engel, cytowany w prasowym komunikacie: „dane z Obserwatorium Pierre Auger, które zostało założone ponad 20 lat temu, są wynikiem ogromnej, długoterminowej inwestycji naukowej, ludzkiej i finansowej ze strony dużej międzynarodowej współpracy. Mają one wyjątkową wartość dla światowej społeczności naukowej”.

Udostępniając publicznie dane i programy do ich analizy, Współpraca Auger wspiera zasadę, że otwarty dostęp do danych pozwoli, w dłuższej perspektywie, na maksymalne wykorzystanie ich potencjału naukowego – czytamy w komunikacie IFJ PAN.

Zespół Auger przyjął klasyfikację swoich danych na cztery poziomy złożoności, wzorując się na klasyfikacji stosowanej w fizyce wysokich energii i zaadaptował ją do swojej polityki otwartego dostępu. Ostatnie dwa poziomy informacji (udostępnienie m.in. zrekonstruowanych zdarzeń wybranych według najlepszej dostępnej wiedzy o wydajności detektora i warunkach panujących w czasie zbierania danych oraz udostępnienie prawie surowych danych związanych z tymi zdarzeniami) zostały dodane w obecnym wydaniu, które zawiera dane z dwóch głównych instrumentów Obserwatorium: 1500–metrowej sieci Detektora Powierzchniowego i Detektora Fluorescencyjnego.

Zbiór danych składa się z 10 proc. wszystkich zdarzeń zarejestrowanych w Obserwatorium, poddanych tym samym procedurom selekcji i rekonstrukcji, które były stosowane przez Współpracę w ostatnich publikacjach.

Współpraca Pierre Auger jest zaangażowana w politykę otwartych danych w celu zwiększenia różnorodności osób mających dostęp do danych naukowych, a tym samym zwiększenia wspólnego potencjału naukowego na przyszłość.

W IFJ PAN prowadzone są zdalne dyżury akwizycji danych. Obecnie Instytut jest zaangażowany w rozbudowę detektorów, która znacznie zwiększy możliwości pomiarowe Obserwatorium.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Obserwatorium Pierre Auger udostępnia kolejną „porcję” otwartych danych została wyłączona

Koniec misji polskiego studenckiego satelity: PW-Sat2 zdeorbitował

Satelita PW-Sat2 zaprojektowany przez studentów Politechniki Warszawskiej zakończył swoją misję. We wtorek po 813 dniach uległ deorbitacji i całkowicie spłonął w atmosferze Ziemi. Celem satelity było przetestowanie żagla do deorbitacji…

Satelita PW-Sat2 zaprojektowany przez studentów Politechniki Warszawskiej zakończył swoją misję. We wtorek po 813 dniach uległ deorbitacji i całkowicie spłonął w atmosferze Ziemi. Celem satelity było przetestowanie żagla do deorbitacji – informuje uczelnia.

PW-Sat2 to projekt Studenckiego Koła Astronautycznego (działa przy Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej). Głównym celem studentów było skonstruowanie i przetestowanie innowacyjnego systemu deorbitacji w postaci żagla o powierzchni 4 m kwadratowych – czytamy w komunikacie na stronie uczelni.

PW informuje, że satelita został wyniesiony na orbitę okołoziemską 3 grudnia 2018 r. na pokładzie rakiety Falcon 9. Podczas głównej części misji pomyślnie zostały przeprowadzone testy wszystkich podsystemów satelity: układu zasilania, układu komunikacji, komputera pokładowego, kamer oraz czujnika Słońca i promieniowania kosmicznego. W tym czasie PW-Sat2 wykonał także pierwsze polskie zdjęcie z pokładu satelity.

Główna faza misji trwała do 28 grudnia 2018 roku, kiedy to nastąpiło otwarcie żagla deorbitacyjnego. PW-Sat2 odebrał sygnał nadany przez stację naziemną z odpowiednim poleceniem. Dotychczas zwinięty w pojemniku żagiel został zwolniony i uzyskał docelowy kształt.

Jeszcze tego samego dnia udało się odebrać pierwsze ujęcia z kamer pokładowych. Niestety, po ok. 3 dniach na żaglu pojawiły się rozerwania, które z czasem objęły około 30-35 proc. powierzchni żagla. Obniżyło to skuteczność jego działania i wydłużyło przewidywany czas deorbitacji z kilkunastu miesięcy do ok. 2,5 roku.

Wraz z otwarciem żagla zespół przeszedł do kolejnej fazy projektu. Od tego czasu regularnie nawiązywano łączność z satelitą: wykonano ponad 5000 sesji komunikacji i odebrano prawie 1500 zdjęć wykonanych przez kamery pokładowe. W tym czasie dwukrotnie zaktualizowano oprogramowanie komputera pokładowego, które pozwoliło na oszczędzanie energii przez zmniejszenie poboru mocy po przysłonięciu paneli słonecznych przez otwarty żagiel.

Przez ostatnie tygodnie – jak informuje PW – zespół operatorów satelity codziennie monitorował stan żagla deorbitacyjnego, wykonując i pobierając zdjęcia oraz dane telemetryczne. Finalna seria zdjęć została wykonana w sobotę 20 lutego 2021 roku, gdy satelita znajdował się na wysokości ok. 312 km. Żagiel pozostał w dobrej kondycji.

Pod koniec misji zdjęcia pokazały obroty żagla względem satelity oraz stopniowe zwiększanie obrotów całego satelity, osiągając prędkość kątową ok. 80 stopni na sekundę.

Satelita do końca misji pozostawał w pełni operacyjny. Ze względu na szybką degradację orbity i trudne do przewidzenia położenie satelity prowadzenie kilku ostatnich sesji było dużym wyzwaniem.

Zgodnie z informacjami PW, ostatnia sesja komunikacyjna miała miejsce w nocy z 22 na 23 lutego, gdy satelita znajdował się na wysokości poniżej 275 km. Dokładnie o godzinie 00:14:14 stacja naziemna w Gliwicach odebrała ostatnią ramkę radiową z PW-Sata2, która zawierała wiadomość: „Goodbye PW-Sat2 and youtu.be/dQw4w9WgXcQ„.

„Deorbitacja nastąpiła najprawdopodobniej rankiem 23 lutego 2021 r. – wyjaśnia Dominik Roszkowski, wicekoordynator PW-Sata2. – Żagiel deorbitacyjny obniżył orbitę satelity z pierwotnej wysokości 590 km w 2 lata 1 miesiąc i 24 dni. Bez zastosowania jakiegokolwiek systemu deorbitacyjnego satelita PW-Sat2 pozostałby na orbicie Ziemi przez około 15 lat”.

Większość dorobku projektu została udostępniona publicznie, m.in. w formie dokumentacji technicznej, publikacji czy też prezentacji konferencyjnych.

Link zawarty w ostatniej wiadomości satelity, to adres do popularnego teledysku Ricka Astleya „Never Gonna Give You Up”. Przesyłanie linku do tego filmiku jest internetowym żartem – to tzw. rickrolling. Ostatnim działaniem PWSat2 było więc „zrickrollowanie” swoich fanów. (PAP)

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Koniec misji polskiego studenckiego satelity: PW-Sat2 zdeorbitował została wyłączona

Raport: aspekty etyczne i ekologiczne mało interesują konsumentów marek modowych

Młodzi konsumenci marek modowych w nieznacznym stopniu kierują się aspektami etycznymi i ekologicznymi przy zakupie; są jednak świadomi, że produkcja odzieży negatywnie wpływa na środowisko – wynika z raportu studentek…

Młodzi konsumenci marek modowych w nieznacznym stopniu kierują się aspektami etycznymi i ekologicznymi przy zakupie; są jednak świadomi, że produkcja odzieży negatywnie wpływa na środowisko – wynika z raportu studentek Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Autorki, Kamila i Kinga Pierzchała, przeprowadziły badanie na próbie 130 osób w wieku od 18 do 30 lat, w większości z dużych miast.

Zgodnie z raportem, ankietowani kupując ubrania w nieznacznym stopniu kierują się aspektami etycznymi i ekologicznymi. 90 proc. nie sprawdza, czy ubrania mają certyfikaty gwarantujące poszanowanie postulatów mody etycznej (np. godnych warunków pracy i wynagrodzenia pracownikom), 57 proc. nie interesują certyfikaty mody ekologicznej (np. odzież szyta z odnawialnych materiałów). Trzy piąte młodych konsumentów zadeklarowało, że nie zna marek odzieżowych, które tworzą ubrania w sposób „zrównoważony”.

Najważniejsze dla konsumentów są: cena (93,8 proc.), marka (51,5 proc.) i trendy modowe (50,8 proc.). Na podjęcie decyzji o zakupie w mniejszym stopniu wpływają kraj pochodzenia produktu (8,5 proc.), certyfikaty (6,9 proc.), reklama (6,9 proc.) oraz jakość (6,9 proc.).

Młodzi konsumenci decydują się na zakup odzieży głównie dlatego, że chcą mieć coś nowego w szafie (60 proc.) i zużyli posiadane już ubrania (53,8 proc); chcą też wykorzystać promocje i przeceny.

Respondenci są raczej świadomi (42,3 proc.) lub w pełni świadomi (32,3 proc.), że produkcja odzieży wpływa negatywnie na środowisko naturalne. 9,2 proc. przebadanych ocenia, że produkcja odzieży zdecydowanie nie ma wpływu na środowisko naturalne.

Konsumenci wiedzą, jakimi cechami powinien charakteryzować się produkt wytworzony w ekologiczny sposób – wskazywali odpowiedzi: możliwość ponownego przetworzenia (78,5 proc.), bezpieczeństwo dla środowiska (77,7 proc.), opakowanie nadające się do recyklingu (67,7 proc.). Zdaniem ponad połowy ankietowanych zakup futer i ubrań wyprodukowanych ze skóry naturalnej jest nieetyczny.

„Z punktu widzenia konsumentów proces produkcji odzieży nie jest czynnikiem w znacznym stopniu wpływającym na ich procesy zakupowe. Obrazuje to niewątpliwie, iż konsumenci pomimo pewnej świadomości ekologicznej i wiedzy w tym temacie bardzo często wykazują się swego rodzaju konformizmem lub ignorancją w przeprowadzanych przez nich procesach zakupowych” – stwierdzają autorki raportu.

Wnioskują też, że ankietowani nie zdają sobie sprawy, że ich wybory konsumenckie mają wpływ na przestrzeganie przez marki standardów bezpieczeństwa w fabrykach, wypłacania godziwego wynagrodzenia pracownikom.

„Odpowiedzialny konsument modowy to taki, który myśli nie tylko o sobie, ale też o innych. To osoba mająca wiedzę i świadomość, skąd pochodzą materiały, z których uszyte są ubrania, kto te ubrania uszył oraz jak długą drogę przebyły, zanim trafiły na przysłowiową półkę sklepową. W byciu takim konsumentem pomaga znajomość certyfikatów oraz czytanie informacji na metkach” – piszą autorki i zwracają uwagę, że poliester, nylon i inne włókna syntetyczne stanowią około 60 proc. materiałów, z których szyte są ubrania.

Raport „Świadomość etyczna i ekologiczna młodych konsumentów marek modowych” powstał w ramach działalności Koła Naukowego Wielokierunkowej Indywidualnej Ścieżki Edukacyjnej UEK. (PAP)

autor: Beata Kołodziej

Możliwość komentowania Raport: aspekty etyczne i ekologiczne mało interesują konsumentów marek modowych została wyłączona

Licealiści zbudowali minisatelitę

CanSat to konkurs, który polega na zbudowaniu minisatelity wielkości puszki po napoju. Satelita zostanie wysłany na 3 km, po czym zacznie spadać na spadochronie. Satelita musi wykonać dwie misje: podstawową…

CanSat to konkurs, który polega na zbudowaniu minisatelity wielkości puszki po napoju. Satelita zostanie wysłany na 3 km, po czym zacznie spadać na spadochronie. Satelita musi wykonać dwie misje: podstawową oraz dodatkową.

Misja podstawowa jest taka sama dla wszystkich zespołów i polega na tym, że w trakcie opadania CanSat ma mierzyć i wysyłać do stacji naziemnej dane telemetryczne takie jak temperatura i ciśnienie. Misję dodatkową każdy zespół wymyśla i projektuje. Nasza zakłada, że satelita po wylądowaniu wwierci się i pobierze próbkę gleby.

Możliwość komentowania Licealiści zbudowali minisatelitę została wyłączona

Tranzystory z naładowanych nanocząstek złota – odporne na wodę, zginanie i iskry

Polsko-chińskiemu zespołowi udało się uzyskać coś, co dla fizyków było dotąd nieoczywiste: tranzystor wykonany nie z tradycyjnego materiału półprzewodnikowego, ale z nanocząstek metalu. Takie tranzystory mają być odporne na zginanie,…

Polsko-chińskiemu zespołowi udało się uzyskać coś, co dla fizyków było dotąd nieoczywiste: tranzystor wykonany nie z tradycyjnego materiału półprzewodnikowego, ale z nanocząstek metalu. Takie tranzystory mają być odporne na zginanie, działanie wody, iskry, a nanosi się je jak farbkę.

Tranzystory powszechnie stosowane są w urządzeniach codziennego użytku – znajdują się np. w układach scalonych czy procesorach. Mogą kontrolować przepływ ładunków elektrycznych – np. wzmacniać sygnał lub działać jak jego przełącznik. Dotąd do budowy tranzystorów niezbędne były materiały półprzewodnikowe – np. german, krzem, azotek galu, węglik krzemu. Półprzewodniki mają bowiem tzw. strukturę pasmową – są w nich pasma przewodzenia, dzięki którym prąd nie płynie przez nie w sposób tak oczywisty, jak np. przez metale. A przepływ prądu można modulować.

Teraz zespół kierowany przez prof. Bartosza Grzybowskiego (IChO PAN oraz koreański UNIST) i prof. Yonga Yana (Uniwersytet Chińskiej Akademii Nauk) pokazał, jak tranzystory wytwarzać z nanocząstek metalu – a dokładniej z nanocząstek złota oblepionych ligandami o odpowiednim ładunku elektrycznym. Wyniki ukazały się w „Nature Electronics” (https://www.nature.com/articles/s41928-020-00527-z).

„Pokazujemy, że można zrobić tranzystor i układ scalony nie wykorzystując tradycyjnego półprzewodnika, ale metal. A to dla fizyków było dotąd dość nieoczywiste” – uśmiecha się prof. Grzybowski. I dodaje, że metale mogą się zachowywać jak półprzewodnik pod warunkiem, że dzieje się to w nanoskali – i to nie za pomocą tzw. blokady Coulomba, a dzięki osiągnięciom z zakresu chemoelektroniki – stosunkowo nowego obszaru wiedzy.

„Mimo że materiał jest metalem, poruszające się wokół niego jony mogą tworzyć lokalne pola elektryczne i wywoływać efekty podobne do tych, co w półprzewodnikach” – mówi w rozmowie z PAP prof. Bartosz Grzybowski.

Naukowiec wyjaśnia, że rozwiązanie to może otworzyć nowe możliwości dla zastosowań tranzystorów. Tranzystory budowane z tradycyjnych półprzewodników nie były bowiem odporne na zginanie, wilgoć, czy wyładowania elektryczne, trzeba było je nanosić na powierzchnię w próżni, a same półprzewodniki – krystalizować w wysokich temperaturach (np. w procesie Czochralskiego).

„A nasz tranzystor można zginać i nic mu się nie stanie. Albo zanurzyć w wilgotnej atmosferze lub poddać działaniu silnych wyładowań elektrycznych i dalej będzie działać, bo wilgoć mu wręcz sprzyja, a iskry nie szkodzą. To się naprawdę trudno psuje” – uważa prof. Grzybowski.

Dodaje, że nanocząstki złota, z których powstaje tranzystor, są rozpuszczalne w wodzie i w alkoholu. „Nawet chciałem to kiedyś nazwać vodka electronics” – śmieje się badacz.

Tłumaczy, że nakładanie warstw jest proste: polega na tym, że bierze się mieszaninę z nanocząstkami i wylewa ją na powierzchnię. Rozpuszczalnik odparowuje, a cieniutka warstwa nanocząstek przywiera do powierzchni. Konstruowanie tranzystora wygląda więc trochę jak malowanie farbką. Nie są do tego potrzebne próżnia czy też wysokie temperatury.

Chemik wskazuje, że takie rozwiązanie nie zastąpi pewnie tradycyjnych półprzewodnikowych procesorów w komputerach, ale w niektórych zastosowaniach mogłoby być ciekawą alternatywą dla zwykłej elektroniki. Nowe tranzystory mogłyby posłużyć np. w zastosowaniach pod wodą czy w środowisku żrącym. W dodatku, jak mówi naukowiec, układy te być może dałoby się wykorzystać jako sensory niektórych substancji chemicznych. „Takie nanocząstki w obecności roztworu mogłyby wykrywać toksyczne substancje i przetworzyć je na sygnał elektryczny” – uważa.

We wcześniejszej pracy w „Science Advances” naukowcy pokazali, jak z takich samych elektrycznie naładowanych nanocząstek złota wytwarzać układy logiczne – skonstruowali przy ich użyciu np. radio. Nanocząstki działały tam m.in. jako antena, element przetwarzający sygnały elektryczne na dźwiękowe. Teraz poszli o krok dalej i pokazali, jak z nanocząstek złota wytwarzać tranzystory i układy scalone.

Pytany, czy nanocząstki złota nie są zbyt kosztownym materiałem, mówi: „warstwy, które są nam potrzebne w tranzystorze, mają mikrony grubości. A to oznacza, że parę gramów złota wystarczyłby nam więc pewnie, żeby pomalować np. całe mieszkanie.”

I tłumaczy, że prawdopodobnie będzie się dało skonstruować tranzystory z użyciem nanocząstek innych metali, ale akurat nanocząstki złota są wytrzymałe i nietoksyczne. A jego zespół pracuje nad nimi od ponad dekady (w poprzednim roku zespół prof. Grzybowskiego pokazał w „Nature Nanotechnology”, że naładowane nanocząstki złota – o nieco innej architekturze niż te z tranzystorów – mogą się przydać w selektywnym zwalczaniu komórek nowotworowych).

„Pokazujemy, jak z nanocząstek złota, nad którymi pracowaliśmy od lat, zrobić elektronikę opartą nie na półprzewodnikach, ale na metalach i elektronikę nieczułą na różne nieprzyjazne bodźce” – podsumowuje.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

Możliwość komentowania Tranzystory z naładowanych nanocząstek złota – odporne na wodę, zginanie i iskry została wyłączona

Raport IMGW: ubiegły rok należy zaliczyć do ekstremalnie ciepłych

Dwie fale ciepła – w styczniu i lutym – przyczyniły się do tego, że ubiegły rok został zaliczony przez ekspertów do „ekstremalnie ciepłych”. Średnia temperatura powietrza w 2020 roku w…

Dwie fale ciepła – w styczniu i lutym – przyczyniły się do tego, że ubiegły rok został zaliczony przez ekspertów do „ekstremalnie ciepłych”. Średnia temperatura powietrza w 2020 roku w Polsce wyniosła 9,9 st. C, to więcej o 1,6 st. C od średniej z lat 1981-2010 – wynika z opracowania IMGW-PIB „Klimat Polski 2020”. 

Najcieplejszym regionem Polski w roku 2020 była zachodnia część pasa nizin, gdzie średnia roczna temperatura wynosiła 10,6 st. C. Następnym niezwykle ciepłym regionem była zachodnia część pasa pojezierzy. Tam wartość średniej rocznej temperatury powietrza osiągnęła 10,4 st. C – wynika z opracowania „Klimat Polski 2020” Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego.

Najcieplejszym miesiącem ubiegłego roku był sierpień. Średnia wartość temperatury w tym miesiącu wynosiła 19,8 st. C i była wyższa o 2 st. C od średniej wieloletniej wartości temperatury dla tego miesiąca. Z kolei najchłodniejszym miesiącem był grudzień. Średnia miesięczna wartość temperatury osiągnęła 1,9 st. C i była o 2,2 st. C wyższa od normy klimatologicznej.

„Szczególnie ciepły był początek roku, temperatura w styczniu – zazwyczaj najzimniejszym miesiącu w roku – była wyższa od normy klimatologicznej o 3,7 st. C, a w lutym aż o 4,6 st. C” – czytamy w opracowaniu.

Z kolei szczególnie zimny w ubiegłym roku był maj. Średnia temperatura w tym miesiącu wynosiła bowiem 11 st. C i była niższa o 2,3 st. C od normy.

Zaznaczono przy tym, że maj w Polsce należy do najbardziej zmiennych pod względem termicznym miesięcy. Zdarza się, że temperatura w maju jest wysoka – tak jak w roku 2018, kiedy wynosiła 16,4 st. C i pozwalała na zakwalifikowanie tego miesiąca jako miesiąca letniego. Może być również niska, jak w roku 1980, kiedy to osiągnęła 9,3 st. C. Miesiącem zbliżonym do normy był natomiast lipiec, w którym anomalia w stosunku do normy wynosiła jedynie –0,1 st. C.

„Ze względu na to, że miesiące zimowe były ekstremalnie ciepłe, temperatura powietrza zimą, tj. w okresie grudzień 2019 – luty 2020, wynosiła 3,1 st. C i była aż o 3,9 st. C wyższa od normy klimatologicznej” – czytamy w opracowaniu. Była to najcieplejsza zima od połowy 20. wieku i od początku pomiarów instrumentalnych na ziemiach polskich.

Najwyższą temperaturę w całym ubiegłym roku zanotowano 8 sierpnia w Słubicach i było to 35,3 st. C. Z kolei najniższą temperaturę na poziomie 2 m zarejestrowano 25 marca w stacji w Zakopanem i było to –13 st. C.

„Rok 2020 był drugim najcieplejszym rokiem od początku regularnych pomiarów instrumentalnych na ziemiach polskich. Cieplejszy był jedynie rok 2019. Zima 2019/2020, tj. okres od grudnia 2019 do końca lutego 2020, była najcieplejszym sezonem zimowym w historii pomiarów temperatury” – napisano.

Według badań ekspertów temperatura powietrza w Polsce od 1951 roku wzrosła o nieco więcej niż 2 st. C. Przy czym w pasie pojezierzy oraz na obszarze nizin, Podkarpacia i Karpat temperatura powietrza w okresie ostatnich 70 lat wzrosła o 2,1 st. C.

Najwolniej temperatura powietrza wzrasta w Sudetach – 1,8 st. C, zaś od początku drugiej połowy 20. wieku temperatura zimy wzrosła o 2,5 st. C, a lata o 1,9 st. C.

W ubiegłym roku silne zróżnicowanie przestrzenne cechowało opady atmosferyczne, a ich sumy roczne zawierały się w przedziale od 80 do 140 proc. normy wieloletniej.

„W ciepłej porze roku wystąpiły liczne przypadki gwałtownych i niezwykle wydajnych opadów, powodujące lokalne wezbrania i podtopienia. Podobne gwałtowne opady wystąpiły w październiku. Średnia obszarowa suma opadów w Polsce w 2020 roku wynosiła 645,4 mm i była o 6 proc. wyższa od normy klimatologicznej” – napisano w opracowaniu.

Silny deficyt opadów zanotowano w Polsce północno-zachodniej oraz w pasie Wybrzeża i Pobrzeży Południowobałtyckich. „Zmienność śródroczną cechowały kilkudziesięciodniowe okresy bezopadowe, zwiastujące wystąpienie suszy atmosferycznej i inicjujące zjawisko suszy glebowej” – zauważają autorzy opracowania. Znaczny deficyt opadów zanotowano również na tzw. izolowanych obszarach wewnątrz kraju.

Liczba godzin, w których świeciło słońce, mieściła się w przedziale od 1585 godzin w Mławie do 2202 godzin w Jeleniej Górze. Była wyższa od normy wieloletniej o wartości wynoszące od 100 do prawie 600 godzin.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy od ponad 100 lat na bieżąco monitoruje klimat Polski, prowadząc obserwacje i pomiary wszystkich istotnych zmiennych klimatycznych. Instytut informuje m.in. organy administracji publicznej o stanie systemu klimatycznego oraz o zagrożeniach wynikających ze zmienności i zmiany klimatu.(PAP)

autor: Marcin Chomiuk

Możliwość komentowania Raport IMGW: ubiegły rok należy zaliczyć do ekstremalnie ciepłych została wyłączona

Na 548. urodziny Kopernika odtworzono napój według jego receptury

Napój z dodatkiem przypraw i miodu według receptury Mikołaja Kopernika odtworzono na 548. urodziny astronoma. Kopernik był nie tylko genialnym astronomem, ale i lekarzem, którego sława sięgała daleko poza granice…

Napój z dodatkiem przypraw i miodu według receptury Mikołaja Kopernika odtworzono na 548. urodziny astronoma. Kopernik był nie tylko genialnym astronomem, ale i lekarzem, którego sława sięgała daleko poza granice Warmii – przekonują władze powiatu olsztyńskiego.

W piątek w starostwie powiatowym w Olsztynie odbyła się konferencja z okazji 548. urodzin najbardziej znanego mieszkańca Warmii.

„Dla nas Mikołaj Kopernik jest przede wszystkim genialnym astronomem, który za sprawą swojego dzieła +O obrotach sfer niebieskich+ opisującego heliocentryczny model świata+, stworzył podwaliny pod rozwój nowożytnej cywilizacji” – powiedział rzecznik starostwa Wojciech Szalkiewicz.

Dla współczesnych sobie Kopernik był przede wszystkim lekarzem, którego sława sięgała daleko poza granice Warmii, gdzie przez czterdzieści lat mieszkał, pracował, obserwował niebo i leczył. „Zawsze i chętnie niósł pomoc chorym i cierpiącym, tak najznamienitszym jak i najbiedniejszym. Doktor Nicolai nie dokonał wprawdzie żadnego przełomu w medycynie, ale pozostało po nim kilka podręczników lekarskich z jego biblioteczki, sporo notatek medycznych oraz kilka oryginalnych recept” – wyjaśnił Wojciech Szalkiewicz.

W jednej z nich zalecał, by wziąć wina sublimowanego dwie kwarty, ususzonych jagód figi 4 drachmy, cynamonu, goździków i szafranu po 5 drachm. Zmieszajcie i przecedźcie do czystego naczynia – pisał Kopernik. Dalej zalecał, by używać napoju „wygodnie i niewstrzemięźliwie” oraz wskazywał, że „jeżeli Bóg zechce, to napój pomoże!”.

Na 548. urodziny Mikołaja Kopernika odtworzono napój z receptur sprzed stuleci. „Znając uznanie, jakim cieszył się doktor Mikołaj, z pełnym zaufaniem można sięgnąć po ten napój i skosztować warmińskiego panaceum sprzed stuleci”- powiedział Szalkiewicz.

Powiat olsztyński promuje Mikołaja Kopernika jako najwybitniejszego mieszkańca Warmii. Urodzony w Toruniu astronom, 40 lat swego życia spędził na Warmii: w Olsztynie, gdzie był administratorem dóbr kapitulnych i gdzie musiał zmierzyć się z przygotowaniem do obrony Olsztyna przed Krzyżakami oraz we Fromborku, gdzie pełnił funkcję kanonika Warmińskiej Kapituły Katedralnej i gdzie znajduje się jego grób.

Zarówno szlak świętej Warmii jak i szlak Kopernikowski to miejsca związane z pobytem tego wybitnego astronoma w tej części Polski oraz z innymi znakomitymi postaciami regionu takimi jak: Jan Dantyszek, Stanisław Hozjusz, Marcin Kromer i Ignacy Krasicki. (PAP)

autor: Agnieszka Libudzka

Możliwość komentowania Na 548. urodziny Kopernika odtworzono napój według jego receptury została wyłączona

Eksperci: helikopter z Perseverance może dać kolejny przełom w badaniach Marsa

Dzięki misji łazika Perseverance po raz pierwszy w eksploracji Kosmosu wykorzystany zostanie helikopter. Zdaniem ekspertów może przyczynić się on do rewolucji w eksploracji Marsa, umożliwiając poznawanie znacznie większych obszarów Czerwonej…

Dzięki misji łazika Perseverance po raz pierwszy w eksploracji Kosmosu wykorzystany zostanie helikopter. Zdaniem ekspertów może przyczynić się on do rewolucji w eksploracji Marsa, umożliwiając poznawanie znacznie większych obszarów Czerwonej Planety niż do tej pory.

W czwartek wieczorem amerykański łazik Perseverance wylądował na Marsie. Naukowcy z NASA stawiają kilka celów naukowych dla misji Perseverance. Poszukiwać on będzie śladów organicznego życia, wykonywać będzie pomiary składu chemicznego i mineralnego powierzchni, a także temperatury, prędkości i kierunku wiatru, ciśnienia, wilgotności względnej i właściwości unoszącego się w atmosferze pyłu.

Ma też kilka innych do przeprowadzenia testów, czasem zaskakujących. Na jego pokładzie znalazł się np. helikopter-dron Ingenuity. Waży niecałe dwa kilogramy i zasilany jest panelami słonecznymi. Zdaniem prezesa Europejskiej Fundacji Kosmicznej Łukasza Wilczyńskiego może być on „hitem” tej misji. „Nigdy w historii eksploracji Kosmosu nie było pojazdu latającego” – mówił podczas towarzyszącej lądowaniu łazika internetowej transmisji. „Jego głównym zadaniem jest po prostu polecieć” – dodał.

„Ma wypaść z ‚brzucha” (łazika – PAP), ponieważ jest w zasobniku pod spodem. Ma się poprawnie rozłożyć, bo jest złożony w kostkę, naładować swoje akumulatory i wykonać kilka krótkich testów. Mają to być testy 90 sekundowe. To krótko, ale pierwszy lot braci Wright trwał 12 sekund” – tak zadania helikoptera opisała Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka z Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Zaznaczyła, że choć takie rozwiązanie może wydawać się całkowitą nowością, to już w latach 90. XX były wyliczenia jak latać w marsjańskim powietrzu. Istniały też już matematyczne wzory, ale kłopot stanowiły materiały, z których można byłoby taki pojazd wykonać.

Helikopter – oceniał Wilczyński – może okazać się rewolucją w eksploracji Marsa. Mars jest olbrzymią planetą, ale łaziki, które się po nim poruszają przejechały dotąd bardzo niewielkie odległości. „Gdy jako ludzkość dostaniemy do ręki funkcjonujący helikopter, to następne misje z wykorzystaniem tego typu urządzeń będą absolutną rewolucją. Będziemy mogli eksplorować o wiele więcej powierzchni Marsa. Zdjęcia satelitarne nie wszystko mogą nam pokazać, czasami trzeba mieć ujęcia bliższe. Ta misja może być więc rewolucyjna” – mówił Wilczyński.

Innym ciekawym eksperymentem łazika jest – zdaniem ekspertów – sprawdzenie możliwości wykorzystania lokalnych materiałów, które mogłyby się przydać do budowy ewentualnych kolonii na Marsie. „Plany są takie, by przyszłe kolonie marsjańskie mogły powstawać z tych minerałów, które są tam na miejscu, choćby po to, by tego wszystkiego nie wysyłać. Na Ziemi już są laboratoria, które symulują regolit księżycowy, jeśli poznamy bliżej strukturę Marsa to będziemy mogli ten regolit symulować lepiej” – mówił Wilczyński.

Łazik przetransportował też ze sobą materiały, z których być może będą wykonywane skafandry kosmiczne. Sprawdzi jak zachowają się one w marsjańskich warunkach. Ma też spróbować wygenerować tlen – wszystko z myślą o przyszłych koloniach na Czerwonej Planecie. „Jeśli powstanie jakaś kolonia, to ludzie nie przeżyją w niej bez tlenu. Konieczność wytworzenia go na różne sposoby (…) jest niezbędna i jeśli nie przeskoczymy tej trudności, to nie ma o czym rozmawiać” – podsumowała Zambrzycka-Kościelnicka.

Transmisję z lądowania przygotowały Europejska Fundacja Kosmiczna, Astrofaza, Focus, Centrum Badań Kosmicznych PAN i European Rover Challenge. (PAP)

Możliwość komentowania Eksperci: helikopter z Perseverance może dać kolejny przełom w badaniach Marsa została wyłączona

Firmy z Polski i USA podpisały list intencyjny dot. wydobycia helu-3 na Księżycu

Krakowski start-up Solar System Resources Corporation podpisał z amerykańską firmą US Nuclear Corp. list intencyjny odnośnie dostaw z Księżyca cennego izotopu – helu-3. Małopolskie przedsiębiorstwo zamierza w projekcie współpracować z…

Krakowski start-up Solar System Resources Corporation podpisał z amerykańską firmą US Nuclear Corp. list intencyjny odnośnie dostaw z Księżyca cennego izotopu – helu-3. Małopolskie przedsiębiorstwo zamierza w projekcie współpracować z innymi podmiotami, w tym z polskimi ośrodkami naukowymi.

Dwie firmy – Solar System Resources Corporation Sp. z o. o. z Krakowa i amerykańska US Nuclear Corp. – podpisały w lutym list intencyjny na bezzałogową ekspedycję górniczą na Księżyc, której celem jest wydobycie niezwykle rzadkiego i cennego izotopu – helu-3. List sygnowano w Canoga Park (Kalifornia) oraz w Krakowie.

Jak podaje krakowski start-up, to pierwsze na świecie transatlantyckie porozumienie tego typu. „Podpisane porozumienie jest historyczne. Wierzymy, że przyczyni się ono w niedalekiej przyszłości do zaspokojenia rosnących potrzeb energetycznych świata i przyspieszy rozwój światowej branży kosmicznej – zwłaszcza w obszarze górnictwa kosmicznego. Wierzymy również, że przyczyni się ono do wzrostu innowacyjności w Polsce, zachęci ludzi do zakładania i inwestowania w startupy kosmiczne, a młodych ludzi zachęci do wyboru studiów technicznych. Chcielibyśmy prosić rząd o wsparcie dla obiecującej branży kosmicznej, przyspieszenie prac nad podpisaniem porozumienia o współpracy z NASA, przystąpienia Polski do programu ARTEMIS oraz jeszcze ważniejszego ARTEMIS ACCORDS o co będziemy wytrwale zabiegać” – mówi Polskiej Agencji Prasowej dr inż. Adam Jan Zwierzyński, dyrektor i współzałożyciel przedsiębiorstwa.

W podpisanym Letter of Intent firma Solar System Resource Corporation Sp. z o. o. wyraża wolę dostarczenia 500 kg izotopu helu-3 do roku 2028-32. Natomiast US Nuclear Corp. wyraża wolę odbioru tej dostawy. Firmy nie ujawniają uzgodnionej ceny, ale jak podaje polska strona, obecna cena rynkowa helu-3 wynosi 16.6 miliardów dolarów za tonę.

Powodów tak wysokiej ceny jest kilka. Jeżeli uda się opanować fuzję termojądrową, w przyszłości izotop ten mógłby być paliwem do reaktorów, które będą produkowały czystą energię, bez wytwarzania radioaktywnych odpadów czy gazów cieplarnianych. Eksperci z polskiej firmy szacują, że 200 ton helu-3 wystarczyłoby, aby pokryć globalne roczne zapotrzebowanie energetyczne całej ludzkości. To nie wszystko. Hel-3 wykorzystuje się też w badaniach naukowych, kriogenice, komputerach kwantowych, urządzeniach do badań MRI, a także w detektorach materiałów radioaktywnych stosowanych na lotniskach i przejściach granicznych.

„Zyski mogą być gigantyczne, ponieważ substancje, które mają być wydobywane, są niezwykle rzadkie na Ziemi, jeśli chodzi o ich użycie w generowaniu energii fuzyjnej, skanowaniu medycznym, wytwarzaniu elektroniki, samochodów, czy telefonów komórkowych. Nie ma gwarancji, że pierwsze misje przyniosą zysk. Jednak kolejne mogłyby być zyskowne w skali miliardów czy nawet bilionów dolarów i złotych” – przekazał Polskiej Agencji Prasowej Bob Goldstein CEO US Nuclear Corp.

Jak wyjaśniają eksperci Solar System Resources Corporation, zasoby helu-3, jakimi dysponuje ludzkość, to produkt uboczny konserwacji broni jądrowej, która teoretycznie może dostarczyć około 300 kg tego izotopu i dzięki niej można produkować około 15 kg helu-3 rocznie. Jednak hel-3 występuje w relatywnie dużych ilościach na Księżycu, gdzie jest go 100 milionów razy więcej niż w złożach na Ziemi – wyjaśniają specjaliści krakowskiej firmy. Co więcej, księżycowy Hel-3 się odnawia, ponieważ jego źródłem jest wiejący nieustannie wiatr słoneczny.

Zapytany o wykonalność przedstawianych planów prezes US Nuclear Corp powiedział: „Z pewnością możliwa jest podróż na Księżyc. Moim zdaniem jasne jest, iż misja na Księżyc z wydobyciem na nich materiałów może zakończyć się sukcesem” – twierdzi Goldstein, poproszony przez PAP o komentarz.

Firmy wydały wspólne oświadczenie prasowe będące w treści preambułą w podpisanym liście: „W związku z dramatycznym kryzysem klimatycznym i pandemicznym i pilną potrzebą znalezienia nowych alternatywnych źródeł ekologicznej, czystej, bezpiecznej i stabilnej energii, akceptowalnych przez międzynarodowe środowisko ekologiczne, które zaspokoją potrzeby dynamicznie rozwijającej się światowej populacji i ekonomii XXI wieku, które nie będą zaburzać ekosystemów w związku z eksploatacją surowców energetycznych, mając również na uwadze brak możliwości pełnego zaspokojenia tych potrzeb w przyszłości przez klasyczne odnawialne źródła zielonej energii – potrzebę ich dywersyfikacji, Solar System Resources Corporation Sp. z o. o., która jest innowacyjnym przedsiębiorstwem w sektorze górnictwa kosmicznego oraz US Nuclear Corp., który jest innowacyjnym przedsiębiorstwem w sektorze energii termojądrowej i sektorze urządzeń jądrowych, zdecydowały się ustanowić współpracę w obszarze wspólnego rozwoju i wspierania energetyki termojądrowej celem efektywnego poszukiwania i rozwiązania nierozwiązanego problemu taniej i czystej energii”.

US Nuclear Corp. to amerykańska korporacja nuklearna stanowiąca spin-off Projektu Manhattan. Firma uczestniczy w zaawansowanych projektach rządu i armii USA, zaangażowała się także w prace nad wykorzystaniem fuzji jądrowej do produkcji energii i innych zastosowań oraz do produkcji rzadkich izotopów stosowanych w medycynie.

Z kolei Solar System Resources Corporation Sp. z o. o. to spin-off wywodzący się z Wydziału Wiertnictwa, Nafty i Gazu AGH, specjalizujący się górnictwie kosmicznym. Firma deklaruje, iż ma ambicje stać się globalną amerykańsko-polską firmą prowadzącą rozpoznanie i weryfikację in-situ złóż surowców kosmicznych, a następnie ich eksploatację. Start-up aktywnie lobbuje też za silniejszą współpracą Polski z USA, NASA, przystąpieniem Polski do programu Artemis i jeszcze ważniejszego Artemis Accords, a także za mocniejszym zaangażowaniem Unii Europejskiej w eksploatację surowców kosmicznych we współpracy z USA. Obecnie współdziała już z inną polską firmą SatRevolution S.A., a także Instytutem Fizyki Jądrowej i Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie.

W prace nad lokalizacją i pozyskiwaniem Helu-3 na Księżycu Polacy chcą zaangażować obecnych oraz potencjalnie kolejnych partnerów.

„Solar System Resources skontaktowało się z US Nuclear po przeczytaniu naszych notatek prasowych na temat wydobycia na Księżycu, asteroidach i potencjalnych korzyściach z napędzanych fuzją statkach kosmicznych. Solar System Resources Corporation może być jedyną firmą zorganizowaną całkowicie w celach wydobycia materiałów z Księżyca i asteroid” – mówi Bob Goldstein. (PAP)

Marek Matacz

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Firmy z Polski i USA podpisały list intencyjny dot. wydobycia helu-3 na Księżycu została wyłączona

Wykłady i koncert przed Dniem Chorób Rzadkich

W ostatni dzień lutego obchodzony jest Dzień Chorób Rzadkich. Z tej okazji 26 lutego IBB PAN organizuje darmowe sympozjum online, podczas którego eksperci opowiedzą o dostępnych terapiach i poszukiwaniu nowych….

W ostatni dzień lutego obchodzony jest Dzień Chorób Rzadkich. Z tej okazji 26 lutego IBB PAN organizuje darmowe sympozjum online, podczas którego eksperci opowiedzą o dostępnych terapiach i poszukiwaniu nowych. 27 lutego z kolei studenci i badacze z Poznania szykują spotkanie online, a Muzeum Emigracji w Gdyni transmitować będzie koncert jazzowy. 

Międzynarodowy Dzień Chorób Rzadkich (Rare Disease Day) obchodzony jest co roku ostatniego dnia lutego (w lata przestępne wypada więc 29 lutego, a w pozostałe – 28 lutego). Na oficjalnej stronie obchodów poinformowano, że choroba rzadka to taka choroba, która występuje u 1 na 2 tys. mieszkańców. Zidentyfikowano już ponad 6 tys. takich chorób. Szacuje się, że z chorobą rzadką żyje na świecie 300 mln osób (między 3,5 a 5,9 proc. populacji). 72 proc. tych chorób to choroby genetyczne.

Z okazji Dnia Chorób Rzadkich na całym świecie organizowane są wydarzenia. Odbywają się one – głównie w formule online – również w Polsce.

I tak Instytut Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie 26 lutego (piątek) organizuje sympozjum. Wydarzenie „Dzień Chorób Rzadkich: Terapie Dostępne i Poszukiwanie Nowych” odbędzie się on-line. Wziąć może w nim za darmo każdy zainteresowany – m.in. pacjenci z chorobą rzadką, ich rodziny, lekarze, opiekunowie, naukowcy, politycy. Podczas pięciu wykładów mowa będzie m.in. o tym, jakie są możliwości terapii chorób rzadkich komórkami macierzystymi, jak w badaniu i leczeniu tych chorób przydaje się model drożdżowy, jak zmienić się może diagnostyka tych chorób. Mowa też będzie o terapiach w dystrofii mięśniowej Duchenne’a oraz o roli organizacji zrzeszających pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni w pracach nad nowymi lekami. Podczas spotkania zaprezentowane będą prace fotograficzne Beaty Muchowskiej z cyklu „Nauczyciele Miłości”. Wspierana będzie też zbiórka funduszy na Fundację SMA.

Z kolei 27 lutego w ramach II poznańskiego Dnia Chorób Rzadkich zorganizowane będzie online „Spotkanie z niespotykanymi”. Organizatorem jest Studenckie Koło Naukowe Genetyki Medycznej UM w Poznaniu, wspólnie ze Studenckim Towarzystwem Naukowym UMP oraz tamtejszymi Katedrą i Zakładem Genetyki Medycznej. „Nasze spotkanie – tak jak w zeszłym roku – będzie składać się ze studenckiej sesji case report oraz wystąpień osób chorych na choroby rzadkie i przedstawicieli stowarzyszeń pacjenckich” – piszą organizatorzy. Konferencja będzie transmitowana na YouTube.

W ramach tegorocznej edycji Dnia Chorób rzadkich przewidziany jest też 27 lutego koncert online Jazz4Rare 2021. W wydarzeniu transmitowanym za pośrednictwem Muzeum Emigracji w Gdyni, wystąpią Joanna Knitter Blues & Folk Connection w projekcie Aretha.

PAP – Nauka w Polsce

 

Możliwość komentowania Wykłady i koncert przed Dniem Chorób Rzadkich została wyłączona

Warmińsko-mazurskie/ Ponad 700 nietoperzy zimuje w Puszczy Rominckiej

Rekordową liczbę 708 hibernujących nietoperzy stwierdzono tej zimy w Parku Krajobrazowym Puszczy Rominckiej (woj. warmińsko-mazurskie). Na potrzeby nietoperzy na tym terenie przystosowano kilkadziesiąt ziemianek i poniemieckie schrony z czasów II…

Rekordową liczbę 708 hibernujących nietoperzy stwierdzono tej zimy w Parku Krajobrazowym Puszczy Rominckiej (woj. warmińsko-mazurskie). Na potrzeby nietoperzy na tym terenie przystosowano kilkadziesiąt ziemianek i poniemieckie schrony z czasów II wojny. 

Jak wynika z inwentaryzacji przeprowadzonej przez pracowników Parku Krajobrazowego, wśród 708 hibernujących osobników najwięcej jest mopków zachodnich i mroczków pozłocistych. Stwierdzono też obecność gacków brunatnych, nocków rudych i nocków Natterera oraz pojedyncze nocki Brandta.

Liczebność zimujących tam nietoperzy od lat systematycznie rośnie, a ten rok jest pod tym względem rekordowy. Jeszcze w 2005 r. zinwentaryzowano jedynie 45 osobników, trzy lata później było ich 132, a w 2020 r. zimowały już 633 sztuki.

Park Krajobrazowy od prawie 20 lat zajmuje się czynną ochroną tych ssaków. W tym czasie wyremontowano i dostosowano do potrzeb zimujących nietoperzy prawie 40 piwnic i schrony w dawnej kwaterze głównej dowódcy Luftwaffe Hermanna Goeringa w lesie Kumiecie.

Zimą – gdy brakuje owadów, stanowiących ich pożywienie – nietoperze chronią się w kryjówkach i zapadają w stan hibernacji. Na zimowiska wybierają zwykle różnego rodzaju podziemia. Musi tam panować wysoka wilgotność oraz stabilna, niska temperatura, która nie spada jednak poniżej zera stopni Celsjusza.

Na Warmii i Mazurach duże zimowiska nietoperzy znajdują się również w jednym z podziemnych kanałów burzowych w Olsztynie, a także w kompleksach bunkrów z czasów II wojny światowej – dawnej kwaterze Adolfa Hitlera „Wilczy Szaniec” koło Gierłoży oraz w Kwaterze Głównej Wehrmachtu w Mamerkach nad Kanałem Mazurskim.

Nietoperze są objęte w Polsce całoroczną, ścisłą ochroną gatunkową. Prawo zakazuje ich płoszenia, przetrzymywania, zabijania oraz niszczenia siedlisk i kryjówek. (PAP)

autor: Marcin Boguszewski

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Warmińsko-mazurskie/ Ponad 700 nietoperzy zimuje w Puszczy Rominckiej została wyłączona

Naukowcy sprawdzili, co motywuje ozdrowieńców do oddawania osocza

Naukowcy sprawdzili, co najskuteczniej motywuje ludzi, którzy wyzdrowieli z Covid-19, do oddawania osocza do celów terapeutycznych i naukowych. To altruizm wynikający z przejścia trudnej sytuacji życiowej. Australijsko-brytyjski zespół kierowany przez…

Naukowcy sprawdzili, co najskuteczniej motywuje ludzi, którzy wyzdrowieli z Covid-19, do oddawania osocza do celów terapeutycznych i naukowych. To altruizm wynikający z przejścia trudnej sytuacji życiowej.

Australijsko-brytyjski zespół kierowany przez prof. Eamonna Fergusona z University of Nottingham jako pierwszy na świecie zbadał motywacje i bariery wpływające na oddawanie osocza dla chorych na Covid-19 przez tzw. ozdrowieńców. Opublikowane w „Transfusion Medicine” wyniki pokazały, że większość ludzi zdecydowała się na ten krok, ponieważ chciała okazać wdzięczność za przeżycie.

Podawanie chorym osocza ozdrowieńców jest jedną z testowanych metod terapii Covid-19. Zdaniem lekarzy może zapewniać „bierną” odporność, ponieważ przeciwciała przeciwko koronawirusowi są przenoszone z ozdrowiałego na obecnego pacjenta.

„Stosowanie osocza w terapii chorych na Covid-19 zależy jednak od hojności i altruizmu osób, które niedawno wyzdrowiały – mówi prof. Ferguson. – Aby zwiększyć liczbę rekonwalescentów, którzy zdecydują się oddać swoje osocze, podobnie jak to jest z dawcami krwi – musimy zrozumieć, co ich motywuje, a co powstrzymuje przed podjęciem takiego kroku”.

W badaniu wzięło udział 419 mieszkańców Wielkiej Brytanii, którzy przechorowali Covid-19 i zostali sklasyfikowani jako osoby uprawnione do oddania osocza. Zapytano ich o to, czy są świadomi terapeutycznych właściwości osocza oraz o to, co skłoniłoby ich do zostania dawcą, a co by ich przed tym powstrzymało.

Na podstawie zebranych ankiet naukowcy zidentyfikowali sześć głównych motywacji: altruizm wynikający z przeciwności losu, tzw. wzrost potraumatyczny (pozytywna zmiana w obliczu doświadczanej traumy), poczucie moralnego lub/i obywatelskiego obowiązku udzielenia pomocy w badaniach naukowych, patriotyzm, altruizm niechętny (chęć pomagania dyktowana tym, że nikt inny nie może lub nie chce pomóc) oraz altruizm pokazowy (wynikający z chęci pochwalenia się innym).

Zdecydowanie najczęstszym wymienianym przez uczestników badania powodem był czysty altruizm związany z przeciwnościami losu: ozdrowieńcy wdzięczni za to, że przeżyli, mieli potrzebę „odpłacenia” za to, że im się poszczęściło. Na drugim miejscu uplasowało się poczucie moralnego i obywatelskiego obowiązku, aby poprzez wspieranie badań naukowych pomóc rodzinie i przyjaciołom.

Naukowcy przyjrzeli się również barierom utrudniającym ozdrowieńcom podjęcie decyzji o oddaniu osocza. Badani wymieniali tu m.in.: problemy logistyczne, brak zaufania do instytucji medycznych, strach przed ponowną infekcją oraz obawę, że inni dowiedzą się o zakażeniu COVID-19. Najczęściej wymienianą barierą był zaś strach przed igłami.

„Wyniki te pokazują, że w naturze człowieka leży życzliwość, hojność i duch współpracy – podsumowuje prof. Ferguson. – Nawet w niesprzyjających warunkach globalnej pandemii ludzie są gotowi pomagać nieznajomym i potrzebującym. To bardzo dobra wiadomość na temat kondycji moralnej człowieka”.

Jego zdaniem uzyskane wyniki można wykorzystać do opracowania skuteczniejszych kampanii społecznych zachęcających rekonwalescentów do oddawania osocza. Mogłyby się one skupiać na podkreślaniu znaczenia wdzięczności, ideach wzajemności i imperatywach moralnych.

„Uważamy, że odkrycia te mogą pomóc w walce z COVID-19, dostarczając cennych informacji na temat sposobów wspierania rekrutacji dawców osocza, które jest bardzo potrzebne do kontynuowania badań naukowych i leczenia pacjentów” – mówi autor publikacji.

Link do artykułu źródłowego: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/tme.12753 (PAP)

Katarzyna Czechowicz

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Naukowcy sprawdzili, co motywuje ozdrowieńców do oddawania osocza została wyłączona

Eksperci: dzieci z poważną wadą wrodzą serca wymagają opieki przez całe życie

Wady wrodzone serca u dzieci rozpoznawane są już na etapie prenatalnym, ale po operacji wymagają one stałej opieki, przez całe życie – przypominają eksperci z okazji przypadającego 14 lutego Światowego…

Wady wrodzone serca u dzieci rozpoznawane są już na etapie prenatalnym, ale po operacji wymagają one stałej opieki, przez całe życie – przypominają eksperci z okazji przypadającego 14 lutego Światowego Dnia Świadomości Wad Wrodzonych Serca. 

W Polsce każdego roku diagnozowanych jest ok. 3 tys. dzieci z różnymi rodzajami wad serca. Codziennie w Polsce rodzi się 10 dzieci z wadą serca. Na świecie z taką wadą rodzi się 9 na 1000 noworodków. Jedna trzecia z nich wymaga operacji już w pierwszych dniach życia.

Konsultant Krajowy w dziedzinie kardiologii dziecięcej dr n. med. Maria Miszczak-Knecht wyjaśnia, że wrodzona wada serca powodowana jest nieprawidłową budową mięśnia sercowego. „Może ona polegać na obecności nieprawidłowych połączeń pomiędzy jamami serca lub uchodzącymi do nich dużymi naczyniami lub też na nieprawidłowościach w budowie i funkcjonowaniu zastawek serca” – dodaje.

Rozpoznanie najczęściej stawiane jest na etapie prenatalnym. Dla rodziców taka diagnoza jest szokiem. „Rodzice słysząc diagnozę: wrodzona wada serca, czują, że to dla nich koniec świata. Potrzebują pomocy i wsparcia. Nasza Fundacja udziela jej od 15 lat. Stawiamy przede wszystkim na rzetelną edukację. Bo wiedza to pierwszy krok do lepszego życia pacjenta z WWS i całej jego rodziny. Większość dzieci przechodzi we wczesnym okresie życia wiele skomplikowanych operacji ratujących życie. Potem czekają je lata leczenia i rehabilitacji. Ale to nie jest koniec świata” – przekonuje Katarzyna Parafianowicz, prezes Fundacji Serce Dziecka.

W początkowym etapie życia dziecka wrodzone wady serca mogą wiązać się z koniecznością przeprowadzenia nawet kilku operacji i częstymi hospitalizacjami. Dr n. med. Maria Miszczak-Knecht przyznaje, że jest to trudne dla małego pacjenta, jak i dla całej jego rodziny. Często konieczna jest operacja korygująca wadę, niezbędne jest też dalsze wieloletnie leczenie, również w okresie dorosłości.

„Na kolejnych etapach życia osoba z wadą wrodzą serca może wymagać reoperacji, powtarzanych interwencji kardiologicznych. Ponieważ jest to nowa grupa pacjentów, ich potrzeby są specyficzne. Bardzo ważna jest odpowiednia opieka nad nimi od momentu postawienia diagnozy aż do dorosłości” – podkreśla Konsultant Krajowy w dziedzinie kardiologii dziecięcej.

Dzieci i osoby dorosłe z wrodzonymi wadami serca częściej wykazują gorszą tolerancję wysiłku fizycznego, mają także problemy emocjonalne. „To wpływa na pogorszenie jakości życia. Wrodzone wady serca mogą wiązać się także ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia: arytmii, rozwoju niewydolności krążenia, nagłego zgonu sercowego, udaru i powikłań neurologicznych” – zaznacza dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.

Osoby w wadami wrodzonymi serca mogą być jednak aktywne fizyczne. Jedynie rodzaj aktywność fizycznej musi być do nich odpowiednio dobrany przez lekarza prowadzącego. Wiele dzieci wspaniale spełnia się w sporcie – przekonuje Katarzyna Parafianowicz – choć początkowo najmniejsza nawet aktywność wydawała się w ich przypadku niedopuszczalna. Uważa, że z wadą wrodzoną serca można żyć normalnie.

Do tego jednak potrzebna jest odpowiednia wiedza. Ma w tym pomóc ogólnopolska kampania edukacyjna „Tydzień wiedzy o wrodzonych wadach serca”. Rozpocznie się ona 14 lutego z okazji Światowego Dnia Świadomości Wad Wrodzonych Serca.

„Organizujemy warsztaty, konferencje, liczne webinaria edukacyjne dla naszych pacjentów i ich bliskich. Edukujemy, integrujemy i wspieramy naszych podopiecznych. Przekonujemy, że wrodzone wady serca nie muszą wykluczać, że zdrowie i samopoczucie pacjenta w dużej mierze zależy od tego, czy będzie on żył aktywnie w gronie rówieśników” – zaznacza.

Dzięki lepszej opiece coraz więcej dzieci z wrodzonymi wadami wkracza w wiek dorosły. „W Polsce w obszarze diagnostyki i terapii wad wrodzonych serca dysponujemy dziś opcjami terapeutycznymi i technologiami na poziomie światowym” – zapewnia dr Maria Miszczak-Knecht. Jednak ośrodki referencyjne są przeciążone coraz większa grupą pacjentów.

„Aby odciążyć największe placówki, ośrodki regionalne wymagają wsparcia, przede wszystkim w zakresie kształcenia kadr. To istotne zwłaszcza w przypadku najbardziej złożonych przypadków, których terapia i prowadzenie nie są łatwe, ponieważ wymagają specjalistycznej, interdyscyplinarnej wiedzy i dużego doświadczenia” – wyjaśnia.

Przewlekła choroba dziecka to nie tylko sama operacja czy leki, ale także dodatkowe i to znaczne koszty dla rodziny. Są one związane z dojazdami do ośrodków i noclegami, z rehabilitacją, konsultacjami psychologicznymi – zwraca uwagę Katarzyna Parafianowicz. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Eksperci: dzieci z poważną wadą wrodzą serca wymagają opieki przez całe życie została wyłączona

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content