Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Aktualności

7 skutecznych rad, jak przetrwać upały?

Z upałami nie ma żartów. Żar lejący się z nieba, temperatura powietrza w cieniu powyżej 30 stopni Celsjusza to zagrożenie dla naszego organizmu. Jak się schładzać i jak przetrwać upały?…

Z upałami nie ma żartów. Żar lejący się z nieba, temperatura powietrza w cieniu powyżej 30 stopni Celsjusza to zagrożenie dla naszego organizmu. Jak się schładzać i jak przetrwać upały?

1. Nie wpuszczaj gorącego powietrza do mieszkania.

Podczas upałów najlepiej byłoby zostać w domu. Pod warunkiem, że zadbasz o odpowiednią temperaturę wewnątrz. Jak to zrobić? Nie polecałbym otwierania okien na oścież w ciągu dnia, gdy słońce świeci najmocniej.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

2. Pij gorące napoje i jedz pikantne potrawy 

Jaki jest dobry przepis na upały? Pamiętaj o tym, żeby się regularnie nawadniać. Niby oczywista sprawa, ale czy na pewno wiesz, jak robić to poprawnie? Co więc pić podczas upałów? Być może dla kogoś to będzie zaskoczenie, ale podczas upałów polecam raczej pić gorące napoje, jeść ostre potrawy. Brzmi bez sensu? Już tłumaczę o co chodzi.

Jak przetrwać upały?

Organizm chłodzi się przez pocenie. Po to, żeby system chłodzenia działał, potrzebujemy jednak wody. Okazuje się, że picie gorących napojów w czasie upału lepiej gasi pragnienie niż napoje zimne. Receptory umieszczone na języku wykrywają wyższą temperaturę i dają organizmowi sygnał do zwiększenia intensywności pocenia się. Dlatego właśnie mieszkańcy krajów afrykańskich w największe upały piją gorącą herbatę. Podobny efekt daje zresztą jedzenie pikantnych potraw.

3. W upalne dni noś długi rękaw!

A co ze strojem? Intuicja podpowiada, abyśmy odsłaniali jak największą powierzchnię gołego ciała. To jest jednak błąd. Gdy promienie słońca padają na gołą skórę, mogą ją rozgrzać do temperatury nawet 50 stopni Celsjusza! Jeżeli promienie padają na materiał, skóra nie jest ogrzewana do tak ekstremalnej temperatury.

Przeczytaj też: Woda – skuteczny sposób na upały. Dlaczego nas chłodzi?

Jeżeli materiał jest naturalny i przewiewny, pot z powierzchni skóry i tak wyparuje. Dlatego podczas upałów warto wkładać na siebie luźne ubrania, najlepiej lniane lub z cienkiej bawełny. Zauważ, że ludzie mieszkający na pustyni zakrywają całą powierzchnię swojego ciała. Zakrywaj się jasnymi materiałami, bo te odbijają promienie słoneczne. Czarne je pochłaniają, więc zrezygnuj z nich raczej.

4. Nie wycieraj potu ze swojego ciała

Bez sensu jest wycieranie potu – nie rób tego. Pocimy się po to, żeby pot odparował i obniżył temperaturę skóry. Jeżeli go wytrzemy, nie ma co odparować, a skóra będzie dalej rozgrzana.

5. Chroń oczy przed promieniowaniem UV

Zakładaj okulary słoneczne z filtrem, bo te chronią oczy przed promieniami UV i zbyt intensywnym światłem.

Jak chronić się przed słońcem?

6. Pamiętaj o nakryciu głowy

Na głowę wkładaj kapelusz albo inne nakrycie , które ochroni Cię przed przegrzaniem.

7. Zdrzemnij się

Drzemka dobra na wszystko – czyli na koniec propozycja dla tych, którzy lubią sobie pospać. W czasie największego upału pozwól sobie na drzemkę. Mięśnie, które odpoczywają, nie produkują ciepła, które nas dodatkowo ogrzewa.

Możliwość komentowania 7 skutecznych rad, jak przetrwać upały? została wyłączona

Jak skręcać piłką? Fizyka w piłce nożnej cz. II

Fizyka w piłce nożnej daje o sobie znać dopiero, gdy na boisku stanie się coś nieprzewidywalnego. Wtedy niewtajemniczony kibic zdaje sobie sprawę z tego… że czegoś tutaj nie rozumie. W…

Fizyka w piłce nożnej daje o sobie znać dopiero, gdy na boisku stanie się coś nieprzewidywalnego. Wtedy niewtajemniczony kibic zdaje sobie sprawę z tego… że czegoś tutaj nie rozumie.

W poprzednim wpisie na temat fizyki w piłce odpowiadałem na pytanie czy lepiej kopać piłkę mocno czy  słabo, by ta skutecznie trafiła do bramki. Dziś krótko opisuję, jak za pomocą podkręcenia piłki można zmylić przeciwnika i co z fizyka ma z tym wspólnego.

Przeczytaj artykuł Kopać mocno czy słabo? Fizyka w piłce nożnej cz. I

W czasie Mistrzostw Świata w 1998 roku, Brazylijczyk Roberto Carlos strzelając gola kopnął piłkę nadając jej odpowiednią rotację i prędkość, że ta najpierw ominęła mur piłkarzy z prawej strony, a później nagle skręciła w lewo i ku totalnemu zdziwieniu bramkarza wpadła do siatki.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Cuda na boisku – dobrze, że nie gramy w próżni!

Z triku Carlosa nic by nie wyszło, gdyby w nogę grano w próżni. Wtedy na piłkę w ruchu działałaby jedynie siła grawitacji, a ruch byłby całkowicie przewidywalny. Piłkarze jednak całe szczęście w próżni nie grają. Piłkarz kopiąc piłkę potrafi nadać jej spin, potrafi spowodować, że ta zaczyna wirować. A wtedy dzieją się (prawie) cuda.

Piłka wirując wokół własnej osi powoduje, że prędkość powietrza, które ją opływa nie jest jednakowa po każdej stronie. Ta różnica powoduje że po przeciwnych stronach piłki panuje różne ciśnienie (wynika to z prawa Bernouilliego).  A różnica ciśnień – z kolei – powoduje powstanie… siły Magnusa (Gustav Magnus, niemiecki fizyk, który w połowie XIX wieku zajmował się… balistyką).

Fizyka w piłce nożnej

Piłkę można „podkręcić” w zasadzie w każdym kierunku. A wszystko po to, by zmylić bramkarza, przecież on nie wie w którą stronę piłka wiruje. Odpowiednio podkręcona piłka, potrafi zmienić swoją trajektorię lotu aż o 4 metry !

Możliwość komentowania Jak skręcać piłką? Fizyka w piłce nożnej cz. II została wyłączona

Kopać mocno czy słabo? Fizyka w piłce nożnej cz. I

Czy dobrze, żeby piłka poruszała się szybko, czy lepiej gdyby leciała wolno? Intuicja podpowiada, że im szybciej tym lepiej. Ale intuicja często zawodzi. Temat dzisiejszego artykułu to fizyka w piłce…

Czy dobrze, żeby piłka poruszała się szybko, czy lepiej gdyby leciała wolno? Intuicja podpowiada, że im szybciej tym lepiej. Ale intuicja często zawodzi. Temat dzisiejszego artykułu to fizyka w piłce nożnej.

Jak działa fizyka piłki?

Problem jest skomplikowany i związany z rodzajami przepływu powietrza wokół poruszającej się piłki. Może on być laminarny, czyli taki, w którym powietrze przepływa wokół obiektu w sposób przewidywalny. Przepływ może być też turbulentny, czyli chaotyczny. Obydwa przypadki są zupełnie inne. 

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Gdy prędkość piłki nożnej (i nie tylko tej) jest duża, siła Magnusa (ta, która odpowiedzialna jest za „skręcanie” piłki wtedy, gdy ta jest podkręcona) ma niewiele do powiedzenia. Nawet bardzo mocno podkręcona piłka będzie poruszała się blisko linii prostej. Gdy jednak piłkę podkręcić i kopnąć słabo, wpływ siły Magnusa będzie bardzo duży, a sama piłka zacznie skręcać, w zależności od kierunku, w którym wiruje. I znowu utrudnienie dla bramkarza. Przecież on potrafi tylko zgrubnie ocenić, czy piłka porusza się szybko czy wolno. Nie ma żadnych szans na przeliczenia czy analizę. Liczy się intuicja – jak chcą jedni – czy doświadczenie – jak mówią inni. 

Nawet jednak jeśli piłka zostanie mocno kopnięta, bramkarz nie może być spokojny o tor jej lotu. Dlaczego? Na lecącą piłkę działa siła oporu powietrza, ta sama, z jaką mamy do czynienia jadąc na motorze, albo wystawiając rękę za okno jadącego samochodu. Im prędkość jest większa, tym siła oporu większa. Ta zależność jest kwadratowa, czyli jeżeli prędkość rośnie dwukrotnie, siła oporu zwiększa się czterokrotnie. Co to ma wspólnego z grą w piłkę nożną (ale także z grą w golfa, tenisa czy amerykański baseball)? Ano to, że piłka nawet bardzo mocno kopnięta, lecąc zwalnia, bo powietrze stawia jej opór. W efekcie, tak długo, jak się szybko porusza, jest „niewrażliwa” na zakrzywiającą jej tor siłę Magnusa. Jednak gdy jej prędkość spadnie, siła Magnusa zaczyna działać, a piłka zaczyna skręcać. Prędkość piłki nożnej

Ta prędkość graniczna zależy od wielu czynników, w tym… wilgotności powietrza czy jego ciśnienia. W europejskich warunkach wynosi około 20 km/h. Powyżej tej prędkości ruch powietrza wokół wirującej w powietrzu piłki jest turbulentny, a poniżej tej prędkości staje się laminarny. Doświadczony strzelec potrafi dobrać prędkość piłki oraz nadać jej taką rotację, że piłka osiągnie „prędkość przełomową” w konkretnym, a nie przypadkowym momencie. 

Fizyka piłki i 120 km/h Roberto Carlosa

Tak właśnie było w przykładzie Brazylijczyka Roberto Carlosa. Ok. 30 metrów od bramki kopnął piłkę z prędkością ponad 120 km/h i podkręcił ją do około 10 obrotów na sekundę. Piłka mknęła szybko, a więc po linii prostej. Ale powietrze stawiało opór. Po 10 metrach lotu piłka zwolniła tak, że turbulentny przepływ powietrza wokół niej zaczął zanikać i coraz bardziej przypominać laminarny. W efekcie do głosu zaczęła dochodzić siła Magnusa. Akurat w momencie, w którym mijała mur broniących bramki piłkarzy, piłka zaczęła skręcać. Wszystko trwało maksymalnie 2 sekundy. Bramkarz nie miał żadnych szans.

Fizyka piłki nożnej

I jeszcze jedno. To, jak piłka zachowuje się w powietrzu zależy nie tylko od piłki i siły kopiącego, ale także od otoczenia. W czasie Mundialu w RPA w 2010 roku zarówno piłkarze, jak i bramkarze mówili, że piłki latały szybciej. Prawda czy fałsz? Prawda, choć nie cała. Piłki rzeczywiście latają szybciej na dużych wysokościach. Niektóre mecze w RPA były rozgrywane powyżej 1500 metrów n.p.m. I tak np. boisko w Johannesburgu położone jest na wysokości około 1700 m n.p.m. Rozrzedzone powietrze stawia tam mniejszy opór. Czy różnice w prędkości i zasięgu są duże? Tak, mogą dochodzić nawet do 10 proc.

Możliwość komentowania Kopać mocno czy słabo? Fizyka w piłce nożnej cz. I została wyłączona

„Mój wymarzony kosmiczny dzień” – konkurs plastyczny dla dzieci

Lewitowanie kilka centymetrów nad ziemią za pomocą kosmicznych, odrzutowych butów, prywatny statek kosmiczny, który zawozi do marsjańskiej szkoły, pokój z widokiem na drogę mleczną, a po południu zabawa na karuzeli…

Lewitowanie kilka centymetrów nad ziemią za pomocą kosmicznych, odrzutowych butów, prywatny statek kosmiczny, który zawozi do marsjańskiej szkoły, pokój z widokiem na drogę mleczną, a po południu zabawa na karuzeli z saturnowego pierścienia. Brzmi nieprawdopodobnie? Dla dzieci granice wyobraźni nie istnieją, dlatego z okazji Dnia Dziecka Fundacja Nauka. To Lubię w ramach projektu Akademia Cyfrowego Rodzica przygotowała konkurs dla najmłodszych zatytułowany „Mój wymarzony kosmiczny dzień”.

ZOBACZ WYNIKI KONKURSU!

Chcielibyśmy, żeby Wasze pociechy pokazały nam, jak wyobrażają sobie życie w kosmosie, gdyby to było możliwie. Być może to będzie przedstawienie swojego marsjańskiego pokoju? A może jakiś super kosmiczny pojazd-wehikuł czasu lub planetarny łazik, z którym po szkole chłopcy grają w piłkę na marsjańskim boisku? Niech Wasze dzieciaki poniesie wyobraźnia!

Kto może wziąć udział w konkursie?

Konkurs skierowany jest do dzieci w wieku  do 10 roku życia.

Jak wziąć udział w konkursie?

  1. Aby wziąć udział w konkursie należy przygotować pracę plastyczną na zadany temat: „Mój wymarzony kosmiczny dzień”.
  2. Pracę plastyczną można przygotować w dowolnej technice (farby, kredki, kolaż, plastelina, modelina, techniki łączone etc.).
  3. Prace należy sfotografować i przesłać pliki na adres: konkurs@naukatolubie.pl.
  4. Każdy rodzic/opiekun dziecka, które bierze udział w konkursie może przesłać maksymalnie 1 pracę uczestnika wraz ze zgodą na opublikowanie pracy na stronie www i fanpage Nauka. To Lubię oraz danymi kontaktowymi (Załącznik nr 1 Regulaminu Konkursu)
  5. Prace ocenimy według następujących kryteriów:
    • zgodność z tematem,
    • pomysłowość i wykonanie, 
    • staranność, estetyczność, 
    • oryginalność.

Nagrody

W naszym konkursie nie ma przegranych! Wszyscy otrzymają kosmiczne dyplomy z autografem Tomka Rożka, a autorów 3 najciekawszych prac Fundacja Nauka. To Lubię nagrodzi zestawami książek, mapami nieba, komiksami o słynnych naukowcach i zestawami do domowych eksperymentów.

Terminy

Na zgłoszenia czekamy do 21 czerwca 2021 r., a wyniki konkursu zostaną ogłoszone 28.06.2021 r.

POBIERZ REGULAMIN KONKURSU

POBIERZ FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY

Zrzutka Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania „Mój wymarzony kosmiczny dzień” – konkurs plastyczny dla dzieci została wyłączona

Sieć 5G – czy jest się czego bać?

Wokół technologii 5G w ostatnich latach narosło mnóstwo mitów i zrobiło się niezłe zamieszanie. Czas, aby uporządkować wiedzę, dlatego w tym materiale opowiem, jak działa i czym jest sieć 5G…

Wokół technologii 5G w ostatnich latach narosło mnóstwo mitów i zrobiło się niezłe zamieszanie. Czas, aby uporządkować wiedzę, dlatego w tym materiale opowiem, jak działa i czym jest sieć 5G oraz czy powinniśmy się jej obawiać?

Niniejszy tekst włączam w niedawno powstały cykl pod nazwą „Nauka. Sprawdzam TO”, w którym rozprawiam się z naukowymi mitami.

Na początek krótka definicja. Co to jest 5G? Jest to sieć bardziej pojemna, czyli umożliwiająca przesyłanie większej ilości informacji. To standard telefonii, który sukcesywnie jest wprowadzany w wielu krajach świata. Bez niego nasze miasta nie będą SMART. Zgodnie z unijnymi regulacjami w każdym kraju członkowskim do końca 2020 roku musiało być przynajmniej jedno miasto w całości pokryte siecią komórkową nowej generacji, czyli siecią komórkową 5G.

Co daje 5G?

Nie tylko duże miasto może w godzinach szczytu totalnie się zakorkować. To samo dotyczy sieci telefonicznej. Łączność mobilna piątej generacji, czyli 5G, może przesyłać dane 1000-krotnie szybciej niż sieci, które działają dzisiaj. Bez nowego standardu bardzo trudno sobie wyobrazić powszechność takich urządzeń jak autonomiczne samochody, dostarczające nam produkty drony, Internet Rzeczy, elektronika ubieralna czy coraz powszechniej pojawiające się urządzenia robotyczne. W końcu chcemy, przynajmniej większość z nas chce, mieć możliwość oglądania telewizji w standardzie 4K na urządzeniach mobilnych czy streamingowania filmów wysokiej jakości i przesyłania zdjęć.Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Zgodnie z wyliczeniami na jednym kilometrze kwadratowym w sieci 5G będzie mogło pracować kilkaset tysięcy różnych urządzeń. Za trzy lata w sieci połączonych będzie prawie 30 miliardów różnych urządzeń elektronicznych. Szacuje się, że ponad 80 proc. całego ruchu w sieci będzie pochodziło z przesyłania, oglądania materiałów wideo, w tym materiałów 4K. Do roku 2025 polscy operatorzy będą musieli zwiększyć pojemność sieci siedmiokrotnie. I w ogóle nie chodzi o dzwonienie, tylko o przesyłanie danych. Świat idzie w kierunku powszechnej wymiany informacji o wszystkim przez każde urządzenie. Doskonałym tego przykładem są chociażby autonomiczne samochody.

Co z infrastrukturą technologii 5G?

Po to, by mógł zadziałać nowy standard sieci, najpierw trzeba wyznaczyć dla niego nowe częstotliwości. Najprościej mówiąc – fale, które będą ten zwiększony ruch przenosiły, nie mogą być tymi samymi falami, które dzisiaj są w telefonii już wykorzystywane. Widmo fal elektromagnetycznych jest szerokie, więc można by pomyśleć, że wybranie nowych częstotliwości nie powinno stanowić żadnego problemu. Ale niestety nie jest to takie proste. Do niedawna jedna z częstotliwości, konkretnie 700 MHz, na której ma działać 5G w Polsce, ale także w pozostałych państwach Europy w Afryce i na Bliskim Wschodzie, w Rosji była używana przez telewizję naziemną oraz wojsko. W tej sprawie udało już się z Rosjanami częściowo porozumieć.

Ogromnym wyzwaniem jest wybudowanie nowej infrastruktury. W gęsto zabudowanym terenie miejskim anteny systemu 5G dla wyższych częstotliwości, a wyższa częstotliwość to mniejszy zasięg fal, będą musiały być rozlokowane co kilkaset metrów. Dla najwyższych częstotliwości, 26 GHz, zasięg wynosi kilka metrów. Większe zagęszczenie anten nie będzie jednak oznaczało, że co kilkanaście metrów będą budowane maszty. Nadajniki i odbiorniki będą mogły być instalowane, na przykład w latarniach ulicznych. Pokrycie całego kraju będzie zapewniała sieci 5G częstotliwości 700 MHz, ale tam, gdzie jest szczególnie dużo ludzi, na przykład na stadionach czy w centrach handlowych, będzie dodatkowe pokrycie siecią wyższych częstotliwości.

Maszty 5G

I tutaj pojawia się kolejne wyzwanie. Gęściej budowane anteny oznaczają, że przekroczone zostaną polskie normy promieniowania elektromagnetycznego. Polskie normy są na tle europejskim wyjątkowo restrykcyjne. Niektóre kraje Europy dopuszczają nawet 100-krotnie wyższe natężenie promieniowania niż u nas. Nie zmienia to jednak faktu, że więcej anten, nowe częstotliwości i przekraczane normy wzbudzają lęk przed nową siecią. Czy jest się czego bać? Czy strach przed 5G jest uzasadniony?

Nie taki diabeł straszny… Czy sieć 5G jest niebezpieczna?

Kilka miesięcy temu zrobiłem materiał o tym, że nie każde promieniowanie powoduje nowotwory. Sieć 5G jest rozwinięciem technologii, a więc wcześniejszych sieci 2G, 3G, 4G, a nie jest nową technologią. To oznacza, że badania wpływu fal elektromagnetycznych z zakresu mikrofal, bo na nich działają telefony komórkowe, są prowadzone już od kilkudziesięciu lat. Regularnie pojawiają się też duże prace przeglądowe. Na stronach Światowej Organizacji Zdrowia znajdziecie podsumowanie tych badań i wnioski, że badania nie wykazały statystycznego związku między falami elektromagnetycznymi, wykorzystywanymi w telekomunikacji a zapadalnością na jakiejkolwiek choroby.

Czy to oznacza, że fale elektromagnetyczne są bezpieczne? Na tak zadane pytanie nie da się udzielić poprawnej odpowiedzi. Wiele zjawisk fizycznych, a już szczególnie tych związanych ze światem ożywionym, nie jest zerojedynkowych, a do ich zrozumienia wykorzystujemy statystykę. Czy szczepionki są bezpieczne czy nie? Statystycznie tak, co nie znaczy, że nie ma osób, które po szczepieniu nie miały odczynów poszczepiennych. Z 5G jest podobnie.

Fale elektromagnetyczne mają wpływ na nasz organizm. Przy bardzo dużych dawkach ten wpływ jest negatywny, ale nie ma dawki, która byłaby granicą, za którą możemy powiedzieć, że teraz już kompletnie nic nam nie grozi. Z tych badań statystycznych wynika, że korzystanie z sieci 5G będzie bezpieczne, bo mikrofale, na których ten system się opiera są badane od wielu, wielu lat, a częstotliwości, które 5G będzie wykorzystywało dzisiaj też są w eterze. Tyle tylko, że służą innym technologiom.

Co daje 5G

Czy to wszystko to zwyczajny spisek?

Nie tylko w przypadku 5G, ale także w wielu innych technologiach, pojawia się argument, że nie ma co wierzyć w badania naukowe i w to co mówią naukowcy, bo wszyscy oni chodzą na pasku biznesu i są po prostu skorumpowani. Wybaczcie, ale tego argumentu kompletnie nie kupuję. Nie wierzę w globalny spisek fizyków, fizyków medycznych, onkologów czy inżynierów. Podczas ostatniego Międzynarodowego Kongresu BIO M, na którym spotykają się najlepsi światowi eksperci zajmujący się bioelektromagnetyzmem, powtórzono, że nic nie wskazuje na to, by fale elektromagnetyczne wykorzystywane w telekomunikacji, były dla ludzi szkodliwe.

Warto przy okazji pamiętać, że przez to, że sieć 5G będzie wymagała większej liczby mniejszych anten, ich moc będzie mniejsza niż anten wykorzystywanych w sieci 3G czy 4G, które działają już dzisiaj. Warto też pamiętać, że generalnie moc anten i samych telefonów dzisiaj jest wielokrotnie mniejsza niż telefonów pierwszej czy drugiej generacji. Moce promieniowania wykorzystywane w technologii 5G będą dużo mniejsze i stąd ich wpływ na zdrowie powinien też być mniejszy.

Linki do badań, które wykorzystałem podczas tworzenia materiału:

https://academic.oup.com/jnci/article…

http://interphone.iarc.fr/interphone_…

https://www.gov.pl/web/5g/pole-elektr…

http://ptze.pl/elektrofakty

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2…

https://www.itu.int/dms_pubrec/itu-r/…

Możliwość komentowania Sieć 5G – czy jest się czego bać? została wyłączona

Sezon na kleszcze – jak się chronić przed kąsającymi pajęczakami? Kompleksowy poradnik

Mamy czerwiec, więc dla wielu z nas rozpoczyna się okres letnich podróży, biwaków i wypoczynku na łonie natury. Lato to także sezon na kleszcze, a ja w tym artykule opowiem…

Mamy czerwiec, więc dla wielu z nas rozpoczyna się okres letnich podróży, biwaków i wypoczynku na łonie natury. Lato to także sezon na kleszcze, a ja w tym artykule opowiem Ci co nieco o tych pajęczakach. Podpowiem też, jak unikać kleszczy i jak je usuwać, jeśli dojdzie już do ugryzienia. W tym artykule opowiem, jakie są objawy boreliozy i jak może być dla nas niebezpieczna.

Czy kiedyś było mniej kleszczy?

Jakoś nie pamiętam z dzieciństwa kleszczy, a przecież biegałem na bosaka w wysokich trawach. Chodziłem też na długie spacery w lesie i spałem oczywiście pod namiotem. Czy rzeczywiście dzisiaj kleszczy jest więcej niż było kiedyś? A może to po prostu złudzenie, któremu wszyscy ulegamy, gdy wspominamy czasy wczesnej młodości?Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Dane statystyczne jasno pokazują, że o żadnym złudzeniem nie ma mowy. W 2017 roku w Polsce zarejestrowano około 20 tysięcy przypadków zachorowań na boreliozę wywołaną przez ugryzienie kleszcza. Dziesięć lat wcześniej takich przypadków było nieco ponad 4 tysiące, a więc pięć razy mniej. Dziesięć lat! Skąd ten wzrost?Jak unikać kleszczy?

Wszystkiemu winne zmiany klimatu?

Wielu naukowców wskazuje na zmiany klimatyczne. Coraz mniej mroźne zimy coraz dłuższe lata z coraz mniejszą ilością opadów. Oczywiście samych ugryzień przez kleszcze jest wielokrotnie więcej niż zachorowań na boreliozę. Ocenia się, że krętki boreliozy ma od 15 do 20 proc. kleszczy. Ugryzienie takiego kleszcza nie oznacza automatycznie, że przekaże on chorobę. Choć zdania lekarzy są tutaj podzielone. Wielu twierdzi, że kleszcz musi być wbity w skórę co najmniej 12 godzin, żeby mógł zarazić.

Czy to już borelioza? Rumień, obrzęk – jak rozpoznać i co z tym zrobić?

Bakterie, które wywołują boreliozę znajdują się w ślinie pajęczaka, którą ten wpuszcza do środka rany. Śliny jest więcej, gdy wbity kleszcz jest podrażniany. Gdy więc zauważymy kleszcza, trzeba go sprawnym ruchem usunąć. Nie zawsze jednak się to udaje lub od ukąszenia minęło zbyt wiele czasu. Wtedy o tym, że do zakażenia doszło, świadczy bardzo charakterystycznie wyglądający, tak zwany rumień wędrujący. Pojawia się on od tygodnia do trzech tygodni po ukąszeniu. Ten rumień, o którym mówię to przebarwiona na czerwono i z czasem rozszerzająca się obrączka, która w środku jest blada. Charakterystyczny jest nie tylko wygląd tej zmiany, ale także fakt, że w przeciwieństwie do wielu innych ukąszeń czy np. alergii, ten rumień po ugryzieniu kleszcza nie swędzi ani nie piecze.

Borelioza rumień

W zasadzie pojawienie się rumienia to typowe objawy boreliozy i oznacza raczej pewne zainfekowane. Jedyne wyjście wtedy to szybka wizyta u lekarza i kuracja antybiotykami, która może trwać od 14 do nawet 30 dni. Jeżeli kuracja zostanie wdrożona szybko to jest w zasadzie w 100% skuteczna. Jeśli jednak zignorujesz pierwsze objawy, choroba może mieć katastrofalne skutki.

Czym w zasadzie jest borelioza? Skutki zakażenia bakteryjnego

Borelioza jest chorobą wieloukładową, czyli atakuje cały organizm, a skutki działania bakterii rozciągają się na wiele, wiele lat. Na początku chory gorączkuje jest osłabiony oraz boli go głowa. W zasadzie czuje się tak, jak gdybym miał grypę. Po kolejnych miesiącach dochodzi do zapalenia stawów, a czasami zapalenia mięśnia sercowego i opon mózgowo-rdzeniowych. Nawet po wielu latach może dochodzić do zapalenia skóry, przewlekłego zapalenia stawów i poważnych powikłań neurologicznych, takich jak np. zapalenie nerwów.

Bakterie uszkadzają układ nerwowy poprzez uszkodzenie samych neuronów, czyli komórek nerwowych. Bakterie wytwarzają toksyny, które w dłuższej perspektywie powodują zaburzenia pamięci, bezsenność, a nawet mogą powodować stany lękowe, podrażnienia nerwu twarzowego czy drętwienie kończyn języka.

Jak unikać kleszczy i jak atakują swoje ofiary?

Kleszcza najłatwiej złapać wysokiej trawie, krzakach i zaroślach. Kleszcz wyczuwa swoją ofiarę nawet z kilkudziesięciu metrów. Tak, wyczuwa, bo kleszcze nie widzą tylko wyczuwają ofiarę, reagując na podwyższoną temperaturę, zapach potu i wydychany dwutlenek węgla. Dla nas to gaz bezbarwny i bez zapachu. U kleszczy działa to jednak inaczej.

Jak uniknąć kleszczy?

Swoją drogą ciekawe, jak wyglądałby świat, otoczenie, odbierane, tak jak widzi je kleszcz. Czy raczej tak, jak wyczuwa je kleszcz. Kleszczy jest więc więcej tam, gdzie jest więcej dzikich zwierząt, dlatego że to na dzikich zwierzętach szczególnie chętnie kleszcze żerują. Prawdopodobieństwo spotkania kleszcza na ścieżkach, którymi w lesie poruszają się dzikie zwierzęta jest kilkukrotnie wyższe niż spotkanie go w wysokich trawach czy w zaroślach. Trochę to przeczy intuicji, bo idąc przez las i nie chcąc złapać kleszcza, lepiej przedzierać się przez krzaki zarośla i wysokie trawy niż korzystać ze ścieżek wydeptanych przez zwierzęta. Przynajmniej do takich wniosków doszli polscy naukowcy, którzy ten temat, ten problem bardzo szczegółowo badali.

Jak się chronić przed kleszczami?

Przebywając w lesie nie siadaj na zwalonych pniach, bo to miejsca, w których bytują tak zwane nimfy młodociane. To mniejsze od główki od szpilki formy kleszczy. Niezależnie od tego, czy chodzisz po lesie czy parku, postaw na długie spodnie bluzkę z długim rękawem. Wchodząc w las ubierz wyższe buty, a nie np. sandały. Nogawki spodni wsadź do środka skarpetek. Może mało estetycznie, ale na pewno bezpiecznie. Na głowę włóż kapelusz albo chociaż chustkę. Po przyjściu do domu z takiego spaceru weź prysznic i gąbką umyj całe ciało. Wierzchnie odzienie wytrzep na wolnym powietrzu a nie w domu. Gdy ubranie jest jasne, łatwiej widać na nim kleszcze, choć z punktu widzenia kleszcza nie ma znaczenia, czy chodzimy ubrani na jasno czy ciemno.

Mimo tych środków ostrożności, dobrze jest stosować preparaty odstraszające kleszcze, np. płyny w aerozolu i dodatkowo dobrze jest dokładnie sprawdzać całe ciało. Kleszcze bardzo często wgryzają się w te miejsca, w których temperatura skóry jest nieco wyższa, a naskórek cieńszy i wilgotny. Stąd szczególnie dokładnie warto sprawdzić pachy, pachwiny, skórę za uszami czy na granicy włosów, między palcami czy w zgięciach kolan i łokci.

Kleszcz nie wygryza się od razu. Potrzebuje do tego trochę czasu. Po ciele może wędrować nawet godzinę zanim znajdzie odpowiednie miejsce. Gdy na skórze znajdziesz kleszcza, który jeszcze nie zdążył się wbić, wystarczy go w zasadzie strzepnąć. Gdy jednak pajęczak już się wgryzł w skórę, musisz go sprawnie usunąć.

Jak wyjąć kleszcza?

Jak wyjąć kleszcza? Tego nie rób nigdy!

Powstało wiele teorii na temat tego, jak wyjąć kleszcze ze skóry. Niektóre z nich są rzeczywiście bzdurne… Kleszcze wbitego w skórę nie wolno smarować olejem! To miałoby niby spowodować, że nie będzie on mógł oddychać i sam się odczepi. Nie polewaj go również benzyną ani spirytusem. To wszystko jest poważnym błędem! Takie postępowanie zwiększa prawdopodobieństwo zarażenia, bo tak zatruwany kleszcz zwraca do naszego krwiobiegu całą swoją treść żołądkową. Czyli innymi słowy po prostu wymiotuje… Jeżeli kleszcz jest nosicielem boreliozy, w jego treści żołądkowej jest bardzo dużo bakterii.

Jak pozbyć się kleszcza w bezpieczny sposób?

Kleszcza trzeba złapać pincetą przy samej skórze i wzdłuż osi wkłucia po prostu wyrwać, wyciągnąć. Miejsce, w którym się znajduje to ukąszenie trzeba bardzo dokładnie przetrzeć spirytusem albo innym środkiem dezynfekującym. Głowa kleszcza, nawet jeżeli był on nosicielem bakterii czy wirusa zapalenia opon mózgowych, co całe szczęście w Polsce jest sporą rzadkością, sama w sobie nie stanowi zagrożenia. Stąd nieprawdą jest twierdzenie, że gdy przy wyciąganiu część zwierzęcia zostanie w naszej ranie oznacza to pewną infekcję.

Wirusy zapalenia mózgu dostają się do krwi człowieka od razu po ukąszeniu, ale bakterie boreliozy dopiero, przynajmniej zdaniem większości lekarzy, dopiero po kilkudziesięciu godzinach. Stąd wyciągnięcie kleszcza w pierwszej dobie po wkłuciu zasadniczo zmniejsza prawdopodobieństwo infekcji. Magazynem krętków boreliozy nie jest sam kleszcz, tylko dzikie zwierzęta, na których kleszcze żerują. A żerują nie tylko na ssakach, ale też na ptakach i gadacz. Z tym że dorosłe osobniki raczej żerują na większych ssakach, a larwy kleszczy i niedojrzałe postacie, czyli tzw. nimfy, na ptakach i gadach. Bakterie boreliozy nie zarażają kleszcza, znajdują się jednak w jego ślinie i treści żołądkowej. Co gorsza, kolejne pokolenie kleszczy staje się nosicielami bakterii boreliozy i wirusa zapalenia mózgu, nawet gdy nigdy nie żerowało na zwierzęciu nosicielu. Nowe pokolenie kleszczy dostaje to jakby w spadku po swoich rodzicach. Co ciekawe, ukłucie kleszcza jest w zasadzie niewyczuwalne mimo tego, że przebija się on dość głęboko. A to dlatego, że pajęczak cały czas znieczula miejsce swojego żerowania.

Pamiętaj o bezpieczeństwie i nie daj się złapać kleszczowi. Jeśli jednak już dojdzie do ugryzienia przez kleszcza, natychmiast się go pozbądź w odpowiedni sposób.

Możliwość komentowania Sezon na kleszcze – jak się chronić przed kąsającymi pajęczakami? Kompleksowy poradnik została wyłączona

Jak działa człowiek – podsumowanie cyklu

Czy wiedziałeś, że serce przez całe nasze życie kurczy się średnio 3 miliardy razy, a nerki to taki bardzo skomplikowany filtr, który w ciągu doby filtruje całą naszą krew aż…

Czy wiedziałeś, że serce przez całe nasze życie kurczy się średnio 3 miliardy razy, a nerki to taki bardzo skomplikowany filtr, który w ciągu doby filtruje całą naszą krew aż trzydzieści razy? Ludzki organizm to niesamowita i bardzo złożona machina, a jej tajemnice odkrywaliśmy przez ostatnie miesiące w cyklu zatytułowanym „Jak działa człowiek”.

We współpracy z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi przygotowaliśmy serię filmów, w których w prosty i przystępny tłumaczę, no właśnie – „Jak działa człowiek”. Projekt „Jak działa człowiek – seria filmów popularyzujących nauki medyczne” został współfinansowany z projektu Społeczna Odpowiedzialność Nauki Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Cykl złożony jest z 14 filmów, które znajdziesz na moim kanale YouTube Nauka To. Lubię oraz z 8 filmów animowanych, które powstały z myślą o młodszych odbiorcach. Materiały animowane możesz obejrzeć na moim drugim kanale Nauka. To Lubię Junior.

Poniższa infografika prezentuje aktualne rezultaty współpracy, a mi pokazuje, że to, co robię ma sens i chętnie oglądacie moje filmy. Bardzo Wam za to z tego miejsca dziękuję!

Jak działa człowiek? Podsumowanie cyklu video - Nauka. To Lubię

Dzisiaj, trochę w ramach podsumowania, prezentuję wszystkie materiały i zachęcam do obejrzenia tych, którzy być może nie trafili na tę playlistę na kanale Nauka. To Lubię.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Ludzkie serce – co jest w środku?

Niemal wszystkie nasze mięśnie, z czasem się męczą. Ale nie serce, które przez całe nasze życie kurczy się średnio 3 miliardy razy. Za pośrednictwem sieci rurek o łącznej długości 160 tysięcy kilometrów, czyli o długości kilkukrotnie większej niż obwód równika, pompuje krew do każdej z bilionów naszych komórek, przez kilka dziesięcioleci, 24 godziny na dobę. W pierwszym filmie z cyklu o człowieku opisuję, jak działa serce człowieka.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

Ile informacji mieści się w mózgu?

Ze wszystkich narządów czy układów, z których zbudowane jest nasze ciało, to właśnie w sprawie mózgu jesteśmy najmniej poinformowani. Wiemy całkiem sporo, ale jeszcze więcej nie wiemy. Nasze ciało kryje jeszcze wiele sekretów, ale mózg pod tym względem jest rekordowy. W pierwszym odcinku cyklu Jak działa człowiek opowiedziałem o sercu. Drugi musi być o mózgu. Serce i rozum. Czasami idą w parze, a czasami w dwie różne strony. W drugim odcinku z cyklu opowiadam o tym, jak działa mózg oraz jak jest zbudowany.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

Jak działa układ nerwowy?

Mózg bez układu nerwowego byłby jak komputer bez prądu i bez dostępu do sieci. Jak działa układ nerwowy? To w zasadzie wielka sieć komunikacyjna, a częściowo nawet telekomunikacyjna, bo odbierająca dane na większą odległość. W trzecim odcinku starałem się wytłumaczyć działanie układu nerwowego u człowieka.

 

Jak działają jelita?

Myślenie i trawienie to dwie czynności, w których zaangażowana jest największa liczba komórek nerwowych. Bakterie ściśle współpracują z jelitowym układem nerwowym, drugim – po mózgu – największym skupiskiem neuronów w naszym organizmie. W tym odcinku omawiam temat układu pokarmowego. Z tego materiału dowiecie się, jak działają jelita, co to jest „burczenie w brzuchu” i jak ważna dla naszego organizmu jest flora bakteryjna jelit.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

Funkcja nerek w naszym organizmie

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile wody wysikujesz w ciągu dnia? Ludzki organizm do zaprogramowana maszyna, w której zadaniem jest pozbycie się tego co zbędne (a czasami niebezpieczne), bez utraty tego, co bardzo potrzebne. Nerki to bardzo skomplikowany filtr, który w ciągu doby całą naszą krew filtruje aż trzydzieści razy!

Po co i dlaczego oddychamy?

Przez setki lat brak oddechu był oznaką śmierci. Oddechu nie kontrolujemy, choć możemy modyfikować jego częstotliwość. Możemy nawet spróbować nie oddychać. Przez chwilę, bo – wbrew naszej woli – w końcu organizm zacznie oddychać za nas. I kto tu rządzi? W tym odcinku opisuje, co dzieje się w naszym organizmie podczas oddychania.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

 

Po co nam skóra i dlaczego mamy zmarszczki?

Choć brzmi to nieco makabrycznie, u dorosłego człowieka skóra ważyłaby od trzech do czterech kilogramów, a rozciągnięta zajmowałaby jakieś 1,7 metra kwadratowego, czyli mniej więcej tyle, co stół bilardowy. Myślę, że niewielu zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo jest nam potrzebna i jak bardzo skomplikowana. Obejrzyjcie więc ten film i zobaczcie, jakie są funkcje skóry i dlaczego wyewoluowała w taki sposób, że pozbawiona jest w większości włosów?

 

Kiedy zaczyna się życie?

Plemnik jest najmniejszą ludzką komórką. A komórka jajowa jest tak duża, że widać ją gołym okiem. Rozmnażanie to dość skomplikowany proces. Niby wszystko o nim wiemy, ale czy na pewno? W ósmym odcinku z serii „Jak działa człowiek” omawiam temat jak powstaje człowiek.

 

Ile mamy kości?

Gdy mrugasz okiem pewnie nie myślisz, że jest to możliwe dzięki kościom. Ale tak to właśnie wygląda. Jakie są funkcje kości? Tworzą nasz szkielet – podtrzymują i chronią organy wewnętrzne, produkują komórki krwi, a także przechowują minerały (np. wapń), których potrzebuje nasz organizm. Jednak najważniejsze jest to, że do kości przyczepione są mięśnie, dzięki którym możemy stać, chodzić, poruszać palcami, a nawet mrugać oczami. Zobaczcie po co nam kości i jakie pełnią funkcje w naszym organizmie.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

Walka z wirusami – jak działa układ immunologiczny człowieka?

Układ odpornościowy to bardzo skomplikowany system. To wielopoziomowy system zabezpieczeń, który nieustannie czuwa, by nie stała nam się krzywda. W naszym ciele nieustannie trwa wielka wojna i to na wielu frontach. Co pozwala nam bronić się przed wirusami i jak działa nasz układ odpornościowy? Tego dowiesz się z tego filmu.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

 

Komórka ludzka jak ogromna fabryka

Ile jest komórek w ludzkim ciele? Mamy ich średnio 34,7 biliona. Wszystkie wywodzą się od jednej komórki, nic więc dziwnego, że komórki w naszym ciele – choć pełnią bardzo różne funkcje – mają podobną budowę. W tym odcinku opowiadam, jak działa komórka ludzka. Budowa, funkcje – tego dowiesz się z tego materiału.

Wersja dla dzieci na kanale Nauka. To Lubię Junior:

Geny ludzkie – jak działają?

Czy to, jacy jesteśmy i jak wyglądamy zależy tylko od genów? A jak nie tylko, to od czego jeszcze? Kolejny film z cyklu o człowieku to krótka powtórka z genetyki, gdzie tłumaczę, jak działają ludzkie geny.

 

Jak nas zmienia ewolucja?

Ewolucja człowieka to fascynująca historia. Historia, której w pełni wciąż nie rozumiemy. Jedno jest jednak pewne, jest ona wpisana w ewolucję wszystkiego co na Ziemi żyje. I w pewnym sensie, każdy z nas, tę ewolucyjną drogę od pojedynczej komórki do człowieka rozumnego, za każdym razem odtwarza. W przedostatnim odcinku pod lupę biorę proces ewolucji człowieka i przyglądam się początkom istnienia organizmów żywych.

 

Człowiek przyszłości – co nas czeka?

We wszystkich poprzednich filmach przyglądałem się temu, co było kiedyś. Temu, co nas ukształtowało, skąd pochodzimy, jak powstał nasz organizm. Czas na odpowiedź na pytanie, jak będą wyglądali ludzie przyszłości? Może to nie biologia, a technologia będzie nas kształtowała?

Dla dzieci na kanał Nauka. To Lubię powstał jeszcze jeden materiał na temat mięśni:

Możliwość komentowania Jak działa człowiek – podsumowanie cyklu została wyłączona

Żelazna Kopuła – co to jest i jak działa izraelska obrona przeciwrakietowa?

W ostatnich dniach w mediach było sporo filmów i zdjęć z Izraela, które wyglądały niczym kadry z filmów science-fiction. Mam na myśli rakiety odpalane jedna za drugą i strącane przez…

W ostatnich dniach w mediach było sporo filmów i zdjęć z Izraela, które wyglądały niczym kadry z filmów science-fiction. Mam na myśli rakiety odpalane jedna za drugą i strącane przez – nazwijmy to antyrakiety. Całość wyglądała tak, jak gdyby nad miastami było jakieś pole siłowe. Dzisiaj chcę o nim opowiedzieć.

Słowo wstępu 

Dwie sprawy na początek. W tym filmie chcę opowiedzieć o technologii. Nie chcę wchodzić w sprawy konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Sprawa jest znacznie bardziej złożona niż wydaje się większości komentujących ją w Internecie. Ze swojej strony jak zawsze polecam podcast Dariusza Rosiaka, Raport o Stanie Świata, w którym eksperci regularnie wyjaśniają zawiłości tej – w zasadzie – wojny. Ja w tym materiale się tego nie podejmuję.

I sprawa druga, bardzo serdecznie dziękuję osobom które wspierają różne działania Nauka To Lubię poprzez zrzutkę. Dzięki Wam mogę rozwijać kolejne projekty.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

W wielu filmach science-fiction pojawiają się pola siłowe. W sumie – przynajmniej w języku polskim – pole siłowe to zagadnienie, które pochodzi z chemii obliczeniowej i jest ono związane z energią potencjalną układu atomów albo cząstek, ale zazwyczaj kojarzymy je raczej z fizyką. To bariera, jakaś powierzchnia, która chroni, choć czasami ukrywa statki kosmiczne czy całe miasta. Jak gdyby oddziela świat zewnętrzny od wewnętrznego. Każdy kto chce te chronione miejsca zaatakować, a w niektórych przypadkach nawet się do nich przedostać zostaje zniszczony. W świecie realnym, w zasadzie pole siłowe to jakaś przestrzeń, w którym działa dowolna siła, ale nieczęsto to przypomina barierę nie do przebicia. Takim wyjątkiem może – w pewnym sensie – jest horyzont zdarzeń wokół czarnej dziury? Tylko tutaj to raczej obszar z którego nie da się wydostać na zewnątrz, a nie obszar do którego nie da się dostać z zewnątrz. No ale to jest zupełnie inny temat. Ale… to nie znaczy, że nie potrafimy chronić obiektów przed wtargnięciem z zewnątrz.

Skuteczność tarczy antyrakietowej

Kilka lat temu byłem na granicy między Koreą Północną a Południową. To jeden z najbardziej naszpikowanych bronią kawałków naszej planety, który dla niepoznaki nazywa się strefą zdemilitaryzowaną. Są tam urządzenia robotyczne, które otwierają ogień do każdego poruszającego się w konkretnym kierunku obiektu. Coś w stylu bariery czy pola siłowego. Technicznie rzecz biorąc, wybudowanie urządzenia, które – wyposażone w moduł rozpoznawania obrazu – niszczyłoby konkretny samochód, albo zabijałoby konkretnego człowieka, gdy ten przekroczy jakoś ustaloną granicę, nie jest żadnym problemem. Korzystając z podobnych, a czasami identycznych technologii, można wybudować całą tarczę, albo wręcz kopułę, która chroni obszar pod sobą przed konkretnymi zagrożeniami. W przypadku Izraela tym zagrożeniem jest ostrzał rakietowy. A ten system nazywa się żelazna kopuła. Z ang. Iron Dome. W jednym z artykułów na ten temat przeczytałem, że pierwotnie miała się nazywać złotą kopułą, ale ostatecznie uznano że ta nazwa jest zbyt pretensjonalna.

Jak działa tarcza Izraela

Źródło: PAP/EPA, Fot: Ilia Yefimovich

Prace nad własnym systemem obrony przeciwrakietowej w Izraelu rozpoczęto jakieś 15 lat temu, kiedy podczas tzw. II wojny libańskiej na Izrael spadło kilka tysięcy pocisków rakietowych. System został zaprojektowany tak, by niszczył rakiety skierowane na cele cywilne. To system krótkiego zasięgu ziemia-powietrze. Składa się z radaru oraz wyrzutni pocisków przechwytujących Tamir. Rakiety systemu potrafią śledzić cele, a tymi celami mogą być nie tylko rakiety czy pociski moździerzowe, ale także samoloty, helikoptery czy drony. W praktyce najczęściej system przechwytuje i niszczy rakiety. Jego skuteczność w warunkach bojowych przekracza 90 proc. W ostatnich dniach, w kierunku Izraela w ciągu trochę ponad doby wystrzelono 1000 rakiet. Tylko kilkanaście dosięgnęło celu.

Jak działa tarcza Izraela?

Wspominałem, że system składa się z radaru i wyrzutni. W rzeczywistości jest to bardziej skomplikowane. Jest radar wykrywający i śledzący cele. Jest system zarządzania walką jest system kontroli uzbrojenia oraz automatyczna wyrzutnia rakiet. Bateria systemu to cztery kontenery, z których każdy zawiera 20 rakiet. System wyrzutni nie wymaga obsługi, działa automatycznie. System kontroli uzbrojenia – tzw. BMC – jest mózgiem Żelaznej Kopuły. To tutaj podejmowana jest decyzja, czy strzelać, czy nie. Np. wtedy gdy system wyliczy, że rakieta spadnie na teren niezamieszkały albo do morza, nie niszczy jej. System działa niezależnie od pory dnia czy nocy i co ważne, niezależnie od pogody.

Co ważne, izraelskie rakiety Tamir nie trafiają w cel czyli nadlatującą rakietę. One wybuchają w jej pobliżu, a ich odłamki niszczą wszystko wokoło. Co ważne, rakiety Tamir są manewrujące, mogą więc podążać za calem.

Tarcza Izraela

Źródło: PAP/EPA, Fot: ABIR SULTAN

Jedna bateria rakiet Tamir to koszt około 50 mln dolarów. Jedna rakieta to około 100 tys. dolarów. To dość mało jak na tak zaawansowany system. Dla porównania, jedna rakieta amerykańskiego systemu przechwytującego Patriot kosztuje 3 mln dolarów. Faktem jest, że Patriot ma zasięg ponad dwukrotnie większy, ale jedna rakieta kosztuje 30 razy więcej.

Odnośnie samych rakiet. Tamir ma wysokość około 3 metrów, waży 90 kg i ma kaliber 155 mm. Ich zasięg wynosi 40 kilometrów, a każda bateria chroni teren o powierzchni 150-160 km kwadratowych. Radar baterii jest w stanie śledzić do 1100 celów powietrznych równocześnie, o ile nie znajdują się one dalej niż 70 km od radaru. Radar śledzi rakietę w zasadzie od momentu jej startu. Szybki komputer wylicza trajektorię setek obiektów równocześnie, a na te, które stanowią zagrożenie dla cywilów wypuszcza Tamiry. Od momentu wykrycia, przez śledzenie, wyliczenie i unieszkodliwienie… to wszystko trwa kilka, kilkanaście sekund.

Żelazna Kopuła i co dalej?

Po to, by tarcza Żelazna Kopuła chroniła cały teren Izraela, potrzeba 13 baterii rakiet Tamir. Dzisiaj Izrael ma takich baterii 10, są rozmieszczone w różnych częściach kraju i są mobilne. Żelazna Kopuła jest systemem zaprojektowanym do ochrony celów cywilnych przed nawet dużą ilością, ale prostych rakiet. Ten system nie poradzi sobie z rakietami latającymi nisko czy z rakietami manewrującymi, stąd – cały czas mówię o celach cywilnych, bo do ochrony celów wojskowych Izrael ma inne systemy przeciwrakietowe – od kilku lat trwają prace nad systemem laserowym nazwanym roboczo Light Blade, czyli świetlne ostrze albo Iron Beam czyli żelazny promień. Tak jak Żelazna Kopuła powstała w trzy lata, tak system laserowy okazał się znacznie trudniejszy do budowy. 

Kłopotem jest synchronizacja źródeł światła laserowego, odpowiednie źródła energii po to, by system mógł strzelać raz za razem no i pogoda. Światło laserowe w atmosferze pełnej chmur czy ogólnie wilgoci jest mocno rozpraszane. Receptą jest podwyższenie mocy laserów, no ale to wymaga większego zasilania i koło się zamyka. Kiedy powstanie pełna laserowa kopuła – nie wiadomo, ale będzie na pewno jeszcze bliżej filmów science-fiction niż to, co widzimy dzisiaj.

Możliwość komentowania Żelazna Kopuła – co to jest i jak działa izraelska obrona przeciwrakietowa? została wyłączona

Czy Krzysztof Kolumb był Polakiem?

Międzynarodowy zespół medyczny z udziałem lekarzy z Hiszpanii i USA rozpocznie w czerwcu badania genetyczne, które mają ustalić pochodzenie żeglarza Krzysztofa Kolumba, odkrywcy Ameryki. Krzysztof Kolumb, kapitan zakończonej w 1492…

Międzynarodowy zespół medyczny z udziałem lekarzy z Hiszpanii i USA rozpocznie w czerwcu badania genetyczne, które mają ustalić pochodzenie żeglarza Krzysztofa Kolumba, odkrywcy Ameryki.

Krzysztof Kolumb, kapitan zakończonej w 1492 r. wyprawy przez Ocean Atlantycki, która jako pierwsza dotarła z Europy do brzegów Ameryki, to postać, której przypisuje się rozmaite pochodzenie. Powszechnie uznaje się, że pochodził z Italii, jednak część historyków neguje tę teorię wskazując jako miejsce pochodzenie Kolumba Majorkę, Korsykę bądź też hiszpańską Galicję. Portugalczycy z kolei twierdzą, że wywodził się z Madery, o czym miałaby świadczyć jego doskonała wiedza o oceanie oraz fakt zamieszkiwania przez Kolumba na sąsiadującej z nią wyspie Porto Santo. Istnieje również teoria, że Krzysztof Kolumb był synem króla Polski Władysława III Warneńczyka, który miałby przeżyć bitwę pod Warną w 1444 roku i osiąść na portugalskiej Maderze. 

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Jak jest naprawdę? Już za kilka miesięcy być może się tego dowiemy, bowiem po 16 latach zostaną wznowione badania genetyczne nad pochodzeniem Krzysztofa Kolumba, o czym poinformował w środę podczas konferencji prasowej w Grenadzie wykładowca miejscowego uniwersytetu Jose Antonio Lorente, profesor medycyny sądowej. W skład zespołu, który zbada korzenie słynnego żeglarza, wejdą naukowcy z kilku dziedzin, pochodzący z pięciu europejskich oraz amerykańskich laboratoriów zajmujących się genetyką.

Badania mają potrwać 8 tygodni, a po tym czasie naukowcy liczą, że będą mogli zakończyć studium. Profesor Lorente wyraził nadzieję, że już 12 października, w święto narodowe Hiszpanii, zwane też Dniem Kolumba, uda się ujawnić, skąd pochodził żeglarz.

Andaluzyjski naukowiec przypomniał, że pomimo wydobycia z grobu Kolumba trzech niewielkich kości i badań nad nimi, w 2005 r. studium zostało przerwane, gdyż ówczesne narzędzia badawcze nie były wystarczające. Tym razem w ustaleniu pochodzenia Kolumba mają pomóc dodatkowe badania genetyczne kości synów żeglarza: Hernando i Diego.

Profesor Lorente  studzi jednak emocje, ponieważ sam stwierdził, że nie ma gwarancji, że posiadany przez zespół badawczy materiał genetyczny pobrany z kości będzie wystarczający, aby dojść do określonych wniosków. 

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Czy Krzysztof Kolumb był Polakiem? została wyłączona

Według IMGW kwiecień był najzimniejszym w XXI wieku

Według informacji przekazanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, kwiecień 2021 był najzimniejszym w XXI wieku. IMGW od 1951 r prowadzi klasyfikację, według której najwyższą kwietniową średnią temperaturę odnotowano w…

Według informacji przekazanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, kwiecień 2021 był najzimniejszym w XXI wieku. IMGW od 1951 r prowadzi klasyfikację, według której najwyższą kwietniową średnią temperaturę odnotowano w 2018 roku, a najchłodniejszy kwiecień zanotowano w 1958 roku.

Z informacji IMGW wynika, że średnia obszarowa temperatura powietrza w kwietniu 2021 r. wyniosła 6,0 st. C i była aż o 2,6 st. C niższa od średniej wieloletniej dla okresu 1991-2020.

Klimatolodzy zaznaczają, że tegoroczny kwiecień jest zaliczany do miesięcy ekstremalnie chłodnych. Patrząc na klasyfikację rangową średniej temperatury miesięcznej, która obejmuje okres od 1951 r., tegoroczny kwiecień zajął 61 pozycję.

Jak zaznacza IMGW, w XXI wieku tak zimnego kwietnia do tej pory nie było. Najwyższą średnią temperaturą charakteryzował się natomiast kwiecień 2018 roku – 12,6 st. C, a najniższą kwiecień 1958 roku – 4,3 st. C.

Temperatura tego miesiąca nie wpłynęła jednak w istotny sposób na występujący od lat silny trend wzrostowy temperatury powietrza w Polsce – zwracają uwagę eksperci.

Tylko od 1951 r. wzrost temperatury w tym miesiącu szacowany jest na 2,5 st. C – wskazują klimatolodzy.

Jak informuje IMGW, regionem z najwyższą odnotowaną temperaturą w Polsce w kwietniu była zachodnia część pasa nizin ze średnią temperaturą na poziomie 6,6 st. C. Z kolei najchłodniejszym obszarem były Sudety – 5,1 st. C.

Warunki termiczne we wszystkich regionach zostały sklasyfikowane jako ekstremalnie chłodne – podaje IMGW. 

Kwiecień tego roku był nieco bardziej deszczowy. Jak możemy się dowiedzieć od IMGW, obszarowo uśredniona suma opadu atmosferycznego w kwietniu w Polsce wyniosła 39,2 mm, co stanowiło 108 proc. normy dla tego miesiąca, którą określono na podstawie pomiarów prowadzonych w latach 1991-2020.

Biorąc pod uwagę tzw. klasyfikację rangową średniej obszarowej sumy opadów, która obejmuje okres od 1951 r., tegoroczny kwiecień znajduje  się na 27. pozycji pod względem opadów. Najbardziej deszczowy był kwiecień 1967 roku – ze średnią sumą 51,3 mm, a  najmniej zasobnym w opady był kwiecień 2009 roku – zaledwie 6,1 mm.

Najniższe opady, o sumach miesięcznych poniżej 20 mm, wystąpiły na północy – w Pasie Wybrzeży i Pobrzeży Południowobałtyckich. Z kolei na obszarze Karpat i w południowej części Podkarpacia sumy miesięczne opadów przekraczały 110 mm – podaje IMGW.

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Według IMGW kwiecień był najzimniejszym w XXI wieku została wyłączona

Czy komputer może odczytać nasze myśli? Pionierskie badania naukowców ze Stanford University

Naukowcy ze Stanford University wszczepili do mózgu sparaliżowanemu mężczyźnie elektrody, które przenoszą to, co wyobraża sobie w głowie, jako tekst na ekranie. Efekty pionierskich prac, które usprawniają komunikację opublikowane zostały…

Naukowcy ze Stanford University wszczepili do mózgu sparaliżowanemu mężczyźnie elektrody, które przenoszą to, co wyobraża sobie w głowie, jako tekst na ekranie. Efekty pionierskich prac, które usprawniają komunikację opublikowane zostały w „Nature”.

Naukowcy ze Stanford University, dzięki wszczepieniu 65-letniemu mężczyźnie, sparaliżowanemu od szyi w dół, tuż pod powierzchnię mózgu dwóch siatek małych elektrod, zdołali stworzyć interfejs mózg-komputer. 

Jak działają elektrody?

Elektrody mają za zadanie odczytywanie aktywności elektrycznej w tej części mózgu, która odpowiedzialna jest za kontrolowanie ruchów dłoni i palców. Do tego wystarczające jest badanie aktywności kilkuset neuronów. Sparaliżowany mężczyzna wyobraził sobie, że pisze odręczne listy, a następnie naukowcy za pomocą algorytmu ustalili wzorce neuronowe, które pasowały do każdej wyobrażonej litery i przekształcili te wzorce w tekst na ekranie.

Eksperyment pokazał, że sparaliżowany mężczyzna tylko z pomocą aktywności mózgu był w stanie napisać 90 znaków, czyli 15 słów na minutę. Dla porównania – to prawie tyle samo, ile wynosi średnia prędkość pisania na smartfonach przez osoby w podobnym wieku – i dwa razy szybciej niż w przypadku dotychczasowych rozwiązań śledzących ruchy oka.

Dla naukowców zaskoczeniem było, że tak dobrze udało się odczytać sygnały dotyczące nieużywanych od roku 2007 kończyn.

Co dalej?

To jeszcze nie koniec badań. Naukowcy chcą przebadać kolejnych ochotników oraz poddać testom osoby, które nie mówią i straciły zdolność poruszania się. 

Badania naukowców ze Sanford University nad przełożeniem aktywności mózgu na tekst lub mowę dałoby szansę osobom sparaliżowanym na porozumiewanie się za pomocą samych myśli.

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Czy komputer może odczytać nasze myśli? Pionierskie badania naukowców ze Stanford University została wyłączona

Co może łączyć dzieła Vincenta van Gogha z biowydrukiem 3D bionicznej trzustki?

Naukowcy z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki po raz kolejny postanowili w nietypowy sposób pozyskać fundusze na prowadzenie przełomowych badań naukowych. 2 lata po wydrukowaniu pierwszego na świecie prototypu bionicznej…

Naukowcy z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki po raz kolejny postanowili w nietypowy sposób pozyskać fundusze na prowadzenie przełomowych badań naukowych. 2 lata po wydrukowaniu pierwszego na świecie prototypu bionicznej trzustki zapraszają na II aukcję charytatywną niezwykłych zdjęć spod mikroskopu. Zebrane środki zostaną przeznaczone na fazę kliniczną badań i stworzenie Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej.

Aukcję promuje plenerowa wystawa zatytułowana „Bioniczna rewolucja”, którą można oglądać w dniach 1-31 maja w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Prezentowane na niej eksponaty łączą naukę ze sztuką. Na wystawie zaprezentowane zostały zdjęcia spod mikroskopu, które ilustrują pracę naukowców Fundacji przy projekcie biodrukowania 3D bionicznej trzustki. Wystawa promuje innowacje w medycynie, osiągnięcia polskich naukowców, biodruk 3D narządów do transplantacji, nowatorską terapię leczenia cukrzycy, współpracę między instytucjami naukowymi oraz działalność naukową Fundacji Badań i Rozwoju Nauki.

Zdjęcie mikroskopowe - bioniczna trzustka

Każde kolejne zdjęcie to fragment historii. Historii o ludziach z pasją, którzy chcą odkrywać „białe plamy” na mapie nauki, a dzięki temu ratować zdrowie i życie milionów – opowiada dr hab. med. Michał Wszoła – Przewodniczący Rady Naukowej Fundacji. 

W trakcie prac w laboratorium wykonano kilkadziesiąt niezwykłych, artystycznych zdjęć mikroskopowych. Uchwycone na nich elementy ludzkiego organizmu zachwycają bogactwem form, struktur i kolorów. Kompozycja fotografii nadaje im formę obrazów i przywołuje skojarzenia z szeroką gamą stylów malarskich i artystycznych. Patrząc na zdjęcia przychodzą na myśl dzieła dadaistów, symbolistów, surrealistów, ekspresjonistów, twórców tej miary, co Jackson Pollock, Vincent van Gogh czy Edvard Munch.

Bioniczna trzustka

Wystawa jest zapowiedzią nietypowej aukcji charytatywnej pod tym samym tytułem, którą już po raz drugi poprowadzi Dom Aukcyjny Art in House. Licytacja odbędzie się w formie online 27 maja 2021 o godz. 19.30 na platformie aukcyjnej onebid.pl, a do licytowanych przedmiotów należą artystyczne zdjęcia mikroskopowe wykonane w laboratorium Fundacji podczas prac nad 3D bioniczną trzustką. Dochód z wylicytowanych przedmiotów zostanie przeznaczony na budowę Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej. Dzięki temu Centrum zapewni sobie nie tylko kontynuację badań nad bioniczną trzustką, ale również opracowanie innych pionierskich terapii medycznych.

Bioniczna Rewolucja - aukcja

Partnerem wystawy jest Muzeum Łazienki Królewskie, a Nauka. To Lubię objęła wydarzenie patronatem medialnym.

Współorganizatorem aukcji charytatywnej jest Dom Aukcyjny Art In House.

Po więcej informacji zapraszam na stronę organizatorów:

www.bionicznarewolucja.pl 

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Co może łączyć dzieła Vincenta van Gogha z biowydrukiem 3D bionicznej trzustki? została wyłączona

„Szkolna Giełda Pracy” – ambitny projekt krakowskich licealistów

Stworzyli projekt, w ramach którego powstał serwis internetowy, który umożliwia uczniom szkół średnich zdobywać doświadczenie zawodowe. Grupa ambitnych licealistów wzięła sprawy (nie tylko własnej) kariery zawodowej w swoje ręce i…

Stworzyli projekt, w ramach którego powstał serwis internetowy, który umożliwia uczniom szkół średnich zdobywać doświadczenie zawodowe. Grupa ambitnych licealistów wzięła sprawy (nie tylko własnej) kariery zawodowej w swoje ręce i pomaga młodym osobom stawiać pierwsze kroki w przedsiębiorczości. Przeczytajcie, jak to robią.

„Szkolna Giełda Pracy” to projekt, który jest realizowany w ramach olimpiady „Zwolnionych z Teorii”. Grupa uczniów z krakowskich szkół średnich zauważyła, że na rynku nie ma miejsca, w którym zgromadzone są oferty umożliwiające rozwój zawodowy młodych osób w wielu licealnym. Dodatkowo wciąż panuje niska świadomość kulturowa w zakresie zdobywania doświadczenia i pracy wśród młodzieży, a szkoła w tym nie pomaga. Pomysłodawcy przedsięwzięcia chcą dawać możliwość zdobywania doświadczenia już w szkole średniej, stąd pomysł na serwis internetowy, który gromadzi oferty praktyk, staży i wolontariatu dla ambitnych uczniów.

Szkolna Giełda Pracy - organizatorzy

Jak to funkcjonuje?

Na stronie internetowej www.szkolnagieldapracy.pl w zakładce Staż/Praktyka znajduje się lista ogłoszeń, na które mogą aplikować uczniowie. Oprócz tego promowanie przedsiębiorczych postaw wśród młodzieży odbywa się poprzez kampanie w mediach społecznościowych. Tam uczniowie mogą czerpać wiedzę z zakresu zdobywania doświadczenia oraz czerpać informacje, które ułatwią im podjęcie ważnych wyborów zawodowych.

Jak można pomóc uczniom?

Inicjatorzy przedsięwzięcia zachęcają firmy lub pojedyncze osoby do włączenia się w akcję. Można zrobić to na kilka sposobów:

  1. Poprzez zamieszczenie ofert pracy, praktyk, staży lub wolontariatu na stronie  www.szkolnagieldapracy.pl
  2. Poprzez zostanie mentorem projektu, w którym podzielisz się wiedzą i swoim doświadczeniem.
  3. Można podjąć współpracę w charakterze patrona medialnego i promować inicjatywę.
  4. Udzielając pomocy technicznej lub finansowej.
  5. Angażując się w kampanię społeczną, np. jako prelegent prowadzący branżowe webinary.

Szkolna Giełda Pracy

Na chwilę obecną projekt skupia się na Krakowie i okolicach, jednak organizatorzy zapewniają, że planują poszerzenie zasięgu działalności.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania „Szkolna Giełda Pracy” – ambitny projekt krakowskich licealistów została wyłączona

Sprawdzam skuteczność maseczek. Naukowy raport fact-checkingowy Nauka. To Lubię

Powodują grzybicę i przyduszenia? Nie działają? A może właśnie działają, wywołując dehumanizację, otępienie i utrwalając lęki? Maseczki stały się – obok szczepionek – jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów trwającej epidemii….

Powodują grzybicę i przyduszenia? Nie działają? A może właśnie działają, wywołując dehumanizację, otępienie i utrwalając lęki? Maseczki stały się – obok szczepionek – jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów trwającej epidemii. Powodując silną polaryzację i polityczne konflikty [1] generują mnóstwo kontrowersji i niepokoju. Z pewnością nie pomogły tu sprzeczne i zmieniające się rekomendacje co do ich zastosowania na początku pandemii.

W związku z rozwojem działalności i wsparciem przez Czytelników Nauka. To Lubię w ramach zbiórki w serwisie zrzutka.pl powstał cykl „Nauka. Sprawdzam to”, w którym rozprawiam się z naukowymi mitami i weryfikuję informacje. Pierwszym tematem, który wzięliśmy pod lupę są maseczki i ich skuteczność w kontekście walki z pandemią koronawirusa. Zaprezetowany w poniższym linku raport zawiera przegląd i analizę kilkudziesięciu artykułów naukowych.

O likwidacji czy liberalizacji obowiązku ich noszenia mówi się coraz głośniej, w najbliższy weekend (od 15 maja) zniesiony zostanie nakaz noszenia maseczek na zewnątrz, a to doskonała okazja, by sprawdzić, co noszenie maseczek dało. Przy okazji warto rozprawić się z najczęściej powtarzanymi mitami i zastanowić się, czy maseczki chronią przed koronawirusem?

POBIERZ PEŁNĄ WERSJĘ RAPORTU

Dokument jest opracowaniem raportu, który przygotował dr hab. Marcin Napiórkowski, semiotyk kultury, adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim i autor bloga Mitologia Współczesna.

Przy okazji zachęcam do wspierania projektów fundacji Nauka. To Lubię. Dzięki Waszemu wsparciu będziemy mogli tworzyć jeszcze więcej wartościowych materiałów popularnonaukowych.

Wesprzyj zrzutkę Nauka To Lubię

Na podstawie raportu przygotowałem również materiał video, do którego obejrzenia gorąco Cię zachęcam:

 

POBIERZ PEŁNĄ WERSJĘ RAPORTU

 

[1]    http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.3664779

Możliwość komentowania Sprawdzam skuteczność maseczek. Naukowy raport fact-checkingowy Nauka. To Lubię została wyłączona

Bada olej elektronicznym nosem – za swoją pracę dostał już dwie nagrody!

Co wydziela się w czasie procesu podgrzewania tłuszczu? Czego można dowiedzieć się z badania olejowych oparów? Na te pytania odpowiedzi szuka dr inż. Tomasz Majchrzak z Politechniki Gdańskiej, który z…

Co wydziela się w czasie procesu podgrzewania tłuszczu? Czego można dowiedzieć się z badania olejowych oparów? Na te pytania odpowiedzi szuka dr inż. Tomasz Majchrzak z Politechniki Gdańskiej, który z pomocą m.in. sztucznej inteligencji bada, co dzieje się z olejem podczas smażenia i jak wpływa on na nasze zdrowie. Jego praca została już dwukrotnie nagrodzona.

Dr inż. Tomasz Majchrzak z Politechniki Gdańskiej otrzymał za dotychczasowe badania nagrodę Gdańskiego Towarzystwa Naukowego za rok 2020 dla młodych naukowców oraz był laureatem w Konkursie Komitetu Chemii Analitycznej PAN na najlepsze prace doktorskie z dziedziny chemii analitycznej. Naukowiec skupia się najbardziej na tym, co dzieje się z olejem w trakcie smażenia. Dzięki jego badaniom będzie można lepiej zadbać o to, aby olej był zawsze świeży i dobrej jakości, co z kolei ma wpływ na nasze zdrowie.

Oprócz standardowych metod badawczych, np.  spektometria mas reakcji przeniesienia protonu (PTR-MS), dr Majchrzak posługuje się tzw. elektronicznym nosem, który wykorzystuje sztuczną inteligencję. Czujnik analizuje opary, badania trwają szybciej, bez wielokrotnego pobierania próbek i przerywania smażenia.

Badania oleju za pomocą sztucznego nosa

„Najważniejsze w procesie oceny jakości oleju za pomocą elektronicznego nosa jest „wytrenowanie” czujników w taki sposób, aby poprawnie odczytywały i interpretowały substancje lotne, które wyczuwają. Nazywamy to uczeniem maszynowym. Precyzyjnie przygotowana baza danych, odpowiednio liczna i z odpowiednią liczbą zmiennych jest tutaj kluczowym elementem” – wyjaśnia dr Tomasz Majchrzak.

Elektroniczne nosy mogą mieć szerokie zastosowanie w przemyśle spożywczym, ale również w farmaceutycznym, kosmetycznym, w wykrywaniu chorób (za sprawą detekcji biomarkerów), w monitorowaniu środowiska naturalnego, czy w wojsku (do detekcji bojowych gazów).

„Dzięki połączeniu zbioru danych zebranych w wyniku stosowania spektrometrii i ich korelacji z danymi z elektronicznego nosa możemy w kolejnych etapach udoskonalać czujniki” – mówi naukowiec.

Na razie, w projekcie badawczym prowadzonym w ramach grantu Preludium, wykorzystuje on metodę PTR-MS do śledzenia, jakie substancje powstają w pierwszych sekundach smażenia i w momencie umieszczenia żywności w oleju oraz sprawdza charakterystykę tych związków w dalszym procesie smażenia.

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Bada olej elektronicznym nosem – za swoją pracę dostał już dwie nagrody! została wyłączona

Czy sadzenie lasów ustabilizuje klimat?

Czy masowe sadzenie drzew może spowodować zatrzymanie zmian klimatycznych? W dzisiejszym materiale biorę pod lupę temat drzew i odpowiadam na pytanie, czy sadzenie lasów może ustabilizować klimat? Trzy tygodnie temu…

Czy masowe sadzenie drzew może spowodować zatrzymanie zmian klimatycznych? W dzisiejszym materiale biorę pod lupę temat drzew i odpowiadam na pytanie, czy sadzenie lasów może ustabilizować klimat?

Trzy tygodnie temu uruchomiłem zrzutkę na rozwój nowych projektów, m.in. tworzenie materiałów fact checkingowych, jak ten, który właśnie masz okazję czytać lub oglądać (poniżej znajdziesz link do filmu na ten temat, który nagrałem na kanał YouTube Nauka. To Lubię). Poniższy materiał mógł powstać właśnie dzięki Waszemu wsparciu. W takich materiałach będę m.in. sprawdzał, czy tezy obecne w przestrzeni publicznej mają jakiekolwiek podstawy merytoryczne. W skrócie, Nauka. Sprawdzam To! 

Kilkanaście dni temu odbył się wirtualny szczyt klimatyczny, którego gospodarzem był nowy prezydent USA, Joe Baiden. Temat śledziłem, wsłuchiwałem się w przemowy kilkunastu światowych przywódców, co w sumie okazało się stratą czasu, bo w zasadzie każdy z nich twierdził, że robi wszystko co się da, a od jutra obiecuje robić nawet więcej, żeby nie przykładać ręki do zmian klimatu. Bardzo często w tych deklaracjach padała obietnica sadzenia drzew. Wątek pojawiał się w niemal wszystkich przemówieniach. No może poza przemówieniem prezydenta Brazylii, Jaira Bolsonaro, który nie obiecywał sadzenia drzew, za to powiedział, że jak dostanie miliard dolarów, to przestanie drzewa wycinać. W sumie na jedno wychodzi. Czy sadzenie drzew może zatrzymać zmiany klimatu? Czy sadzenie drzew, może obniżyć stężenie CO2 w atmosferze? 

Lasy to przede wszystkim ogromne magazyny węgla. Masowe wylesianie to (obok spalania paliw kopalnych) istotna przyczyna współczesnej zmiany klimatu. Likwidując las, przede wszystkim wprowadzamy w obieg węgiel, który był w nim zgromadzony. Dlatego należy unikać ich wycinania i to jest oczywiste.

Mitem jest natomiast, że las jest szybko działającą fabryką chemiczną. Pochłanianie dwutlenku węgla przez las zachodzi bardzo powoli, bo roślinność jednocześnie oddycha i emituje prawie tyle samo CO2, ile pochłania. Las jest wydajnym pochłaniaczem CO2 tylko czasami, wtedy gdy szybko rośnie i szybko wytwarza liście. Stary las pochłania i emituje podobne ilości CO2. Można by go porównać do wypełnionego wodą basenu. Cóż z tego, że ogromny. Jest już wypełniony po brzegi, więc może zmieścić wodę tylko wtedy, jeśli wcześniej część z niej wychlapiemy na zewnątrz. 

Powiększanie basenu, albo budowanie nowych basenów (czyli sadzenie nowych lasów) też ma swoje ograniczenia. Są nimi miasta i tereny rolnicze. Nie da się zasadzić tyle drzew, ile rosło, powiedzmy, 1000 lat temu. Nie da się zasadzić nawet tyle, ile rosło przed epoką przemysłową. Poza tym, nawet gdybyśmy to zrobili, to nie rozwiązałoby to problemu, bo większość emisji CO2 pochodzi nie z wycinki (i spalania) lasów, ale ze spalania paliw kopalnych. Ilość CO2 uwalnianego w ten sposób jest bardzo duża i nie da się jej zmagazynować samymi tylko lasami. Różnica pomiędzy lasem jako magazynem CO2 a lasem fabryką chemiczną właśnie tutaj jest najbardziej widoczna. Las nie przerabia CO2 na tlen przez cały okres swojego istnienia, tak jak do basenu nie można wlewać wody w nieskończoność. Las ma swoją pojemność i nic więcej z tym nie zrobimy. 

Sadzenie drzew i zmiany klimatuGdyby zasadzić las na tych terenach, na których rósł kilka tysięcy lat temu, a więc praktycznie wszędzie, obniżyłoby to stężenie atmosferycznego CO2 o kilkadziesiąt ppm do końca tego wieku. Podczas gdy od początku ery przemysłowej, a więc od przełomu XVIII i XIX wieku stężenie CO2 wzrosło o około 150 ppm. Odtwarzając lasy wszędzie tam, gdzie kiedyś rosły, obniżymy poziom CO2 tylko nieznacznie. 

Na sprawę można spojrzeć jeszcze z innej strony. Wykreślając ilość emitowanego CO2 w podziale na źródła tej emisji, widać, że wycinka lasów i spalanie drewna jest odpowiedzialne za około 10 proc. emisji. Innymi słowy, gdyby dzisiaj wstrzymać wycinkę lasów na całej planecie, spowodowałoby to ograniczenie emisji o 10 proc. Pozostałych 90 proc. emisji byłoby wciąż problemem. Sadząc lasy zmagazynujemy nie więcej niż tyle CO2, ile wprowadziliśmy do atmosfery wycinając je. Nie zmniejszymy jednak tego CO2, które dostało się do atmosfery przez spalanie węgla, ropy czy gazu. 

Lasy pomagają

Nie chcę przez to powiedzieć, że lasy są w całej klimatycznej układance nieistotne. Lasy stabilizują klimat chociażby przez to że są ogromnym magazynem wody. Mówię tylko, że pomysł „sadźmy drzewa, to odwrócimy ocieplanie klimatu” nie znajduje żadnego poparcia w faktach. Za dużo emitujemy, żeby sadzenie lasów mogło to skompensować. 

W kontekście sadzenia lasów warto pamiętać, że zdolność do magazynowania CO2 jest znacznie większa w lasach naturalnych niż tych sadzonych pod sznurek. Jeżeli więc chcemy spowolnić zmiany klimatu, których jesteśmy świadkami, jednym z bardzo ważnych działań jest ochrona naturalnych lasów. Sadzenie nowych czy powiększanie powierzchni tych, które już istnieją jest ważne, ale nie odwróci trendu, a patrząc na dane, wpłynie na ten trend nieznacznie. Jest za to ważne z punktu widzenia gospodarki wodnej czy bioróżnorodności. 

Co nam dają drzewa w mieście

Las, a nawet pojedyncze drzewa, to filtry powietrza, więc jeżeli mówimy o smogu, co ma z ociepleniem klimatu związek raczej pośredni, jednym ze sposobów walki z nim jest utrzymywanie w miastach jak największej liczby drzew. Zadrzewione miasto jest też chłodniejsze latem i cieplejsze zimą. Jest też miastem mniej hałaśliwym, bo drzewa są skutecznym ekranem akustycznym. Drzewa też spowalniają proces erozji gleby. Innymi słowy, drzewa i lasy, szczególnie te naturalne, są bardzo ważnym elementem naszego otoczenia, ale nie dlatego, że są fabryką chemiczną, która na bieżąco przerabia nasze nadwyżki CO2. Mimo tego sadzenie lasów jest elementem scenariuszy pozwalających, wg. IPCC, na zatrzymanie zmiany klimatu, ale nie elementem jedynym i nie elementem wystarczającym. Pod tym linkiem znajdziesz pełny raport na ten temat.  

Za wolno rosną 

Gdy myślimy o dosadzaniu czy tworzeniu nowych zalesionych obszarów, myślę, że każdy zacznie się zastanawiać − a co z rolnictwem? Trudno przecież odbierać rolnikom pola, z których żyją. Poza tym skądś musimy mieć pożywienie. Tyle tylko, że to nie jedyny problem. Wyższe temperatury ocieplającego się klimatu powodują, że kondycja drzew jest coraz gorsza. Badania pokazują, że zmieniające się warunki mogą ograniczyć zdolność drzew do wzrostu. W kilku miejscach na świecie, w Australii, obydwu Amerykach i w Europie, przeprowadzono eksperyment FACE (ang. Free-Air Carbon Dioxide Enrichment). Eksperyment polegał na wypuszczaniu przez specjalnie zaprojektowane systemy rur dwutlenku węgla w bezpośredniej okolicy rosnących drzew tak, że stężenie tego gazu było o ponad 40% wyższe niż normalnie. Po kilku latach funkcjonowania w takich warunkach okazało się, że drzewa nie urosły. Wyższe koncentracje CO2 nie skutkują szybszym wzrostem lasów. Przeciwnie, mogą ten wzrost spowolnić. Nieprawdą więc jest stwierdzenie, także często pojawiające się w wypowiedziach czy wpisach, że wyższe stężenie CO2 spowoduje szybszy wzrost drzew i szybsze pochłanianie dwutlenku węgla. 

Źródła, które wykorzystałem do stworzenia tego materiału:

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Czy sadzenie lasów ustabilizuje klimat? została wyłączona

Czyja to ślina? Unikalny gen da szybką odpowiedź

Gdańscy naukowcy opracowali test, który pozwala na szybkie wykrycie unikalnego dla ludzi genu DEFB1. Zespół naukowców z Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Gdańskiego oraz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego zaprojektowali procedurę testową, która pozwala…

Gdańscy naukowcy opracowali test, który pozwala na szybkie wykrycie unikalnego dla ludzi genu DEFB1.

Zespół naukowców z Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Gdańskiego oraz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego zaprojektowali procedurę testową, która pozwala na szybkie wykrycie genu DEFB1 w próbce śliny. Może nam to pomóc w diagnostyce i medycynie sądowej przy analizie próbek DNA niewiadomego pochodzenia.

Obserwując gen beta-defensyny 1 (DEFB1) okazuje się, że koduje peptyd antydrobnoustrojowy związany z odpornością powierzchni nabłonka na kolonizację mikrobiologiczną. Obecny gen występuje w genomie człowieka i jest specyficzny wyłącznie dla ludzkiego DNA, co daje nam możliwość do rozróżnienia pomiędzy DNA człowieka od DNA innych organizmów.

Wcześniejsze procedury często okazywały się niedokładne. 

Metody, które pozwalają na określenie stężenia ludzkiego genomu zwykle wymagają powielania materiału DNA, przykładowo w reakcji łańcuchowej polimerazy – PCR), badania są skomplikowane i czasochłonne, a wynik podatny na ludzkie błędny – podkreślają gdańscy naukowcy.

„W naszym rozwiązaniu wykorzystujemy elektrochemicznie biosensory składające się z elektrod diamentowych domieszkowanych borem i odpowiednio funkcjonalizowanych, gdzie wykrywanie oparte jest na pomiarze zmian kinetyki procesu elektrodowego na skutek zachodzącej hybrydyzacji DNA” – opisuje proces dr hab. inż. Jacek Ryl, prof. PG z Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej w prasowym komunikacie Politechniki Gdańskiej.

Zastosowanie układów diamentowych ma pozwolić na tworzenie platform elektrochemicznych o wysokim poziomie czułości, co będzie skutkować zwiększeniem zakresów badanych analitów, a także podnosić granicę ich wykrywalności. Charakterystyczną cechą Elektrodów jest również wysoka odporność chemiczna.

Efekt badań może okazać się przydatny w diagnostyce medycznej lub kryminalistyce przy analizie próbek DNA niewiadomego pochodzenia. 

Póki co korzysta się z testów na przeciwciała z płynów ustrojowych człowieka lub  z wykonywanych testów PCR (wykrywające ludzkie DNA).

źródła:

naukawpolsce.pap.pl

Artykuł gdańskich naukowców opublikowany w czasopiśmie Sensors & Actuators: B. Chemical https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S092540052031011X

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Czyja to ślina? Unikalny gen da szybką odpowiedź została wyłączona

Utalentowani konstruktorzy w studenckim konkursie KOKOS – znamy laureatów

Przydomowa turbina wiatrowa, wyścigowy bolid czy łódź podwodna to niektóre z nagrodzonych niezwykłych prac laureatów studenckiego konkursu KOKOS. Jego celem jest wyłonienie i nagrodzenie najbardziej utalentowanych młodych konstruktorów, skonfrontowanie ich…

Przydomowa turbina wiatrowa, wyścigowy bolid czy łódź podwodna to niektóre z nagrodzonych niezwykłych prac laureatów studenckiego konkursu KOKOS. Jego celem jest wyłonienie i nagrodzenie najbardziej utalentowanych młodych konstruktorów, skonfrontowanie ich prac z wymagającym światem biznesu oraz pomoc w komercjalizacji projektów oraz pozyskaniu inwestorów. Zobaczcie, czym zaskoczyli jurorów tegoroczni laureaci.

25 kwietnia odbyła się Gala Finałowa Konkursu Konstrukcji Studenckich, podczas której wyłonieni zostali najzdolniejsi konstruktorzy wśród studentów uczelni technicznych w całej Polsce. Zwycięzcy zostali wyłonieni w 6 kategoriach: Vehicle, Ecology, Smart Robots, Life Upgrade, Joker oraz w kategorii specjalnej Railway, której patronem zostało PKP S.A., Główny Partner wydarzenia.

Podczas tegorocznej edycji organizatorzy otrzymali rekordową liczbę zgłoszeń, a wśród finalistów znalazło się aż 39 konstrukcji!

Zobaczcie, kto zwyciężył w poszczególnych kategoriach:

  1. Kategoria Vehicle:

Bolid wyścigowy – eWarta stworzony przez zespół PUT Motorsport z Politechniki Poznańskiej

Bolid e-Warta

Bolid eWarta, czyli pierwsza w historii Zespołu konstrukcja o napędzie elektrycznym, łączy nie tylko najbardziej zaawansowane technologie ze świata Formuły 1, ale także jest wspaniałym nawiązaniem do nowego początku. Mianowicie, została zbudowana na bazie pierwszego bolidu PUT Motorsport, który na wszystkich rundach, w których wystartował, został okrzyknięty najlepszym debiutem w historii Formuły Student. Z tak niezawodną konstrukcją, nawet pandemia nie mogła pokrzyżować planów wybitnych konstruktorów z Wielkopolski.

  1. Kategoria Ecology:

GUST wykonany przez Studenckie Koło Naukowe Energetyków z Politechniki Łódzkiej

GUST - przydomowa elektrownia wiatrowa

GUST to prototyp przydomowej turbiny wiatrowej. Ma on za zadanie pokryć przynajmniej częściowo codzienne zapotrzebowanie gospodarstwa domowego na energię elektryczną, jak również przyczynić się do redukcji kosztów i zwiększenia oszczędności. Użycie małej, przydomowej turbiny wiatrowej zaprojektowanej i skonstruowanej przez zespół GUST zredukuje wciąż rosnące koszty związane z zakupem energii elektrycznej od dostawców. Ponadto przyczyni się do ograniczenia zużycia prądu z centralnej sieci, co pośrednio wpłynie na ograniczenie spalania nieekologicznych paliw kopalnych w elektrowniach. Dzięki zastosowaniu przydomowych turbin wiatrowych, indywidualni konsumenci będą bardziej niezależni od centralnej sieci poprzez produkcję energii z wiatru na własny użytek.

  1. Kategoria Smart Robots

Kalman – Autonomiczny Łazik Planetarny zespołu AGH Space Systems z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Kalman łazik

Łazik planetarny Kalman to projekt rozwijany od 2017 roku. Jego celem od samego początku jest stworzenie w pełni funkcjonalnego, mobilnego robota zdolnego do symulowania misji kolonizacyjnej na Marsie lub Księżycu i testowania nowych rozwiązań technicznych. Oznacza to konieczność stworzenia mobilnej, autonomicznej platformy, zdolnej do wykonywania szerokiej gamy zadań w trudnym terenie, przy jak najmniejszej ingerencji ze strony operatorów. Konstrukcja taka ma charakteryzować się maksymalną autonomią działań, szczególnie w zakresie poruszania się i znajdowania określonych struktur oraz przedmiotów. Dodatkowo, Kalman posiada możliwość przeprowadzania określonych rodzajów badań za pomocą modułu laboratoryjnego – w szczególności wykrywania śladów życia w pozyskanych próbkach gleby.

  1. Kategoria Life Upgrade:

AlterARM, konstrukcja zespołu Jawornicka Dynamics z Politechniki Poznańskiej

Alter Arm

AlterARM to projekt, który wiąże się z implementacją protezy całej górnej kończyny człowieka, wykonany ze skalowalnych modułów wykonanych prawie w całości techniką druku 3D, by można było dostosować ją w prosty sposób do niepełnosprawności docelowego użytkownika. Konstrukcja cechuje się stosunkowo niskim kosztem oraz szybkością wykonania, a dodatkowo posiada również szereg funkcjonalności znajdujących duże zastosowanie w robotyce dzięki wszystkim niezbędnym mechanizmom zintegrowanym wewnątrz ramienia.

  1. Kategoria Joker:

Łódź podwodna OKOŃ V2 wykonana przez OKOŃ Team z Politechniki Warszawskiej

Łódź podwodna Okoń

Projekt został zrealizowany z myślą o międzynarodowych zawodach, do badań naukowych związanych z autonomią i procesami zachodzącymi pod powierzchnią wody, a także do prowadzenia wielopłaszczyznowej współpracy z zewnętrznymi firmami – plany komercjalizacji, wykonywanie testów wodoodpornych urządzeń, próby szczelności i wytrzymałości w środowisku wyjątkowo niekorzystnym dla urządzeń elektronicznych.

  1. Kategoria Railway:

ROSTANICE, projekt którego autorami są Martyna Majer, Milena Szymczak, Magdalena Golina, Mateusz Otto i Agnieszka Strap z Politechniki Wrocławskiej

Dworzec kolejowy dla pociągów magnetycznych Rostanice

Projekt Rostanice przedstawia koncepcję dworca kolejowego dla pociągów magnetycznych. Projektowany dworzec zlokalizowany jest w Złotym Stoku w starej kopalni złota. Miejscowość ta leży przy granicy polsko-czeskiej. Projektowany dworzec wykorzystuje nieużywane już tunele starej kopalni, co minimalizuje ingerencję w strukturę góry. W Złotym Stoku funkcjonował kiedyś transport kolejowy połączony z kopalnią złota. Budynek dworca, który obsługiwał pasażerów stoi do dzisiaj, niestety infrastruktura nie przetrwała z powodu powodzi w 1997 r. Projektowany dworzec prezentuje zupełnie nowe podejście do tego typu obiektów. Zastosowany układ peronów jest niekonwencjonalny, gdyż znajdują się one jeden nad drugim, a główna komunikacja odbywa się pionowo. Takie rozplanowanie pozwala na bardziej intuicyjne poruszanie się użytkowników po obiekcie, wykorzystując tym samym potencjał góry. Co istotne, projektowany dworzec uwzględnia jego stopniową rozbudowę. W pierwszym etapie powstaje jeden peron, który znajduje się najniżej. W miarę rozwoju kolejnictwa i zaniku transportu drogowego będzie rozbudowywany o kolejne perony, które będą piętrzyć się ku górze.

Już od kilku lat Konkurs Konstrukcji Studenckich wydarzenie, które przyciąga młodych konstruktorów. Studenci mają okazję skonfrontować swoje pomysły z wymagającym światem biznesu i nawiązać znajomości, które mogą wpłynąć na dalszy rozwój ich projektów. Realizowalny przez Niezależne Zrzeszenie Studentów projekt spełnia rolę integracji środowiska akademickiego i biznesowego.

Konkurs KOKOS

Szczegółowe informacje na temat Konkursu Konstrukcji Studenckich znajdziecie na stronie internetowej: https://kokos.nzs.org.pl/oraz social mediach: fanpage KOKOS na Facebooku oraz  kokos.nzs na Instagramie.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

 

Możliwość komentowania Utalentowani konstruktorzy w studenckim konkursie KOKOS – znamy laureatów została wyłączona

Czy błyskawice oczyszczają atmosferę?

Pioruny wzbudzają różne skojarzenia i choć dla wielu są bardzo pięknym zjawiskiem, to jednocześnie są bardzo niebezpieczne. Badania opublikowane w czasopiśmie Science udowadniają, że błyskawice mogą odgrywać ważną rolę w…

Pioruny wzbudzają różne skojarzenia i choć dla wielu są bardzo pięknym zjawiskiem, to jednocześnie są bardzo niebezpieczne. Badania opublikowane w czasopiśmie Science udowadniają, że błyskawice mogą odgrywać ważną rolę w wypłukiwaniu zanieczyszczeń z atmosfery.

Wesprzyj Zrzutkę Nauka. To Lubię

Jak powstaje piorun?

Zacznijmy od tego, jak powstają pioruny? To wynik różnicy potencjałów dwóch naładowanych obszarów. We wnętrzu chmur burzowych wiatr porusza krople wody i kryształki lodu, które trąc o siebie wymieniają między sobą ładunki. Prąd powietrza rozdziela cząsteczki i te dodatnio naładowane przemieszczają się ku górze, natomiast te naładowane ujemnie wędrują w dół. Kiedy różnica ładunków staje się zbyt duża, w powietrzu tworzy się kanał, przez który gwałtownie przepływają ładunki.

Jak powstaje piorun?

Ładunek może także przeskoczyć na Ziemię. Kiedy spód chmury elektryzuje się ujemnie, to gromadzony ładunek odpycha elektrony na powierzchni Ziemi. Powierzchnia ma wtedy ładunek dodatni. Różnica potencjałów powoduje, że ładunki zaczynają szukać najprostszej drogi do wyładowania. Najpierw wysyłane jest wyładowanie pilotujące, trwające ułamek sekundy, które jonizuje powietrze i zmniejsza opór elektryczny. Powstały kanał wykorzystują wyładowania główne. Rozgrzewają one powietrze do olbrzymiej temperatury 30 000 °C, co widzimy jako błysk. Wysoka temperatura rozpręża powietrze powodując falę dźwiękową, czyli grzmot.

Oczyszczające działanie błyskawic

Duże wyładowania elektryczne nie pozostają obojętne dla cząsteczek powietrza i mogą sporo namieszać w chemii atmosfery. Obserwacje z samolotu ścigającego burze pokazały, że pioruny mogą tworzyć duże ilości oczyszczających powietrze związków zwanych oksydantami (utleniaczami), które pomagają oczyszczać powietrze poprzez reakcję z zanieczyszczeniami, takimi jak metan i formować molekuły bardziej rozpuszczalne w wodzie lub bardziej lepkie. To pozwala na ich łatwiejsze wypłukanie z deszczem z ziemskiej atmosfery.

Badacze zdawali sobie sprawę z tego, że błyskawice produkują tlenek azotu, co może prowadzić do powstawania takich utleniaczy jak rodniki hydroksylowe, ale nie wiedzieli, że pioruny bezpośrednio produkują także duże ilości samych utleniaczy. Rodniki to atomy lub cząsteczki, które zawierają niesparowane elektrony, a więc zazwyczaj bardzo reaktywne chemicznie. W maju i czerwcu 2012 roku odrzutowiec NASA zmierzył zawartość dwóch oksydantów w chmurach burzowych nad stanami Kolorado, Oklahomą i Teksasem. Pierwszym z nich był rodnik hydroksylowy, OH. Drugim był podobny utleniacz nazywany rodnikiem wodoronadtlenkowym, HO2. Łączna koncentracja cząsteczek OH i HO2 wygenerowana przez pioruny i pozostałe naelektryzowane obszary powietrza osiągnęły tysiące cząsteczek na bilion w niektórych częściach tych chmur. Najwyższa koncentracja OH, poprzednio zaobserwowana w atmosferze, wynosiła kilka cząsteczek na bilion. W przypadku HO2 obserwowano do 150 cząsteczek na bilion. Naukowcy nie spodziewali się tak dużego wyniku. Nawet przez pewien czas odłożyli je na półkę, bo wydały im się zbyt nieprawdopodobne. Eksperymenty laboratoryjne potwierdziły jednak, że elektryczność naprawdę potrafi wygenerować tak duże ilości OH i HO2, co pomogło potwierdzić poprawność pomiarów.

Jak powstaje błyskawica

Mogłoby się wydawać, że to i tak nie jest dużo, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że w każdej chwili przez Ziemię przetacza się około 2000 burz z piorunami, to może się okazać, że efekt ten jest bardzo znaczący. Naukowcy orientacyjnie oszacowali, że wyładowania mogą odpowiadać za 2-16% atmosferycznego OH. Bardziej dokładne oszacowanie będzie wymagać obserwacji większej ilości chmur burzowych.

Źródło: https://www.sciencenews.org/

 

Możliwość komentowania Czy błyskawice oczyszczają atmosferę? została wyłączona

Stanisław Lem zostanie wyróżniony w kosmosie w czasie misji kapsuły SpaceX Crew Dragon

Jeden z członków misji  SpaceX Crew Dragon, która w piątek leci w kosmos, wyróżni w kosmosie  Stanisława Lema w setną rocznice jego urodzin. Misja kosmiczna będzie trwała ponad pół roku….

Jeden z członków misji  SpaceX Crew Dragon, która w piątek leci w kosmos, wyróżni w kosmosie  Stanisława Lema w setną rocznice jego urodzin. Misja kosmiczna będzie trwała ponad pół roku.

Informację o planach upamiętnienia polskiego twórcy science fiction przekazała Polska Fundacja Fantastyki Naukowej, która jest inicjatorem przedsięwzięcia.

Według Szymona Kloski z Krakowskiego Biura Festiwalowego, Stanisław Lem zostanie uhonorowany w kosmosie prawdopodobnie na jesień, pod koniec misji.  Jeszcze nie wiemy w jaki dokładnie sposób, ale przygotowania trwają.

Załoga liczy czterech uczestników misji kapsuły SpaceX Crew Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną, która rozpocznie się w piątek. Thomas Pesquet, członek załogi (specjalista misji)  – to właśnie on, zgodnie z zapowiedziami, uhonoruje rok Lema.

Pesquet jest astronautą Europejskiej Agencji Kosmicznej, pozostali trzej uczestnicy pracują dla amerykańskiej agencji NASA: Shane Kombrough (dowódca misji), Megan McArthur (pilot) i Akihiko Hoshide (specjalista misji). Badania mają pomóc w jeszcze szerszym poznaniu wszechświata.

Misja kosmiczna SpaceX Crew Dragon rozpocznie się w piątek. Będzie można ją zobaczyć  na stronie internetowej NASA oraz na kanale YouTube:

To już duga misja kapsuły SpaceX Crew Dragon. Pierwsza odbyła się rok temu.

Lem tak ponad 50 lat temu  wyobrażał sobie podróże kosmiczne:

„Kiedy już pilot ułożył się na fotelu, miał po obu bokach cztery rękojeści główne reaktora i sterowniczych dysz odchylających, trzy awaryjne, sześć dźwigni małego pilotażu, pokrętła rozruchu i biegu jałowego oraz regulator mocy, ciągu, przedmuchu dysz, a nad samą podłogą — wielkie szprychowe kółko aparatury klimatyzacyjnej, tlenowej, rączkę instalacji przeciwpożarowej, wyrzutni reaktora (gdyby rozpoczęła się w nim reakcja łańcuchowa nie kontrolowana), linkę z pętlą, przymocowaną do wierzchu szafki z termosami i jedzeniem, pod stopami zaś — wymoszczone miękko i opatrzone strzemiennymi pętlicami pedały hamownic i bezpiecznik wyrzutowy, którego naciśnięcie (pierwej trzeba było nogą rozbić jego kołpak i pchnąć go do przodu) wyrzucało pęcherz razem z fotelem i pilotem oraz wylatującymi za nim strunami spadochronu pierścienno–wstęgowego.” („Opowieści o pilocie Pirxie”)

źródło:

naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Stanisław Lem zostanie wyróżniony w kosmosie w czasie misji kapsuły SpaceX Crew Dragon została wyłączona

Najwybitniejsi Naukowcy w świecie komiksowym

Wydawnictwo Egmont Polska przygotowało właśnie w swojej ofercie nie lada gratkę dla miłośników komiksów. Kilka dni temu ukazała się komiksowa seria zatytułowana „Najwybitniejsi Naukowcy”, która ucieszy nie tylko młodych czytelników….

Wydawnictwo Egmont Polska przygotowało właśnie w swojej ofercie nie lada gratkę dla miłośników komiksów. Kilka dni temu ukazała się komiksowa seria zatytułowana „Najwybitniejsi Naukowcy”, która ucieszy nie tylko młodych czytelników.

Seria komiksowa pt. „Najwybitniejsi Naukowcy”, która jest jedną z najnowszych propozycji Klubu Świata Komiksu wydawnictwa Egmont Polska, to obowiązkowa pozycja dla fanów komiksów oraz tych, którzy chcieliby poznać historię najwybitniejszych naukowców w historii. Twórcą serii jest hiszpański scenarzysta i rysownik Jordi Bayarri, a za przekład odpowiedzialna jest Agata Ostrowska.

Całość podana jest w bardzo przystępny i obrazowy sposób. Na 48 stronach zaprezentowane są postaci ludzi nauki, których badania przyczyniły się do rozwoju ludzkości w różnych dziedzinach. W kolejnych numerach będzie można zapoznać się z życiorysami i dokonaniami naukowców, którzy działali w obszarze medycyny, przyrody, fizyki czy astronomii. 

Maria Skłodowska-Curie

Maria Skłodowska-Curie

W pierwszym tomie mamy okazję zapoznać się z postacią polskiej naukowczyni, Marii Skłodowskiej-Curie, odkrywczyni dwóch pierwiastków promieniotwórczych – radu i polonu, dwukrotnie uhonorowanej Nagrodą Nobla. Była nie tylko jednym z najwybitniejszych naukowców w dziejach, ale także wielką propagatorką nauki. 

Charles Darwin

Charles Darwin

Drugi tom to historia Charlesa Darwina, twórcy teorii ewolucji, którą przedstawił w swoim dziele pt. „O powstawaniu gatunków”. W komiksie można prześledzić, co sprawiło, że Darwin poszedł akurat taką drogą i co go ukształtowało jako największego w dziejach przyrodnika.

Obydwa tomy są dostępne POD TYM LINKIEM.

Mocno wierzę, że te komiksy rozbudzą wyobraźnię młodszych czytelników i pozwolą im przybliżyć postaci wielkich naukowców. Treści napisane są w przystępny sposób i bardzo prosto przybliżają biografie naukowców oraz ukazują ich niezwykłą chęć zdobywania wiedzy. Czytelnik ma okazję prześledzić drogi, które doprowadziły bohaterów komiksów do dokonania przełomowych dla świata odkryć i kto wie, być może zainspiruje to wielu młodych do tego, by obrać podobny kurs. 

Nauka. To Lubię Junior objęła patronatem całą serię, a ja miałem okazję napisać posłowie, które znajduje się w materiałach dodatkowych.

Źródło zdjęć: Księgarnia Egmont

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Najwybitniejsi Naukowcy w świecie komiksowym została wyłączona

Dokąd wędrują bieguny?

Każdy z nas ze szkoły podstawowej wie, gdzie znajduje się biegun geograficzny północny i południowy Ziemi. Uczyliśmy się też, że bieguny magnetyczne leżą gdzieś niedaleko. Okazuje się jednak, że nasza…

Każdy z nas ze szkoły podstawowej wie, gdzie znajduje się biegun geograficzny północny i południowy Ziemi. Uczyliśmy się też, że bieguny magnetyczne leżą gdzieś niedaleko. Okazuje się jednak, że nasza wiedza dezaktualizuje się bardzo szybko, tak szybko jak uciekają bieguny magnetyczne. W takim razie gdzie znajduje się biegun magnetyczny Ziemi?

Pole magnetyczne w sposób naturalny tworzy się we wnętrzu i dookoła Ziemi. Nasza planeta nie jest statycznym naładowanym magnesem, a pole magnetyczne powstaje w wyniku ciągle zachodzącego procesu nazwanego dynamo. Badania sejsmiczne na początku XX wieku udowodniły, że Ziemia składa się z kilku warstw, ze stałego jądra wewnętrznego z prawie czystego żelaza, z płynnego jądra zewnętrznego również złożonego głownie z żelaza, skalnego płaszcza i skorupy ziemskiej.  Zewnętrzne jądro zawiera przewodzące masy z dużą zawartością żelaza, które podlegają ciągłemu ruchowi, głównie dzięki prądom konwekcyjnym. Siła Coriolisa pochodząca od obrotu Ziemi wokół własnej osi również wprawia je w ruch, co powoduje powstawanie pola magnetycznego. Chociaż sam mechanizm generowania pola elektromagnetycznego przez poruszające się ładunki jest stosunkowo prosty, to poziom skomplikowania ruchów zachodzących tysiące kilometrów pod naszymi stopami utrudnia całkowite zrozumienie zjawiska. Dopiero powstanie komputerów zdolnych tworzyć skomplikowane symulacje pozwoliło na opracowanie jego przybliżonych modeli.  Przemieszczanie się przewodzącego płynu generuje pole, które wpływa też na jego ruch, dlatego kluczowe okazało się zaproponowanie takiego ruchu prądów, żeby mechanizm nie wygaszał sam siebie.

Północ czy południe

Biegun magnetyczny ziemi to miejsce, w którym linie pola magnetycznego są prostopadłe do powierzchni Ziemi, a igła kompasu próbuje ustawić się pionowo i wskazywać obszar pod naszymi stopami. Bieguny magnetyczne nie pokrywają się z biegunami geograficznymi. Okazuje się, że pole magnetyczne nie jest symetryczne względem osi obrotu Ziemi, dlatego bieguny północny i południowy nie leżą też dokładnie po przeciwnych stronach planety. Chociaż w uproszczeniu przedstawia się pole magnetyczne Ziemi w takim kształcie, jakby pochodziło od wielkiego dipola znajdującego się w środku planety, to w rzeczywistości tak nie jest.  Co więcej, biegun magnetyczny znajdujący się na półkuli północnej nazywamy biegunem magnetycznym północnym, chociaż z punktu fizyki jest to biegun… południowy, ponieważ przyciąga biegun północny magnesu. Prawdziwy galimatias!

Zjawisko występowania pola magnetycznego zostało wykorzystane w konstrukcji kompasu, który pomagał odnajdywać się w terenie. Już w starożytnych Chinach zauważono, że igła wykonana z tlenku żelaza- magnetytu zawsze ustawia się w kierunku wskazującym północ-południe. Urządzenie takie zaczęto wykorzystywać do nawigacji morskiej. Dopiero kilkaset lat później zauważono, że wskazania kompasu nie zgadzają się dokładnie z geograficznym kierunkiem, ponieważ bieguny magnetyczny i geograficzny znajdują się w tym samym miejscu. Co prawda na większości powierzchni naszej planety z daleka od biegunów można założyć, że kierunek do bieguna geograficznego nie różni się praktycznie wcale, ale odkąd nawigacja stała się bardziej dokładna, różnica ta nabrała dużego znaczenia. Różnica kierunków magnetycznego i geograficznego nazywa się deklinacją.

Wędrówki bieguna

Jeszcze, jakby tego było mało, bieguny magnetyczne zmieniają swoje położenie w czasie. Po raz pierwszy położenie północnego bieguna magnetycznego odkrył w 1831 roku brytyjski oficer i badacz Arktyki i Antarktydy James Clark Ross. Od tamtego momentu biegun przewędrował 2250 km. Jego odpowiednik na drugiej półkuli na zdobycie czekał do 1909 roku, kiedy dotarła do niego ekspedycja geologa Edgewortha Davida.

Jak wiadomo, pole magnetyczne Ziemi podlega ciągłym zmianom na skutek ruchów prądów żelaza w płynnym jądrze Ziemi. Ruchy te są niejednorodne i trudno jest z dużą dokładnością przewidzieć położenia biegunów magnetycznych Ziemi w przyszłości. Światowy model magnetyczny (WMM) został stworzony, aby pokazywać, jak wygląda pole magnetyczne, a w szczególności w którym miejscu znajdują się bieguny magnetyczne. Dane do modelu zbierane są z satelitów i obserwatoriów na Ziemi.  Jest on uaktualniany przez Amerykańską Narodową Służbę Oceaniczną i Meteorologiczną oraz Brytyjski Instytut Geologiczny co pięć lat. Obserwacja zmian położenia biegunów magnetycznych pokazała, że od lat 90. ich ruch znacząco przyspieszył. Zmiana nastąpiła w 2018 roku, kiedy biegun magnetyczny przemieścił się tak szybko, że wymusił wcześniejszą zmianę modelu. Przesunął się wtedy o ok. 55 km.

Szybka zmiana

Interesującym zjawiskiem zachodzącym w nieregularnych odstępach czasowych jest przebiegunowanie, czyli zamiana biegunów północnego z południowym. Wiemy, że takie zjawisko miało już wielokrotnie miejsce, ponieważ pole magnetyczne może być zapisane w skałach. W przeszłości, kiedy spod powierzchni Ziemi wydobywała się magma, zawarte w niej minerały ferromagnetyczne układały się zgodnie z polem magnetycznym Ziemi. Po zastygnięciu namagnesowanie pozostało, stąd dzisiaj możemy odczytać, że bieguny wielokrotnie zamieniały się miejscami. W czasie zamiany pole magnetyczne często słabnie i zmienia się w chaotyczny sposób. Zazwyczaj niezauważalne anomalie powodowane przez prądy konwekcyjne we wnętrzu Ziemi mogą sprawić, że w jednym momencie na Ziemi znajdzie się kilka biegunów. Taki chaos w czasie zamiany biegunów może trwać nawet kilka tysięcy lat. Ostatnio zdarzyło się to 780 tys. lat temu.

Zdjęcie: National Oceanic and Atmospheric Administration NOAA, maps.ngdc.noaa.gov

Możliwość komentowania Dokąd wędrują bieguny? została wyłączona

Wesprzyj rozwój Nauka . To Lubię

Nauka. To Lubię ma już 8 lat. Dzisiaj to już nie tylko video blog, który właśnie przekroczył liczbę pół miliona subskrypcji, ale także podcast, kanał naukowy dla dzieci i strona…

Nauka. To Lubię ma już 8 lat. Dzisiaj to już nie tylko video blog, który właśnie przekroczył liczbę pół miliona subskrypcji, ale także podcast, kanał naukowy dla dzieci i strona www. To wszystko dla Was i dzięki Wam. I mam nadzieję, że to dopiero początek. Sam jednak nie jestem w stanie rozwijać środowiska Nauka. To Lubię, dlatego założyłem zrzutkę i chcę was poprosić o pomoc.

TUTAJ ZNAJDZIESZ LINK DO MOJEJ ZRZUTKI

Na co przeznaczę fundusze?

Zebrane pieniądze chcę przeznaczyć na kolejne, nowe, wartościowe projekty. Nie potrzebuję tych pieniędzy dla siebie, ale po to, żeby rozwijać fundację, którą założyłem kilka miesięcy temu.

Cele zrzutki Nauka. To Lubię

  • Celem zrzutki jest stworzenie naukowego serwisu fact-checkingowego, który będzie odpowiedzią na potrzebę wiarygodnych źródeł informacji i walki z fake newsami.
  • Dla najmłodszych widzów w planach są ciekawe i rozwijające, animowane serie video.
  • Nauka To. Lubię planuje dostarczać rodzicom i nauczycielom interesujące materiały, nie tylko w formie video, ale także w formie poradników.
  • Ponadto za część kwoty, która wpłynie na konto zrzutki powstanie fundusz grantowy dla młodych i zdolnych uczniów.

Zależy mi na wspieraniu czasami szalonych, ale moim zdaniem wartościowych projektów naukowych. Spotykam wielu młodych ludzi, którzy mają ogromny potencjał, uważam, że nie możemy pozwolić na to, żeby się marnował. W przeszłości wspierałem różne inicjatywy – jak chociażby ostatnio budowę uczniowskiego „satelity” – ale chcę by Fundacja Nauka. To Lubię zajmowała się tym regularnie.

Osoby, które zdecydują się na stałe wspieranie fundacji zaproszę do rady, która będzie współdecydowała, które naukowe projekty warto sfinansować!

ZOSTAŃ MECENASEM NAUKA. TO LUBIĘ

Naukę popularyzuję od lat. Sprawdzam fakty, mówię o nich w sposób zrozumiały, chcę byście byli na bieżąco z tym, co dzieje się w nauce. Uważam, że to ważne i dla osób dorosłych i dla dzieci. W rozwoju Nauka. To Lubię dotarłem jednak do ściany. Bez finansowego wsparcia nie jestem w stanie robić więcej.

Zachęcam do wpłaty cyklicznej, ale nie narzucam żadnych progów. Wspierasz tyle, ile możesz. Bez względu na kwotę, Mecenasów Nauka. To Lubię zapraszam do zamkniętej grupy, w której będziemy:

  • regularnie spotykać się w formule online;
  • dyskutować o tematach odcinków;
  • decydować o przyznawaniu grantów;
  • ustalać daty i miejsca spotkań stacjonarnych (po pandemii).

Czas mamy szczególny, dla wielu bardzo trudny. Ostatnie miesiące szczególnie wyraźnie pokazały, jak ważne są wiarygodne źródła informacji, jak ważne jest wspieranie rodziców i szkoły w edukacji dzieci. Dlatego właśnie TERAZ was proszę o finansowe wsparcie. Za każdą, nawet najmniejszą kwotę z całego serca dziękuję!

Tomek

Możliwość komentowania Wesprzyj rozwój Nauka . To Lubię została wyłączona

„Prześpij się z tym”. Czyli po co nam sen?

Sen zajmuje nam nawet jedną trzecią życia. Czasami wydaje się, że to marnotrawienie czasu, którego wciąż nam brakuje. Ile ciekawych rzeczy można by zrobić, odejmując sobie dwie lub trzy godziny…

Sen zajmuje nam nawet jedną trzecią życia. Czasami wydaje się, że to marnotrawienie czasu, którego wciąż nam brakuje. Ile ciekawych rzeczy można by zrobić, odejmując sobie dwie lub trzy godziny snu? Okazuje się jednak, że sen jest rewelacyjną inwestycją w efektywniejsze wykorzystanie czasu w ciągu dnia. Jest nam niezbędny nie tylko po to, żebyśmy mogli odpocząć, ale też ma zbawienny wpływ na naszą psychikę.

Kiedy śpimy, wydawać by się mogło, że nic się z nami nie dzieje. Błąd! Chociaż nasza aktywność ruchowa jest zniesiona i nie mamy wtedy świadomości, nasz mózg wciąż pracuje. Jak to w ogóle możliwe, że przestajemy odbierać sygnały z zewnątrz? Na szczycie pnia mózgu znajduje się wzgórze, przez które przechodzą wszystkie sygnały pochodzące od naszych zmysłów (oprócz węchu), zanim dotrą do kory mózgowej. W dzień ta „brama” pozostaje otwarta, natomiast w nocy pień mózgu hamuje uwalnianie substancji chemicznych, przez co wzgórze wyłącza się. Czasami, kiedy śnimy, wzgórze i kora zaczynają pracować, jednak nie przetwarzają sygnałów zewnętrznych tylko to, co już mamy w pamięci.

Nasz sen składa się z wielu etapów. Naprzemiennie występują: cztery fazy coraz głębszego snu, po których następuje faza REM, czyli faza szybkich ruchów gałek ocznych, podczas której pojawiają się u nas sny. Mózg jest wtedy bardzo aktywny, natomiast ciało znajduje się w totalnym bezruchu, wszystkie duże mięśnie całkowicie się odprężają. Na podstawie badań nad kotami domowymi okazało się, że odpowiada za to most, część pnia mózgu. Kiedy była ona uszkodzona, koty wstawały i na przykład atakowały wrogów, którzy im się przyśnili. Dlatego też mózg wyłącza nasze mięśnie, żebyśmy nie zrobili sobie krzywdy wykonując czynności, o których śnimy. Jeden cykl trzech faz snu trwa około 90-100 min i powtarza się kilka razy w nocy. Czujemy się wyspani wtedy, kiedy łącznie fazy snu głębokiego wyniosą około dwóch godzin.

Wesprzyj Zrzutkę Nauka. To Lubię

Terapia snem

Sen cudownie regeneruje nasze siły. Jednak jego wpływ na nasze zdrowie nie ogranicza się tylko do odpoczynku po ciężkim dniu. Nasz mózg potrzebuje snu, aby zwiększyć kreatywność. Szczególnie w fazie REM mózg przetwarza nasze wspomnienia, pracuje nad ich powiązaniami i porządkuje je w logiczny ciąg. Dzięki temu łatwiej nam jest wpaść na ciekawy pomysł. Nie bez powodu mówimy komuś, kto ma do rozwiązania jakiś problem: „prześpij się z tym”. Po wyspanej nocy łatwiej nam rozwikłać życiowe trudności. Poza tym sen sprawia, że mózg oddziela emocje od wspomnień, co pozwala nam nabrać dystansu do naszych przeżyć, a w efekcie czujemy się o wiele lepiej.

Ciekawym zagadnieniem jest wpływ snu na proces pamięci. Okazuje się, że kiedy próbujemy nauczyć się czegoś nowego, wyzwalamy w mózgu aktywność, która trwa długo po zakończeniu świadomej nauki. Zaś szczególnego znaczenia nabiera gdy śpimy. Nasz mózg porządkuje wtedy wiedzę, wzmacnia ważne połączenia między neuronami i stabilizuje pamięć. Ten proces nazywa się konsolidacją. Mózg decyduje również, które wspomnienia są warte zapamiętania, a które ma wyrzucić do kosza. Poza tym dobry sen pozwala na lepszą koncentrację w ciągu dnia.

To tłumaczy, dlaczego sen jest ważny dla dzieci. W czasie najbardziej intensywnego rozwoju organizmu potrzebujemy dużo więcej snu. Niemowlęta śpią po kilkanaście godzin dziennie, nastolatkowie powinni przesypiać około 9 godzin, a dorosłym zazwyczaj wystarcza 7-8. Niestety duża część ludzi z różnych powodów nie dosypia. Prowadzi to do poważnych zaburzeń. Deprywacja snu u ludzi powoduje duże ryzyko otyłości, chorób serca, zawałów, cukrzycy, raka, a nawet demencji. Organizmy, którym brakuje snu, wytwarzają nadmiarowy hormon pobudzający apetyt, przez co jedzą więcej, niż to potrzebne. Zwiększa się też ryzyko nadciśnienia i osłabia układ odpornościowy. Efekty te kumulują się na przestrzeni lat, dlatego nie warto bagatelizować ciągłego niewyspania.

Sowa czy skowronek – chronotypy snu

Znaczenie dla naszego samopoczucia ma nie tylko ilość snu, ale też jego pora. Chronotypy określają nasz rytm dobowy, czyli skłonność do aktywności lub do spania w konkretnych porach dnia i nocy. Najpopularniejsze dwa chronotypy to ranny ptaszek i sowa. Ranny ptaszek, czy skowronek to osoba, która kładzie się spać i wstaje stosukowo wcześnie, oraz szybko osiąga optymalny poziom pobudzenia i dobrze znosi wysiłek fizyczny i umysłowy w porannych godzinach. Sowa czy inaczej nocny marek zasypia i wstaje późno, a największą aktywność przejawia późnym wieczorem lub nawet w nocy. Oczywiście praktyka pokazuje, że nie każdy odnajdzie się w tych dwóch opisach. Każdy z nas funkcjonuje trochę inaczej, dlatego naukowcy zajmujący się badaniem snu zaproponowali cztery chronotypy, żeby móc opisywać więcej przypadków. Wyróżnia się delfiny, czyli osoby śpiące mało i nieregularnie; lwy czyli osoby, które wstają wcześnie, ale też szybko są zmęczone; wilki, które preferują wieczorne godziny i wolą wstawać później oraz senne niedźwiedzie funkcjonujące w dużej zależności od światła słonecznego, które potrzebują dużo snu.

Wewnętrzny zegar

Jeśli nie jesteśmy zadowoleni ze swojego funkcjonowania, powinniśmy obwiniać to, co nazywamy zegarem biologicznym. Neuronalne struktury w naszym organizmie odmierzają czas i dostosowują nasze funkcje życiowe do otoczenia. Cyklicznej zmianie ulega np. temperatura naszego ciała, sprawność umysłowa, nastroje lub ilość melatoniny. Sposób funkcjonowania naszych zegarów biologicznych jest zapisany w naszych genach i o niewiele da się go zmodyfikować. Duże znaczenie dla regulowania rytmu okołodobowego ma gen PERIOD3, który też pomaga nam przystosowywać się do sezonowych zmian w przyrodzie. Okazuje się, że w dużej mierze chronotyp można po prostu odziedziczyć po rodzicach. Oprócz genów na chronotyp wpływa na przykład strefa klimatyczna, w której żyjemy, w szczególności pora i długość oddziaływania światła słonecznego, ale także wiek. Małe dzieci mają zdecydowaną tendencję do wczesnego wstawania, czego raczej nie można powiedzieć o nastolatkach, które preferują wieczorne pory.

Coraz więcej wiemy o tym, czym jest i jak działa sen, chociaż niektóre zagadnienia wciąż są dla nas tajemnicą. Im więcej badań prowadzi się nad snem, tym bardziej przekonujemy się, że o dobry sen warto dbać. Dla zdrowia szczególne znaczenie ma nie tylko ilość snu, ale też regularność trybu życia, unikanie przed spaniem stymulowania się kofeiną, światłem ekranów czy aktywnością fizyczną. Nasz organizm z chęcią wynagrodzi nam, dłużej pozostając w świetnej kondycji.

Wesprzyj Zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania „Prześpij się z tym”. Czyli po co nam sen? została wyłączona

Skąd się biorą nasze reakcje i co nami steruje?

Gdzie mieszczą się nasze intencje i skąd się biorą nasze reakcje? Z mózgu? A może źródła naszych zachowań powinniśmy szukać zupełnie gdzie indziej? W tym artykule wyjaśniam, dlaczego reagujemy w…

Gdzie mieszczą się nasze intencje i skąd się biorą nasze reakcje? Z mózgu? A może źródła naszych zachowań powinniśmy szukać zupełnie gdzie indziej? W tym artykule wyjaśniam, dlaczego reagujemy w dany sposób i co ma wpływ na nasze reakcje. Do poruszenia tego tematu zainspirowała mnie książka autorstwa Roberta Sapolsky’ego pt. „Zachowuj się. Jak biologia wydobywa z nas to, co najgorsze, i to, co najlepsze”.

Co sprawiło, że zrobiłeś to, co zrobiłeś? Odpowiedź zależy od dyscypliny nauki, bo wszystkie udzielą różnych odpowiedzi. Z jednej strony hormony, z drugiej ewolucja, z innej jeszcze doświadczenia z dzieciństwa albo geny, albo kultura. Wszystkie te odpowiedzi są ze sobą nierozerwalnie splecione, żadna nie jest najlepsza. Człowieka powinniśmy postrzegać interdyscyplinarnie.

To nie mózg steruje naszymi reakcjami?

Mózg w danej sytuacji nie zadziałał sam z siebie. Tuż przed Twoją reakcją dotarł do Ciebie jakiś bodziec, który wywołał taką a nie inną reakcję. Zadziałał przez kanały zmysłowe i dotarł do mózgu, chociaż mogłeś sobie tego nie uświadomić. Co nam to mówi o naszych najgorszych i najlepszych zachowaniach? Mózg pobudza do działania przeróżne informacje docierające ze zmysłów. Szczególnie wyraźnie widać ten mechanizm u innych gatunków. Zwierzęta potrafią wyczuwać rzeczy w zakresie dla nas niedostępnym albo za pomocą zmysłów, których w ogóle nie znamy.

U różnych gatunków dominująca forma sygnałów zmysłowych — wzrok, dźwięki i tak dalej — ma najbardziej bezpośredni dostęp do układu limbicznego, dlatego na przykład u gryzoni emocje są zazwyczaj wywołane przez węch. Ludzki układ węchowy jest w zaniku: około 40% mózgu szczura zajmuje się przetwarzaniem sygnałów zapachowych — u człowieka tylko 3%. Mimo to wciąż nieświadomie prowadzimy węchowe życie i podobnie jak u gryzoni nasz układ węchowy ma więcej bezpośrednich połączeń z układem limbicznym niż jakikolwiek inny zmysł.

Oprócz informacji dotyczących świata zewnętrznego nasze mózgi nieustannie odbierają informacje dotyczące „interocepcji”, czyli wewnętrznego stanu ciała, jak głód, ból, swędzenie, co też wpływa na nasze emocje. Jeśli czujemy się źle i coś nas boli, to nasza reakcja na bodźce będzie wyczulona. Ból wzmacnia już istniejącą skłonność do agresji, a więc osoby z natury agresywne stają się w takich momentach jeszcze bardziej agresywne.

Wrażliwość na konkretne sygnały pochodzące z różnych źródeł zmienia się. Kiedy jesteśmy głodni, rośnie nasza wrażliwość na zapach jedzenia. Sygnały pochodzące od zmysłów prowadzą do mózgu. Jednak mózg wysyła także połączenia neuronowe do narządów zmysłów. Na przykład niski poziom cukru we krwi może aktywować określone neurony w podwzgórzu. One z kolei wysyłają sygnały pobudzające neurony receptorów w nosie, które reagują na zapachy jedzenia. Sama stymulacja nie wystarczy, żeby w neuronach receptorowych pojawiły się potencjały czynnościowe, ale teraz wystarczy mniejsza liczba aromatycznych cząsteczek z żywności, żeby taki potencjał wyzwolić.

A może chodzi o hormony?

Testosteron — jak działa?

Najczęściej za sprawcę agresji uznaje się testosteron. Chociaż rzeczywiście między występowaniem agresji a obecnością testosteronu występuje pewna korelacja, to związek pomiędzy poziomem testosteronu a agresją u dorosłych mężczyzn jest słaby i niestały, a podawanie testosteronu ochotnikom zazwyczaj nie zwiększa u nich agresji. Mózg nie zwraca uwagi na wahania poziomu testosteronu, dopóki utrzymuje się on w normalnym zakresie, a różnice dotyczące poziomu testosteronu na ogół nie wyjaśniają, dlaczego jedne osoby są bardziej agresywne od innych.

Jak działa więc testosteron? Podnosi poziom pewności siebie i optymizmu, a obniża uczucia strachu i lęku. Testosteron zwiększa impulsywność i ryzykowne zachowania, skłaniając ludzi do robienia rzeczy łatwiejszej, nawet jeśli jest to głupie. Obniża aktywność w korze przedczołowej oraz osłabia jej współpracę z ciałem migdałowatym, za to zwiększa łączność ciała migdałowatego ze wzgórzem — czyli strukturą, przez którą informacje napływające ze zmysłów docierają skróconą drogą do ciała migdałowatego. W ten sposób rośnie wpływ impulsów działających w ułamku sekundy, ale nieprecyzyjnych, zaś maleje rola kory czołowej, która każe się na chwilę zatrzymać i zastanowić.

Dlatego działanie testosteronu zależy od kontekstu. Sam nie powoduje agresji, ale może pomóc ją wywoływać. Jeśli ciało migdałowate już wcześniej reaguje na jakiś aspekt wiedzy wyuczonej społecznie (gniewne twarze), to testosteron zwiększa intensywność jego reakcji. Mówi ona, że wyższy poziom testosteronu zwiększa agresję wyłącznie w reakcji na pojawiające się wyzwanie. Wzrost poziomu testosteronu towarzyszący zagrożeniu statusu wzmaga wszelkie zachowania zmierzające do utrzymania statusu. Gdyby status zdobywałoby się w zamian za szlachetne zachowania, nie byłoby bardziej prospołecznego hormonu niż testosteron.

Stres — jak wpływa na organizm i podejmowanie decyzji?

Czynnikiem, który za to bardzo silnie wpływa na nasze decyzje i zachowanie jest stres. Pojawia się on szczególnie przed podjęciem najważniejszych i obarczonych największymi konsekwencjami decyzji. Jest to dla zjawisko najczęściej niekorzystne, ale stres jest potrzebny, kiedy organizm potrzebuje się zmobilizować na krótko. Naszym przodkom pomagał zwiększyć wydajność organizmu w razie niebezpieczeństwa. Mięśnie potrzebowały wtedy dużej dawki energii, reakcja stresowa mobilizowała energię i przenosiła ją z zapasów organizmu do krwiobiegu. Co więcej, przy okazji stresu podnosi się tętno i ciśnienie krwi, dzięki czemu energia krążąca w krwiobiegu szybciej dociera do pracujących mięśni. Do tego w chwilach stresu organizm odkłada na potem rośnięcie, naprawianie tkanek czy reprodukcję. Dlatego długoterminowy stres powoduje różne problemy metaboliczne i osłabia odporność.

Długotrwały stres powoduje również, że ludzie nieświadomie stają się bardziej wyczuleni na gniewny wyraz twarzy. W chwilach stresu bardziej aktywny staje się neuronalny skrót, którym dane ze zmysłów przenoszą się przez wzgórze do ciała migdałowatego — jego synapsy robią się wrażliwsze. Nasze reakcje stają się szybsze, ale też mniej precyzyjne i przemyślane. W sytuacji budzącej strach ciało migdałowate panuje nad hipokampem i zmusza go do zapamiętania informacji dotyczących kontekstu zdarzenia (np. ciało migdałowate zapamiętuje nóż napastnika, a hipokamp — miejsce, w którym doszło do napadu rabunkowego). Stres wzmacnia ten efekt, ułatwia uczenie się skojarzeń lękowych i włączanie ich do pamięci długoterminowej.

hormon stresu

Z drugiej jednak strony pod wpływem stresu trudniej jest odzwyczaić się od odruchu warunkowego związanego ze skojarzeniem lękowym. Stres zaburza też działanie pamięci roboczej, ale też utrudnia synchronizację różnych obszarów kory czołowej. Dlatego trudniej jest przerzucić się od jednego zadania do drugiego. W sytuacji stresowej zacinamy się, włącza się autopilot, kierujemy się nawykiem. Co zwykle robimy w stresującym momencie, kiedy coś nie działa? Powtarzamy to samo wiele razy, tylko szybciej i mocniej. Osłabienie działania kory czołowej w połączeniu z nasilonym działaniem ciała migdałowatego w chwilach stresu powoduje, że źle oceniamy ryzyko.

Chociaż oczywiście każdy jest inny to obie płcie zarządzają stresem inaczej. Reakcja typu tend-and-befriend u kobiet to przeciwieństwo reakcji fight or flight bardziej charakterystycznej dla mężczyzn. Statystycznie kobiety w stresie skupiają się bardziej na trosce o dzieci (tend) oraz szukają przynależności społecznej (befriend). Jest tak najprawdopodobniej dlatego, że u kobiet w reakcji stresowej silniejszy jest element wydzielania oksytocyny, hormonu odpowiedzialnego zabudowanie relacji.

W ciągu ostatnich minut czy godzin przed jakimś zachowaniem hormony działają głównie w sposób warunkowy i ułatwiający. Hormony nie determinują, nie nakazują, nie powodują zachowań, ani ich nie tworzą. Sprawiają tylko, że stajemy się bardziej wrażliwi na czynniki społeczne, które wyzwalają zachowania silnie nacechowane emocjonalnie i wzmacniają w nas już istniejące skłonności w tych obszarach.

Ostatnio nagrałem film na swój kanał na YouTube na ten temat. Obejrzyj materiał:

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Skąd się biorą nasze reakcje i co nami steruje? została wyłączona

Czy w kosmosie można znaleźć czterolistne koniczynki? Najnowsze odkrycia kosmiczne

Międzynarodowy zespół badaczy odkrył w kosmosie kwazary, które kształtem przypominają czterolistne koniczyny. Nowe odkrycia w kosmosie mają polski akcent dzięki udziałowi naukowca z UAM w Poznaniu. Na początek wyjaśnijmy, co…

Międzynarodowy zespół badaczy odkrył w kosmosie kwazary, które kształtem przypominają czterolistne koniczyny. Nowe odkrycia w kosmosie mają polski akcent dzięki udziałowi naukowca z UAM w Poznaniu.

Na początek wyjaśnijmy, co to są Kwazary? To jasne jądra odległych galaktyk, które napędzane są przez znajdujące się w nich supermasywne czarne dziury. Najnowsze odkrycia kosmiczne pokazują zjawisko w formie podobnej do czterolistnych koniczynek.

Od 40 lat astronomowie zaobserwowali około 50 takich kosmicznych „koniczynek”. Najnowsze badania, które trwały zaledwie półtora roku, zwiększyły tę liczbę o około 25 procent, pokazując, jak potężnym narzędziem jest uczenie maszynowe, które wspomaga astronomów w poszukiwaniach tych kosmicznych zjawisk.

Image credit: The GraL Collaboration

Cztery z nowo odkrytych poczwórnych kwazarów. Od lewego górnego narożnika zgodnie z ruchem wskazówek zegara: GraL J1537-3010 („Wolf’s Paw”); GraL J0659+1629 („Gemini’s Crossbow”); GraL J1651-0417 („Dragon’s Kite”); GraL J2038-4008 („Microscope Lens”). Rozmyta plamka w centrum obrazów to galaktyka soczewkująca, której grawitacja rozszczepia światło dochodzące ze znajdującego się za nią kwazara w taki sposób, że powstają cztery osobne obrazy kwazara. Modelowanie tych układów i monitoring zmian ich jasności w czasie pozwalają astronomom wyznaczyć prędkość ekspansji Wszechświata i rozwiązywać inne problemy kosmologiczne (Image credit: The GraL Collaboration)

 

Kosmiczne czterolistne koniczynki

Odkrył je międzynarodowy zespół naukowców, w tym Jean Surdej, profesor wizytujący w Instytucie Obserwatorium Astronomicznym UAM, który  jest współautorem wspomnianych badań.

Jakie możemy mieć z tego korzyści?

Quady, bo tak są nazywane kosmiczne czterolistne koniczynki, to kopalnie złota z punktu widzenia rozmaitych zagadnień. Mogą pomóc w wyznaczeniu prędkości rozszerzania się Wszechświata i rozwiązaniu innych tajemnic, związanych np. z ciemną materią czy „centralnym napędem” kwazarów – mówi Daniel Stern, kierownik zespołu badawczego z Jet Propulsion Laboratory, zarządzanego przez Caltech dla NASA.

 

Image credit: R. Hurt (IPAC/Caltech)/The GraL Collaboration

Powyższy wykres ilustruje, w jaki sposób powstają poczwórne obrazy kwazarów widoczne na niebie. Tor lotu światła z odległego kwazara, znajdującego się miliardy lat świetlnych od Ziemi, zostaje zniekształcony przez grawitację masywnej galaktyki, znajdującej się bliżej, pomiędzy kwazarem i Ziemią. Zakrzywienie toru lotu światła powoduje iluzję, że kwazar podzielił się na cztery podobne obiekty, otaczające znajdującą się przed nim galaktykę (Image credit: R. Hurt (IPAC/Caltech)/The GraL Collaboration)

Trwają badania, w które zaangażowany jest Jean Surdej, profesor wizytujący w Instytucie Obserwatorium Astronomicznym UAM w Poznaniu, który uczy zagadnień związanych z soczewkowaniem grawitacyjnym. Polega ono na zakrzywianiu biegu promieni świetlnych odległego obiektu, np. kwazara, przez masywną galaktykę znajdującą się bliżej, co powoduje powstawanie „kosmicznych miraży”. Jego zespół odkrył i badał wiele przypadków takich kosmicznych miraży, które mają postać podwójnych obrazów tego samego kwazara. Kwazary o poczwórnych soczewkowanych obrazach są o wiele rzadsze.

W 2002 r. Jean Surdej zaproponował, aby przegląd nieba wykonywany w ramach satelitarnej misji Gaia, realizowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną, wykorzystać do wyszukiwania takich kosmicznych koniczynek.

Międzynarodowy zespół, do którego należy naukowiec z Poznania, ogłosił właśnie w czasopiśmie „The Astrophysical Journal” najnowsze odkrycie tuzina tego typu kosmicznych miraży, które udało się dokonać z pomocą algorytmów sztucznej inteligencji zastosowanych do przeglądu danych z misji Gaia.

Poznańska uczelnia zwraca uwagę, że dalsze badania astrofizyczne tych nowo odkrytych kosmicznych koniczynek powinny umożliwić niezależne wyznaczenie wieku Wszechświata, prędkości jego ekspansji  i jego przyszłości.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Czy w kosmosie można znaleźć czterolistne koniczynki? Najnowsze odkrycia kosmiczne została wyłączona

JAK DZIAŁA KLIMAT – podsumowanie cyklu filmów o zmianach klimatu

Przez ostatnie 4 miesiące regularnie publikowałem na swoim kanale materiały filmowe poświęcone klimatowi. Cykl ten nazywa się „Jak działa klimat”, a jego partnerem jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki…

Przez ostatnie 4 miesiące regularnie publikowałem na swoim kanale materiały filmowe poświęcone klimatowi. Cykl ten nazywa się „Jak działa klimat”, a jego partnerem jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Bank Ochrony Środowiska. 

Dziś, w ramach podsumowania, prezentuję pełne zestawienie wszystkich materiałów video, które powstały w ramach tej współpracy.

W filmach poświęconych tematyce ocieplenia klimatu wyjaśniam między innymi, co to jest klimat i co to jest pogoda? W swoich filmach odpowiadałem na 10 najczęściej zadawanych pytań odnośnie zmian klimatycznych.

1. Czy klimat NA PEWNO się ogrzewa?

W pierwszym filmie odpowiedziałem na pytanie, skąd w zasadzie wiemy, że klimat się ociepla? Udowadniam to na kilka sposobów:

  • Wzrasta temperatura warstwy powietrza przy powierzchni ziemi i nad oceanami przy jednoczesnym spadku temperatury przy stratosferze.
  • Podnosi się poziom wód w morzach i oceanach za sprawą zjawiska rozszerzalności termicznej wody (im wyższa temperatura, tym większa objętość) oraz topniejących lodowców i lądolodów.
  • Zmniejsza się zasięg lodu morskiego w Arktyce i coraz mniej jest lodu na Antarktydzie.
  • Rośnie wilgotność powietrza, zmieniają się zwyczaje gatunków migrujących i przesuwają się zasięgi występowania drzew w kierunku biegunów, a rośliny wcześniej kwitną. 

Obejrzyj materiał video:

 

2. Dwutlenek węgla – całe zło tego świata?

Czy dwutlenek węgla ogrzewa Ziemię? W tym filmie jasno odpowiadam na to pytanie: Nie, nie ogrzewa, ale nie pozwala jej się schłodzić. W filmie wyjaśniam co to jest efekt cieplarniany i jakie są jego mechanizmy? Z tego materiału dowiecie się, czy powinniśmy się obawiać efektu cieplarnianego. A może wręcz przeciwnie – jest on niezbędny dla naszej planety?

Obejrzyj materiał video:

 

3. Słońce nie podgrzewa klimatu

Jak zmiany aktywności Słońca wpływają na zmiany ziemskiego klimatu? Wiele osób uważa, że to właśnie Słońce to jedyny (lub największy) czynnik, który wpływa na zmiany ziemskiego klimatu. W trzecim odcinku z cyklu „Jak działa klimat” obalam ten mit i udowadniam, że intuicja może nas mylić!

Obejrzyj materiał video:

 

4. Pogoda jest jak pies na smyczy

W tym odcinku wyjaśniam, czym różni się klimat od pogody. Film powstał zimą, kiedy za oknem odnotowywaliśmy bardzo niskie temperatury (nawet do –20 st. C). Mroźna aura sprawiła, że pojawiło się wiele komentarzy wątpiących w ocieplenie klimatu. Jednak klimat a pogoda to nie to samo i mylenie pogody z klimatem jest źródłem wielu nieporozumień, które wyjaśniam w tym filmie. 

Obejrzyj materiał video:

 

5. Jak szybko wysycha nam Polska?

Jaki związek mają ze sobą zmiany klimatu i susze? Skoro topią się lodowce, podnosi się poziom wody w morzach i oceanach, to dlaczego nawiedza nas coraz więcej susz? Czy to nie jest sprzeczność? W tym temacie sprzeczności jest więcej, bo równocześnie nawiedza nas też coraz więcej powodzi. W filmie porównuję glebę do betonu. Przez to, że temperatura powietrza wzrasta, gleba szybko wysycha, a rzadsze, ale bardzo intensywne, opady deszczu sprawiają, że woda nie ma szans wsiąknąć w głąb gleby i spływa po niej, jak po betonie.

Obejrzyj materiał video:

 

6. Największe klimatyczne mity

Wulkany są gorsze od człowieka, Grenlandia była zielona, a przez zamarznięty Bałtyk można było saniami dotrzeć do Szwecji. Lista klimatycznych mitów jest długa i w tym filmie rozprawiam się z nimi.

Obejrzyj materiał video:

 

7. Jak bardzo krowy zmieniają klimat?

W kolejnym odcinku pada pytanie, czy para wodna i metan zmieniają klimat na Ziemi? Czy to prawda, że para wodna jest najpotężniejszym gazem cieplarnianym? I co z CO2? Może ten gaz rzeczywiście jest przereklamowany? W filmie omawiam temat krów, a dokładniej hodowli zwierząt, która emituje ok. 15 proc. gazów cieplarnianych, czyli tyle, ile światowy transport. Czy przejście na dietę wegańską pomogłoby zatrzymać globalne ocieplenie? Odpowiedź znajdziecie w tym filmie.

Obejrzyj materiał video:

 

8. Czy to człowiek zmienia klimat?

W poprzednich odcinkach tego cyklu omawiałem wpływ na ocieplenie klimatu takich czynników jak słońce, para wodna, czy rolnictwo. W tym filmie poruszyłem temat wpływu działalności człowieka na to, w jaki sposób zmienia się klimat. Omawiam kwestię bardzo wysokiego poziomu CO2, któremu niestety winna jest działalność człowieka, a konkretnie paliwa kopalne. Czy wiedziałeś, że tak wysokiego poziomu CO2 nie było od kilku milionów lat?

Obejrzyj materiał video:

 

9. Ocieplenie na innych planetach. Prawda czy fałsz?

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany? Gdyby temperatura rosła np. na Marsie, oznaczałoby to, że zmiany klimatu nie są związane z działalnością człowieka. Pod uwagę należy jednak wziąć ważny czynnik, czyli fakt długofalowego dokonywania pomiarów temperatury. Na Ziemi robimy to od setek lat, a na Marsie? Opowiadam o tym szerzej w tym materiale.

Obejrzyj materiał video:

 

10. Czy na działanie nie jest już za późno?

W ostatnim odcinku z cyklu Jak Działa Klimat zastanawiam się, czy w ogóle nie jest już za późno na to, aby zatrzymać postępujące zmiany klimatyczne? Gdzie znajduje się punkt krytyczny, którego przekroczenie oznacza, że nie ma już odwrotu i jesteśmy skazani na katastrofę klimatyczną? W poprzednich odcinkach cyklu opowiadałem o mechanizmie zmian klimatu oraz o ich konsekwencjach. Teraz zastanawiam się, czy na działanie nie jest już za późno? 

Obejrzyj materiał video:

Możliwość komentowania JAK DZIAŁA KLIMAT – podsumowanie cyklu filmów o zmianach klimatu została wyłączona

Przez przypadek odkryto, że dysortografia nie jest lżejszą formą dysleksji

Wbrew pozorom dysortografia nie jest lżejszą odmianą dysleksji. W każdym z tych zaburzeń praca mózgu wygląda inaczej. Zbadali to naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Naukowcy z…

Wbrew pozorom dysortografia nie jest lżejszą odmianą dysleksji. W każdym z tych zaburzeń praca mózgu wygląda inaczej. Zbadali to naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN.

Naukowcy z Instytutu Nenckiego zainteresowali się porównaniem dysortografii i dysleksji w kontekście pracy mózgu trochę przez przypadek. Przy okazji innych badań i poszukiwań dzieci z dysleksją, zdiagnozowanych przez specjalistyczne poradnie, okazało się, że 1/5 wszystkich dzieci, które skierowano do naukowców wcale nie miała dysleksji, lecz dysortografię. To skłoniło badaczy do tego, żeby porównać obie te przypadłości.

Naukowcy po raz pierwszy porównali pracę mózgu dzieci z dysortografią z pracą mózgu dzieci z dysleksją w trakcie czytania. Pokazali, że dysleksja i dysortografia mają różne mózgowe podłoża przetwarzania słów. Dzięki temu wyraźniej widać, że są to odmienne zaburzenia, a nie różne odmiany dysleksji.

Naukowcy z Instytutu Nenckiego prowadzili te badania we współpracy z austriackim Uniwersytetem w Grazu, a ich wyniki ukazały się w czasopiśmie „Brain Structure and Function”.

Dysortografia i dysleksja – co to jest?

W ramach uporządkowania wiedzy wyjaśnijmy, co to jest dysleksja i dysortografia.

O dysleksji można mówić wówczas, gdy dana osoba ma problemy zarówno z nauką czytania, jak i z czytaniem. Problemy te trwają od dzieciństwa aż po wiek dorosły. Osoby z dysleksją mają również trudności z poprawną pisownią, np. trudności sprawiają im dyktanda.. Nie jest to jednak reguła. Zdarzają się osoby z dysleksją, które nie popełniają błędów w pisaniu i mamy wówczas do czynienia tzw. izolowanym deficycie czytania.

Dysortografia dotyczy dzieci, które czytają na typowym poziomie, ale mimo znajomości zasad ortograficznych  mają problem z pisaniem i popełniają specyficzne błędy.  Mylą nie tylko  „ch” z „h” albo „ż” i „rz”, ale również przestawiają szyk liter w słowach albo zapisują odbicia lustrzane liter.

Przebieg i wyniki badania

Dzieci w wieku 9-13 lat, które wzięły udział w badaniu podzielono na trzy grupy:

  • grupa, która nie miała problemów z pisaniem ani czytaniem;
  • grupa osób z dysortografią, które mają problemy z pisaniem, ale nie z czytaniem;
  • grupa osób z dysleksją, które mają trudność zarówno z czytaniem, jak i pisaniem.

Dzieci badano funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI), na którego ekranie prezentowano  krótkie słowa często występujące w języku polskim. Dzieci patrząc na te słowa miały za zadanie odczytywać je w myślach. Dla porównania prezentowano też inne bodźce wzrokowe, np. szereg symboli niebędących literami, a następnie sprawdzano, jakie obszary mózgu się aktywowały.

Zaobserwowano, że u dzieci z dysleksją lewy zakręt wrzecionowaty aktywował się o wiele słabiej niż u dzieci z dysortografią i z grupy kontrolnej.

Obszar ten wykształca się, kiedy uczymy się czytać. Jego zadaniem jest zapamiętywanie, jak wyglądają całe słowa. To dzięki temu nie musimy każdorazowo literować wyrazu w głowie, ale bezproblemowo odczytać go w całości. Nasz mózg jest niesamowity – to pozwala nam na szybkie czytanie, a dodatkowo tekst nie przestaje być zrozumiały, nawet jeśli pojawiają się w nim literówki czy błędy.

Na pewno znacie tę grafikę, która mimo licznych błędów, nadal dla większości z nas jest czytelna. Jej odczytanie jest możliwe dzięki obszarowi w mózgu, który jest odpowiedzialny za wzrokowe rozpoznawanie obrazów.

A może u Ciebie jest inaczej? Przekonaj się i spróbuj przeczytać poniższy tekst:

Mimo błędów, możemy przeczytać ten tekst

Naukowcy wnioskują, że skoro wspomniany wyżej obszar słabo aktywował się u dzieci z dysleksją, ale nie z dysortografią, to jest on kluczowy dla umiejętności czytania.

W badaniu wzięto pod uwagę także inny obszar w mózgu, który (w odniesieniu do grupy kontrolnej) słabiej aktywował się zarówno u osób z dysleksją, jak i z dysortografią. Chodzi o zakręt skroniowy górny, który odpowiada za przetwarzanie fonologiczne, czyli umiejętność dzielenia wyrazów na dźwięki i manipulowania nimi.

Osoby z deficytami fonologicznymi mają kłopot z określeniem, czy dane słowa rymują się albo czy zaczynają się na tę samą głoskę. Nie potrafią też wyodrębnić głosek z wyrazów, a okazuje się, że to jest kluczowe dla nauki pisania. Problemy fonologiczne mają zarówno osoby z dysleksją, jak i osoby z dysortografią.

Mózg z zaznaczonymi obszarami dysortografii i dysleksji

Na pomarańczowo zaznaczony jest obszar wzrokowej formy słów w lewej półkuli, który miał mniejszą aktywność podczas czytania słów u dzieci z dysleksją w porównaniu do typowo czytających. Na różowo zaznaczony jest obszar w lewym zakręcie skroniowym górnym, który był mniej aktywny podczas czytania zarówno u dzieci z dysleksją jak i z dysortografią w porównaniu do grupy kontrolnej. Źródło: Instytut Nenckiego PAN

 

Od diagnozy do terapii

Badania pokazują, że wprawdzie istnieje związek między deficytem fonologicznym, a dysleksją i dysortografią, ale jeszcze ciężko stwierdzić, czy te wyniki mogłyby mieć przełożenie na terapię. Deficyt fonologiczny zaczyna się kształtować ok. 5-6 roku życia, a dysleksję diagnozuje się dopiero, kiedy dziecko osiąga wiek 9 lat. Można jednak obserwować dziecko i reagować nieco wcześniej. Jeśli około 6-7 roku życia dostrzeżemy u dziecka problemy z fonologią, możemy mu pomóc w nauce czytania poprzez wykonywanie z nim zadań na integrację głoski z literą czy rozróżnianie głosek. Terapię trzeba zacząć jednak szybciej niż można postawić diagnozę i taki jest paradoks dysleksji.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj Zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Przez przypadek odkryto, że dysortografia nie jest lżejszą formą dysleksji została wyłączona

Web-korki – projekt darmowych korepetycji dla dzieci z Domów Dziecka

Czy można łączyć studia, codzienną pracę w korporacji i regularną działalność społeczną? 22 letnia Olga Kotyk udowadnia, że tak. Oprócz studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i pracy zawodowej, jej…

Czy można łączyć studia, codzienną pracę w korporacji i regularną działalność społeczną? 22 letnia Olga Kotyk udowadnia, że tak. Oprócz studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i pracy zawodowej, jej największą pasją jest działalność społeczna. W projekcie również biorą udział jej siostry. Starsza udziela korepetycji dwójce podopiecznych, a młodsza odpowiedzialna jest za kwestie promocyjne.

Ola na swoim koncie ma pracę w Domu Seniora, organizację targów pracy, praktyk i staży „Dni Kariery” oraz wylot na zagraniczną misję, gdzie realizowała cel zrównoważonego rozwoju ONZ na Sri Lance.

W czasach pandemii zainicjowała projekt społeczny, którego głównym celem jest zapewnienie wsparcia dzieciom i młodzieży z Domów Dziecka w zakresie edukacji poprzez udzielanie korepetycji online. 

Jak wszystko się zaczęło?

Ola rozpoczęła rekrutować wolontariuszy z całej Polski już w sierpniu 2020 roku. Wtedy też nawiązała kontakt z wieloma placówkami, żeby dowiedzieć się, czy taka forma pomocy byłaby dla nich potrzebna.

Bardzo szybko okazało się, że projekt spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem. Chęć udziału zgłosiło sporo wolontariuszy i wiele placówek. To pierwsza tego typu inicjatywa, która oferuje pełną pomoc dla wszystkich dzieci z placówki, ze wszystkich możliwych przedmiotów. Jeszcze przed pandemią dzieci miały możliwość korzystania z darmowej pomocy korepetytorów, jednak teraz, dzięki inicjatywie Oli, każde dziecko może otrzymać pomoc z wybranych przedmiotów, a nawet uczyć się nowych języków od podstaw.

Organizacja pomocy od kuchni

Obecnie w projekcie działa 65 wolontariuszy (korepetytorzy oraz doradcy zawodowi), którzy co tydzień udzielają korepetycji online łącznie 33 dzieciom z 4 placówek w Polsce.

Zajęcia odbywają się regularnie raz w tygodniu, niezależnie od liczby przedmiotów. Na pomoc może liczyć każde dziecko w danej placówce, które znajduje się w potrzebie. Jedno dziecko może skorzystać nawet z dodatkowych 3 godzin zajęć w tygodniu z 3 różnych przedmiotów.

Korepetycje dla Domów Dziecka

Warunkiem skorzystania z korepetycji jest zgłoszenie potrzeby pomocy na pomocą portalu: Domy Dziecka – Ogólnopolski Portal Domów Dziecka – znajdź Dom Dziecka

Z pomocy aktualnie korzystają placówki w czterech miastach: Olkuszu, Pszczynie, Żywcu oraz Pychowicach. 

W ciągu 3 miesięcy wolontariusze udzielili łącznie ponad 400 lekcji!

Dodatkowo, aby zapewnić kompleksową pomoc potrzebującym, Ola uruchomiła wsparcie w postaci doradztwa zawodowego online dla dzieci i młodzieży z tych placówek. Obecnie 2 dzieci zgłosiła chęć uczestniczenia w sesjach z doradztwa zawodowego i od ponad miesiąca regularnie uczestniczą w zajęciach z doświadczonymi doradcami.

Co dalej?

Projekt realizuje konkretny cel, bardzo ważny społecznie. Niestety Ola dotarła do ściany i nie jest w stanie nawiązywać współpracy z nowymi Domami Dziecka. Jako jedyna koordynatorka, która musi godzić obowiązki uczelniane z pracą zawodową, nie da rady kierować samodzielnie większym zespołem w taki sposób, aby zachować wysoki poziom pomocy, na którym jej zależy.

Ola szuka osób, które chciałyby się włączyć w inicjatywę. Potrzebni są nadal nowi korepetytorzy, którzy mogliby prowadzić zajęcia w ramach zastępstw w razie konieczności. 

 

Czujesz, że możesz pomoc Oli i zaangażować się w jej przedsięwzięcie? Napisz do niej:

Projekt Społeczny: Web-Korki | Facebook

https://www.instagram.com/projekt_webkorki/

 

Możliwość komentowania Web-korki – projekt darmowych korepetycji dla dzieci z Domów Dziecka została wyłączona

„Li czy? MY” – ambitny projekt licealistów krakowskiej „piątki”

Grupa uczniów z V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie zainicjowała społeczny projekt pod nazwą „Li czy? MY”. W ramach inicjatywy prowadzą darmowe zajęcia online, które przygotowują uczniów do konkursów kuratoryjnych. Jak…

Grupa uczniów z V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie zainicjowała społeczny projekt pod nazwą „Li czy? MY”. W ramach inicjatywy prowadzą darmowe zajęcia online, które przygotowują uczniów do konkursów kuratoryjnych. Jak wyglądają przygotowane przez nich zajęcia?

Pomysłodawcy przedsięwzięcia wierzą, że wiedzą należy się dzielić, a sukcesy ich podopiecznych oraz pozytywne komentarze ze strony uczniów, motywują ich do dalszej pracy. Jak sami o sobie piszą, są grupą pasjonatów nauki, uczniów różnych profili V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Swojego zainteresowania nie ograniczają do jednego tematu ciekawi ich zarówno lingwistyka i filozofia, jak i zagadnienia biologiczne, chemiczne, matematyczne, a nawet programowanie. 

Organizatorzy projektu Li czy MY

Organizatorzy: Hanna Żurek, Zuzanna Iwan (chemia), Anna Rachwał, Maciej Golec (biologia), Piotr Borodako, Maciej Ziobro (fizyka), Ola Fijałek, Marta Muskus (język angielski), Mariam Baghdasaryan, Maksymilian Wdowiarz-Bilski (matematyka)

 

Swoje, zakończone licznymi sukcesami, doświadczenie w konkursach kuratoryjnych chcą przekuć w realną, kompleksową pomoc dla uczniów szkół podstawowych, którzy, tak jak kiedyś oni, planują wziąć udział w konkursach. Młodsi koledzy być może zastanawiają się, czy poradzą sobie z samodzielną realizacją zagadnień lub po prostu szukają kogoś na kształt mentora, kto poprowadzi ich przez kolejne etapy i pomoże z organizacją czasu. Organizatorzy zajęć wychodząc naprzeciw wyzwaniom, jakie rzuca obecna sytuacja związana z koniecznością zdalnej edukacji, chcą wspomóc nauczycieli, którzy, nawet pomimo najszczerszych chęci, nie zawsze mają fizyczną możliwość zorganizowania zajęć przygotowujących do konkursów kuratoryjnych.

Postanowiliśmy stać się alternatywą dla tych wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w konkursach i ułatwić sobie proces rekrutacji do liceum bądź technikum, a którym szkoła z różnych powodów nie jest w stanie zapewnić wystarczającej pomocy – mówią organizatorzy

 

Projekt „Li czy? MY” organizowany jest w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii. Uczniowie prowadzą całkowicie darmowe zajęcia w formie online, które przygotowują do konkursów kuratoryjnych z pięciu przedmiotów: matematyki, fizyki, chemii, biologii i języka angielskiego. Zajęcia przeznaczone są dla uczniów szkół podstawowych.

Zajęcia odbywają się w przyjaznej atmosferze, bez poczucia niezdrowej rywalizacji. Organizatorom przede wszystkim zależy na tym, aby nikt nie odczuwał presji, a ich misją jest przede wszystkim to, aby zarazić uczniów miłością do przedmiotów i pokazać, że nauka może być przyjemna i efektywna. 

Projekt, oprócz niesienia pomocy uczniom klas podstawowych, spełnia jeszcze jedną ważną funkcję – pozwala rozwijać się samym organizatorom. Każda inicjatywa społeczna wymaga zorganizowania i umiejętności koordynacyjnych, a dodatkowo wykazania się sumiennością, umiejętnością współpracy czy kreatywnością. Uczniowie V LO codziennie wypracowują w sobie te cechy z dużym powodzeniem. Choć dla większości z nich rola nauczyciela była debiutem, to nie zabrakło im determinacji, żeby zrealizować swoje cele na jak najwyższym poziomie. Świadczy o tym grupa 150 osób zainteresowanych wzięciem udziału w projekcie. 

Jak wyglądały zajęcia?

Przez 20 tygodni regularnie odbywały się spotkania, większość grup nawet dwa razy w tygodniu, aby móc się dopasować terminowo do każdego uczestnika. Ponadto część zespołów prowadziła dodatkowe spotkania konsultacyjne, na których młodzi mentorzy pomagali we wszelkich trudnościach, lub omawiali bardziej zaawansowany materiał dla bardziej ambitnych uczniów. Uczniowie brali ponadto udział w wielu innych inicjatywach powiązanych z nauczaniem, min. „Zaproś mnie na swoją lekcję”, ale także publikowali na swoich social mediach naukowe ciekawostki.

 

Zainteresowani udziałem w projekcie mogą dołączyć zapisując się poprzez formularz: https://forms.gle/kHu9w97vm9d3j7NB9

Zajrzyjcie też na profile w mediach społecznościowych projektu „Li czy? MY”:

Facebook:  https://www.facebook.com/Li.Czy.My.ZzT

Instagram: https://www.instagram.com/li_czy_my/?hl=pl

 

Możliwość komentowania „Li czy? MY” – ambitny projekt licealistów krakowskiej „piątki” została wyłączona

Type on the field below and hit Enter/Return to search

Skip to content