Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Kosmos

Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów”

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych…

Już w młodym Wszechświecie powstały tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Dla astronomów ich badania były prawdziwym wyzwaniem. Naukowcy m.in. z NCBJ badając 300 odległych, zapylonych galaktyk, wykrytych za pomocą urządzenia ALMA rzucili nowe światło na procesy fizyczne związane z wytwarzaniem pyłu, metali i gwiazd w ewolucji galaktyk.

Dwa miliardy lat po Wielkim Wybuchu Wszechświat był wciąż bardzo młody. Jednak już powstały w nim tysiące ogromnych galaktyk, bogatych w gwiazdy i pył. Międzynarodowe badanie prowadzone równocześnie przez Wyższą Międzynarodową Szkołę Badań Zaawansowanych (SISSA) w Trieście oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych (Katarzyna Małek i William Pearson) z udziałem międzynarodowego zespołu naukowców wyjaśnia teraz, jak to było możliwe – informuje NCBJ w prasowym komunikacie.

Naukowcy połączyli metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zidentyfikować procesy fizyczne leżące u podstaw ich ewolucji i po raz pierwszy znaleźli dowody na szybki wzrost zawartości pyłu w tych galaktykach spowodowany wysokim stężeniem metali w odległym Wszechświecie. Badanie, opublikowane w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics (https://www.aanda.org/articles/aa/abs/2020/12/aa38405-20/aa38405-20.html oraz https://arxiv.org/abs/2008.09995), przedstawia nowe podejście do badania fazy ewolucyjnej masywnych obiektów.

Odległe galaktyki, istniejące w bardzo wczesnym Wszechświecie, ale już masywne i bardzo aktywnie tworzące nowe gwiazdy stanowią, od momentu ich odkrycia 20 lat temu, prawdziwe wyzwanie dla astronomów. „Z jednej strony są one trudne do wykrycia, ponieważ znajdują się w gęstych obszarach odległego Wszechświata i zawierają cząstki pyłów, które pochłaniają większość światła optycznego emitowanego przez młode gwiazdy – wyjaśnia dr Drako Donevski, stypendysta SISSA i główny autor badania. – Z drugiej strony wiele z tych pyłowych ‚olbrzymów’ powstało w czasach, gdy Wszechświat był bardzo młody – miał mniej niż 1 miliard lat – i nadal pozostaje zagadką pytanie, jak tak duża ilość pyłu mogła zostać wyprodukowana tak wcześnie we Wszechświecie”.

Badanie tych egzotycznych obiektów jest teraz możliwe dzięki Atacama Large Millimeter / submillimeter Array (ALMA). Interferometr składający się z 66 teleskopów umieszczony jest na pustyni Atakama w północnym Chile i jest w stanie wykryć światło podczerwone, które przenika przez pyłowe chmury, ujawniając obecność nowo tworzących się gwiazd. Jednak pochodzenie dużej ilości pyłu we wczesnym czasie kosmicznym wciąż pozostaje otwartą kwestią dla astronomów.

„Przez wiele lat naukowcy sądzili, że powstawanie pyłu kosmicznego jest spowodowane wyłącznie eksplozjami supernowych. Jednak ostatnie prace teoretyczne sugerują, że zawartość pyłu może również wzrastać w wyniku zderzeń cząstek zimnego, bogatego w metale gazu, który wypełnia galaktyki” – wyjaśnia naukowiec, cytowany w prasowym komunikacie. Międzynarodowy zespół uczonych z instytucji w Europie, USA, Kanadzie i RPA, kierowany przez dra Donevskiego, połączył metody obserwacyjne i teoretyczne, aby zbadać 300 odległych, zapylonych galaktyk w nadziei, że pomoże to odkryć pochodzenie tych „gigantów”.

„Wyznaczyliśmy właściwości fizyczne naszych galaktyk, stosując specjalną technikę modelowania ich szerokopasmowych widm energetycznych – uzupełnia dr hab. Katarzyna Małek, adiunkt w Zakładzie Astrofizyki Narodowego Centrum Badań Jądrowych, cytowana w informacji prasowej. – Jest to istotne źródło informacji o naturze galaktyk, ponieważ wiele złożonych procesów fizycznych, które w nich zachodzą, pozostawia swój ślad w ich widmie. Widmo energetyczne, czyli zależność wypromieniowywanej energii od długości fali, to swoiste DNA galaktyki. Modelowanie widm energetycznych pomaga nam oszacować takie wielkości fizyczne, jak masa pyłu lub masa gwiazd w galaktyce. Dzięki analizie widm szerokopasmowych udało nam się zidentyfikować dwie różne populacje galaktyk w naszej próbce: typowe galaktyki aktywne gwiazdotwórczo – tak zwane galaktyki ciągu głównego, i ekstremalne obiekty, w których zachodzą wyjątkowo intensywne procesy gwiazdotwórcze (ang. starburst galaxies). Taka ekstremalna galaktyka tworzy rocznie gwiazdy o łącznej masie nawet 10-100 mas Słońca”.

„Znaleźliśmy ogromną ilość masy pyłu w większości naszych galaktyk – uzupełnia dr Donevski. – Nasze szacunki pokazały, że wybuchy supernowych nie mogą być odpowiedzialne za to wszystko, a część musiała powstać w wyniku zderzeń cząstek w środowisku bogatym w gazowe metale wokół masywnych gwiazd, jak wcześniej przewidywały to modele teoretyczne. To pierwszy przypadek, kiedy dane obserwacyjne potwierdzają istnienie obu mechanizmów produkcji”.

Naukowcy przyjrzeli się również zmianom w czasie stosunku masy pyłu do masy gwiazd, aby zbadać, jak skutecznie galaktyki tworzą i niszczą pył podczas swojej ewolucji. „To pozwoliło nam zidentyfikować cykl życia pyłu w dwóch różnych populacjach galaktyk: normalnych oraz bardziej ekstremalnych, szybko ewoluujących galaktykach gwiazdotwórczych – powiedziała Lara Pantoni, doktorantka w SISSA, która opracowała model analityczny służący do interpretacji danych i wykazujący ogromny potencjał w opisywaniu różnic w tych dwóch grupach obserwowanych galaktyk. -Co ciekawe, wykazaliśmy również, że bez względu na odległość, masę lub rozmiar gwiazd, zwarte galaktyki gwiazdotwórcze zawsze mają wyższy stosunek masy pyłu do masy gwiazdy niż zwykłe galaktyki”.

Aby w pełni ocenić wyniki obserwacji, zespół astronomów skonfrontował także swoje dane z najnowszymi modelami i symulacjami galaktyk. Wykorzystano symulację kosmologiczną SIMBA, nowy zestaw, który symuluje powstawanie i ewolucję milionów galaktyk od początku Wszechświata do chwili obecnej, śledząc wszystkie ich właściwości fizyczne, w tym masę pyłu. „Do tej pory modele teoretyczne miały problemy z jednoczesnym dopasowaniem zawartości pyłu w galaktykach, jak i właściwości gwiazd. Jednak nasz nowy pakiet symulacji kosmologicznych SIMBA był w stanie odtworzyć większość zaobserwowanych danych” – wyjaśnia Desika Narayanan, profesor astronomii na Uniwersytecie Florydy i członek instytutu DAWN w Kopenhadze, cytowana w komunikacie udostępnionym przez NCBJ.

„Z naszych badań wynika, że produkcja pyłu w ‚Gigantach’ jest zdominowana przez bardzo szybki wzrost ilości cząstek w wyniku ich zderzeń z gazem – podsumowuje dr Donevski. – Stanowi to pierwszy dowód na poparcie tezy, że powstawanie pyłu zachodzi zarówno podczas śmierci gwiazd, jak i w przestrzeni między tymi masywnymi gwiazdami, jak zakładają badania teoretyczne. Co więcej, nasza praca oferuje nowe, mieszane podejście do badania ewolucji masywnych obiektów w odległym Wszechświecie, które będą testowane za pomocą przyszłych teleskopów kosmicznych, takich jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba”.

PAP – Nauka w Polsce

Brak komentarzy do Mniej zagadkowe początki „pyłowych gigantów”

Studencki satelita PW-Sat2 kończy misję; jego następca PW-Sat3 się do niej szykuje

Polski studencki satelita PW-Sat2 przetestował żagiel do deorbitacji, wykonał tysiące zdjęć, zgromadził mnóstwo danych. Na przełomie stycznia i lutego spłonie w atmosferze, kończąc misję. W 2023 roku na orbicie zastąpi…

Polski studencki satelita PW-Sat2 przetestował żagiel do deorbitacji, wykonał tysiące zdjęć, zgromadził mnóstwo danych. Na przełomie stycznia i lutego spłonie w atmosferze, kończąc misję. W 2023 roku na orbicie zastąpi go PW-Sat3, którego zadaniem będą testy napędu odrzutowego.

„Jesteśmy z tej misji niesamowicie zadowoleni, mimo pewnych przeszkód i problemów, które po drodze się pojawiły” – mówi PAP Dominik Roszkowski, wicekoordynator kończącego się powoli projektu PW-Sat2.

Satelita studentów Politechniki Warszawskiej wystartował z Kalifornii (USA) na początku grudnia 2018 roku. Na orbitę wyniosła go rakieta Falcon 9 należąca do SpaceX. Głównym zadaniem satelity było testowanie technologii deorbitacji przy użyciu otwieranego żagla. Chodziło o poszukanie sposobu, który pozwoli na szybsze usunięcie nieczynnego już satelity z orbity i zmniejszy na niej liczbę tzw. kosmicznych śmieci.

Start poszedł jak z płatka, bo sygnał z PW-Sata2 został odebrany zaledwie kilka godzin po starcie. Jednak problemy pojawiły się w kolejnych dniach. Prawdopodobnie wskutek naprężeń wywołanych dużymi zmianami temperatury po ok. trzech dniach od otwarcia na żaglu pojawiły się rozerwania. Erozja żagla jednak nie postępowała i od tamtego czasu pozostał on w praktycznie niezmienionej kondycji.

„Nasz żagiel wciąż działa i udowadnia swoją skuteczność, pomimo tego, że około 30-40 proc. jego powierzchni jest uszkodzone niemal od początku misji. Satelita i tak deorbituje szybciej, niż gdyby tego żagla nie było. Pierwotnie planowaliśmy, że będzie deorbitował około 1-1,5 roku, teraz mamy już niewiele ponad 2 lata, więc różnica, mimo straty powierzchni żagla, nie jest drastyczna, to raptem kilka dodatkowych miesięcy” – wyjaśnia Roszkowski.

„Z punktu widzenia technologii, materiałów, danych, które otwarcie udostępniliśmy, PW-Sat2 na pewno posłużył wielu firmom jako inspiracja, czy jako punkt odniesienia w tworzeniu swoich systemów deorbitacji nie tylko satelitów, ale też np. górnych stopni rakiet nośnych, które muszą jak najszybciej się deorbitować” – podsumowuje Roszkowski i dodaje, że rozwiązanie z wykorzystaniem żagla można podłączyć do dowolnego satelity tego typu i powinno ono działać.

Są też inne aspekty tej misji, które przekroczyły oczekiwania jej twórców. Była ona planowana tylko do momentu otwarcia żagla, ale okazało się, że z satelitą wciąż da się utrzymać codzienną łączność. Dzięki temu studenci wykonali ponad 1500 zdjęć, przeprowadzali eksperymenty związane z pomiarami promieniowania kosmicznego, udało im się wgrać aktualizację oprogramowania komputera pokładowego, który wciąż świetnie działa. Część zebranych danych już przeanalizowano. Inne dopiero będą analizowane i publikowane.

PW-Sat2 to również – jak podkreśla Dominik Roszkowski – ogromny sukces edukacyjny. Kilkadziesiąt osób pracujących przy satelicie zebrało wiedzę i doświadczenie, które umożliwiło im pracę w sektorze kosmicznym – zarówno w firmach polskich, jak i zagranicznych, ale również np. w Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Twórcy PW-Sat2 obliczają, że satelita spłonie w atmosferze na przełomie stycznia i lutego. Jednak dokładną datę będzie można wyznaczyć zaledwie kilka dni przed końcem misji.

Za kilka lat – w 2023 roku – na orbicie ma się znaleźć kolejny satelita studentów Politechniki Warszawskiej PW-Sat3. „Naszym głównym celem jest stworzenie napędu odrzutowego dla satelity, nad którym pracujemy, korzystając ze wsparcia Zakładu Silników Lotniczych na Politechnice Warszawskiej. Napęd ma posłużyć do wykonania szeregu manewrów orbitalnych” – opisuje w rozmowie z PAP Marcin Pulik, koordynator projektu PW-Sat3.

Tego typu napędy – mówi – są już komercjalizowane i stosowane przez niektóre firmy, ale rynek jeszcze nie jest przesycony tego typu rozwiązaniami i wciąż rozwijane są nowe dotyczące takich silników wykorzystywanych w przestrzeni kosmicznej.

Prace nad satelitą trwają już od ponad dwóch lat. Mimo pandemii przebiegają sprawnie i bez poślizgów w terminach, choć w dużej mierze przeniosły się do domów studentów. Obecnie wykonywany jest pierwszy model silnika, na którym będzie można sprawdzić – na razie w warunkach ziemskich – czy wszystko działa tak, jak zaplanowano.

Przygotowywany przez studentów napęd odrzutowy zostanie uruchomiony po odłączeniu się satelity od rakiety. Misja związana ze wspomnianymi manewrami satelity potrwa około 3-4 miesiące. „Później PW-Sat3 pozostanie jednak na orbicie i będziemy wykonywali na nim różne inne eksperymenty. Część z nich będzie związana z misją komputera pokładowego. Dodatkowo tworzymy własny algorytm sterowania położeniem satelity” – wyjaśnia Pulik.

Na razie nie wiadomo, kto wyniesie PW-Sat3 w kosmos. „Jesteśmy w trakcie ustalania najlepszej oferty. Ostateczna decyzja zostanie podjęta najprawdopodobniej w przyszłym roku. Firmy proponują oferty różniące się znacznie ceną i zakresem usług. Szukamy takiej propozycji, która pozwoli na bezpieczne dostarczenie naszego eksperymentu na orbitę, umożliwiając wcześniejsze zatankowanie napędu przed umieszczeniem satelity w urządzeniu wynoszącym” – podkreśla koordynator projektu.

Koszt wysłania PW-Sat2 na orbitę to 135 tys. euro, a całego projektu (łącznie z wysłaniem) około 250 tys. euro. W przypadku PW-Sat3 koszt całej misji – łącznie z wyniesieniem – wyniesie ponad 350 tys. euro choćby dlatego, że będzie to satelita nieco większy od poprzednika.

Zespół uzyskał już finansowanie z programu „Najlepsi z najlepszych” resortu nauki i stara się o grant z kolejnego ministerialnego programu. Poza tym finansowo pomaga studentom m.in. Politechnika Warszawska.

PAP – Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

Brak komentarzy do Studencki satelita PW-Sat2 kończy misję; jego następca PW-Sat3 się do niej szykuje

Polscy inżynierowie wezmą udział w misji PLATO, poszukującej „bliźniaków” Ziemi

Na 2026 rok planowany jest start misji PLATO, w ramach której Europejska Agencja Kosmiczna będzie poszukiwała planet podobnych do Ziemi. Polscy inżynierowie z firmy SENER zaprojektują, wykonają i przetestują urządzenia…

Na 2026 rok planowany jest start misji PLATO, w ramach której Europejska Agencja Kosmiczna będzie poszukiwała planet podobnych do Ziemi. Polscy inżynierowie z firmy SENER zaprojektują, wykonają i przetestują urządzenia wspomagające integrację satelity tej misji.

Głównym celem misji PLATO (PLAnetary Transits and Oscillations of stars) jest zbadanie pozasłonecznych układów planetarnych, szczególnie planet skalistych krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca. Wśród wykrytych obiektów ESA oczekuje odnaleźć planety podobne do Ziemi. Punktem badawczym misji PLATO będzie wirtualny punkt „L2” w kosmosie (w odległości 1,5 miliona km od Ziemi).

Głównymi wykonawcami projektu są: OHB System AG, Thales Alenia Space oraz RUAG Space Switzerland. Weźmie w nim udział także warszawska firma SENER Polska, która – w ramach podpisanego kontraktu – zaprojektuje, wykona i przetestuje urządzenia wspomagające integrację (zespolenie elementów) sondy misji PLATO. Zleceniodawcą jest niemiecka firma OHB System AG.

Firma SENER Polska prace nad projektem naziemnych urządzeń wspomagających montaż satelity (MGSE: Mechanical Ground Support Equipment) rozpoczęła już pod koniec września 2020 roku. W ciągu miesiąca osiągnięto pierwszy etap realizacji, jakim był przegląd wstępnego projektu. Podczas obecnego etapu projekty urządzeń są doprecyzowywane i przygotowywane do produkcji. Zwieńczeniem tej pracy, będzie przegląd projektu, aby uzyskać zezwolenie na rozpoczęcie produkcji (CDR/MRR) – opisują przedstawiciele firmy w prasowym komunikacie.

Inżynierowie SENER Polska odpowiadają za zaprojektowanie i wykonanie urządzenia ALD (Adjustable Lifting Device), które posłuży do przenoszenia i pomocy w integracji satelity. ALD będzie w wielu przypadkach współpracować z urządzeniem PLM HF (Payload Module Hoisting Frame), czyli z ramą do podnoszenia ładunku satelity. Powstanie również S/C HF (Spacecraft Hoisting Frame) – rama do podnoszenia satelity, która posłuży jako komponent pośredniczący między ALD a całym satelitą lub jego modułem serwisowym w trakcie operacji podnoszenia.

PLATO jest rozszerzeniem trwającej misji Cheops (the Characterising Exoplanet Satellite), która prowadzi badania egzoplanet w przestrzeni kosmicznej od 2019 roku.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Polscy inżynierowie wezmą udział w misji PLATO, poszukującej „bliźniaków” Ziemi

Ciekłej wody na powierzchni Marsa może być mniej, niż sądzono

Wody na Marsie, w postaci solanek – może być mniej, niż zakładano, na co wskazuje nowa, dokładniejsza analiza. Odkrycie ma znaczenie dla poszukiwań śladów życia na Marsie i wyboru przyszłego…

Wody na Marsie, w postaci solanek – może być mniej, niż zakładano, na co wskazuje nowa, dokładniejsza analiza. Odkrycie ma znaczenie dla poszukiwań śladów życia na Marsie i wyboru przyszłego miejsca lądowania na nim ludzi.

Naukowcy z Arkansas Center for Space and Planetary Sciences opracowali mapę możliwego występowania na Marsies olanek. Mapa powstała na podstawie analiz tempa parowania takich roztworów – i danych na temat marsjańskiej pogody.

Solanki to roztwory wody i różnych soli. W porównaniu do czystej wody m.in. parują i wrzą w wyższej temperaturze, a zamarzają w niższej.

Tworząc mapę, badacze – w przeciwieństwie do twórców wcześniejszych, prostszych modeli – wzięli tym razem pod uwagę wszystkie możliwe przemiany fazowe cieczy: zamarzanie, wrzenie i parowanie. „Chodziło o spojrzenie na wszystkie te właściwości jednocześnie, zamiast pojedynczo. Potem stworzyliśmy mapę uwzględniającą wszystkie te procesy naraz”- wyjaśnia prof. Vincent Chevrier, jeden z autorów pracy opublikowanej w piśmie „The Planetary Science Journal”.

Okazało się, że wody w postaci solanek może być na Marsie mniej, niż pokazywały wcześniejsze szacunki.

Jak twierdzą w nowej publikacji naukowcy, solanki mogą krócej przetrwać na powierzchni planety w zimnych rejonach. „Najważniejszy wniosek jest taki, że jeśli nie uwzględni się wszystkich procesów jednocześnie, zawsze przeceni się stabilność solanek. Takie są realia tej sytuacji” – twierdz prof. Chevier.

Z kolei warunki najbardziej sprzyjające solankom mogą – według naukowców – istnieć w zakresie od średnich do wysokich szerokości geograficznych i w dużych kraterach na południowej półkuli. Płytko pod powierzchnią mogą być też obecne także w pobliżu równika. W najbardziej przychylnych warunkach solanki mogą się utrzymywać maksymalnie przez 12 godzin dziennie.

„Nigdzie nie są one na tyle stabilne, by przetrwać na Marsie cały dzień” – podkreśla badacz.

To ważna informacja nie tylko z perspektywy naukowej ciekawości. Woda to podstawowy warunek życia. Będzie też potrzebna ludziom, jeśli kiedyś polecą na Czerwoną Planetę.

Więcej informacji na stronie https://iopscience.iop.org/article/10.3847/PSJ/abbc14 (PAP)

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do Ciekłej wody na powierzchni Marsa może być mniej, niż sądzono

O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak…

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak to możliwe, że tak odmienne obiekty mogły być swoimi sąsiadami. I jak doszło do ich kosmicznego spotkania.

W kwietniu ub.r. eksperymenty LIGO/Virgo zaobserwowały fale grawitacyjne pochodzące z połączenia się czarnych dziur o masach ok. 30 i 10 mas Słońca (obiekt GW 190412). I tak kosmiczne zdarzenie, które miało miejsce dawno, dawno temu, w odległej galaktyce – 2,4 miliardy lat świetlnych stąd – „zakołysało” urządzeniami pomiarowymi na Ziemi.

Badacze nie za bardzo wiedzieli, jak przeprowadzić „inżynierię odwrotną” tego wydarzenia i dowiedzieć się, jak mogło dojść do tego, że obiekty o tak różniących się od siebie masach znalazły się w swoim sąsiedztwie. Byli bowiem przyzwyczajeni do modelowania „symetrycznych” zderzeń dwóch czarnych dziur, a więc łączenia się czarnych dziur o podobnych masach. A tu taka zagwozdka…

Na szczęście w rozwiązaniu problemu pomogły modele polskich astrofizyków, dzięki którym udało się odszyfrować przeszłość układu.

Z polsko-amerykańsko-francuskich badań – opublikowanych w Astrophysical Journal Letters – wynikło, że ten tzw. merger powstał z dwóch masywnych gwiazd – jedna z nich miała na początku 78 MS, a druga 34 MS. Pierwsza autorka publikacji, Aleksandra Olejak, doktorantka z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w rozmowie z PAP tłumaczy, że gwiazdy te znajdowały się w odległości 700 promieni Słońca, czyli ok. 3 razy dalej niż odległość Ziemi od Słońca.

Masywniejsza gwiazda szybciej zużyła swoje paliwo, zaczęła się rozszerzać, jej otoczka znalazła się bliżej sąsiadki i gwiazdy zaczęły się wymieniać między sobą materią. Potem gwiazda ta zgubiła otoczkę, stała się gwiazdą helową i z czasem zapadła się tworząc czarną dziurę o masie 25 mas Słońca.

Przez jakiś czas pozostała, mniej masywna gwiazda tworzyła układ z czarną dziurą. Kiedy jednak zużyła paliwo, stała się olbrzymem, a jej otoczka tak się rozszerzyła, że w obrębie tej otoczki znalazła się również czarna dziura. Ta faza wspólnej otoczki była o tyle ważna, że z odseparowanego układu dwóch ciał powstał wtedy ciasny ich układ. Na skutek utraty energii orbitalnej (czarna dziura porusza się w otoczce sąsiada) układ się coraz bardziej zacieśniał. Z czasem druga gwiazda zgubiła otoczkę, stając się kolejno gwiazdą helową, supernową, a wreszcie – czarną dziurą o masie 10 Słońc. „W ten sposób powstał układ dwóch czarnych dziur, które przez 20 mln lat oddziaływały ze sobą emitując fale grawitacyjne, a przez to – stopniowo wytracały energię. Aż doszło do ich zderzenia i powstania z nich jednej masywnej czarnej dziury” – podsumowuje Aleksandra Olejak.

I to właśnie zderzenie zaobserwowano w LIGO/Virgo. Doktorantka wyjaśnia, że zderzenia czarnych dziur są – jak na tak potężne wydarzenia w kosmosie – są zaskakująco „ciche” i ciemne. Nie powstaje wtedy żadne promieniowanie elektromagnetyczne – a więc ani błyski ani np. fale radiowe. Gdyby więc nawet najlepszy teleskop świata był wycelowany w takie miejsce w odpowiednim czasie, nic spektakularnego by nie zobaczył. Na szczęście od 2015 r. mamy jako ludzkość do dyspozycji jeszcze jeden „zmysł”, za pomocą którego możemy obserwować wydarzenia w Kosmosie. To obserwatoria fal grawitacyjnych LIGO (w USA) i Virgo (we Włoszech). To w nich możemy obserwować efekty zderzania się czarnych dziur.

Fale grawitacyjne (zwane też poetycko zmarszczkami czasoprzestrzeni) to rozchodzące się drgania czasoprzestrzeni. Ich źródłem są obiekty poruszające się z przyspieszeniem. Aby fale grawitacyjne dało się wykryć, masy i przyspieszenia muszą być bardzo duże. Po raz pierwszy obserwacyjne fale grawitacyjne udało się wykryć w 2015 roku.

„Odbieramy coraz więcej sygnałów z fal grawitacyjnych, ale nie zawsze wiadomo, jaki jest dokładnie scenariusz powstawania tych sygnałów. Widzimy tylko efekt końcowy. Trwają spory, skąd pochodzą te sygnały. Czy one mogły powstawać w izolowanych układach podwójnych, czy może zanim doszło do zderzenia, dochodziło do oddziaływania większej liczby ciał, np. trzech czy czterech gwiazd – bo to przecież też jest możliwe. W naszej pracy pokazujemy, że potrafimy odtworzyć historię układów takich jak GW190412 używając izolowanej ewolucji. Proponujemy też sposób, jak rozpoznać, czy dany obiekt powstał z dwóch obiektów, czy może z większej ich liczby” – podsumowuje Aleksandra Olejak.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

Polscy astronomowie odkryli najmniejszą planetę swobodną

W Drodze Mlecznej mogą się znajdować miliardy samotnych planet, niezwiązanych z gwiazdami. O odkryciu najmniejszej planety swobodnej typu ziemskiego informuje międzynarodowy zespół naukowców, kierowany przez polskich astronomów. Astronomowie odkryli do…

W Drodze Mlecznej mogą się znajdować miliardy samotnych planet, niezwiązanych z gwiazdami. O odkryciu najmniejszej planety swobodnej typu ziemskiego informuje międzynarodowy zespół naukowców, kierowany przez polskich astronomów.

Astronomowie odkryli do tej pory ponad cztery tysiące planet pozasłonecznych. Większość z nich nie przypomina planet znanych w Układzie Słonecznym, choć mają jedną wspólną cechę: krążą wokół jakiejś gwiazdy.

Naukowcy, którzy badają powstawanie i ewolucję układów planetarnych, takich jak Układ Słoneczny, od dawna przewidywali istnienie planet swobodnych, wyrzuconych ze swoich macierzystych układów i przemierzających samotnie naszą Galaktykę. Pierwszych dowodów na istnienie takich planet w Drodze Mlecznej dostarczyły kilka lat temu badania prowadzone przez polskich naukowców z zespołu OGLE z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Teraz na łamach najnowszego numeru prestiżowego czasopisma „Astrophysical Journal Letters” członkowie zespołu OGLE ogłosili odkrycie najmniejszej, znalezionej do tej pory planety swobodnej. O wynikach badań poinformowali PAP.

Wykryty przez nich obiekt jest mniejszy od Ziemi i posiada masę mniej więcej trzech mas Marsa. Znajduje się kilkanaście tysięcy lat świetlnych od Słońca. Prawdopodobnie jest to samotna planeta.

Astronomowie z zespołu OGLE już wcześniej dostarczyli dowodów na istnienie w naszej Galaktyce dużej populacji planet swobodnych o masach podobnych do masy Ziemi. „Nasze obecne odkrycie potwierdza, że małomasywne planety swobodne są częste w Drodze Mlecznej, mogą być ich miliardy, i że można je wykrywać i charakteryzować za pomocą obserwacji prowadzonych z powierzchni Ziemi” – mówi kierownik projektu OGLE, prof. Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

Autorzy odkrycia zwracają uwagę, że rzadko są w stanie bezpośrednio obserwować światło od planet pozasłonecznych. Większość z nich została odkryta w wyniku obserwacji pośrednich – efektów wpływu planet na ich macierzyste gwiazdy. „Planety swobodne prawie w ogóle nie emitują światła i – z definicji – nie krążą wokół żadnej gwiazdy. Ich wykrycie za pomocą klasycznych metod jest więc praktycznie niemożliwe” – zauważają astronomowie w informacji przekazanej PAP.

Do poszukiwań takich planet wykorzystują oni technikę mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Mikrosoczewkowanie grawitacyjne jest efektem wynikającym z ogólnej teorii względności. Einstein przewidział, że bieg promieni światła w pobliżu masywnych obiektów może ulec zakrzywieniu. Ich grawitacja działa jak gigantyczna soczewka, która skupia i wzmacnia światło od odległych gwiazd.

„Jeżeli między obserwatorem na Ziemi a odległą gwiazdą-źródłem znajdzie się masywny obiekt – inna gwiazda lub planeta – to jego grawitacja może ugiąć i skupić światło źródła. Obserwator na Ziemi zobaczy wtedy krótkotrwałe pojaśnienie odległego źródła” – tłumaczy dr Przemysław Mróz z California Institute of Technology w USA, pierwszy autor publikacji.

Szansa na zaobserwowanie zjawisk mikrosoczewkowania jest niezwykle mała, bo trzy obiekty – źródło, soczewka i obserwator – muszą znaleźć się niemal idealnie w jednej linii. Gdybyśmy patrzyli na tylko jedną gwiazdę-źródło, musielibyśmy czekać średnio prawie milion lat, żeby zaobserwować mikrosoczewkowanie – dodaje.

Właśnie dlatego współczesne eksperymenty poszukujące zjawisk mikrosoczewkowania obserwują ciągle setki milionów gwiazd znajdujących się w centrum Drogi Mlecznej – tam, gdzie prawdopodobieństwo zajścia tego zjawiska jest największe.

Jednym z takich eksperymentów jest właśnie OGLE – przegląd nieba prowadzony przez astronomów z Uniwersytetu Warszawskiego. Projekt jest jednym z największych i najstarszych współczesnych przeglądów nieba, jest realizowany od ponad 28 lat. Polacy dysponują Teleskopem Warszawskim, znajdującym się w Obserwatorium Las Campanas w Chile. Każdej pogodnej nocy polscy astronomowie kierują teleskop na te same obszary nieba, mierzą jasność setek milionów gwiazd i wypatrują obiektów, które zmieniają swoją jasność.

Mikrosoczewkowanie grawitacyjne nie zależy od jasności soczewki, jest to więc doskonały sposób na wykrywanie obiektów, które w ogóle nie emitują światła, takich jak planety swobodne. Im obiekt-soczewka jest mniej masywny, tym zjawiska mikrosoczewkowania są średnio krótsze: o ile typowe pojaśnienia mikrosoczewkowe wywołane przez gwiazdy trwają kilkanaście dni, to zjawiska wywołane przez planety o masie Jowisza trwają typowo 1–2 dni, a przez planety ziemskie – zaledwie kilka godzin.

„Rozmiar mikrosoczewek grawitacyjnych wywołanych przez gwiazdy jest zwykle znacznie większy, niż rozmiar gwiazdy-źródła. Światło całej tarczy gwiazdy-źródła jest skupiane przez soczewkę grawitacyjną – mówi dr Mróz. – Inaczej jest w przypadku soczewkowania przez planety. Wtedy pojaśnieniu ulega tylko niewielka część powierzchni gwiazdy”.

Ten efekt umożliwia astronomom bardziej precyzyjne oszacowania masy soczewki.

O odkryciu najkrótszego zjawiska mikrosoczewkowania znalezionego do tej pory, o nazwie OGLE-2016-BLG-1928, o skali czasowej zaledwie 42 minut – astronomowie poinformowali w czwartek. „Kiedy zobaczyliśmy to zjawisko, było oczywiste, że musiało zostać spowodowane przez niezwykle mały obiekt” – zauważa cytowany w informacji prasowej współautor pracy, dr Radosław Poleski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

Najprawdopodobniej zjawisko OGLE-2016-BLG-1928 zostało wywołane przez obiekt, który opuścił swój macierzysty układ planetarny tuż po jego powstaniu. Wzajemne oddziaływania między protoplanetami mogą prowadzić do wyrzucenia niektórych z nich w przestrzeń międzygwiazdową. Istnieje jednak wiele innych mechanizmów, które mogą skutkować tym samym. Badania planet swobodnych umożliwiają więc nam lepsze zrozumienie procesów prowadzących do formowania się planet i układów planetarnych.

Oprócz danych zebranych przez projekt OGLE, w badaniach wykorzystano obserwacje zjawiska OGLE-2016-BLG-1928, wykonane przez koreańską sieć teleskopów KMTNet (Korea Microlensing Telescope Network). Projekt KMTNet dysponuje trzema teleskopami – w Chile, Australii i Południowej Afryce.

Poszukiwanie planet swobodnych jest jednym z motorów naukowych misji teleskopu kosmicznego Nancy Grace Roman, flagowej misji przygotowywanej przez amerykańską agencję kosmiczną NASA. Teleskop ma zostać wystrzelony na orbitę w 2025 roku i ma szanse zrewolucjonizować tę dziedzinę badań planet pozasłonecznych.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Polscy astronomowie odkryli najmniejszą planetę swobodną

Najnowsza mapa nieba z misji kosmicznej Gaia

Europejska Agencja Kosmiczna opublikowała najnowszą mapę nieba stworzoną na podstawie danych misji Gaia. Niezwykle precyzyjna mapa zawiera szczegółowe dane o niemal 2 miliardach gwiazd naszej Galaktyki, a na dysku zajmuje…

Europejska Agencja Kosmiczna opublikowała najnowszą mapę nieba stworzoną na podstawie danych misji Gaia. Niezwykle precyzyjna mapa zawiera szczegółowe dane o niemal 2 miliardach gwiazd naszej Galaktyki, a na dysku zajmuje aż 1 petabajt. W pracach misji uczestniczą astronomowie z Uniwersytetu Warszawskiego – informuje uczelnia.

Gaia to bezzałogowa misja kosmiczna wystrzelona w 2013 roku. Jej zadaniem jest wykonanie trójwymiarowej mapy Drogi Mlecznej poprzez pomiary pozycji i ruchów dla blisko jednego procenta gwiazd galaktyki. Jest to misja prowadzona przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), do której należy Polska.

Opublikowany w czwartek katalog zwany w skrócie EDR3 (Early Data Release 3 https://www.cosmos.esa.int/web/gaia/early-data-release-3) zawiera dane z trzech lat działania misji. Jest dużo obszerniejszy niż poprzedni katalog Gai z 2018 roku. Pomiary dla 2 miliardów gwiazd są w nim teraz co najmniej dwukrotnie dokładniejsze. „Podobnie jak w przypadku poprzedniego katalogu, astronomowie spodziewają się, że dzięki jeszcze większej precyzji danych ujawnią kolejne tajemnice Galaktyki i Wszechświata” – poinformowano w komunikacie UW.

ESA planowała zakończyć działanie satelity już w połowie 2019 roku, jednak zapasy paliwa pozwolą mu działać jeszcze dłużej, prawdopodobnie do 2024 roku – informuje uczelnia.

Gaia mierzy jasności i położenia miliardów gwiazd i jest w stanie wykryć subtelne zmiany w nich zachodzące. „Instrumenty misji są tak precyzyjne, że gdybyśmy obserwowali nimi z Ziemi powierzchnię Księżyca, moglibyśmy wyznaczyć rozmiary znajdujących się tam obiektów wielkości zaledwie złotówki” – czytamy na stronie UW.

ESA opublikowała pierwszy wstępny katalog danych Gaia już w 2016 roku, jednak dopiero drugi, pełniejszy katalog z 2018 roku okazał się przełomowy. Wyznaczone przez misję Gaia pozycje gwiazd stały się podstawowym układem odniesienia w kartografii niebieskiej i służą do kalibrowania fotografii nieba wykonywanych przez inne projekty. Od 2018 roku powstało już prawie 4000 prac naukowych wykorzystujących dane misji Gaia. Ich przełomowość zaznaczyła się w niemal wszystkich dziedzinach astronomii, od badań planet i asteroid, przez gwiazdy, strukturę naszej Drogi Mlecznej, aż po odległe galaktyki.

W pracach zespołu misji Gaia uczestniczą astronomowie z całej Europy. Dr hab. Łukasz Wyrzykowski dołączył do niego w 2008 roku podczas stażu podoktorskiego na Uniwersytecie w Cambridge w Wielkiej Brytanii. Obecnie w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego prowadzi własną grupę młodych naukowców zaangażowanych w projekt Gaia, zdobywając polskie i europejskie granty umożliwiające jej działanie.

„Moim głównym zadaniem w misji Gaia było zaprojektowanie systemu do wykrywania zjawisk krótkotrwałych zachodzących na niebie, głównie rozbłysków takich jak wybuchy supernowych, ale też nagłego zanikania blasku gwiazd” – opowiada cytowany na stronie UW dr hab. Wyrzykowski. „System ten codziennie wysyła astronomom na całym świecie dziesiątki alertów o różnych zjawiskach, natomiast my w OA szczegółowo zajmujemy się tymi pojaśnieniami, które mogą być wywołane przez soczewkujące czarne dziury” – mówi astronom. I wyjaśnia, że masywne obiekty zaginają czasoprzestrzeń i niczym soczewka wzmacniają światło odległych gwiazd.

Najciekawsze zjawiska astrofizyczne wykryte przez system są później śledzone za pomocą sieci robotycznych i tradycyjnych teleskopów koordynowanej przez dr. hab. Wyrzykowskiego.

„Każdy teleskop na świecie jest przydatny, gdyż nasze zjawiska mogą niespodziewanie pojawić się w dowolnym miejscu na niebie” – dodaje dr Paweł Zieliński, który pracuje w Obserwatorium Astronomicznym UW.

„Połączenie danych z obserwacji naziemnych oraz rewelacyjnych danych misji Gaia umożliwi nam po raz pierwszy zidentyfikować soczewkujące czarne dziury, które mogą znajdować się tuż za rogiem w naszej Galaktyce” – tłumaczy doktorantka z OA UW Katarzyna Kruszyńska.

Zespół misji Gaia w OA UW tworzą: dr hab. Łukasz Wyrzykowski, dr Paweł Zieliński, dr Ilknur Gezer oraz doktoranci: Nada Ihanec, Katarzyna Kruszyńska, Krzysztof Rybicki.

Prace zespołu są finansowane przez granty Narodowego Centrum Nauki (Harmonia i Daina) oraz granty Komisji Europejskiej (OPTCON i ORP) w ramach programu Horyzont 2020.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Najnowsza mapa nieba z misji kosmicznej Gaia

Wenus – wciąż tajemnicza siostra Ziemi

Różne zespoły naukowe planują misje badające Wenus – naszą sąsiednią, lecz wciąż tajemniczą planetę – z pomocą orbiterów, penetrujących rozgrzaną atmosferę sond i nietypowych lądowników. Niektórzy chcą nawet wysłać na…

Różne zespoły naukowe planują misje badające Wenus – naszą sąsiednią, lecz wciąż tajemniczą planetę – z pomocą orbiterów, penetrujących rozgrzaną atmosferę sond i nietypowych lądowników. Niektórzy chcą nawet wysłać na Wenus ludzi. To przecież siostrzana planeta Ziemi i wiele może powiedzieć o naszym globie, w tym o jego ewolucji.

1 komentarz do Wenus – wciąż tajemnicza siostra Ziemi

O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak…

W kwietniu ub. r. zaobserwowano fale grawitacyjne świadczące o tym, że połączyły się dwie czarne dziury o znacznie różniących się od siebie masach. Zespół kierowany przez Polaków teraz wyjaśnił, jak to możliwe, że tak odmienne obiekty mogły być swoimi sąsiadami. I jak doszło do ich kosmicznego spotkania.

Brak komentarzy do O tym, jak doszło do spotkania dwóch odmiennych czarnych dziur

Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach

Po raz pierwszy udało się znaleźć zlewające się pary galaktyk przy użyciu identycznej metody zarówno w symulacjach, jak i obserwacjach prawdziwego Wszechświata, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję. Współautorem pionierskiej pracy…

Po raz pierwszy udało się znaleźć zlewające się pary galaktyk przy użyciu identycznej metody zarówno w symulacjach, jak i obserwacjach prawdziwego Wszechświata, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję. Współautorem pionierskiej pracy jest badacz z NCBJ.

Brak komentarzy do Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach

Chwiejny cień czarnej dziury w galaktyce M87

Nowe wyniki badań cienia supermasywnej czarnej dziury w galaktyce M87 ogłosili astronomowie z międzynarodowego projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT). Okazuje się, że jasny półkolisty pierścień widoczny wokół cienia…

Nowe wyniki badań cienia supermasywnej czarnej dziury w galaktyce M87 ogłosili astronomowie z międzynarodowego projektu o nazwie Teleskop Horyzontu Zdarzeń (EHT). Okazuje się, że jasny półkolisty pierścień widoczny wokół cienia czarnej dziury ulega zmianom. Pierwszym autorem publikacji jest polski astronom dr Maciek Wielgus pracujący w Stanach Zjednoczonych.

Brak komentarzy do Chwiejny cień czarnej dziury w galaktyce M87

Dzięki falom grawitacyjnym odkryto niezwykłą populację czarnych dziur

Międzynarodowa grupa badaczy wykryła fale grawitacyjne z układu dwóch czarnych dziur, które połączyły się, tworząc czarną dziurę 142 razy masywniejszą niż Słońce. Utworzony obiekt to najbardziej masywna czarna dziura, jaką…

Międzynarodowa grupa badaczy wykryła fale grawitacyjne z układu dwóch czarnych dziur, które połączyły się, tworząc czarną dziurę 142 razy masywniejszą niż Słońce. Utworzony obiekt to najbardziej masywna czarna dziura, jaką wykryto za pomocą fal grawitacyjnych. W pracach uczestniczyli naukowcy z Polski.

Brak komentarzy do Dzięki falom grawitacyjnym odkryto niezwykłą populację czarnych dziur

Na Wenus wykryto cząsteczki, które mogą mieć biologiczne pochodzenie

Międzynarodowa grupa badawcza, z udziałem Polaka, ogłosiła wykrycie w chmurach na Wenus rzadkiej cząsteczki fosforowodoru (fosfiny). Zaobserwowana ilość raczej wyklucza jako źródło tej substancji procesy niebiologiczne. Być może źródłem mogą…

Międzynarodowa grupa badawcza, z udziałem Polaka, ogłosiła wykrycie w chmurach na Wenus rzadkiej cząsteczki fosforowodoru (fosfiny). Zaobserwowana ilość raczej wyklucza jako źródło tej substancji procesy niebiologiczne. Być może źródłem mogą być organizmy biologiczne występujące w chmurach.

Brak komentarzy do Na Wenus wykryto cząsteczki, które mogą mieć biologiczne pochodzenie

Wkrótce ostatnie testy instrumentów opracowanych przez polską firmę; w 2022 polecą w kierunku Jowisza

Wysięgniki stworzone na potrzeby misji JUICE, jednej z dwóch największych misji realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, trafią za kilka dni do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne – poinformowała w…

Wysięgniki stworzone na potrzeby misji JUICE, jednej z dwóch największych misji realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, trafią za kilka dni do Niemiec, gdzie przejdą ostatnie testy magnetyczne – poinformowała w czwartek Astronika, polska firma, która je wytworzyła.

Brak komentarzy do Wkrótce ostatnie testy instrumentów opracowanych przez polską firmę; w 2022 polecą w kierunku Jowisza

Luksusowe wycieczki w kosmos już niedługo

Virgin Galactic – firma, która chce zabierać turystów w kosmos przedstawiła wnętrze kabiny swojego suborbitalnego pojazdu. Na astronautów-amatorów będzie czekało m.in. 17 okien, 16 kamer i duże okrągłe lustro, w…

Virgin Galactic – firma, która chce zabierać turystów w kosmos przedstawiła wnętrze kabiny swojego suborbitalnego pojazdu. Na astronautów-amatorów będzie czekało m.in. 17 okien, 16 kamer i duże okrągłe lustro, w którym będą mogli zobaczyć, jak się swobodnie unoszą w mikrograwitacji.

Brak komentarzy do Luksusowe wycieczki w kosmos już niedługo

Wszechświat jest bardziej jednorodny niż sądzono

Naukowcy opublikowali nowe mapy opracowane z danych przeglądu nieba Kilo-Degree Survey (KiDS). Okazuje się, że Wszechświat jest niemal o 10 procent bardziej jednorodny niż przewiduje standardowy model kosmologiczny. W badaniach…

Naukowcy opublikowali nowe mapy opracowane z danych przeglądu nieba Kilo-Degree Survey (KiDS). Okazuje się, że Wszechświat jest niemal o 10 procent bardziej jednorodny niż przewiduje standardowy model kosmologiczny. W badaniach brał udział polski naukowiec, dr Maciej Bilicki z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN w Warszawie.

Brak komentarzy do Wszechświat jest bardziej jednorodny niż sądzono

Uwaga: Spadające gwiazdy! Rój meteorów Perseidy

Przez najbliższych kilkanaście godzin Ziemia będzie nieustannie bombardowana przez rój meteorów – Perseid. Na nocnym niebie można będzie wtedy zaobserwować nawet kilkaset „błysków” na godzinę.

Przez najbliższych kilkanaście godzin Ziemia będzie nieustannie bombardowana przez rój meteorów – Perseid. Na nocnym niebie można będzie wtedy zaobserwować nawet kilkaset „błysków” na godzinę. Szczyt zjawiska widoczny bedzie we środę 12.08.2020!

4 komentarze do Uwaga: Spadające gwiazdy! Rój meteorów Perseidy

Ekspert: gwiezdne wojny to już nie „fiction”, ale „science”; nikomu jednak by się nie opłaciły

Prowadzenie wojny w kosmosie już dziś jest możliwe, ale nikomu by się taki konflikt nie opłacił – uważa astrofizyk dr Marcin Gawroński. Według niego gwiezdne wojny rozgrywałyby się tylko na…

Prowadzenie wojny w kosmosie już dziś jest możliwe, ale nikomu by się taki konflikt nie opłacił – uważa astrofizyk dr Marcin Gawroński. Według niego gwiezdne wojny rozgrywałyby się tylko na naszej orbicie; polegałyby na strącaniu satelitów przez pociski wystrzelone z Ziemi lub z samolotów.

1 komentarz do Ekspert: gwiezdne wojny to już nie „fiction”, ale „science”; nikomu jednak by się nie opłaciły

Geolog: nowy łazik poszuka śladów dawnego życia na Marsie

Łazik Perseverance, który wystartuje w kierunku Marsa 30 lipca, znacznie poszerzy dotychczasową wiedzę o tej planecie – uważa geolog planetarny dr Natalia Zalewska. Jednym z celów misji jest poszukiwanie śladów…

Łazik Perseverance, który wystartuje w kierunku Marsa 30 lipca, znacznie poszerzy dotychczasową wiedzę o tej planecie – uważa geolog planetarny dr Natalia Zalewska. Jednym z celów misji jest poszukiwanie śladów dawnego życia na Czerwonej Planecie.

Brak komentarzy do Geolog: nowy łazik poszuka śladów dawnego życia na Marsie

Kapsuła Dragon pomyślnie wodowała u wybrzeży Florydy

Załogowa kapsuła Dragon pomyślnie wodowała w niedzielę w Zatoce Meksykańskiej u wybrzeży Florydy. Na jej pokładzie znajdowało się dwóch amerykańskich astronautów, którzy spędzili dwa miesiące na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Załogowa kapsuła Dragon pomyślnie wodowała w niedzielę w Zatoce Meksykańskiej u wybrzeży Florydy. Na jej pokładzie znajdowało się dwóch amerykańskich astronautów, którzy spędzili dwa miesiące na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Brak komentarzy do Kapsuła Dragon pomyślnie wodowała u wybrzeży Florydy

Zaprezentowano pierwsze zdjęcia Słońca z misji Solar Orbiter

Pierwsze zdjęcia Słońca uzyskane przez sondę kosmiczną Solar Orbiter zaprezentowała w czwartek Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). To pierwsze fotografie tej gwiazdy uzyskane z tak bliskiej odległości. Widać na nich miniaturowe…

Pierwsze zdjęcia Słońca uzyskane przez sondę kosmiczną Solar Orbiter zaprezentowała w czwartek Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). To pierwsze fotografie tej gwiazdy uzyskane z tak bliskiej odległości. Widać na nich miniaturowe rozbłyski słoneczne, których dotąd nie obserwowano szczegółowo.

Brak komentarzy do Zaprezentowano pierwsze zdjęcia Słońca z misji Solar Orbiter

Amerykanie uniezależnią się od Rosjan w kwestii lotów w kosmos

Amerykanie wysłali astronautów w kosmos w kapsule Dragon – po raz pierwszy od prawie 10 lat z terenu USA. Przez ostatnią dekadę korzystali z usług Rosji. Teraz się to zmieniło;…

Amerykanie wysłali astronautów w kosmos w kapsule Dragon – po raz pierwszy od prawie 10 lat z terenu USA. Przez ostatnią dekadę korzystali z usług Rosji. Teraz się to zmieniło; opracowali nowe systemy i znacznie wyprzedzili Rosję pod względem technologicznym – powiedział PAP dr hab. Grzegorz Brona.

Brak komentarzy do Amerykanie uniezależnią się od Rosjan w kwestii lotów w kosmos

Ekspertka: optymalny wiek astronautów to ok. 40-50 lat; ich nadzwyczajna sprawność fizyczna to mit

Najbardziej predestynowane do lotu w kosmos są osoby w wieku ok. 40-50 lat, które utrzymują równowagę między dobrym zdrowiem, sprawnością fizyczną, doświadczeniem i opanowaniem. Właśnie tacy astronauci w środę polecą…

Najbardziej predestynowane do lotu w kosmos są osoby w wieku ok. 40-50 lat, które utrzymują równowagę między dobrym zdrowiem, sprawnością fizyczną, doświadczeniem i opanowaniem. Właśnie tacy astronauci w środę polecą w kosmos w kapsule Dragon – uważa dr Anna Fogtman z Europejskiego Centrum Astronautów.

1 komentarz do Ekspertka: optymalny wiek astronautów to ok. 40-50 lat; ich nadzwyczajna sprawność fizyczna to mit

Polski udział w projekcie nowego spektrografu dla teleskopu VLT

Polacy wykonają badania w pierwszej fazie budowy nowego spektrografu dla 8-metrowego teleskopu VLT (Very Large Telescope), który posłuży do obserwacji nieba w zakresie fal ultrafioletowych z wysoką rozdzielczością. Centrum Astromiczne…

Polacy wykonają badania w pierwszej fazie budowy nowego spektrografu dla 8-metrowego teleskopu VLT (Very Large Telescope), który posłuży do obserwacji nieba w zakresie fal ultrafioletowych z wysoką rozdzielczością. Centrum Astromiczne Mikołaja Kopernika (CAMK) PAN należy do międzynarodowego konsorcjum, które zostało wybrane przez Europejskie Obserwatorium Południowe.

Brak komentarzy do Polski udział w projekcie nowego spektrografu dla teleskopu VLT

Exatel: za ok. trzy lata wystrzelimy polskiego satelitę

Za ok. trzy lata chcemy wystrzelić satelitę stworzonego przez nas przy udziale polskich firm – powiedział PAP wiceprezes Exatela Rafał Magryś. Wskazał, że w projekcie obok celu komercyjnego chodzi także…

Za ok. trzy lata chcemy wystrzelić satelitę stworzonego przez nas przy udziale polskich firm – powiedział PAP wiceprezes Exatela Rafał Magryś. Wskazał, że w projekcie obok celu komercyjnego chodzi także o rozbudowę polskiego sektora kosmicznego.

Brak komentarzy do Exatel: za ok. trzy lata wystrzelimy polskiego satelitę

Już dziś częściowe zaćmienie „truskawkowego Księżyca”

W najbliższy piątek na wieczornym niebie będzie można zobaczyć pełnię „truskawkowego Księżyca”, nazywaną też Różanym albo Gorącym Księżycem. Przy wschodzie Księżyca będzie też widoczne także jego półcieniowe zaćmienie.

W najbliższy piątek na wieczornym niebie będzie można zobaczyć pełnię „truskawkowego Księżyca”, nazywaną też Różanym albo Gorącym Księżycem. Przy wschodzie Księżyca będzie też widoczne także jego półcieniowe zaćmienie.

Brak komentarzy do Już dziś częściowe zaćmienie „truskawkowego Księżyca”

Misja Crew Dragon

W sobotę 30 maja cały świat mógł zobaczyć jak rakieta Falcon 9 wyniosła na orbitę statek Crew Dragon (Demo-2). Ten testowy lot z astronautami NASA Bobem Behnkenem i Dougiem Hurleyem…

W sobotę 30 maja cały świat mógł zobaczyć jak rakieta Falcon 9 wyniosła na orbitę statek Crew Dragon (Demo-2). Ten testowy lot z astronautami NASA Bobem Behnkenem i Dougiem Hurleyem na pokładzie statku kosmicznego Dragon zainicjował nowy etap w historii lotów kosmicznych.

Demo-2 jest ostatnim ważnym testem systemu lotów kosmicznych SpaceX. SpaceX uzyskał certyfikat NASA na misje operacyjne załogi do i z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Według SpaceX misja Crew Dragon odbywa się za pomocą jednego z najbezpieczniejszych i najbardziej zaawansowanych systemów, jakie kiedykolwiek zbudowano. A program współpracy zNASA jest punktem zwrotnym dla amerykańskiej przyszłości w eksploracji kosmosu, i będzie stanowi podwaliny pod przyszłe misje na Księżyc, Marsa i nie tylko.

Relacja na Twitterze:

Brak komentarzy do Misja Crew Dragon

Astronom: satelity Starlink stanowią poważne zagrożenie dla badań astronomicznych

Satelity Starlink, które w ostatnich dniach bardzo dobrze widoczne są na niebie, stanowią poważne zagrożenie dla obserwacji astronomicznych. Mogą nawet przyczynić się do uszkodzenia specjalistycznej aparatury – alarmuje dr Jerzy…

Satelity Starlink, które w ostatnich dniach bardzo dobrze widoczne są na niebie, stanowią poważne zagrożenie dla obserwacji astronomicznych. Mogą nawet przyczynić się do uszkodzenia specjalistycznej aparatury – alarmuje dr Jerzy Rafalski z Planetarium w Toruniu.

Brak komentarzy do Astronom: satelity Starlink stanowią poważne zagrożenie dla badań astronomicznych

Jeden z satelitów BRITE zaobserwował szokującą gwiazdę nową

Satelita z polsko-austriacko-kanadyjskiej konstelacji BRITE zarejestrował serię kosmicznych wybuchów. Towarzyszyły one pojawieniu się na niebie gwiazdy nowej. Obserwacje te pomogły zrozumieć, dlaczego nowe są tak jasne (znaczenie mają tu tzw….

Satelita z polsko-austriacko-kanadyjskiej konstelacji BRITE zarejestrował serię kosmicznych wybuchów. Towarzyszyły one pojawieniu się na niebie gwiazdy nowej. Obserwacje te pomogły zrozumieć, dlaczego nowe są tak jasne (znaczenie mają tu tzw. szoki, czyli fale uderzeniowe).

Badania międzynarodowego zespołu ukazały się w “Nature Astronomy”. 

Pojawienie się nowej to naprawdę widowiskowe wydarzenie. Za jego sprawą rzeczywiście zaczyna być widoczna na niebie “nowa gwiazda”, a właściwie “gwiazda gość” (po jakimś bowiem czasie przestaje być ona tak jasna).

Wiadomo już wprawdzie, że nie chodzi o powstanie całkiem nowego ciała niebieskiego, ale o serię potężnych eksplozji istniejącej już wcześniej gwiazdy (to biały karzeł zbierający materię od swojego sąsiada w układzie podwójnym). Jasność gwiazdy wzrasta wtedy tysiące albo i miliony razy. I rzeczywiście wydaje się być nowa.

LEM, HEWELIUSZ I SPÓŁKA

I właśnie takie niezwykłe zjawisko – pojawienie się nowego “światełka” na niebie (nowa V906 Car) zaobserwował jeden z nanosatelitów BRITE.

W skład konstelacji BRITE (BRIght Target Explorer Constellation) wchodzi sześć nanosatelitów – z Polski to Lem i Heweliusz, z Austrii UniBRITE oraz BRITE-Austria, a z Kanady – Toronto i nieaktywny już Montreal.

Model satelity BRITE (źródło: www.tugsat.tugraz.at)

Model satelity BRITE (źródło: www.tugsat.tugraz.at)

Każdy satelita z tej „rodziny” waży prawie 7 kg i ma kształt kostki 20cmx20cmx20cm. Te umieszczone na orbicie urządzenia prowadzą precyzyjne pomiary konkretnych najjaśniejszych gwiazd.

I tak jeden z satelitów BRITE (Toronto) wpatrzony był akurat w okolicę mgławicy Carina, gdzie znajduje się jasna gwiazda – czerwony olbrzym. A to właśnie tam pojawił się nowy rozbłysk. Z czasem obserwacją zajął się i koljeny BRITE – Heweliusz.

“Prawdopodobieństwo wybuchu Nowej widocznej gołym okiem w jednym z tych obszarów oszacowano na jeden na kilka milionów. Jest to taka sama szansa, jak wygrana na loterii” – wyjaśnia współautor badania prof. Gerald Handler z Centrum Astronomicznego Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie cytowany w komunikacie swojego instytutu.

Po jakimś czasie do obserwacji dołączyły kolejne teleskopy, m.in. LAT, który bada promieniowanie gamma, czy Południowoafrykański Duży Teleskop (SALT), przy którym pracuje polski zespół – z udziałem prof. Joanny Mikołajewskiej z CAMK PAN.

FALA UDERZENIOWA? SZOK!

Prof. Mikołajewska w rozmowie z PAP wyjaśnia, że dzięki obserwacjom tych wielu teleskopów znacznie więcej wiadomo o tym, jak nowe uwalniają tak dużą energię.

Jak tłumaczy, biały karzeł to bardzo, bardzo gęsta gwiazda – wielkością przypomina Ziemię, ale masą – Słońce. Kiedy w jego pobliżu znajduje się inna gwiazda, karzeł usuwa z niej materię. W którymś momencie tego procesu może nastąpić fuzja jądrowa i wybuch.

 

“My, astronomowie, uważaliśmy, że to przede wszystkim ten wybuch nuklearny powoduje, że gwiazda jest jasna. A z najnowszych obserwacji wynikło trochę co innego. Okazuje się, że kwintesencją są fale uderzeniowe” – mówi prof. Mikołajewska.

Wyjaśnia, że po pierwszym wybuchu w otoczce białego karła następuje co najmniej kilka kolejnych rozbłysków. “W każdym z nich z różną prędkością rozrzucana jest wokół gwiazdy różna ilość materii. A kiedy porcje materii rozrzucone są wokoło z różnymi prędkościami, to one zaczynają się ze sobą zderzać. I powstają tzw. fale uderzeniowe. To one odpowiedzialne są za większość światła, które dociera do nas z nowych” – tłumaczy astronom.

DLACZEGO NOWE MAJĄ ZNACZENIE? TO FABRYKI PIERWIASTKÓW

“Nowe mają ogromne znaczenie dla produkcji i obiegu pierwiastków we Wszechświecie” – mówi prof. Mikołajewska. Dodaje, że powstają tam w dużej ilości pierwiastki niezbędne nam do życia: np. węgiel, azot i tlen (ostatnio okazało się, że również i lit, który służy nam w bateriach litowo-jonowych).

“Ważne, żebyśmy rozumieli, jak różne pierwiastki rozchodzą się po galaktyce i trafiają tam, gdzie mogą z nich powstać nowe gwiazdy czy planety, a ewentualnie – również i życie” – zaznacza prof. Mikołajewska.

V906 Car znajduje się około 13 000 lat świetlnych od Ziemi. Oznacza to, że kiedy po raz pierwszy wykryto nową (miało to miejsce w 2018 roku), to światło z jej wybuchu leciało do nas już 13 tys. lat.

 

 

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Jeden z satelitów BRITE zaobserwował szokującą gwiazdę nową

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content