Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Kosmos

Program Kosmiczny w prekonsultacjach społecznych – Polska

Do Krajowego Programu Kosmicznego na lata 2021-2026 można zgłaszać uwagi tylko do 16 sierpnia, opublikowanego przez Ministerstwo Rozwoju Pracy i Technologii – poinformowała Polska Agencja Kosmiczna (POLSA). Agencja przypomina że,…

Do Krajowego Programu Kosmicznego na lata 2021-2026 można zgłaszać uwagi tylko do 16 sierpnia, opublikowanego przez Ministerstwo Rozwoju Pracy i Technologii – poinformowała Polska Agencja Kosmiczna (POLSA).

Agencja przypomina że, obowiązek przygotowania Krajowego Programu Kosmicznego wynika z Polskiej Strategii Kosmicznej (PSK) przyjętej przez rząd w 2017 r. Cel Programu określa zbudowanie systemu narzędzi wsparcia doradczego, finansowego i edukacyjnego dla sektora kosmicznego i instytucji realizujących oraz wspierających polską politykę kosmiczną. W projekcie wyróżnia się cztery priorytety.

Pierwszy, to zbudowanie zdolności konstruowania i wynoszenia obiektów kosmicznych. Dotyczy to samodzielnej budowy niewielkich satelitów, jak i wytwarzania komponentów do dużych misji międzynarodowych.

Priorytet drugi to budowa Systemu Satelitarnej Obserwacji Ziemi MikroGlob. System będzie składać się z satelitów i naziemnej stacji kontroli misji. Zapewnienie autonomicznej zdolności do dostarczania zobrazowań satelitarnych dla sektora bezpieczeństwa i obronności, oraz na potrzeby administracji publicznej jest celem projektu.

Trzeci priorytet to budowa Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej, NSIS. Jak podkreśla POLSA, obecnie Polska ma dostęp do danych z unijnego systemu satelitarnego Copernicus, niezbędne jednak staje się zapewnienie możliwości wykorzystania danych również z MikroGlob i z satelitów komercyjnych.

Czwarty, ostatni priorytet to rozbudowa Narodowego Systemu Bezpieczeństwa Kosmicznego. Będzie on wykorzystywany do ostrzegania przed zagrożeniami związanymi z możliwymi zderzeniami obiektów kosmicznych, spadku na Ziemię szczątków statków kosmicznych lub ciał niebieskich oraz  przed gwałtownym wzrostem aktywności Słońca.

źródło:

https://naukawpolsce.pap.pl/

Możliwość komentowania Program Kosmiczny w prekonsultacjach społecznych – Polska została wyłączona

Stanisław Lem zostanie wyróżniony w kosmosie w czasie misji kapsuły SpaceX Crew Dragon

Jeden z członków misji  SpaceX Crew Dragon, która w piątek leci w kosmos, wyróżni w kosmosie  Stanisława Lema w setną rocznice jego urodzin. Misja kosmiczna będzie trwała ponad pół roku….

Jeden z członków misji  SpaceX Crew Dragon, która w piątek leci w kosmos, wyróżni w kosmosie  Stanisława Lema w setną rocznice jego urodzin. Misja kosmiczna będzie trwała ponad pół roku.

Informację o planach upamiętnienia polskiego twórcy science fiction przekazała Polska Fundacja Fantastyki Naukowej, która jest inicjatorem przedsięwzięcia.

Według Szymona Kloski z Krakowskiego Biura Festiwalowego, Stanisław Lem zostanie uhonorowany w kosmosie prawdopodobnie na jesień, pod koniec misji.  Jeszcze nie wiemy w jaki dokładnie sposób, ale przygotowania trwają.

Załoga liczy czterech uczestników misji kapsuły SpaceX Crew Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną, która rozpocznie się w piątek. Thomas Pesquet, członek załogi (specjalista misji)  – to właśnie on, zgodnie z zapowiedziami, uhonoruje rok Lema.

Pesquet jest astronautą Europejskiej Agencji Kosmicznej, pozostali trzej uczestnicy pracują dla amerykańskiej agencji NASA: Shane Kombrough (dowódca misji), Megan McArthur (pilot) i Akihiko Hoshide (specjalista misji). Badania mają pomóc w jeszcze szerszym poznaniu wszechświata.

Misja kosmiczna SpaceX Crew Dragon rozpocznie się w piątek. Będzie można ją zobaczyć  na stronie internetowej NASA oraz na kanale YouTube:

To już duga misja kapsuły SpaceX Crew Dragon. Pierwsza odbyła się rok temu.

Lem tak ponad 50 lat temu  wyobrażał sobie podróże kosmiczne:

„Kiedy już pilot ułożył się na fotelu, miał po obu bokach cztery rękojeści główne reaktora i sterowniczych dysz odchylających, trzy awaryjne, sześć dźwigni małego pilotażu, pokrętła rozruchu i biegu jałowego oraz regulator mocy, ciągu, przedmuchu dysz, a nad samą podłogą — wielkie szprychowe kółko aparatury klimatyzacyjnej, tlenowej, rączkę instalacji przeciwpożarowej, wyrzutni reaktora (gdyby rozpoczęła się w nim reakcja łańcuchowa nie kontrolowana), linkę z pętlą, przymocowaną do wierzchu szafki z termosami i jedzeniem, pod stopami zaś — wymoszczone miękko i opatrzone strzemiennymi pętlicami pedały hamownic i bezpiecznik wyrzutowy, którego naciśnięcie (pierwej trzeba było nogą rozbić jego kołpak i pchnąć go do przodu) wyrzucało pęcherz razem z fotelem i pilotem oraz wylatującymi za nim strunami spadochronu pierścienno–wstęgowego.” („Opowieści o pilocie Pirxie”)

źródło:

naukawpolsce.pap.pl

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Możliwość komentowania Stanisław Lem zostanie wyróżniony w kosmosie w czasie misji kapsuły SpaceX Crew Dragon została wyłączona

Czy w kosmosie można znaleźć czterolistne koniczynki? Najnowsze odkrycia kosmiczne

Międzynarodowy zespół badaczy odkrył w kosmosie kwazary, które kształtem przypominają czterolistne koniczyny. Nowe odkrycia w kosmosie mają polski akcent dzięki udziałowi naukowca z UAM w Poznaniu. Na początek wyjaśnijmy, co…

Międzynarodowy zespół badaczy odkrył w kosmosie kwazary, które kształtem przypominają czterolistne koniczyny. Nowe odkrycia w kosmosie mają polski akcent dzięki udziałowi naukowca z UAM w Poznaniu.

Na początek wyjaśnijmy, co to są Kwazary? To jasne jądra odległych galaktyk, które napędzane są przez znajdujące się w nich supermasywne czarne dziury. Najnowsze odkrycia kosmiczne pokazują zjawisko w formie podobnej do czterolistnych koniczynek.

Od 40 lat astronomowie zaobserwowali około 50 takich kosmicznych „koniczynek”. Najnowsze badania, które trwały zaledwie półtora roku, zwiększyły tę liczbę o około 25 procent, pokazując, jak potężnym narzędziem jest uczenie maszynowe, które wspomaga astronomów w poszukiwaniach tych kosmicznych zjawisk.

Image credit: The GraL Collaboration

Cztery z nowo odkrytych poczwórnych kwazarów. Od lewego górnego narożnika zgodnie z ruchem wskazówek zegara: GraL J1537-3010 („Wolf’s Paw”); GraL J0659+1629 („Gemini’s Crossbow”); GraL J1651-0417 („Dragon’s Kite”); GraL J2038-4008 („Microscope Lens”). Rozmyta plamka w centrum obrazów to galaktyka soczewkująca, której grawitacja rozszczepia światło dochodzące ze znajdującego się za nią kwazara w taki sposób, że powstają cztery osobne obrazy kwazara. Modelowanie tych układów i monitoring zmian ich jasności w czasie pozwalają astronomom wyznaczyć prędkość ekspansji Wszechświata i rozwiązywać inne problemy kosmologiczne (Image credit: The GraL Collaboration)

 

Kosmiczne czterolistne koniczynki

Odkrył je międzynarodowy zespół naukowców, w tym Jean Surdej, profesor wizytujący w Instytucie Obserwatorium Astronomicznym UAM, który  jest współautorem wspomnianych badań.

Jakie możemy mieć z tego korzyści?

Quady, bo tak są nazywane kosmiczne czterolistne koniczynki, to kopalnie złota z punktu widzenia rozmaitych zagadnień. Mogą pomóc w wyznaczeniu prędkości rozszerzania się Wszechświata i rozwiązaniu innych tajemnic, związanych np. z ciemną materią czy „centralnym napędem” kwazarów – mówi Daniel Stern, kierownik zespołu badawczego z Jet Propulsion Laboratory, zarządzanego przez Caltech dla NASA.

 

Image credit: R. Hurt (IPAC/Caltech)/The GraL Collaboration

Powyższy wykres ilustruje, w jaki sposób powstają poczwórne obrazy kwazarów widoczne na niebie. Tor lotu światła z odległego kwazara, znajdującego się miliardy lat świetlnych od Ziemi, zostaje zniekształcony przez grawitację masywnej galaktyki, znajdującej się bliżej, pomiędzy kwazarem i Ziemią. Zakrzywienie toru lotu światła powoduje iluzję, że kwazar podzielił się na cztery podobne obiekty, otaczające znajdującą się przed nim galaktykę (Image credit: R. Hurt (IPAC/Caltech)/The GraL Collaboration)

Trwają badania, w które zaangażowany jest Jean Surdej, profesor wizytujący w Instytucie Obserwatorium Astronomicznym UAM w Poznaniu, który uczy zagadnień związanych z soczewkowaniem grawitacyjnym. Polega ono na zakrzywianiu biegu promieni świetlnych odległego obiektu, np. kwazara, przez masywną galaktykę znajdującą się bliżej, co powoduje powstawanie „kosmicznych miraży”. Jego zespół odkrył i badał wiele przypadków takich kosmicznych miraży, które mają postać podwójnych obrazów tego samego kwazara. Kwazary o poczwórnych soczewkowanych obrazach są o wiele rzadsze.

W 2002 r. Jean Surdej zaproponował, aby przegląd nieba wykonywany w ramach satelitarnej misji Gaia, realizowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną, wykorzystać do wyszukiwania takich kosmicznych koniczynek.

Międzynarodowy zespół, do którego należy naukowiec z Poznania, ogłosił właśnie w czasopiśmie „The Astrophysical Journal” najnowsze odkrycie tuzina tego typu kosmicznych miraży, które udało się dokonać z pomocą algorytmów sztucznej inteligencji zastosowanych do przeglądu danych z misji Gaia.

Poznańska uczelnia zwraca uwagę, że dalsze badania astrofizyczne tych nowo odkrytych kosmicznych koniczynek powinny umożliwić niezależne wyznaczenie wieku Wszechświata, prędkości jego ekspansji  i jego przyszłości.

Wesprzyj zrzutkę Nauka. To Lubię

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Czy w kosmosie można znaleźć czterolistne koniczynki? Najnowsze odkrycia kosmiczne została wyłączona

Tak oszukuje nasz mózg! Dlaczego Księżyc nad horyzontem wydaje się taki duży?

W zeszły weekend podczas wycieczki rowerowej, której towarzyszyła pełnia księżyca, zastanowiła mnie jedna rzecz. Jak to jest, że patrząc gołym okiem na wschód i zachód księżyca (to samo złudzenie dotyczy…

W zeszły weekend podczas wycieczki rowerowej, której towarzyszyła pełnia księżyca, zastanowiła mnie jedna rzecz. Jak to jest, że patrząc gołym okiem na wschód i zachód księżyca (to samo złudzenie dotyczy słońca) wydaje mi się on tak gigantyczny, podczas gdy na zdjęciach okazuje się taki zwykły?

To złudzenie optyczne. Nasz mózg po prostu oszukuje. Zresztą łatwo to sprawdzić. Wystarczy wyciągnąć rękę z linijką i zmierzyć średnicę Księżyca podczas wschodu i wtedy, gdy jest wysoko na niebie. Będzie dokładnie taka sama. Inny sposobem jest zrobienie zdjęcia. Tak, jak ja przed chwilą.

Wyobraźcie sobie dwa świecące obiekty, które obserwujecie w ciemną noc. Patrzycie na nie i wydają się one być identycznej wielkości. Ale, jeżeli – niech to będą np. lampki rowerowe – są one od nas w różnej odległości, ta, która jest dalej, musi być w rzeczywistości większa – prawda?

Mózg powiększa obiekty, które znajdują się bliżej horyzontu, bo wydaje mu się, że są one dalej. No dobra, ale przecież Księżyc w ciągu nocy, albo Słońce w ciągu dnia nie zmieniają odległości.

Fazy księżyca

To prawda. To mówi nam matematyka, ale nie intuicja. Intuicja podpowiada, że to co jest tuż nad horyzontem, jest dalej niż to, co jest nad głową. W skrócie mówiąc, czasza nieba dla naszego mózgu jest spłaszczona od góry. Po prostu mamy wrażenie, że nieboskłon jest miską a nie półkulą. A to oznacza, że dla naszego mózgu Księżyc albo Słońce nad horyzontem jest dalej niż Księżyc, albo Słońce w zenicie. I choć mózg widzi je tak samo, sztucznie powiększa to co jest nad horyzontem. I tylko szkoda, że tego samego nie robi aparat fotograficzny.

Jeżeli chcemy mieć piękne zdjęcia dużego wschodzącego Księżyca, albo zachodzącego Słońca… musimy się posłużyć programem do obróbki fotograficznej. Ten program robi dokładnie to samo co nasz mózg. Oszukuje obrazem.

Możliwość komentowania Tak oszukuje nasz mózg! Dlaczego Księżyc nad horyzontem wydaje się taki duży? została wyłączona

Czy na innych planetach jest globalne ocieplenie?

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany? Jakiś czas temu świat nauki obiegła informacja, że naukowcy wykryli na Marsie globalne ocieplenie. Gdyby okazało się, że na Czerwonej Planecie podnosi…

Czy na innych planetach ma miejsce efekt cieplarniany?

Jakiś czas temu świat nauki obiegła informacja, że naukowcy wykryli na Marsie globalne ocieplenie. Gdyby okazało się, że na Czerwonej Planecie podnosi się temperatura, oznaczałoby to, że zmiany klimatu nie są związane z działalnością człowieka. Zanim jednak zaczniemy wyciągać pochopne wnioski, pod uwagę musimy wziąć fakt, że pomiary temperatury na Marsie wykonywane są zaledwie od około 30-40 lat, podczas, gdy na Ziemi dokładnie mierzy się temperaturę od 100 lat, a wyrywkowo od kilkuset lat.

Jeżeli efekt cieplarniany miałby być skutkiem zmian aktywności Słońca, nie tylko na Ziemi, ale także na innych planetach powinno być coraz cieplej. A jest? Sprawdźmy to.

Zapraszam do obejrzenia kolejnego materiału, który powstał w ramach cyklu „Jak działa klimat”. Odpowiadam w nim na pytanie, czy na innych planetach możliwe jest globalne ocieplenie?

Możliwość komentowania Czy na innych planetach jest globalne ocieplenie? została wyłączona

Naukowcy zbadali pole magnetyczne na obrzeżach supermasywnej czarnej dziury

W ramach projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT) badacze coraz dokładniej analizują supermasywną czarną dziurę w galaktyce M87. Teraz udało się pomierzyć polaryzację i dzięki temu zbadać pole magnetyczne…

W ramach projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT) badacze coraz dokładniej analizują supermasywną czarną dziurę w galaktyce M87. Teraz udało się pomierzyć polaryzację i dzięki temu zbadać pole magnetyczne tuż obok czarnej dziury. Jednym z zespołów w ramach tych badań kieruje Polka. O wynikach poinformowało Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO). 

10 kwietnia 2019 r. świat obiegła informacja o uzyskaniu pierwszego w historii obrazu czarnej dziury (a w zasadzie jej cienia). Była to wielka sensacja naukowa opisywana przez media na całym świecie. Od tamtej pory zespół badawczy Teleskopu Horyzontu Zdarzeń (ang. Event Horizon Telescope, w skrócie EHT) coraz dokładniej analizuje własności tej czarnej dziury i jej najbliższego otoczenia. W szczególności odkryto teraz, iż część światła wokół czarnej dziury jest spolaryzowana (oscylacje fali świetlnej są w pewien sposób uporządkowane).

Polaryzacja światła niesie ze sobą informacje, które pozwalają naukowcom lepiej zrozumieć fizykę stojącą za słynnym zdjęciem cienia czarnej dziury, a w szczególności poznać własności pola magnetycznego w pobliżu obiektu. W ramach projektu działa Polarymetryczna Grupa Robocza EHT, której pracami koordynuje prof. Monika Mościbrodzka z Radboud University w Holandii.

„Widzimy teraz następny kluczowy dowód pozwalający zrozumieć, jak pola magnetyczne zachowują się wokół czarnych dziur i jak aktywność w tym bardzo zwartym obszarze może napędzać dżety, które rozciągają się daleko poza galaktykę” – wskazuje Polka.

Z jądra galaktyki M87 wychodzą jasne dżety energii i materii, rozciągając się na co najmniej 5000 lat świetlnych od centrum. To jedna z najbardziej energetycznych i najbardziej tajemniczych cech tej galaktyki. W centrum tej odległej o 55 milionów lat świetlnych galaktyki znajduje się supermasywna czarna dziura. Większość materii znajdującej się blisko czarnej dziury opada na nią. Jednak część otaczających ją cząstek ucieka na chwilę przed pochwyceniem i są wyrzucane w przestrzeń kosmiczną w formie dżetów.

Aby wytłumaczyć ten proces, astronomowie tworzą różne modele zachowania materii w pobliżu czarnej dziury. Nadal jednak nie wiadomo dokładnie, jak z centralnego rejonu (który ma rozmiar porównywalny z wielkością Układu Słonecznego) wystrzeliwane są tak gigantyczne dżety, ani jak dokładnie materia opada na czarną dziurę. Dzięki nowym badaniom naukowcy mogli zajrzeć w obszar tuż obok czarnej dziury (blisko tzw. horyzontu zdarzeń), gdzie występuje wzajemna zależność pomiędzy materią dopływającą, a wyrzucaną.

Okazuje się, iż tylko modele teoretyczne uwzględniające gaz pod wpływem silnych pól magnetycznych są w stanie wyjaśnić to, co widać przy horyzoncie zdarzeń. Wyniki sugerują, że pola magnetyczne na obrzeżach czarnej dziury są wystarczająco silne do odepchnięcia gorącego gazu i wsparciu go w opieraniu się gigantycznemu przyciąganiu grawitacyjnemu czarnej dziury.

W badaniach udział brało osiem radioteleskopów na świecie, wspólnie tworząc wirtualny teleskop o rozmiarach całej Ziemi. Uzyskana rozdzielczość pozwoliłaby na zmierzenie długości karty kredytowej leżącej na powierzchni Księżyca.

Wyniki opublikowano w dwóch artykułach w czasopiśmie naukowym „The Astrophysical Journal Letters”. Towarzyszy im dodatkowa praca oparta wyłącznie na danych z sieci radioteleskopów ALMA. W badaniach projektu EHT udział bierze ponad 300 naukowców z pięciu kontynentów.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania Naukowcy zbadali pole magnetyczne na obrzeżach supermasywnej czarnej dziury została wyłączona

Księżycowa misja na Ziemi

W ramach analogowej misji Orfeusz testowali najnowsze skafandry. Prowadzili eksperymenty biologiczne i inżynierskie. Podejmowali trudne wyzwania podczas spacerów kosmicznych, a wszystko to na „Księżycu”, który znajdował się na… Ziemi. A…

W ramach analogowej misji Orfeusz testowali najnowsze skafandry. Prowadzili eksperymenty biologiczne i inżynierskie. Podejmowali trudne wyzwania podczas spacerów kosmicznych, a wszystko to na „Księżycu”, który znajdował się na… Ziemi. A dokładniej w Polsce, na dawnym lotnisku wojskowym w Pile. Już dziś (26 marca) o 18:00 będzie okazja do tego, aby poznać ich osobiście podczas spotkania online – „Księżycowa misja na Ziemi”.

Podczas spotkania organizatorzy zaplanowali rozmowy o tym, czym są analogowe habitaty, jak program Stacji Badawczej LunAres pomaga naukowcom z całego świata wziąć udział w symulacjach odkrywania nowych granic eksploracji kosmosu oraz w jaki sposób będziemy zachowywali się jako społeczeństwo na innej planecie lub księżycu? Czy możemy zgłębiać i rozwijać medycynę w surowym klimacie Księżyca? Jakie nowe technologie możemy badać i testować w analogowym habitacie?

Misja Orfeusz

Stacja Badawcza LunAres to tzw. habitat analogowy – środowisko symulujące bazę księżycową lub marsjańską. Naukowcy i naukowczynie z całego świata prowadzą tu symulacje związane z eksploracją kosmosu. Testują zrównoważone technologie, systemy podtrzymywania życia, prowadzą eksperymenty medyczne. Takie badania pomagają w przygotowaniu procedur i przeanalizowaniu zdarzeń, które mogą wystąpić podczas rzeczywistej misji na Księżycu. Bezpieczniej jest przetestować różne scenariusze jeszcze na Ziemi.

W ramach misji Orfeusz, sześcioro analogowych astronautów i astronautek z Polski, Kanady, Francji, Meksyku i Egiptu przez dwa tygodnie przebywało w kompletnej izolacji „na Księżycu”. Wykonali 14 zróżnicowanych zadań i eksperymentów badawczych. Sprawdzali, czy można rozwijać medycynę w surowym klimacie Księżyca i zastanawiali się, jaką społeczność stworzylibyśmy żyjąc na innej planecie. Misja była częścią projektu Kampania Izolacji Pandemicznej pod patronatem Ministerstwa Zdrowia. Jej cel to identyfikacja potencjalnych skutków zdrowotnych dwutygodniowej kwarantanny. Badania mogą pomóc nie tylko w eksploracji kosmosu, ale także w zrozumieniu efektów długotrwałej izolacji.

Szczegóły i program wydarzenia

Wydarzenie odbędzie się dziś (26 marca) o 18.00 w dwóch wersjach językowych:

Transmisja w języku polskim na żywo na profilu Facebookhttps://fb.me/e/2kJn29e99

Transmisja w języku angielskim na żywo na kanale YouTube:

  • 18:00 – 18:15   rozpoczęcie wydarzenia
  • 18:15 – 18:30   Lunares – anlaogowy habitat
  • 18:30 – 18:45   pokaz Planetarium „Księżycowa historia” 
  • 18:45 – 19:35   wywiady z załogą misji Orfeusz 
  • 19:35 – 19:55   filmowa podróż na misję Orfeusz oraz pytania od widzów 
  • 19:55 – 20:00   zakończenie

Uczestnicy wydarzenia (załoga misji Orfeusz)

Dr. Benjamin Pothier – francuski naukowiec. Dzięki udziałowi w różnych wyprawach i szkoleniach analogowych astronautów na całym świecie, ma bogate doświadczenie przebywania w środowisku I.C.E (izolowanym, zamkniętym i ekstremalnym). Jego badania dotyczą życia ludzi w takich warunkach.
Dr. Shawna Pandya – kanadyjska naukowczyni, lekarka, kandydatka na astronautę. Prowadzi badania związane z medycyną i neurobiologią. Przetestowała komercyjny skafander kosmiczny w warunkach mikro-grawitacji.
Eduardo Salazar Perez – meksykański inżynier. Jest członkiem zespołu zajmującego się rozwojem technologii stratosferycznej i kosmicznej.
Ola Kozawska – polska inżynierka. projektantka usług i strategii z doświadczeniem w stosowaniu narzędzi projektowych i metod zorientowanych na człowieka w różnych branżach.
________________________

Współorganizatorami przedsięwzięcia są:

Centrum Nauki Kopernik, ESERO-Polska, Lunares Research Station, Ambasada Kanady w Polsce, Ambasada Francji w Polsce, Instytut Francuski oraz Ambasada Meksyku w Polsce

Możliwość komentowania Księżycowa misja na Ziemi została wyłączona

Specjalistka ds. przygotowań astronautów do misji: szukamy też 50-latków; zarobki ponad 8 tys. euro

50 lat – to górna granica dla kandydatów do udziału w misjach kosmicznych. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) rozpocznie 31 marca rekrutację chętnych. Jak powiedziała w rozmowie z PAP dr Anna…

50 lat – to górna granica dla kandydatów do udziału w misjach kosmicznych. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) rozpocznie 31 marca rekrutację chętnych. Jak powiedziała w rozmowie z PAP dr Anna Fogtman, specjalistka od medycznego przygotowywania astronautów do misji kosmicznych w ESA „wiek może być zaletą, a nie wadą”. 

„Osoby starsze mają niższe prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych po przyjęciu zwiększonych dawek promieniowania jonizującego, na które narażone będą osoby w przestrzeni kosmicznej” – wyjaśniła dr Fogtman. ESA planuje przyjąć od 4 do 6 osób.

„To, że astronauta musi być osobą wyjątkowo silną fizycznie jest mitem pochodzącym z pionierskich misji kosmicznych. Zachęcamy do wzięcia udziału w rekrutacji na kosmonautów kobiety, a także osoby z niepełnosprawnościami”– mówiła specjalistka – „Pierwsze misje kosmiczne to były loty w nieznane; brali w nich udział przede wszystkim mężczyźni, najczęściej z zapleczem wojskowym. Dzisiaj mamy dużą wiedzę na temat wyzwań, jakie niosą ze sobą loty w kosmos. I takie myślenie nie ma uzasadnienia. Astronautki i astronauci to muszą być ludzie o dobrym stanie zdrowia, ale nie muszą biegać maratonów, posiadać ponadprzeciętnej siły czy wytrzymałości fizycznej” – podkreśliła dr Fogtman.

Aby zostać kosmonautą trzeba jednak mieć ukończone studia z obszaru nauk ścisłych. Preferowane, choć niekonieczne, jest posiadanie certyfikatu pilota testowego.

„W tej kampanii rekrutacyjnej nie faworyzujemy żadnej z grup, lecz kładziemy nacisk na komunikację o rekrutacji z dotychczas niedoreprezentowanymi grupami w gronie astronautek i astronautów, w tym szczególności z kobietami. W poprzedniej kampanii w 2008 r. jedynie 16 proc. zgłoszeń wysyłały kobiety, co skutkowało, tym, że na 6 przyjętych kandydatów wybrano zaledwie jedną kobietę. Kładziemy nacisk na różnorodność i kierujemy nasz przekaz do osób różnego pochodzenia, tożsamości seksualnej, orientacji seksualnej i o różnych przekonaniach. Po raz pierwszy w historii lotów załogowych ESA rekrutuje także osoby z fizyczną niepełnosprawnością” – powiedziała dr Fogtman.

Czy zatem na misję zostanie przyjęta osoba na wózku inwalidzkim? „Każda aplikacja zostanie oceniona indywidualnie. Na tym etapie studium wykonalności lotów w kosmos osób z niepełnosprawnościami dopuszczamy: osoby bez jednej lub dwóch stóp, jednej lub dwóch nóg poniżej kolana, osoby o nierównych kończynach oraz kandydatki i kandydatów o niskim wzroście poniżej 130 cm.”- sprecyzowała specjalistka i zacytowała słowa jednej z astronautek ESA, Samanthy Cristoforetti – „w kosmosie wszyscy jesteśmy niepełnosprawni”.

Astronauci i astronautki zostaną zatrudnieni na standardowych umowach ESA, a ich wynagrodzenie będzie uzależnione od wielu czynników, takich jak wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Będzie mieściło się w zakresie oficjalnej skali wynagrodzeń ESA na poziomie A2-A4, co oznacza nawet ponad 8 tys. EUR na miesiąc. ESA jest organizacją międzynarodową, a astronauci mają status urzędników międzynarodowych i dlatego są zwolnieni z odprowadzania podatku dochodowego.

Aplikować na stanowisko astronauty można będzie od 31 marca. Oferta ukaże się pod linkiem https://www.esa.int/About_Us/Careers_at_ESA, gdzie zostaną podane wszystkie informacje w zakresie wymaganych dokumentów.

„Osoby, które ukończyły 50 rok życia, zapraszamy do wysyłania aplikacji na inne stanowiska w ESA” – zachęciła dr. Fogtman.

Z Paryża Katarzyna Stańko(PAP)

Możliwość komentowania Specjalistka ds. przygotowań astronautów do misji: szukamy też 50-latków; zarobki ponad 8 tys. euro została wyłączona

Ponad 11 mln zł na projekt badań aerozoli, chmur oraz gazów śladowych

Prowadzony przez kilka uczelni i instytutów projekt ACTRIS, którego celem jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych, otrzymał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł. Pieniądze pochodzą z…

Prowadzony przez kilka uczelni i instytutów projekt ACTRIS, którego celem jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych, otrzymał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł. Pieniądze pochodzą z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014–2020.

Liderem projekt „ACTRIS – Infrastruktura do badania aerozoli, chmur oraz gazów śladowych” jest Uniwersytet Wrocławski, a w skład konsorcjum realizującego to przedsięwzięcie wchodzą Instytut Geofizyki PAN (lider konsorcjum ACTRIS-PL), Instytut Podstaw Inżynierii Środowiska PAN, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB, Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Śląski oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. Przedsięwzięcie wpisane jest na Polską Mapę Drogową Infrastruktury Badawczej – podał Uniwersytet Wrocławski.

Jak wskazała wrocławska uczelnia, celem projektu jest rozbudowa infrastruktury badawczej do badania aerozoli, chmur i gazów śladowych oraz zacieśnienie współpracy z ogólnoeuropejską siecią infrastruktury badawczej Actris.

W ramach projektu kupiona zostanie aparatura pozwalająca na badanie aerozolu atmosferycznego i jego wpływu na zmiany klimatu, m.in. lidar, fotometr, nefelometr czy spektrometry cząstek działające w czasie rzeczywistym. Doposażone i rozbudowane zostaną centra badawcze we Wrocławiu, Rzecinie, Raciborzu, Sosnowcu, Zabrzu i Strzyżowie.

Uniwersytet Wrocławski ma być przy tym ośrodkiem, w którym będą przechowywane dane sieci Actris-Polska.

Actris to ogólnoeuropejska infrastruktura służąca badaniom aerozoli, chmur i gazów śladowych. Actris Polska skupia się na pomiarach aerozoli, które są słabo poznanym czynnikiem klimatotwórczym i jednym ze składników smogu, a także na badaniu chmur i interakcji aerozoli z chmurami – podał z kolei w komunikacie Uniwersytet Śląski. Uczelnia ta w ramach przedsięwzięcia kupi lidar (skaner laserowy wykorzystywany m.in. do pomiarów określających pionowe profile atmosfery). W aparaturę tę wyposażone zostanie laboratorium mobilne (samochód).

Projekt uzyskał dofinansowanie przekraczające 11 mln zł z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014–2020. Całkowity budżet przedsięwzięcia to ponad 14 mln zł.

PAP – Nauka w Polsce, Piotr Doczekalski

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Ponad 11 mln zł na projekt badań aerozoli, chmur oraz gazów śladowych została wyłączona

25 tys. supermasywnych czarnych dziur na ogromnej mapie nieba

Mapę nieba wskazującą ponad 25 tys. aktywnych supermasywnych czarnych dziur przygotował międzynarodowy zespół naukowców – z udziałem Polaków. To największa i najdokładniejsza mapa nieba obserwowanego na ultraniskich częstotliwościach radiowych.  Mapę…

Mapę nieba wskazującą ponad 25 tys. aktywnych supermasywnych czarnych dziur przygotował międzynarodowy zespół naukowców – z udziałem Polaków. To największa i najdokładniejsza mapa nieba obserwowanego na ultraniskich częstotliwościach radiowych. 

Mapę opublikowaną w czasopiśmie „Astronomy and Astrophysics” przygotował międzynarodowy zespół astronomów kierowany przez Francesco de Gasperina z Uniwersytetu w Hamburgu. W skład zespołu weszło dwoje polskich naukowców: Krzysztof Chyży z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Katarzyna Małek z Narodowego Centrum Badań Jądrowych – poinformowało NCBJ w przesłanym PAP komunikacie.

Na pierwszy rzut oka mapa wygląda jak obraz rozgwieżdżonego nocnego nieba. Mapa ta jednak nie została wykonana w świetle widzialnym, ale pokazuje niebo w zakresie fal radiowych, w których gwiazdy są dla oczu człowieka prawie niewidoczne. Wykonano ją za pomocą interferometru LOFAR (jest to angielski skrót od LOw Frequency ARray, co tłumaczy się jako sieć radiowa na niskie częstotliwości).

Za pomocą tej mapy astronomowie starają się odkryć różne obiekty, które głównie emitują fale o ultraniskich częstotliwościach radiowych. Do takich właśnie obiektów należy między innymi rozproszona materia w wielkoskalowej strukturze Wszechświata, egzoplanety oraz gasnące strumienie plazmy wyrzucane przez supermasywne czarne dziury, które najbardziej interesują naukowców z projektu LOFAR.

Chociaż jest to jedna z największych map w zakresie fal radiowych, to ukazuje jedynie dwa procent nieba. Na dokończenie obserwacji całego nieba północnego trzeba będzie poczekać jeszcze kilka lat.

Najbardziej szczegółowa jak do tej pory mapa nieba w zakresie ultradługich fal radiowych wykonana instrumentem LOFAR. Każda z 25 000 kropek ujawnia supermasywną czarną dziurę pochłaniającą materię z galaktyki, w której się znajduje. Mapa pochodzi z LOFAR LBA Sky Survey (LoLSS) – prowadzonego obecnie przeglądu całego nieba północnego za pomocą niskoczęstotliwościowej części interferometru LOFAR. Żródło: DOI: https://doi.org/10.1051/0004-6361/202140316

Najbardziej szczegółowa jak do tej pory mapa nieba w zakresie ultradługich fal radiowych wykonana instrumentem LOFAR. Każda z 25 000 kropek ujawnia supermasywną czarną dziurę pochłaniającą materię z galaktyki, w której się znajduje. Mapa pochodzi z LOFAR LBA Sky Survey (LoLSS) – prowadzonego obecnie przeglądu całego nieba północnego za pomocą niskoczęstotliwościowej części interferometru LOFAR. Żródło: DOI: https://doi.org/10.1051/0004-6361/202140316

 

Fale radiowe odbierane przez LOFAR i wykorzystane w tej pracy mają długość aż do sześciu metrów, co odpowiada częstotliwości około 50 MHz. Są to najdłuższe fale radiowe kiedykolwiek użyte do obserwacji tak dużego obszaru nieba. „Mapa jest wynikiem wielu lat pracy nad niewiarygodnie trudnymi danymi. Naukowcy należący do projektu musieli opracować i wdrożyć nowe strategie przekształcania sygnałów radiowych w obrazy nieba, ale dzięki temu udało się otworzyć nowe okno na Wszechświat” – czytamy w komunikacie NCBJ.

Wszechświat na tak długich falach radiowych stanowił dla naukowców wielką niewiadomą, bo zarówno obserwacje, jak i dalsza analiza danych są tam niezwykle wymagające. Jonosfera, warstwa wolnych elektronów otaczająca Ziemię, działa jak soczewka nieustannie przesuwająca się nad radioteleskopem. Efekt działania takiej soczewki można porównać do próby oglądania świata, gdy się jest zanurzonym w basenie. Patrząc w górę, widzimy, jak fale na wodzie uginają promienie świetlne i zniekształcają widok. Aby zniwelować w zebranych danych zakłócenia jonosfery, naukowcy wykorzystali superkomputery i opracowali nowe algorytmy do rekonstrukcji zarejestrowanych sygnałów.

LOFAR – jak podaje NCBJ – jest obecnie największym radioteleskopem pracującym na najniższych częstotliwościach, jakie można obserwować z Ziemi. Składa się on z 52 stacji rozmieszczonych w dziewięciu różnych krajach: Holandii, Niemczech, Polsce, Francji, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Irlandii, Łotwie i Włoszech. LOFAR jest wspólnym projektem ASTRON, Holenderskiego Instytutu Radioastronomii oraz m.in. uniwersytetów w Amsterdamie, Groningen, Lejdzie, Nijmegen, Niemieckiego Konsorcjum Długich Fal (GLOW), do którego należy Uniwersytet w Hamburgu, polskiej grupy POLFARO zarządzającej 3 stacjami LOFARA w Polsce sfinansowanymi przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania 25 tys. supermasywnych czarnych dziur na ogromnej mapie nieba została wyłączona

Gdzie zamieszkamy na Marsie?

Badania Marsa nabierają ostatnio dużego rozpędu. Niedawno do planety dotarły dwie nowe sondy. Misja arabska ma na celu zbadanie atmosfery i klimatu, chińska geologii i morfologii, a także poszukiwanie lodu…

Badania Marsa nabierają ostatnio dużego rozpędu. Niedawno do planety dotarły dwie nowe sondy. Misja arabska ma na celu zbadanie atmosfery i klimatu, chińska geologii i morfologii, a także poszukiwanie lodu pod powierzchnią Marsa. Dzisiaj na planecie wylądował amerykański łazik, który za jakiś czas pobierze próbki gruntu do badań, sprawdzi możliwość pozyskania tlenu z atmosfery planety, ale także zbada, czy na planecie występowało życie. Wszystkie te działania mają na celu zebrać jak najwięcej informacji o Czerwonej Planecie i przybliżyć nas do załogowej misji.

Jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed przyszłymi mieszkańcami Marsa będzie zaopatrzenie się w wodę. Dane zbierane przez kolejne orbitery i łaziki pozwalają nam coraz lepiej poznać tę planetę i warunki panujące na powierzchni. Jednym z ważnych aspektów do rozważenia pod kątem przyszłej misji jest obecność wody. Występuje ona w dużej ilości na Marsie w postaci lodu. Wyzwaniem jest natomiast wybranie takiej lokalizacji, w której dostępność wody łączy się z innymi optymalnymi warunkami do lądowania.  Bardzo duża ilość lodu leży się na biegunach tej planety, znajduje się jednak na zbyt dużej wysokości, żeby można było go wykorzystać. Poza tym w tym rejonie światło słoneczne jest zbyt słabe, żeby posłużyć jako źródło zasilania potrzebnych ludziom urządzeń. Dlatego wymyślono inne podejście. Lód może również znajdować się pod powierzchnią ziemi. Badania opublikowane w Nature Astronomy proponują kilka miejsc, w których prawdopodobne wydaje się znalezienie zamarzniętej wody na głębokości do kilku metrów.

Projekt Mars Subsurface Water Ice Mapping (SWIM) bazuje na danych zebranych przez poprzednie misje wysyłane na Marsa przez 20 lat. Przeanalizowano dostępne zestawy danych z pomiarów zebranych przez orbiter Mars Odyssey, Mars Reconnaissance Orbiter, oraz Mars Global Surveyor. Połączenie danych zebranych w czasie misji z nowoczesną techniką przetwarzania danych pozwoliło na oszacowanie prawdopodobieństwa wystąpienia lodu pod powierzchnią Marsa.

„Każda z naszych pięciu technik skupia się na innej metodzie szukania oznak występowania lodu- mówi Gareth Morgan, badacz z Planetary Science Institute in Tucson, Arizona i główny autor publikacji.- Do technik tych zaliczamy termalne i geomorfologiczne mapowanie, które jest poszukiwaniem zmian w strukturze geologicznej powierzchni, spowodowanych przez lód położony na głębokości 5 metrów pod powierzchnią i płycej.”

Geomorfologiczne mapowanie to w tym przypadku badanie morfologii planety i dystrybucji form glacjalnych i peryglacjalnych w celu oszacowania, czy lód istniał lub czy wciąż istnieje pod powierzchnią. Analiza termalna opiera się na badaniu, w jaki sposób marsjańska gleba reaguje na chłodzenie i grzanie. Porowaty lód da się poznać po tym, że wolno się nagrzewa i chłodzi, a wbrew pozorom przewodzi ciepło lepiej niż gleba.

Morgan wraz z zespołem wyszukali kilka lokalizacji na półkuli północnej Marsa na średnich szerokościach geograficznych, które są najbardziej obiecujące. Wybrane przez nich obszary to niziny Arcadia Planiti oraz Deuteronilus Mensae. Pierwszy z nich to region z pozostałościami po wyciekach lawy, podejrzewa się, że dziesiątki milionów lat temu występowały w jego obszarze masywne opady śniegu. Nowe wyniki mogłyby sugerować, że złoża za pomocą powolnych ruchów przesunęły się płytko pod powierzchnię i dokopane się do nich mogłoby być stosunkowo łatwe.

Tymczasem Deuteronilus Mensae położony pomiędzy wyżyną pełną kraterów na południu i równinie na północy to miejsce występowania współczesnych lodowców. Lód występujący tutaj to pozostałość z prawdopodobnie o wiele bardziej rozległych struktur glacjalnych w przeszłości. Przypuszcza się, że jest on zlokalizowany pod dwumetrową warstwą marsjańskiej gleby oraz kilkumetrową warstwą skały lub innego porowatego materiału. W obu przypadkach dostęp do tych złóż powinien być w miarę łatwy dla przyszłych kolonistów.

Credit: U.S. Geological Survey

NASA sfinansowała analizę tylko półkuli północnej, ponieważ występują tam rozległe równiny, na których łatwiej jest wylądować statkiem kosmicznym. Są to więc bardziej strategiczne obszary pod kątem przyszłej kolonizacji Marsa i to na nich skupiają się poszukiwania. Naukowcy liczą jednak na to, że analiza półkuli południowej również dojdzie do skutku i tam też uda się znaleźć podpowierzchniowe złoża zamarzniętej wody. Celem badaczy jest teraz stworzenie lepszych map obecności lodu na głębokości od 0,5 do 12 metrów po powierzchnią, która to głębokość pozwoli na zdalne wydobycie lodu.

Źródło: https://www.technologyreview.com/

Możliwość komentowania Gdzie zamieszkamy na Marsie? została wyłączona

Polacy opracowali dokładne mapy poczerwienienia w Obłokach Magellana

Unikatowe, najdokładniejsze dotąd mapy poczerwienienia międzygwiazdowego w Obłokach Magellana opracowali astronomowie Obserwatorium Astronomicznego UW w ramach przeglądu nieba OGLE. Obłoki stanowią „laboratorium” do badań galaktyk, a uzyskane mapy będą doskonałym…

Unikatowe, najdokładniejsze dotąd mapy poczerwienienia międzygwiazdowego w Obłokach Magellana opracowali astronomowie Obserwatorium Astronomicznego UW w ramach przeglądu nieba OGLE. Obłoki stanowią „laboratorium” do badań galaktyk, a uzyskane mapy będą doskonałym narzędziem do kolejnych badań kosmologicznych.

Mały i Wielki Obłok Magellana to dwie pobliskie galaktyki, będące satelitami naszej Galaktyki – Drogi Mlecznej. Ze względu na ich bliskość i wzajemne oddziaływanie są one parą najczęściej badanych galaktyk we Wszechświecie i stanowią swego rodzaju laboratorium do badań struktury, ewolucji i oddziaływań galaktyk. Obłoki Magellana są również idealnym środowiskiem do badań populacji gwiazdowych oraz rozkładu materii międzygwiazdowej. Co więcej, używa się ich do kalibracji kosmicznej skali odległości, będącej podstawą badań kosmologicznych – wyjaśniają specjaliści na stronie Uniwersytet Warszawski.

Większość opisanych wyżej badań wymaga uwzględnienia wpływu poczerwienienia międzygwiazdowego na obserwacje astronomiczne. Poczerwienienie to efekt pochłaniania światła obiektu przez pył znajdujący się między obserwatorem a badanym obiektem. W efekcie obiekt ten wydaje się ciemniejszy i bardziej czerwony niż jest w rzeczywistości. Ma to bezpośredni wpływ na wyznaczanie odległości do obiektów. Bez uwzględnienia wpływu pyłu są one zawyżone. Dlatego, aby móc badać populacje gwiazdowe, potrzebujemy dokładnych map poczerwienienia w Obłokach Magellana.

Dotychczasowe mapy poczerwienienia w Obłokach Magellana obejmowały jedynie centralne obszary obu galaktyk i były obarczone błędem wynikającym z problemów z ich kalibracją.

Jednak dzięki wieloletnim obserwacjom projektu OGLE, prowadzonego w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego, zespół astronomów prowadzonych przez dr Dorotę Skowron i dr. Jana Skowrona, był w stanie stworzyć pierwsze w historii dokładne mapy poczerwienienia, obejmujące cały obszar obu galaktyk.

„Wykorzystano do tego gwiazdy typu Red Clump – czerwone olbrzymy, które są na etapie spalania helu w jądrze, dzięki czemu mają dobrze określoną jasność rzeczywistą, a co za tym idzie również kolor. Następnie, poprzez porównanie oczekiwanego koloru gwiazd z kolorem obserwowanym, można wyznaczyć ich poczerwienienie” – czytamy w komunikacie UW.

Powstałe w ten sposób szczegółowe mapy poczerwienienia są narzędziem do analizy populacji gwiazdowych i badań struktury Obłoków Magellana.

Wyniki badania opublikowano w piśmie The Astrophysical Journal Supplement Series: https://iopscience.iop.org/article/10.3847/1538-4365/abcb81

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Polacy opracowali dokładne mapy poczerwienienia w Obłokach Magellana została wyłączona

Powstanie klaster kosmiczny m.in. do budowy Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi

W województwie podkarpackim powstanie klaster kosmiczny, którego celem jest m.in. budowa Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi. W środę przedstawiciele samorządu tego województwa, Exatela, Politechniki Rzeszowskiej oraz PWST-E w Jarosławiu podpisali list…

W województwie podkarpackim powstanie klaster kosmiczny, którego celem jest m.in. budowa Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi. W środę przedstawiciele samorządu tego województwa, Exatela, Politechniki Rzeszowskiej oraz PWST-E w Jarosławiu podpisali list intencyjny w tej sprawie.

Przedstawiciele Samorządu Województwa Podkarpackiego, polskiego operatora telekomunikacyjnego Exatel, Politechniki Rzeszowskiej oraz Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu podpisali w środę list intencyjny w sprawie powołania klastra kosmicznego. Dokument ten określa ramy współpracy w zakresie budowy i utrzymania klastra kosmicznego na terenie Województwa Podkarpackiego oraz wsparcia budowy Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi.

Głównym celem powołania klastra kosmicznego jest rozbudowa krajowych kompetencji w obszarze technologii kosmicznych i technik satelitarnych przy udziale sektora komercyjnego i naukowego. Według Exatela pierwszym zadaniem interesariuszy listu jest współpraca w przygotowaniu, w ramach Krajowego Planu Odbudowy, wniosku aplikacyjnego dotyczącego stworzenia Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi. Będzie on tworzony przy współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej, które będzie jednym z beneficjentów wypracowanych technologii. Efektem projektu będzie stworzenie pierwszej polskiej konstelacji satelitów obserwacyjnych.

Obecny podczas ceremonii wiceminister Aktywów Państwowych Maciej Małecki podkreślał, że pandemia Covid pokazała, jak ważne jest zapewnienie bezpiecznej transmisji wysokiej jakości danych i stabilna, bezpieczna łączność, a „działania zmierzające do powołania klastra kosmicznego, stworzenia Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi wpisują się w polską rację stanu”.

„Bezpiecznej łączności, wysokiej jakości danych potrzebuje sektor publiczny, polska gospodarka, sektor bankowy, energetyczny, ale też my wszyscy, zwykli użytkownicy w naszym codziennym życiu. I potrzebuje tego bezpieczeństwo kraju, polska armia” – powiedział Małecki. Dlatego – wyjaśniał – Ministerstwo Aktywów Państwowych, które nadzoruje należącą w 100 proc. do skarbu państwa spółkę Exatel, będzie wspierać budowę klastra.

Także wiceminister obrony Marcin Ociepa zapowiedział wspieranie tej inicjatywy. „Kwestia kosmosu jest kwestią o krytycznym znaczeniu dla bezpieczeństwa Sojuszu Północnoatlantyckiego, badań naukowych czy rozwoju wielu gałęzi przemysłu. To jest przyszłość, pytanie jak się w niej odnajdziemy” – powiedział. Podkreślał, że kluczowe dla rozwoju polskiej polityki kosmicznej są trzy obszary: pogłębianie potencjału naukowego, wzmocnienie przemysłu i polskich przedsiębiorców, jeśli chodzi o aktywność kosmiczną, by stał się autonomiczny i odporny na przejęcia, a także wymiar wojskowy. „Do tego potrzebujemy takich inicjatyw jak ta, której dzisiaj patronujemy, by osiągnąć w tym wymiarze samowystarczalność” – ocenił.

Chodzi o to, że pomimo iż ostatniej dekadzie XXI wieku światowy rynek kosmiczny rozwija się bardzo dynamicznie, to Polska – w przeciwieństwie do większości porównywalnych krajów – nadal nie ma własnej rozbudowanej i zaawansowanej konstelacji satelitów. Planowany klaster kosmiczny ma stworzyć warunki dla integracji zdolności kosmicznych polskich przedsiębiorstw, by wspólnie działać na rzecz polskich potrzeb satelitarnych.

Podpisanie listu intencyjnego to także kolejny krok w strategii ogłoszonej w 2020 roku przez Exatel. Zakłada ona silny rozwój kompetencji polskiego operatora telekomunikacyjnego w zakresie łączności satelitarnej.

Jak przypomniał wiceprezes zarządu Exatela Rafał Magryś, firma od kilku lat świadczy usługi łączności satelitarnej dla instytucji publicznych. „Widzimy duży i rosnący potencjał tego rynku. Dlatego pod koniec ubiegłego roku informowaliśmy o budowie huba satelitarnego z funkcją kontroli misji. Dzięki niemu będziemy w stanie realnie wykorzystywać potencjał tworzonych w ramach klastra kosmicznego rozwiązań. W efekcie nasze usługi będą dostępne nie tylko dla sektora komercyjnego, ale również dla administracji publicznej czy też wojska – powiedział Magryś.

Siłą polskiego klastra kosmicznego ma być wykorzystanie potencjału naukowo-badawczego polskiej nauki. Dlatego wśród podmiotów podpisujących list intencyjny znalazły się dwie jednostki naukowe – Politechnika Rzeszowska oraz Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu.

Jak wskazywał marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl, budowa klastra powinna też wzmocnić potencjał wzrostu gospodarki w obszarze technologii kosmicznych i technik satelitarnych oraz rozpowszechnić korzystanie z technologii satelitarnych do wspierania systemów przyjaznych dla środowiska i klimatu. „Przypomnę, że Województwo Podkarpackie stanowi jedyny region w Polsce, który w swojej Regionalnej Strategii Innowacji wybrał jako wiodącą specjalizację Lotnictwo i Kosmonautykę. W tym obszarze region poszukuje swoich szans na rozwój i wzmocnienie naturalnych przewag konkurencyjnych” – wskazał marszałek.

Według zapowiedzi inicjatorów, klaster będzie aktywnie korzystał z wiedzy europejskich organizacji takich jak: Sieci Regionów Europejskich Wykorzystujących Technologie Kosmiczne NEREUS, ESA Business Incubation Centres, EURISY, EARSC, SME4Space czy EUROSPACE. (PAP)

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Powstanie klaster kosmiczny m.in. do budowy Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi została wyłączona

Układ Słoneczny mógł powstawać w dwóch etapach

Międzynarodowy zespół badawczy z polskim udziałem zaproponował nową teorię powstawania Układu Słonecznego. Okazuje się, że nasz układ planetarny mógł we wczesnej fazie swojego tworzenia powstawać w dwóch etapach. Hipotezę przedstawiono…

Międzynarodowy zespół badawczy z polskim udziałem zaproponował nową teorię powstawania Układu Słonecznego. Okazuje się, że nasz układ planetarny mógł we wczesnej fazie swojego tworzenia powstawać w dwóch etapach. Hipotezę przedstawiono na łamach najnowszego wydania czasopisma „Science”. 

Wśród autorów pracy jest dr Joanna Drążkowska, polska astrofizyczka pracująca na Uniwersytecie Ludwika i Maximilliana w Monachium w Niemczech (Uniwersytet Monachijski). Związki z Polską ma także druga osoba spośród grona autorów – prof. Gregor Golabek z Uniwersytetu w Bayreuth w Niemczech.

Powszechnie obecnie przyjmowany obraz powstawania Układu Słonecznego przewiduje, iż Słońce wraz z układem planetarnym uformowało się z zagęszczenia obłoku gazowego, który zapadł się grawitacyjnie. Kurczenie się obłoku powodowało wzrost gęstości oraz wytworzenie się wirującego dysku protoplanetarnego. W centrum powstała protogwiazda, która potem przekształciła się w Słońce, a w dysku uformowały planety. Planety powstały w wyniku kolizji pomiędzy ziarnami pyłu, które zaczęły tworzyć coraz większe obiekty, aż powstały kilkukilometrowe ciała nazywane planetozymalami, które dalej się zderzały. Istotną rolę w tych procesach może odgrywać tzw. linia śniegu, oddzielająca obszary, w których w dysku występowały substancje gazowe (bliżej gwiazdy) oraz obszar, gdzie woda przechodziła do stanu lodu (dalej od gwiazdy).

Dowody geochemiczne i astronomiczne wskazują, że formowanie się planet zachodziło w dwóch odseparowanych strefach. Nie jest znana dokładna przyczyna tego zróżnicowania – dlaczego planety znajdujące się blisko Słońca są małe i suche (z małą zawartością wody w stosunku do swojej masy), a planety w zewnętrznych częściach Układu Słonecznego są większe i bardziej mokre pod tym względem.

Nowa praca opisuje formowanie się Układu Słonecznego, próbując wyjaśnić kilka kluczowych kwestii dotyczących powstawania planet skalistych (jak Ziemia, czy Mars), gazowych (jak Jowisz) oraz skład różnych rodzin planetoid i meteorytów. Zaproponowano wytłumaczenie astrofizycznych i geologicznych procesów w trakcie najwcześniejszej fazy tworzenia się Słońca i systemu planetarnego.

Według autorów publikacji, planetozymale mogły powstawać w dwóch osobnych etapach. Obliczenia numeryczne i obserwacje wskazują, że miejsca, w których formują się planety, mogą mieć względnie niski poziom turbulencji. W takich warunkach oddziaływania pomiędzy ziarnami pyłu w dysku oraz wodą przechodzącą z fazy gazowej do lodu (linia śniegu) mogły wzbudzić wczesny okres formowania się planetozymali, a potem w późniejszym okresie mogła nastąpić druga fala powstawania planetozymali, ale w dalszej odległości.

Planetozymale w wewnętrznej części Układu Słonecznego stały się bardzo gorące, wytworzyły wewnętrzne oceany magmy, szybko uformowały żelazne jądra i utraciły gaz, co skutkuje obecnym suchym składem planet. Z kolei planetozymale w zewnętrznej części Układu Słonecznego uformowały się później i w mniejszym stopniu doświadczyły tych procesów.

„Nasze badania rzucają kompletnie nowe światło na proces powstawania planet. Stara teoria nie potrafiła wyjaśnić kluczowego pierwszego kroku, w którym pył formuje pierwsze związane grawitacyjnie ciała, czyli planetozymale, więc po prostu zakładała, że powstają one szybko i wszędzie w dysku wokół gwiazdowym” – tłumaczy dr Joanna Drążkowska.

„My używamy najnowszych osiągnięć z badań teoretycznych sugerujących, że formowanie się planetozymali jest możliwe (poprzez proces, który nazywa się niestabilnością strumieniową) tylko w niektórych miejscach, takich jak linia śniegu” – dodaje badaczka.

Jak wskazuje dr Drążkowska, w tym scenariuszu, wszystkie plantozymale powstają bogate w wodę, ale mała ich część powstaje na tyle szybko, że jest bogata w promieniotwórczy izotop glinu Al-26 o czasie połowicznego rozpadu 700 000 lat, więc krótszym niż czas życia dysku wokółgwiazdowego. Dzięki rozpadowi glinu, część planetozymali traci wodę i staje się zalążkami planet skalistych.

„Jedną z najciekawszych implikacji tej pracy jest to, że inne układy planetarne mogą wyglądać kompletnie inaczej niż Układ Słoneczny (wiemy z badań egzoplanet, że tak jest) tylko dlatego, że miały początkowo inny budżet Al-26, co jest moim zdaniem bardzo naturalnym i eleganckim wytłumaczeniem” – podsumowuje dr Drążkowska. (PAP)

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Układ Słoneczny mógł powstawać w dwóch etapach została wyłączona

Naukowcy zbadają wpływ izolacji na człowieka podczas symulowanej misji kosmicznej

Różne aspekty wpływu izolacji na zdrowie człowieka, m.in. na sprawność fizyczną i układ nerwowy, zbadają naukowcy uczestniczący w symulowanej załogowej misji kosmicznej, odbywającej się w bazie LunAres w Pile. Odbywa…

Różne aspekty wpływu izolacji na zdrowie człowieka, m.in. na sprawność fizyczną i układ nerwowy, zbadają naukowcy uczestniczący w symulowanej załogowej misji kosmicznej, odbywającej się w bazie LunAres w Pile. Odbywa się ona pod patronatem rektora Politechniki Śląskiej i Ministerstwa Zdrowia. 

Jak przekonują naukowcy, ich badania – skupiające się na analizie dostosowania się psychiki do przymusowego zamknięcia – mają szczególne znaczenie w kontekście pandemii COVID-19. W symulowanej misji bierze udział międzynarodowy zespół pięciorga tzw. analogowych (stacjonarnych) astronautów, którzy będą zamknięci przez dwa tygodnie na małej przestrzeni i badani pod kątem zmian układzie nerwowym i narządzie ruchu.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej rektor Politechniki Śląskiej prof. Arkadiusz Mężyk zwrócił uwagę, że badania dotyczące misji kosmicznych są prowadzone bardzo szeroko i wykraczają daleko poza samą technologię budowy rakiet – dotyczą też zdrowia fizycznego psychicznego, przystosowania się do wyjątkowych warunków, a także socjologii.

„Wszyscy odczuwamy skutki pandemii, od marca 2020 r. żyjemy w izolacji i odczuwamy na własnej skórze jak brak kontaktów społecznych, życie w ograniczonej przestrzeni wpływa na naszą psychikę, na nasze funkcjonowanie” – zaznaczył. W obecnej misji naukowców z PŚ interesują problemy z dziedziny inżynierii biomedycznej oraz rozwiązań infrastrukturalnych – dostosowania małych przestrzeni do funkcjonowania ludzi, naukowcy przeprowadza także np. testy technologii odzyskiwania zużytej wody.

„Badania izolacyjne mające na celu symulację warunków lotów na inne ciała niebieskie, w tym Marsa i Księżyc, wydawały się niezwykle oderwane od rzeczywistości jeszcze rok temu. Obecnie, wskutek pandemii, niemal każdy rozumie, jak istotne jest dogłębne zbadanie psychologii izolacji, zarówno wybranej z wolnej woli, jak i przymusowej” – ocenił naczelny lekarz załogi dr n. med. Aleksander Waśniowski.

Habitat LunAres to znajdująca się w Pile placówka badawcza służąca do symulacji załogowych misji kosmicznych, zwanych misjami analogowymi. Jest to jedyny tego typu obiekt w Europie. Całkowicie odizolowana od środowiska zewnętrznego składa się z siedmiu modułów przeznaczonych do różnych czynności i codziennego życia, a także z 250 km kw. do „spacerów kosmicznych”.

W przedsięwzięciu biorą udział przedstawiciele PŚ. Naukowcy z Wydziału Inżynierii Biomedycznej tej uczelni przeprowadzą badania w zakresie biomechaniki narządu ruchu, sprawdzając m.in. wpływ izolacji na sprawność fizyczną. Studentka Wydziału Architektury przeprowadzi prace poświęcone sprawdzeniu rozwiązań zastosowanych w stacji kosmicznej pod kątem ich użyteczności oraz możliwości zaspokojenia potrzeb jej mieszkańców – członków misji.

Szef ekspedycji – dyrektor LunAres Space mgr inż. Leszek Orzechowski wyjaśnił, że obecna misja, która nosi nazwę „Panda” (Pandemic Analog Mission) jest pierwszą z serii, które potrwają przez kilka miesięcy. Wyraził przekonanie, że badania – zwłaszcza neurologiczne – mogą przydać się zwłaszcza w obecnej sytuacji pandemii. Osoby w izolacji będą badane np. pod kątem zmian w hipokampie, który odpowiada m.in. za orientację w przestrzeni i pamięć.

„Te małe zmiany mogą odpowiadać temu, co niektórzy z nas doświadczają podczas przymusowej kwarantanny związanej z obecną lub jakąkolwiek pandemią w przyszłości” – powiedział Orzechowski. Podczas misji zostanie przeprowadzonych także wiele eksperymentów fizjologicznych czy psychologicznych.

Dr hab. inż. Robert Michnik z Wydziału Inżynierii Biomedycznej PŚ powiedział, że naukowcy chcą zbadać zmiany w funkcjonowaniu narządu ruchu. Jak przypomniał, w realnej misji kosmicznej największy wpływ na to ma brak lub zmniejszona grawitacja, która prowadzi m.in. do ubytku tkanki mięśniowej. W przypadku misji analogowej takim czynnikiem jest ograniczenie aktywności, związane z małą przestrzenią – wyjaśnił.

Przedmiotem badań będzie też oddziaływanie czynników psychologicznych i socjologicznych, wynikających z izolacji, a także to, jak na ciało działają obciążania związane z używaniem skafandrów kosmicznych – chodzi ocenę zdolności utrzymywania równowagi i postawy ciała. Zakładając, że izolacja – także w okresie pandemii – skutkuje obniżeniem sprawności fizycznej, naukowcy chcą w przyszłości opracować program ćwiczeń, który będzie ograniczał te negatywne zmiany.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka

Możliwość komentowania Naukowcy zbadają wpływ izolacji na człowieka podczas symulowanej misji kosmicznej została wyłączona

Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów”

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych…

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych za pomocą urządzenia ALMA rzucili nowe światło na procesy fizyczne związane z wytwarzaniem pyłu, metali i gwiazd w ewolucji galaktyk.

Dwa miliardy lat po Wielkim Wybuchu Wszechświat był wciąż bardzo młody. Jednak już powstały w nim tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Międzynarodowe badanie prowadzone równocześnie przez Wyższą Międzynarodową Szkołę Badań Zaawansowanych (SISSA) w Trieście oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych (Katarzyna Małek i William Pearson) z udziałem międzynarodowego zespołu naukowców wyjaśnia teraz, jak to było możliwe – informuje NCBJ w prasowym komunikacie.

Naukowcy połączyli metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zidentyfikować procesy fizyczne leżące u podstaw ich ewolucji i po raz pierwszy znaleźli dowody na szybki wzrost zawartości pyłu w tych galaktykach spowodowany wysokim stężeniem metali w odległym Wszechświecie. Badanie, opublikowane w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics (https://www.aanda.org/articles/aa/abs/2020/12/aa38405-20/aa38405-20.html oraz https://arxiv.org/abs/2008.09995), przedstawia nowe podejście do badania fazy ewolucyjnej masywnych obiektów.

Odległe galaktyki, istniejące w bardzo wczesnym Wszechświecie, ale już masywne i bardzo aktywnie tworzące nowe gwiazdy stanowią, od momentu ich odkrycia 20 lat temu, prawdziwe wyzwanie dla astronomów. „Z jednej strony są one trudne do wykrycia, ponieważ znajdują się w gęstych obszarach odległego Wszechświata i zawierają cząstki pyłów, które pochłaniają większość światła optycznego emitowanego przez młode gwiazdy – wyjaśnia dr Drako Donevski, stypendysta SISSA i główny autor badania. – Z drugiej strony wiele z tych pyłowych 'olbrzymów’ powstało w czasach, gdy Wszechświat był bardzo młody – miał mniej niż 1 miliard lat – i nadal pozostaje zagadką pytanie, jak tak duża ilość pyłu mogła zostać wyprodukowana tak wcześnie we Wszechświecie”.

Badanie tych egzotycznych obiektów jest teraz możliwe dzięki Atacama Large Millimeter / submillimeter Array (ALMA). Interferometr składający się z 66 teleskopów umieszczony jest na pustyni Atakama w północnym Chile i jest w stanie wykryć światło podczerwone, które przenika przez pyłowe chmury, ujawniając obecność nowo tworzących się gwiazd. Jednak pochodzenie dużej ilości pyłu we wczesnym czasie kosmicznym wciąż pozostaje otwartą kwestią dla astronomów.

„Przez wiele lat naukowcy sądzili, że powstawanie pyłu kosmicznego jest spowodowane wyłącznie eksplozjami supernowych. Jednak ostatnie prace teoretyczne sugerują, że zawartość pyłu może również wzrastać w wyniku zderzeń cząstek zimnego, bogatego w metale gazu, który wypełnia galaktyki” – wyjaśnia naukowiec, cytowany w prasowym komunikacie. Międzynarodowy zespół uczonych z instytucji w Europie, USA, Kanadzie i RPA, kierowany przez dra Donevskiego, połączył metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zbadać 300 odległych, zapylonych galaktyk w nadziei, że pomoże to odkryć pochodzenie tych „gigantów”.

„Wyznaczyliśmy właściwości fizyczne naszych galaktyk, stosując specjalną technikę modelowania ich szerokopasmowych widm energetycznych – uzupełnia dr hab. Katarzyna Małek, adiunkt w Zakładzie Astrofizyki Narodowego Centrum Badań Jądrowych, cytowana w informacji prasowej. – Jest to istotne źródło informacji o naturze galaktyk, ponieważ wiele złożonych procesów fizycznych, które w nich zachodzą, pozostawia swój ślad w ich widmie. Widmo energetyczne, czyli zależność wypromieniowywanej energii od długości fali, to swoiste DNA galaktyki. Modelowanie widm energetycznych pomaga nam oszacować takie wielkości fizyczne, jak masa pyłu lub masa gwiazd w galaktyce. Dzięki analizie widm szerokopasmowych udało nam się zidentyfikować dwie różne populacje galaktyk w naszej próbce: typowe galaktyki aktywne gwiazdotwórczo – tak zwane galaktyki ciągu głównego, i ekstremalne obiekty, w których zachodzą wyjątkowo intensywne procesy gwiazdotwórcze (ang. starburst galaxies). Taka ekstremalna galaktyka tworzy rocznie gwiazdy o łącznej masie nawet 10-100 mas Słońca”.

„Znaleźliśmy ogromną ilość masy pyłu w większości naszych galaktyk – uzupełnia dr Donevski. – Nasze szacunki pokazały, że wybuchy supernowych nie mogą być odpowiedzialne za to wszystko, a część musiała powstać w wyniku zderzeń cząstek w środowisku bogatym w gazowe metale wokół masywnych gwiazd, jak wcześniej przewidywały to modele teoretyczne. To pierwszy przypadek, kiedy dane obserwacyjne potwierdzają istnienie obu mechanizmów produkcji”.

Naukowcy przyjrzeli się również zmianom w czasie stosunku masy pyłu do masy gwiazd, aby zbadać, jak skutecznie galaktyki tworzą i niszczą pył podczas swojej ewolucji. „To pozwoliło nam zidentyfikować cykl życia pyłu w dwóch różnych populacjach galaktyk: normalnych oraz bardziej ekstremalnych, szybko ewoluujących galaktykach gwiazdotwórczych – powiedziała Lara Pantoni, doktorantka w SISSA, która opracowała model analityczny służący do interpretacji danych i wykazujący ogromny potencjał w opisywaniu różnic w tych dwóch grupach obserwowanych galaktyk. -Co ciekawe, wykazaliśmy również, że bez względu na odległość, masę lub rozmiar gwiazd, zwarte galaktyki gwiazdotwórcze zawsze mają wyższy stosunek masy pyłu do masy gwiazdy niż zwykłe galaktyki”.

Aby w pełni ocenić wyniki obserwacji, zespół astronomów skonfrontował także swoje dane z najnowszymi modelami i symulacjami galaktyk. Wykorzystano symulację kosmologiczną SIMBA, nowy zestaw, który symuluje powstawanie i ewolucję milionów galaktyk od początku Wszechświata do chwili obecnej, śledząc wszystkie ich właściwości fizyczne, w tym masę pyłu. „Do tej pory modele teoretyczne miały problemy z jednoczesnym dopasowaniem zawartości pyłu w galaktykach, jak i właściwości gwiazd. Jednak nasz nowy pakiet symulacji kosmologicznych SIMBA był w stanie odtworzyć większość zaobserwowanych danych” – wyjaśnia Desika Narayanan, profesor astronomii na Uniwersytecie Florydy i członek instytutu DAWN w Kopenhadze, cytowana w komunikacie udostępnionym przez NCBJ.

„Z naszych badań wynika, że produkcja pyłu w 'Gigantach’ jest zdominowana przez bardzo szybki wzrost ilości cząstek w wyniku ich zderzeń z gazem – podsumowuje dr Donevski. – Stanowi to pierwszy dowód na poparcie tezy, że powstawanie pyłu zachodzi zarówno podczas śmierci gwiazd, jak i w przestrzeni między tymi masywnymi gwiazdami, jak zakładają badania teoretyczne. Co więcej, nasza praca oferuje nowe, mieszane podejście do badania ewolucji masywnych obiektów w odległym Wszechświecie, które będą testowane za pomocą przyszłych teleskopów kosmicznych, takich jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba”.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów” została wyłączona

Studencki satelita PW-Sat2 kończy misję; jego następca PW-Sat3 się do niej szykuje

Polski studencki satelita PW-Sat2 przetestował żagiel do deorbitacji, wykonał tysiące zdjęć, zgromadził mnóstwo danych. Na przełomie stycznia i lutego spłonie w atmosferze, kończąc misję. W 2023 roku na orbicie zastąpi…

Polski studencki satelita PW-Sat2 przetestował żagiel do deorbitacji, wykonał tysiące zdjęć, zgromadził mnóstwo danych. Na przełomie stycznia i lutego spłonie w atmosferze, kończąc misję. W 2023 roku na orbicie zastąpi go PW-Sat3, którego zadaniem będą testy napędu odrzutowego.

„Jesteśmy z tej misji niesamowicie zadowoleni, mimo pewnych przeszkód i problemów, które po drodze się pojawiły” – mówi PAP Dominik Roszkowski, wicekoordynator kończącego się powoli projektu PW-Sat2.

Satelita studentów Politechniki Warszawskiej wystartował z Kalifornii (USA) na początku grudnia 2018 roku. Na orbitę wyniosła go rakieta Falcon 9 należąca do SpaceX. Głównym zadaniem satelity było testowanie technologii deorbitacji przy użyciu otwieranego żagla. Chodziło o poszukanie sposobu, który pozwoli na szybsze usunięcie nieczynnego już satelity z orbity i zmniejszy na niej liczbę tzw. kosmicznych śmieci.

Start poszedł jak z płatka, bo sygnał z PW-Sata2 został odebrany zaledwie kilka godzin po starcie. Jednak problemy pojawiły się w kolejnych dniach. Prawdopodobnie wskutek naprężeń wywołanych dużymi zmianami temperatury po ok. trzech dniach od otwarcia na żaglu pojawiły się rozerwania. Erozja żagla jednak nie postępowała i od tamtego czasu pozostał on w praktycznie niezmienionej kondycji.

„Nasz żagiel wciąż działa i udowadnia swoją skuteczność, pomimo tego, że około 30-40 proc. jego powierzchni jest uszkodzone niemal od początku misji. Satelita i tak deorbituje szybciej, niż gdyby tego żagla nie było. Pierwotnie planowaliśmy, że będzie deorbitował około 1-1,5 roku, teraz mamy już niewiele ponad 2 lata, więc różnica, mimo straty powierzchni żagla, nie jest drastyczna, to raptem kilka dodatkowych miesięcy” – wyjaśnia Roszkowski.

„Z punktu widzenia technologii, materiałów, danych, które otwarcie udostępniliśmy, PW-Sat2 na pewno posłużył wielu firmom jako inspiracja, czy jako punkt odniesienia w tworzeniu swoich systemów deorbitacji nie tylko satelitów, ale też np. górnych stopni rakiet nośnych, które muszą jak najszybciej się deorbitować” – podsumowuje Roszkowski i dodaje, że rozwiązanie z wykorzystaniem żagla można podłączyć do dowolnego satelity tego typu i powinno ono działać.

Są też inne aspekty tej misji, które przekroczyły oczekiwania jej twórców. Była ona planowana tylko do momentu otwarcia żagla, ale okazało się, że z satelitą wciąż da się utrzymać codzienną łączność. Dzięki temu studenci wykonali ponad 1500 zdjęć, przeprowadzali eksperymenty związane z pomiarami promieniowania kosmicznego, udało im się wgrać aktualizację oprogramowania komputera pokładowego, który wciąż świetnie działa. Część zebranych danych już przeanalizowano. Inne dopiero będą analizowane i publikowane.

PW-Sat2 to również – jak podkreśla Dominik Roszkowski – ogromny sukces edukacyjny. Kilkadziesiąt osób pracujących przy satelicie zebrało wiedzę i doświadczenie, które umożliwiło im pracę w sektorze kosmicznym – zarówno w firmach polskich, jak i zagranicznych, ale również np. w Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Twórcy PW-Sat2 obliczają, że satelita spłonie w atmosferze na przełomie stycznia i lutego. Jednak dokładną datę będzie można wyznaczyć zaledwie kilka dni przed końcem misji.

Za kilka lat – w 2023 roku – na orbicie ma się znaleźć kolejny satelita studentów Politechniki Warszawskiej PW-Sat3. „Naszym głównym celem jest stworzenie napędu odrzutowego dla satelity, nad którym pracujemy, korzystając ze wsparcia Zakładu Silników Lotniczych na Politechnice Warszawskiej. Napęd ma posłużyć do wykonania szeregu manewrów orbitalnych” – opisuje w rozmowie z PAP Marcin Pulik, koordynator projektu PW-Sat3.

Tego typu napędy – mówi – są już komercjalizowane i stosowane przez niektóre firmy, ale rynek jeszcze nie jest przesycony tego typu rozwiązaniami i wciąż rozwijane są nowe dotyczące takich silników wykorzystywanych w przestrzeni kosmicznej.

Prace nad satelitą trwają już od ponad dwóch lat. Mimo pandemii przebiegają sprawnie i bez poślizgów w terminach, choć w dużej mierze przeniosły się do domów studentów. Obecnie wykonywany jest pierwszy model silnika, na którym będzie można sprawdzić – na razie w warunkach ziemskich – czy wszystko działa tak, jak zaplanowano.

Przygotowywany przez studentów napęd odrzutowy zostanie uruchomiony po odłączeniu się satelity od rakiety. Misja związana ze wspomnianymi manewrami satelity potrwa około 3-4 miesiące. „Później PW-Sat3 pozostanie jednak na orbicie i będziemy wykonywali na nim różne inne eksperymenty. Część z nich będzie związana z misją komputera pokładowego. Dodatkowo tworzymy własny algorytm sterowania położeniem satelity” – wyjaśnia Pulik.

Na razie nie wiadomo, kto wyniesie PW-Sat3 w kosmos. „Jesteśmy w trakcie ustalania najlepszej oferty. Ostateczna decyzja zostanie podjęta najprawdopodobniej w przyszłym roku. Firmy proponują oferty różniące się znacznie ceną i zakresem usług. Szukamy takiej propozycji, która pozwoli na bezpieczne dostarczenie naszego eksperymentu na orbitę, umożliwiając wcześniejsze zatankowanie napędu przed umieszczeniem satelity w urządzeniu wynoszącym” – podkreśla koordynator projektu.

Koszt wysłania PW-Sat2 na orbitę to 135 tys. euro, a całego projektu (łącznie z wysłaniem) około 250 tys. euro. W przypadku PW-Sat3 koszt całej misji – łącznie z wyniesieniem – wyniesie ponad 350 tys. euro choćby dlatego, że będzie to satelita nieco większy od poprzednika.

Zespół uzyskał już finansowanie z programu „Najlepsi z najlepszych” resortu nauki i stara się o grant z kolejnego ministerialnego programu. Poza tym finansowo pomaga studentom m.in. Politechnika Warszawska.

PAP – Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

Możliwość komentowania Studencki satelita PW-Sat2 kończy misję; jego następca PW-Sat3 się do niej szykuje została wyłączona

Polscy inżynierowie wezmą udział w misji PLATO, poszukującej „bliźniaków” Ziemi

Na 2026 rok planowany jest start misji PLATO, w ramach której Europejska Agencja Kosmiczna będzie poszukiwała planet podobnych do Ziemi. Polscy inżynierowie z firmy SENER zaprojektują, wykonają i przetestują urządzenia…

Na 2026 rok planowany jest start misji PLATO, w ramach której Europejska Agencja Kosmiczna będzie poszukiwała planet podobnych do Ziemi. Polscy inżynierowie z firmy SENER zaprojektują, wykonają i przetestują urządzenia wspomagające integrację satelity tej misji.

Głównym celem misji PLATO (PLAnetary Transits and Oscillations of stars) jest zbadanie pozasłonecznych układów planetarnych, szczególnie planet skalistych krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca. Wśród wykrytych obiektów ESA oczekuje odnaleźć planety podobne do Ziemi. Punktem badawczym misji PLATO będzie wirtualny punkt „L2” w kosmosie (w odległości 1,5 miliona km od Ziemi).

Głównymi wykonawcami projektu są: OHB System AG, Thales Alenia Space oraz RUAG Space Switzerland. Weźmie w nim udział także warszawska firma SENER Polska, która – w ramach podpisanego kontraktu – zaprojektuje, wykona i przetestuje urządzenia wspomagające integrację (zespolenie elementów) sondy misji PLATO. Zleceniodawcą jest niemiecka firma OHB System AG.

Firma SENER Polska prace nad projektem naziemnych urządzeń wspomagających montaż satelity (MGSE: Mechanical Ground Support Equipment) rozpoczęła już pod koniec września 2020 roku. W ciągu miesiąca osiągnięto pierwszy etap realizacji, jakim był przegląd wstępnego projektu. Podczas obecnego etapu projekty urządzeń są doprecyzowywane i przygotowywane do produkcji. Zwieńczeniem tej pracy, będzie przegląd projektu, aby uzyskać zezwolenie na rozpoczęcie produkcji (CDR/MRR) – opisują przedstawiciele firmy w prasowym komunikacie.

Inżynierowie SENER Polska odpowiadają za zaprojektowanie i wykonanie urządzenia ALD (Adjustable Lifting Device), które posłuży do przenoszenia i pomocy w integracji satelity. ALD będzie w wielu przypadkach współpracować z urządzeniem PLM HF (Payload Module Hoisting Frame), czyli z ramą do podnoszenia ładunku satelity. Powstanie również S/C HF (Spacecraft Hoisting Frame) – rama do podnoszenia satelity, która posłuży jako komponent pośredniczący między ALD a całym satelitą lub jego modułem serwisowym w trakcie operacji podnoszenia.

PLATO jest rozszerzeniem trwającej misji Cheops (the Characterising Exoplanet Satellite), która prowadzi badania egzoplanet w przestrzeni kosmicznej od 2019 roku.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Polscy inżynierowie wezmą udział w misji PLATO, poszukującej „bliźniaków” Ziemi została wyłączona

Ciekłej wody na powierzchni Marsa może być mniej, niż sądzono

Wody na Marsie, w postaci solanek – może być mniej, niż zakładano, na co wskazuje nowa, dokładniejsza analiza. Odkrycie ma znaczenie dla poszukiwań śladów życia na Marsie i wyboru przyszłego…

Wody na Marsie, w postaci solanek – może być mniej, niż zakładano, na co wskazuje nowa, dokładniejsza analiza. Odkrycie ma znaczenie dla poszukiwań śladów życia na Marsie i wyboru przyszłego miejsca lądowania na nim ludzi.

Naukowcy z Arkansas Center for Space and Planetary Sciences opracowali mapę możliwego występowania na Marsies olanek. Mapa powstała na podstawie analiz tempa parowania takich roztworów – i danych na temat marsjańskiej pogody.

Solanki to roztwory wody i różnych soli. W porównaniu do czystej wody m.in. parują i wrzą w wyższej temperaturze, a zamarzają w niższej.

Tworząc mapę, badacze – w przeciwieństwie do twórców wcześniejszych, prostszych modeli – wzięli tym razem pod uwagę wszystkie możliwe przemiany fazowe cieczy: zamarzanie, wrzenie i parowanie. „Chodziło o spojrzenie na wszystkie te właściwości jednocześnie, zamiast pojedynczo. Potem stworzyliśmy mapę uwzględniającą wszystkie te procesy naraz”- wyjaśnia prof. Vincent Chevrier, jeden z autorów pracy opublikowanej w piśmie „The Planetary Science Journal”.

Okazało się, że wody w postaci solanek może być na Marsie mniej, niż pokazywały wcześniejsze szacunki.

Jak twierdzą w nowej publikacji naukowcy, solanki mogą krócej przetrwać na powierzchni planety w zimnych rejonach. „Najważniejszy wniosek jest taki, że jeśli nie uwzględni się wszystkich procesów jednocześnie, zawsze przeceni się stabilność solanek. Takie są realia tej sytuacji” – twierdz prof. Chevier.

Z kolei warunki najbardziej sprzyjające solankom mogą – według naukowców – istnieć w zakresie od średnich do wysokich szerokości geograficznych i w dużych kraterach na południowej półkuli. Płytko pod powierzchnią mogą być też obecne także w pobliżu równika. W najbardziej przychylnych warunkach solanki mogą się utrzymywać maksymalnie przez 12 godzin dziennie.

„Nigdzie nie są one na tyle stabilne, by przetrwać na Marsie cały dzień” – podkreśla badacz.

To ważna informacja nie tylko z perspektywy naukowej ciekawości. Woda to podstawowy warunek życia. Będzie też potrzebna ludziom, jeśli kiedyś polecą na Czerwoną Planetę.

Więcej informacji na stronie https://iopscience.iop.org/article/10.3847/PSJ/abbc14 (PAP)

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do Ciekłej wody na powierzchni Marsa może być mniej, niż sądzono

O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak…

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak to możliwe, że tak odmienne obiekty mogły być swoimi sąsiadami. I jak doszło do ich kosmicznego spotkania.

W kwietniu ub.r. eksperymenty LIGO/Virgo zaobserwowały fale grawitacyjne pochodzące z połączenia się czarnych dziur o masach ok. 30 i 10 mas Słońca (obiekt GW 190412). I tak kosmiczne zdarzenie, które miało miejsce dawno, dawno temu, w odległej galaktyce – 2,4 miliardy lat świetlnych stąd – „zakołysało” urządzeniami pomiarowymi na Ziemi.

Badacze nie za bardzo wiedzieli, jak przeprowadzić „inżynierię odwrotną” tego wydarzenia i dowiedzieć się, jak mogło dojść do tego, że obiekty o tak różniących się od siebie masach znalazły się w swoim sąsiedztwie. Byli bowiem przyzwyczajeni do modelowania „symetrycznych” zderzeń dwóch czarnych dziur, a więc łączenia się czarnych dziur o podobnych masach. A tu taka zagwozdka…

Na szczęście w rozwiązaniu problemu pomogły modele polskich astrofizyków, dzięki którym udało się odszyfrować przeszłość układu.

Z polsko-amerykańsko-francuskich badań – opublikowanych w Astrophysical Journal Letters – wynikło, że ten tzw. merger powstał z dwóch masywnych gwiazd – jedna z nich miała na początku 78 MS, a druga 34 MS. Pierwsza autorka publikacji, Aleksandra Olejak, doktorantka z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w rozmowie z PAP tłumaczy, że gwiazdy te znajdowały się w odległości 700 promieni Słońca, czyli ok. 3 razy dalej niż odległość Ziemi od Słońca.

Masywniejsza gwiazda szybciej zużyła swoje paliwo, zaczęła się rozszerzać, jej otoczka znalazła się bliżej sąsiadki i gwiazdy zaczęły się wymieniać między sobą materią. Potem gwiazda ta zgubiła otoczkę, stała się gwiazdą helową i z czasem zapadła się tworząc czarną dziurę o masie 25 mas Słońca.

Przez jakiś czas pozostała, mniej masywna gwiazda tworzyła układ z czarną dziurą. Kiedy jednak zużyła paliwo, stała się olbrzymem, a jej otoczka tak się rozszerzyła, że w obrębie tej otoczki znalazła się również czarna dziura. Ta faza wspólnej otoczki była o tyle ważna, że z odseparowanego układu dwóch ciał powstał wtedy ciasny ich układ. Na skutek utraty energii orbitalnej (czarna dziura porusza się w otoczce sąsiada) układ się coraz bardziej zacieśniał. Z czasem druga gwiazda zgubiła otoczkę, stając się kolejno gwiazdą helową, supernową, a wreszcie – czarną dziurą o masie 10 Słońc. „W ten sposób powstał układ dwóch czarnych dziur, które przez 20 mln lat oddziaływały ze sobą emitując fale grawitacyjne, a przez to – stopniowo wytracały energię. Aż doszło do ich zderzenia i powstania z nich jednej masywnej czarnej dziury” – podsumowuje Aleksandra Olejak.

I to właśnie zderzenie zaobserwowano w LIGO/Virgo. Doktorantka wyjaśnia, że zderzenia czarnych dziur są – jak na tak potężne wydarzenia w kosmosie – są zaskakująco „ciche” i ciemne. Nie powstaje wtedy żadne promieniowanie elektromagnetyczne – a więc ani błyski ani np. fale radiowe. Gdyby więc nawet najlepszy teleskop świata był wycelowany w takie miejsce w odpowiednim czasie, nic spektakularnego by nie zobaczył. Na szczęście od 2015 r. mamy jako ludzkość do dyspozycji jeszcze jeden „zmysł”, za pomocą którego możemy obserwować wydarzenia w Kosmosie. To obserwatoria fal grawitacyjnych LIGO (w USA) i Virgo (we Włoszech). To w nich możemy obserwować efekty zderzania się czarnych dziur.

Fale grawitacyjne (zwane też poetycko zmarszczkami czasoprzestrzeni) to rozchodzące się drgania czasoprzestrzeni. Ich źródłem są obiekty poruszające się z przyspieszeniem. Aby fale grawitacyjne dało się wykryć, masy i przyspieszenia muszą być bardzo duże. Po raz pierwszy obserwacyjne fale grawitacyjne udało się wykryć w 2015 roku.

„Odbieramy coraz więcej sygnałów z fal grawitacyjnych, ale nie zawsze wiadomo, jaki jest dokładnie scenariusz powstawania tych sygnałów. Widzimy tylko efekt końcowy. Trwają spory, skąd pochodzą te sygnały. Czy one mogły powstawać w izolowanych układach podwójnych, czy może zanim doszło do zderzenia, dochodziło do oddziaływania większej liczby ciał, np. trzech czy czterech gwiazd – bo to przecież też jest możliwe. W naszej pracy pokazujemy, że potrafimy odtworzyć historię układów takich jak GW190412 używając izolowanej ewolucji. Proponujemy też sposób, jak rozpoznać, czy dany obiekt powstał z dwóch obiektów, czy może z większej ich liczby” – podsumowuje Aleksandra Olejak.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur została wyłączona

Polscy astronomowie odkryli najmniejszą planetę swobodną

W Drodze Mlecznej mogą się znajdować miliardy samotnych planet, niezwiązanych z gwiazdami. O odkryciu najmniejszej planety swobodnej typu ziemskiego informuje międzynarodowy zespół naukowców, kierowany przez polskich astronomów. Astronomowie odkryli do…

W Drodze Mlecznej mogą się znajdować miliardy samotnych planet, niezwiązanych z gwiazdami. O odkryciu najmniejszej planety swobodnej typu ziemskiego informuje międzynarodowy zespół naukowców, kierowany przez polskich astronomów.

Astronomowie odkryli do tej pory ponad cztery tysiące planet pozasłonecznych. Większość z nich nie przypomina planet znanych w Układzie Słonecznym, choć mają jedną wspólną cechę: krążą wokół jakiejś gwiazdy.

Naukowcy, którzy badają powstawanie i ewolucję układów planetarnych, takich jak Układ Słoneczny, od dawna przewidywali istnienie planet swobodnych, wyrzuconych ze swoich macierzystych układów i przemierzających samotnie naszą Galaktykę. Pierwszych dowodów na istnienie takich planet w Drodze Mlecznej dostarczyły kilka lat temu badania prowadzone przez polskich naukowców z zespołu OGLE z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Teraz na łamach najnowszego numeru prestiżowego czasopisma „Astrophysical Journal Letters” członkowie zespołu OGLE ogłosili odkrycie najmniejszej, znalezionej do tej pory planety swobodnej. O wynikach badań poinformowali PAP.

Wykryty przez nich obiekt jest mniejszy od Ziemi i posiada masę mniej więcej trzech mas Marsa. Znajduje się kilkanaście tysięcy lat świetlnych od Słońca. Prawdopodobnie jest to samotna planeta.

Astronomowie z zespołu OGLE już wcześniej dostarczyli dowodów na istnienie w naszej Galaktyce dużej populacji planet swobodnych o masach podobnych do masy Ziemi. „Nasze obecne odkrycie potwierdza, że małomasywne planety swobodne są częste w Drodze Mlecznej, mogą być ich miliardy, i że można je wykrywać i charakteryzować za pomocą obserwacji prowadzonych z powierzchni Ziemi” – mówi kierownik projektu OGLE, prof. Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

Autorzy odkrycia zwracają uwagę, że rzadko są w stanie bezpośrednio obserwować światło od planet pozasłonecznych. Większość z nich została odkryta w wyniku obserwacji pośrednich – efektów wpływu planet na ich macierzyste gwiazdy. „Planety swobodne prawie w ogóle nie emitują światła i – z definicji – nie krążą wokół żadnej gwiazdy. Ich wykrycie za pomocą klasycznych metod jest więc praktycznie niemożliwe” – zauważają astronomowie w informacji przekazanej PAP.

Do poszukiwań takich planet wykorzystują oni technikę mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Mikrosoczewkowanie grawitacyjne jest efektem wynikającym z ogólnej teorii względności. Einstein przewidział, że bieg promieni światła w pobliżu masywnych obiektów może ulec zakrzywieniu. Ich grawitacja działa jak gigantyczna soczewka, która skupia i wzmacnia światło od odległych gwiazd.

„Jeżeli między obserwatorem na Ziemi a odległą gwiazdą-źródłem znajdzie się masywny obiekt – inna gwiazda lub planeta – to jego grawitacja może ugiąć i skupić światło źródła. Obserwator na Ziemi zobaczy wtedy krótkotrwałe pojaśnienie odległego źródła” – tłumaczy dr Przemysław Mróz z California Institute of Technology w USA, pierwszy autor publikacji.

Szansa na zaobserwowanie zjawisk mikrosoczewkowania jest niezwykle mała, bo trzy obiekty – źródło, soczewka i obserwator – muszą znaleźć się niemal idealnie w jednej linii. Gdybyśmy patrzyli na tylko jedną gwiazdę-źródło, musielibyśmy czekać średnio prawie milion lat, żeby zaobserwować mikrosoczewkowanie – dodaje.

Właśnie dlatego współczesne eksperymenty poszukujące zjawisk mikrosoczewkowania obserwują ciągle setki milionów gwiazd znajdujących się w centrum Drogi Mlecznej – tam, gdzie prawdopodobieństwo zajścia tego zjawiska jest największe.

Jednym z takich eksperymentów jest właśnie OGLE – przegląd nieba prowadzony przez astronomów z Uniwersytetu Warszawskiego. Projekt jest jednym z największych i najstarszych współczesnych przeglądów nieba, jest realizowany od ponad 28 lat. Polacy dysponują Teleskopem Warszawskim, znajdującym się w Obserwatorium Las Campanas w Chile. Każdej pogodnej nocy polscy astronomowie kierują teleskop na te same obszary nieba, mierzą jasność setek milionów gwiazd i wypatrują obiektów, które zmieniają swoją jasność.

Mikrosoczewkowanie grawitacyjne nie zależy od jasności soczewki, jest to więc doskonały sposób na wykrywanie obiektów, które w ogóle nie emitują światła, takich jak planety swobodne. Im obiekt-soczewka jest mniej masywny, tym zjawiska mikrosoczewkowania są średnio krótsze: o ile typowe pojaśnienia mikrosoczewkowe wywołane przez gwiazdy trwają kilkanaście dni, to zjawiska wywołane przez planety o masie Jowisza trwają typowo 1–2 dni, a przez planety ziemskie – zaledwie kilka godzin.

„Rozmiar mikrosoczewek grawitacyjnych wywołanych przez gwiazdy jest zwykle znacznie większy, niż rozmiar gwiazdy-źródła. Światło całej tarczy gwiazdy-źródła jest skupiane przez soczewkę grawitacyjną – mówi dr Mróz. – Inaczej jest w przypadku soczewkowania przez planety. Wtedy pojaśnieniu ulega tylko niewielka część powierzchni gwiazdy”.

Ten efekt umożliwia astronomom bardziej precyzyjne oszacowania masy soczewki.

O odkryciu najkrótszego zjawiska mikrosoczewkowania znalezionego do tej pory, o nazwie OGLE-2016-BLG-1928, o skali czasowej zaledwie 42 minut – astronomowie poinformowali w czwartek. „Kiedy zobaczyliśmy to zjawisko, było oczywiste, że musiało zostać spowodowane przez niezwykle mały obiekt” – zauważa cytowany w informacji prasowej współautor pracy, dr Radosław Poleski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

Najprawdopodobniej zjawisko OGLE-2016-BLG-1928 zostało wywołane przez obiekt, który opuścił swój macierzysty układ planetarny tuż po jego powstaniu. Wzajemne oddziaływania między protoplanetami mogą prowadzić do wyrzucenia niektórych z nich w przestrzeń międzygwiazdową. Istnieje jednak wiele innych mechanizmów, które mogą skutkować tym samym. Badania planet swobodnych umożliwiają więc nam lepsze zrozumienie procesów prowadzących do formowania się planet i układów planetarnych.

Oprócz danych zebranych przez projekt OGLE, w badaniach wykorzystano obserwacje zjawiska OGLE-2016-BLG-1928, wykonane przez koreańską sieć teleskopów KMTNet (Korea Microlensing Telescope Network). Projekt KMTNet dysponuje trzema teleskopami – w Chile, Australii i Południowej Afryce.

Poszukiwanie planet swobodnych jest jednym z motorów naukowych misji teleskopu kosmicznego Nancy Grace Roman, flagowej misji przygotowywanej przez amerykańską agencję kosmiczną NASA. Teleskop ma zostać wystrzelony na orbitę w 2025 roku i ma szanse zrewolucjonizować tę dziedzinę badań planet pozasłonecznych.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Polscy astronomowie odkryli najmniejszą planetę swobodną została wyłączona

Najnowsza mapa nieba z misji kosmicznej Gaia

Europejska Agencja Kosmiczna opublikowała najnowszą mapę nieba stworzoną na podstawie danych misji Gaia. Niezwykle precyzyjna mapa zawiera szczegółowe dane o niemal 2 miliardach gwiazd naszej Galaktyki, a na dysku zajmuje…

Europejska Agencja Kosmiczna opublikowała najnowszą mapę nieba stworzoną na podstawie danych misji Gaia. Niezwykle precyzyjna mapa zawiera szczegółowe dane o niemal 2 miliardach gwiazd naszej Galaktyki, a na dysku zajmuje aż 1 petabajt. W pracach misji uczestniczą astronomowie z Uniwersytetu Warszawskiego – informuje uczelnia.

Gaia to bezzałogowa misja kosmiczna wystrzelona w 2013 roku. Jej zadaniem jest wykonanie trójwymiarowej mapy Drogi Mlecznej poprzez pomiary pozycji i ruchów dla blisko jednego procenta gwiazd galaktyki. Jest to misja prowadzona przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), do której należy Polska.

Opublikowany w czwartek katalog zwany w skrócie EDR3 (Early Data Release 3 https://www.cosmos.esa.int/web/gaia/early-data-release-3) zawiera dane z trzech lat działania misji. Jest dużo obszerniejszy niż poprzedni katalog Gai z 2018 roku. Pomiary dla 2 miliardów gwiazd są w nim teraz co najmniej dwukrotnie dokładniejsze. „Podobnie jak w przypadku poprzedniego katalogu, astronomowie spodziewają się, że dzięki jeszcze większej precyzji danych ujawnią kolejne tajemnice Galaktyki i Wszechświata” – poinformowano w komunikacie UW.

ESA planowała zakończyć działanie satelity już w połowie 2019 roku, jednak zapasy paliwa pozwolą mu działać jeszcze dłużej, prawdopodobnie do 2024 roku – informuje uczelnia.

Gaia mierzy jasności i położenia miliardów gwiazd i jest w stanie wykryć subtelne zmiany w nich zachodzące. „Instrumenty misji są tak precyzyjne, że gdybyśmy obserwowali nimi z Ziemi powierzchnię Księżyca, moglibyśmy wyznaczyć rozmiary znajdujących się tam obiektów wielkości zaledwie złotówki” – czytamy na stronie UW.

ESA opublikowała pierwszy wstępny katalog danych Gaia już w 2016 roku, jednak dopiero drugi, pełniejszy katalog z 2018 roku okazał się przełomowy. Wyznaczone przez misję Gaia pozycje gwiazd stały się podstawowym układem odniesienia w kartografii niebieskiej i służą do kalibrowania fotografii nieba wykonywanych przez inne projekty. Od 2018 roku powstało już prawie 4000 prac naukowych wykorzystujących dane misji Gaia. Ich przełomowość zaznaczyła się w niemal wszystkich dziedzinach astronomii, od badań planet i asteroid, przez gwiazdy, strukturę naszej Drogi Mlecznej, aż po odległe galaktyki.

W pracach zespołu misji Gaia uczestniczą astronomowie z całej Europy. Dr hab. Łukasz Wyrzykowski dołączył do niego w 2008 roku podczas stażu podoktorskiego na Uniwersytecie w Cambridge w Wielkiej Brytanii. Obecnie w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego prowadzi własną grupę młodych naukowców zaangażowanych w projekt Gaia, zdobywając polskie i europejskie granty umożliwiające jej działanie.

„Moim głównym zadaniem w misji Gaia było zaprojektowanie systemu do wykrywania zjawisk krótkotrwałych zachodzących na niebie, głównie rozbłysków takich jak wybuchy supernowych, ale też nagłego zanikania blasku gwiazd” – opowiada cytowany na stronie UW dr hab. Wyrzykowski. „System ten codziennie wysyła astronomom na całym świecie dziesiątki alertów o różnych zjawiskach, natomiast my w OA szczegółowo zajmujemy się tymi pojaśnieniami, które mogą być wywołane przez soczewkujące czarne dziury” – mówi astronom. I wyjaśnia, że masywne obiekty zaginają czasoprzestrzeń i niczym soczewka wzmacniają światło odległych gwiazd.

Najciekawsze zjawiska astrofizyczne wykryte przez system są później śledzone za pomocą sieci robotycznych i tradycyjnych teleskopów koordynowanej przez dr. hab. Wyrzykowskiego.

„Każdy teleskop na świecie jest przydatny, gdyż nasze zjawiska mogą niespodziewanie pojawić się w dowolnym miejscu na niebie” – dodaje dr Paweł Zieliński, który pracuje w Obserwatorium Astronomicznym UW.

„Połączenie danych z obserwacji naziemnych oraz rewelacyjnych danych misji Gaia umożliwi nam po raz pierwszy zidentyfikować soczewkujące czarne dziury, które mogą znajdować się tuż za rogiem w naszej Galaktyce” – tłumaczy doktorantka z OA UW Katarzyna Kruszyńska.

Zespół misji Gaia w OA UW tworzą: dr hab. Łukasz Wyrzykowski, dr Paweł Zieliński, dr Ilknur Gezer oraz doktoranci: Nada Ihanec, Katarzyna Kruszyńska, Krzysztof Rybicki.

Prace zespołu są finansowane przez granty Narodowego Centrum Nauki (Harmonia i Daina) oraz granty Komisji Europejskiej (OPTCON i ORP) w ramach programu Horyzont 2020.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Najnowsza mapa nieba z misji kosmicznej Gaia została wyłączona

Wenus – wciąż tajemnicza siostra Ziemi

Różne zespoły naukowe planują misje badające Wenus – naszą sąsiednią, lecz wciąż tajemniczą planetę – z pomocą orbiterów, penetrujących rozgrzaną atmosferę sond i nietypowych lądowników. Niektórzy chcą nawet wysłać na…

Różne zespoły naukowe planują misje badające Wenus – naszą sąsiednią, lecz wciąż tajemniczą planetę – z pomocą orbiterów, penetrujących rozgrzaną atmosferę sond i nietypowych lądowników. Niektórzy chcą nawet wysłać na Wenus ludzi. To przecież siostrzana planeta Ziemi i wiele może powiedzieć o naszym globie, w tym o jego ewolucji.

1 komentarz do Wenus – wciąż tajemnicza siostra Ziemi

O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak…

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak to możliwe, że tak odmienne obiekty mogły być swoimi sąsiadami. I jak doszło do ich kosmicznego spotkania.

Możliwość komentowania O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur została wyłączona

Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach

Po raz pierwszy udało się znaleźć zlewające się pary galaktyk przy użyciu identycznej metody zarówno w symulacjach, jak i obserwacjach prawdziwego Wszechświata, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję. Współautorem pionierskiej pracy…

Po raz pierwszy udało się znaleźć zlewające się pary galaktyk przy użyciu identycznej metody zarówno w symulacjach, jak i obserwacjach prawdziwego Wszechświata, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję. Współautorem pionierskiej pracy jest badacz z NCBJ.

Możliwość komentowania Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach została wyłączona

Chwiejny cień czarnej dziury w galaktyce M87

Nowe wyniki badań cienia supermasywnej czarnej dziury w galaktyce M87 ogłosili astronomowie z międzynarodowego projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT). Okazuje się, że jasny półkolisty pierścień widoczny wokół cienia…

Nowe wyniki badań cienia supermasywnej czarnej dziury w galaktyce M87 ogłosili astronomowie z międzynarodowego projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT). Okazuje się, że jasny półkolisty pierścień widoczny wokół cienia czarnej dziury ulega zmianom. Pierwszym autorem publikacji jest polski astronom dr Maciek Wielgus pracujący w Stanach Zjednoczonych.

Możliwość komentowania Chwiejny cień czarnej dziury w galaktyce M87 została wyłączona

Dzięki falom grawitacyjnym odkryto niezwykłą populację czarnych dziur

Międzynarodowa grupa badaczy wykryła fale grawitacyjne z układu dwóch czarnych dziur, które połączyły się, tworząc czarną dziurę 142 razy masywniejszą niż Słońce. Utworzony obiekt to najbardziej masywna czarna dziura, jaką…

Międzynarodowa grupa badaczy wykryła fale grawitacyjne z układu dwóch czarnych dziur, które połączyły się, tworząc czarną dziurę 142 razy masywniejszą niż Słońce. Utworzony obiekt to najbardziej masywna czarna dziura, jaką wykryto za pomocą fal grawitacyjnych. W pracach uczestniczyli naukowcy z Polski.

Możliwość komentowania Dzięki falom grawitacyjnym odkryto niezwykłą populację czarnych dziur została wyłączona

Na Wenus wykryto cząsteczki, które mogą mieć biologiczne pochodzenie

Międzynarodowa grupa badawcza, z udziałem Polaka, ogłosiła wykrycie w chmurach na Wenus rzadkiej cząsteczki fosforowodoru (fosfiny). Zaobserwowana ilość raczej wyklucza jako źródło tej substancji procesy niebiologiczne. Być może źródłem mogą…

Międzynarodowa grupa badawcza, z udziałem Polaka, ogłosiła wykrycie w chmurach na Wenus rzadkiej cząsteczki fosforowodoru (fosfiny). Zaobserwowana ilość raczej wyklucza jako źródło tej substancji procesy niebiologiczne. Być może źródłem mogą być organizmy biologiczne występujące w chmurach.

Możliwość komentowania Na Wenus wykryto cząsteczki, które mogą mieć biologiczne pochodzenie została wyłączona

Wkrótce ostatnie testy instrumentów opracowanych przez polską firmę; w 2022 polecą w kierunku Jowisza

Wysięgniki stworzone na potrzeby misji JUICE, jednej z dwóch największych misji realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, trafią za kilka dni do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne – poinformowała w…

Wysięgniki stworzone na potrzeby misji JUICE, jednej z dwóch największych misji realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, trafią za kilka dni do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne – poinformowała w czwartek Astronika, polska firma, która je wytworzyła.

Możliwość komentowania Wkrótce ostatnie testy instrumentów opracowanych przez polską firmę; w 2022 polecą w kierunku Jowisza została wyłączona

Luksusowe wycieczki w kosmos już niedługo

Virgin Galactic – firma, która chce zabierać turystów w kosmos przedstawiła wnętrze kabiny swojego suborbitalnego pojazdu. Na astronautów-amatorów będzie czekało m.in. 17 okien, 16 kamer i duże okrągłe lustro, w…

Virgin Galactic – firma, która chce zabierać turystów w kosmos przedstawiła wnętrze kabiny swojego suborbitalnego pojazdu. Na astronautów-amatorów będzie czekało m.in. 17 okien, 16 kamer i duże okrągłe lustro, w którym będą mogli zobaczyć, jak się swobodnie unoszą w mikrograwitacji.

Możliwość komentowania Luksusowe wycieczki w kosmos już niedługo została wyłączona

Type on the field below and hit Enter/Return to search

Skip to content