Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Kosmos

Astronom: satelity Starlink stanowią poważne zagrożenie dla badań astronomicznych

Satelity Starlink, które w ostatnich dniach bardzo dobrze widoczne są na niebie, stanowią poważne zagrożenie dla obserwacji astronomicznych. Mogą nawet przyczynić się do uszkodzenia specjalistycznej aparatury – alarmuje dr Jerzy…

Satelity Starlink, które w ostatnich dniach bardzo dobrze widoczne są na niebie, stanowią poważne zagrożenie dla obserwacji astronomicznych. Mogą nawet przyczynić się do uszkodzenia specjalistycznej aparatury – alarmuje dr Jerzy Rafalski z Planetarium w Toruniu.

Brak komentarzy do Astronom: satelity Starlink stanowią poważne zagrożenie dla badań astronomicznych

Jeden z satelitów BRITE zaobserwował szokującą gwiazdę nową

Satelita z polsko-austriacko-kanadyjskiej konstelacji BRITE zarejestrował serię kosmicznych wybuchów. Towarzyszyły one pojawieniu się na niebie gwiazdy nowej. Obserwacje te pomogły zrozumieć, dlaczego nowe są tak jasne (znaczenie mają tu tzw….

Satelita z polsko-austriacko-kanadyjskiej konstelacji BRITE zarejestrował serię kosmicznych wybuchów. Towarzyszyły one pojawieniu się na niebie gwiazdy nowej. Obserwacje te pomogły zrozumieć, dlaczego nowe są tak jasne (znaczenie mają tu tzw. szoki, czyli fale uderzeniowe).

Badania międzynarodowego zespołu ukazały się w “Nature Astronomy”. 

Pojawienie się nowej to naprawdę widowiskowe wydarzenie. Za jego sprawą rzeczywiście zaczyna być widoczna na niebie “nowa gwiazda”, a właściwie “gwiazda gość” (po jakimś bowiem czasie przestaje być ona tak jasna).

Wiadomo już wprawdzie, że nie chodzi o powstanie całkiem nowego ciała niebieskiego, ale o serię potężnych eksplozji istniejącej już wcześniej gwiazdy (to biały karzeł zbierający materię od swojego sąsiada w układzie podwójnym). Jasność gwiazdy wzrasta wtedy tysiące albo i miliony razy. I rzeczywiście wydaje się być nowa.

LEM, HEWELIUSZ I SPÓŁKA

I właśnie takie niezwykłe zjawisko – pojawienie się nowego “światełka” na niebie (nowa V906 Car) zaobserwował jeden z nanosatelitów BRITE.

W skład konstelacji BRITE (BRIght Target Explorer Constellation) wchodzi sześć nanosatelitów – z Polski to Lem i Heweliusz, z Austrii UniBRITE oraz BRITE-Austria, a z Kanady – Toronto i nieaktywny już Montreal.

Model satelity BRITE (źródło: www.tugsat.tugraz.at)

Model satelity BRITE (źródło: www.tugsat.tugraz.at)

Każdy satelita z tej „rodziny” waży prawie 7 kg i ma kształt kostki 20cmx20cmx20cm. Te umieszczone na orbicie urządzenia prowadzą precyzyjne pomiary konkretnych najjaśniejszych gwiazd.

I tak jeden z satelitów BRITE (Toronto) wpatrzony był akurat w okolicę mgławicy Carina, gdzie znajduje się jasna gwiazda – czerwony olbrzym. A to właśnie tam pojawił się nowy rozbłysk. Z czasem obserwacją zajął się i koljeny BRITE – Heweliusz.

“Prawdopodobieństwo wybuchu Nowej widocznej gołym okiem w jednym z tych obszarów oszacowano na jeden na kilka milionów. Jest to taka sama szansa, jak wygrana na loterii” – wyjaśnia współautor badania prof. Gerald Handler z Centrum Astronomicznego Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie cytowany w komunikacie swojego instytutu.

Po jakimś czasie do obserwacji dołączyły kolejne teleskopy, m.in. LAT, który bada promieniowanie gamma, czy Południowoafrykański Duży Teleskop (SALT), przy którym pracuje polski zespół – z udziałem prof. Joanny Mikołajewskiej z CAMK PAN.

FALA UDERZENIOWA? SZOK!

Prof. Mikołajewska w rozmowie z PAP wyjaśnia, że dzięki obserwacjom tych wielu teleskopów znacznie więcej wiadomo o tym, jak nowe uwalniają tak dużą energię.

Jak tłumaczy, biały karzeł to bardzo, bardzo gęsta gwiazda – wielkością przypomina Ziemię, ale masą – Słońce. Kiedy w jego pobliżu znajduje się inna gwiazda, karzeł usuwa z niej materię. W którymś momencie tego procesu może nastąpić fuzja jądrowa i wybuch.

 

“My, astronomowie, uważaliśmy, że to przede wszystkim ten wybuch nuklearny powoduje, że gwiazda jest jasna. A z najnowszych obserwacji wynikło trochę co innego. Okazuje się, że kwintesencją są fale uderzeniowe” – mówi prof. Mikołajewska.

Wyjaśnia, że po pierwszym wybuchu w otoczce białego karła następuje co najmniej kilka kolejnych rozbłysków. “W każdym z nich z różną prędkością rozrzucana jest wokół gwiazdy różna ilość materii. A kiedy porcje materii rozrzucone są wokoło z różnymi prędkościami, to one zaczynają się ze sobą zderzać. I powstają tzw. fale uderzeniowe. To one odpowiedzialne są za większość światła, które dociera do nas z nowych” – tłumaczy astronom.

DLACZEGO NOWE MAJĄ ZNACZENIE? TO FABRYKI PIERWIASTKÓW

“Nowe mają ogromne znaczenie dla produkcji i obiegu pierwiastków we Wszechświecie” – mówi prof. Mikołajewska. Dodaje, że powstają tam w dużej ilości pierwiastki niezbędne nam do życia: np. węgiel, azot i tlen (ostatnio okazało się, że również i lit, który służy nam w bateriach litowo-jonowych).

“Ważne, żebyśmy rozumieli, jak różne pierwiastki rozchodzą się po galaktyce i trafiają tam, gdzie mogą z nich powstać nowe gwiazdy czy planety, a ewentualnie – również i życie” – zaznacza prof. Mikołajewska.

V906 Car znajduje się około 13 000 lat świetlnych od Ziemi. Oznacza to, że kiedy po raz pierwszy wykryto nową (miało to miejsce w 2018 roku), to światło z jej wybuchu leciało do nas już 13 tys. lat.

 

 

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Jeden z satelitów BRITE zaobserwował szokującą gwiazdę nową

Badanie: miliardy lat świetlnych stąd – prawa fizyki nieco inne

Astrofizycy przeanalizowali sygnał z kwazara sprzed 13 mld lat. Potwierdzili, że niektóre prawa fizyki różnią się tam nieco od naszych. A w dodatku wielkość zmian tych praw fizyki we Wszechświecie…

Astrofizycy przeanalizowali sygnał z kwazara sprzed 13 mld lat. Potwierdzili, że niektóre prawa fizyki różnią się tam nieco od naszych. A w dodatku wielkość zmian tych praw fizyki we Wszechświecie nie jest równomierna.

Brak komentarzy do Badanie: miliardy lat świetlnych stąd – prawa fizyki nieco inne

Pierwsza w historii kompleksowa mapa geologiczna Księżyca

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie skały tworzą te jasne i ciemne plamy na Księżycu? Cóż, USGS*  opublikowało nową mapę, która pomoże lepiej zrozumieć historię naszego najbliższego sąsiada w kosmosie.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie skały tworzą te jasne i ciemne plamy na Księżycu? Cóż, USGS*  opublikowało nową mapę, która pomoże lepiej zrozumieć historię naszego najbliższego sąsiada w kosmosie.

Brak komentarzy do Pierwsza w historii kompleksowa mapa geologiczna Księżyca

Co by się stało…

…gdyby uderzyła w nas asteroida albo kometa? Właśnie jedna z nich przelatuje rekordowo blisko Ziemi. Za pomocą prostych symulatorów (linki w tekście) można sobie wyobrazić rozmiar kataklizmu.

…gdyby uderzyła w nas asteroida albo kometa? Dzisiaj blisko Ziemi przeleci ich pięć! Jedna będzie miała średnicę kilku kilometrów. Skutki kolizji zależą od wielu czynników, w tym od struktury obiektu, jego wielkości, energii ale także kąta pod jakim obiekt wszedłby w ziemską atmosferę. Za pomocą prostych symulatorów można sobie wyobrazić rozmiar kataklizmu.

Co nam może grozić?

Obiekt (52768) 1998 OR2 to planetoida (asteroida), a największe jego zbliżenie z Ziemią nastąpi o 11:56 czasu polskiego. Wiadomo o jego istnieniu od 1998 roku, a jego wielkość (średnica) jest szacowana na od 1,8 do 4,1 km. Nie ma ryzyka, że asteroida uderzy w Ziemię, bo przeleci w odległości około 6 milionów kilometrów, czyli 16,36 razy dalej niż Księżyc. Ale dzisiejszego dnia przeleciały obok nas już dwa inne obiekty, z których jeden w odległości zaledwie 600 tysięcy kilometrów. Ten obiekt został odkryty zaledwie kilka tygodni temu, a jego średnica wynosi kilkanaście metrów. Jego zbliżenie nastąpiło około 3 nad ranem. Oprócz wspomnianej kilkukilometrowej asteroidy która zbliży się do nas niemal w południe, obok Ziemi przelecą jeszcze dwie, kilka minut przed godziną 14  i druga o 14:23. Obydwie miną planetę w odległościach około 4 milionów kilometrów. Pierwsza z nich ma średnicę kilkunastu, a druga kilkudziesięciu metrów.

Tylko ta największa – z dzisiejszych –  asteroida została zauważona wcześniej, pozostałe cztery zostały odkryte dopiero kilka tygodni temu. Na całym świecie funkcjonują teleskopy, które wypatrują obiektów, które mogą zagrozić Ziemi. Wspaniałą pracę robią tutaj także astronomowie amatorzy, którzy analizują zdjęcia zrobione przez „zawodowe” teleskopy. Jednakże te mniejsze obiekty bardzo trudno zobaczyć i często odkrywa się je w ostatniej chwili. Zresztą, czas odkrycia nie ma specjalnego znaczenia, bo i tak nie mamy technologii, która mogłaby nas uchronić przez kolizją z kosmiczną skałą.

Jak – w zależności od wielkości obiektu – wyglądają skutki zderzenia asteroidy z Ziemią? Gdyby asteroida miała średnicę do 25 metrów, takie obiekty uderzają w Ziemię średnio raz na 150 lat, najprawdopodobniej w całości spaliłaby się w ziemskiej atmosferze. Zagrożenie związane z takim „spotkaniem” byłoby zerowe. Meteor czelabiński, który wszedł w ziemską atmosferę 15 lutego 2013 roku miał nie więcej niż 20 metrów średnicy. W wyższych warstwach atmosfery obiekt rozpadł się na drobne kawałki i większość z nich wyparowała w drodze do powierzchni Ziemi. Te nieliczne, które „przetrwały” lekko uszkodziła kilka tysięcy budynków (w dość ciasno zabudowanym mieście) i spowodowały niewielkie obrażenia około tysiąca osób. W przeważającej większości, chodziło o rany spowodowane odłamkami szkła. Straty zostały spowodowane przez falę uderzeniową, a nie odłamki meteorytu.Tak duży obiekt jak meteor czelabiński ostatni raz wszedł w ziemską atmosferę w 1908 roku, czego skutkiem była katastrofa tunguska.

A co z większymi obiektami?

obiekt czas skutki
do 50 m co 1500 lat zniszczenia obejmują średniej wielkości miasto, pojawiają się pożary i fale tsunami
do 150 m co 20 000 lat zniszczenia obejmują kilkaset kilometrów kwadratowych
do 300 m co 100 000 lat totalne zniszczenia w promieniu 100 km, szkody w promieniu kilkuset kilometrów
do 600 m co 200 000 lat tsunami na całej planecie, zniszczenia obszaru porównywalnego z Polską
do 1000 m co 1 000 000 lat poważne zmiany klimatyczne odczuwalne na całej planecie, zniszczony obszar porównywalny z całą Europą
do 5000 m co 20 000 000 lat globalne zniszczenie, pyły powstałe w wyniku kolizji zasłaniają Słońce, wieloletnia zima na całej planecie
powyżej 10 000 m co 100 000 000 lat po nas…

W Układzie Słonecznym znajdują się miliony, miliardy obiektów, które potencjalnie mogłyby nam zagrozić. Grawitacyjną ochronę nad naszą małą planetą sprawuje jednak Słońce i dwa gazowe giganty, czyli Jowisz i Saturn. To one ściągają na siebie przeważającą większość obiektów, które mogłyby uderzyć w Ziemię. Warto także zdawać sobie sprawę z tego, że odległości w kosmosie są… prawdziwie kosmiczne. Nawet jeżeli mówimy o tak bliskim przelocie jak ten aktualny.

Dane w powyższej tabelce są mocno przybliżone, oddają jednak skalę zagrożenia. Dla osób bardziej zainteresowanych polecam dwa symulatory/kalkulatory, dzięki którym można policzyć i zobaczyć zagrożony przez kosmiczny obiekt obszar.

– Pierwszy symulator jest dla mniej zaawansowanych:

uderzenie

– Drugi dla osób, które nieco bardziej chcą się zagłębić w problem:

uderzenie2

>>> Zapraszam na profil FB.com/NaukaToLubie (kliknij TUTAJ). To miejsce w którym staram się na bieżąco informować o nowościach i ciekawostkach ze świata nauki i technologii.

4 komentarze do Co by się stało…

Udane testy wysięgników, które umożliwią badanie księżyców Jowisza

Trzymetrowej długości wysięgniki, które polecą w stronę księżyców Jowisza na pokładzie sondy kosmicznej JUICE, przygotowali polscy inżynierowie z firmy Astronika. Seria testów pokazała, że działają one poprawnie – poinformowała przedstawicielka…

Trzymetrowej długości wysięgniki, które polecą w stronę księżyców Jowisza na pokładzie sondy kosmicznej JUICE, przygotowali polscy inżynierowie z firmy Astronika. Seria testów pokazała, że działają one poprawnie – poinformowała przedstawicielka firmy inż. Ewelina Ryszawa.

Brak komentarzy do Udane testy wysięgników, które umożliwią badanie księżyców Jowisza

Pomyślne testy „polskiego mechanizmu” niezbędnego w misji ATHENA

Polscy inżynierowie z firmy SENER Polska zakończyli testy funkcjonalne prototypu mechanizmu niezbędnego do przeprowadzenia misji ATHENA. To jedna z największych misji ESA, której celem będzie zbadanie powstawania galaktyk i czarnych…

Polscy inżynierowie z firmy SENER Polska zakończyli testy funkcjonalne prototypu mechanizmu niezbędnego do przeprowadzenia misji ATHENA. To jedna z największych misji ESA, której celem będzie zbadanie powstawania galaktyk i czarnych dziur.

Brak komentarzy do Pomyślne testy „polskiego mechanizmu” niezbędnego w misji ATHENA

Astronomowie odkryli nowy typ gwiazdy pulsującej

Gwiazdy pulsujące jednostronnie to nowy rodzaj gwiazd zmiennych, odkryty przez międzynarodowy zespół naukowców pod kierunkiem badaczy z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. Wyniki badań ukazały się w…

Gwiazdy pulsujące jednostronnie to nowy rodzaj gwiazd zmiennych, odkryty przez międzynarodowy zespół naukowców pod kierunkiem badaczy z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. Wyniki badań ukazały się w poniedziałek w „Nature Astronomy”.

Brak komentarzy do Astronomowie odkryli nowy typ gwiazdy pulsującej

Weterani kosmicznych lotów: warto wysyłać ludzi w kosmos

O podróży na orbitę, przeżyciach, przemyśleniach, sensie i przyszłości wysyłania ludzi w kosmos rozmawiali weterani kosmicznych lotów Mirosław Hermaszewski, Bertalan Farkas, Tony Antonelli i Danny Olivas podczas konferencji My Space…

O podróży na orbitę, przeżyciach, przemyśleniach, sensie i przyszłości wysyłania ludzi w kosmos rozmawiali weterani kosmicznych lotów Mirosław Hermaszewski, Bertalan Farkas, Tony Antonelli i Danny Olivas podczas konferencji My Space Love Story. Odbyła się ona w Gdańsku i Sopocie.

Brak komentarzy do Weterani kosmicznych lotów: warto wysyłać ludzi w kosmos

11 milionów nazwisk na pokładzie łazika marsjańskiego Perseverance

Na pokładzie automatycznego łazika Perseverance, który poleci na Marsa, NASA zamontowała chipy z zapisanymi nazwiskami blisko 11 milionów osób. Zostały one zebrane w ramach akcji „Send Your Name to Mars”.

Na pokładzie automatycznego łazika Perseverance, który poleci na Marsa, NASA zamontowała chipy z zapisanymi nazwiskami blisko 11 milionów osób. Zostały one zebrane w ramach akcji „Send Your Name to Mars”.

Brak komentarzy do 11 milionów nazwisk na pokładzie łazika marsjańskiego Perseverance

Naukowcy opracowali nową metodę poszukiwania fal grawitacyjnych

Nową metodę poszukiwania fal grawitacyjnych emitowanych przez wybuchy supernowych typu Core Collapse (ang. Core-Collapse Supernova, CCSN) zaproponował międzynarodowy zespół naukowców. W jego składzie znalazł się badacz z Centrum Astronomicznego Mikołaja…

Nową metodę poszukiwania fal grawitacyjnych emitowanych przez wybuchy supernowych typu Core Collapse (ang. Core-Collapse Supernova, CCSN) zaproponował międzynarodowy zespół naukowców. W jego składzie znalazł się badacz z Centrum Astronomicznego Mikołaja Kopernika PAN.

Brak komentarzy do Naukowcy opracowali nową metodę poszukiwania fal grawitacyjnych

Polecimy na Trytona?

Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA zaproponowała przeprowadzenie misji na Trytona, największy księżyc Naptuna. Na tym globie, pod grubą warstwą lodu, mogą znajdować się wodne oceany a w nich życie.

Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA zaproponowała przeprowadzenie misji na Trytona, największy księżyc Naptuna. Na tym globie, pod grubą warstwą lodu, mogą znajdować się wodne oceany a w nich życie.

Tryton jest jednym z najmniej zbadanych globów Układu Słonecznego. W zasadzie mamy jego zdjęcia tylko dzięki misji Voyager2. Widać na nich lodowy świat, który jest… aktywny geologicznie. Sonda odkryła bowiem, że na księżycu funkcjonują kriowulkany (lodowe gejzery). Zdjęcia o których mowa zostały jednak zrobione 30 lat temu (w 1989 roku) przez urządzenie zaprojektowane i wybudowane prawie 50 lat temu. Najwyższy więc czas na zaktualizowanie danych, które mamy.

Kilka dni temu przedstawiciele NASA, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, zaproponowali wysłanie na Trytona niewielkiej (i co podkreślano – taniej) sondy, która zbadałaby niektóre parametry księżyca. Wśród nich możliwość istnienia na Trytonie (a w zasadzie pod jego powierzchnią) prostego, bakteryjnego życia.

Z powodu zestalonego azotu i dwutlenku węgla, Tryton jest bardzo jasny (odbija bardzo dużo światła słonecznego) i… wygląda jak melon. Przynajmniej na niektórych obszarach. Oprócz nich, powierzchnia księżyca poprzecinana jest głębokimi i długimi na setki kilometrów bruzdami. Księżyc jest aktywny geologicznie (a to w Układzie Słonecznym ewenement) i to właśnie z powodu tej aktywności powstają wspomniane bruzdy. A także lodowe wulkany. Tryton jest największym księżycem Neptuna, ale licząc od powierzchni planety, jest dopiero ósmy w kolejności. Co ciekawe, jest jedynym – z tych dużych – księżycem w naszym układzie, który porusza się ruchem wstecznym. Innymi słowy, obraca się w przeciwnym kierunku do kierunku obrotu planety. To znaczy, że Tryton nie powstawał razem z Neptunem, tylko został przez niego grawitacyjnie przechwycony później. Nie dość, że Tryton nie powstał razem ze swoją planetą, najpewniej, Neptun go „przeżyje”. Tryton powoli zbliża się do powierzchni planety i za od 1,5 do 3,5 mld lat zderzy się z nią. Księżyc w 25 proc. składa się z wody, a w pozostałych 75 proc. z materiału skalnego. W chwili zderzenia rozsypie się jak potłuczona szyba na wiele małych kawałków, tworząc wokół Neptuna pierścienie podobne do tych, które posiada np. Saturn.

 

Tryton jest jednym z najzimniejszych miejsc Układu Słonecznego. Co do wielkości, w zasadzie nie różni się od Plutona i jest tylko trochę mniejszy od naszego Księżyca. Wokół Neptuna porusza się w podobnej odległości co Księżyc od Ziemi. Ze zdjęć wykonanych przez sondę Voyager2 wynika, że pióropusze lodowych kawałków, płynnego azotu i metanu wyrzucane są na wysokość nawet 8 km ponad powierzchnię księżyca. Z tych lodowych erupcji pochodzą także gazy (metan, amoniak i dwutlenek węgla), które tworzą bardzo rzadką atmosferę. Jej skład bardzo różni się w zależności od pory roku. A te na Trytonie zmieniają się jednak dość rzadko, bo co kilkadziesiąt ziemskich lat.

Brak komentarzy do Polecimy na Trytona?

Chiny na Marsie, Mars w Chinach

Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno!? Oj mocno.
I to nie tylko w polityce, ale także w nauce. Chiny właśnie otwarły zaawansowany ośrodek w który będą symulowali warunki marsjańskie, kilka tygodni temu chiński lądownik Cheng4 wylądował na „odwrotnej” stronie Księżyca, a to dopiero początek!

W chińskim mieście Mang, położonym tuż przy granicy z Birmą, powstała bardzo zaawansowana makieta marsjańskiego miasta (bazy). W zasadzie tak zaawansowanej bazy nie ma chyba nigdzie indziej. Celem budowy tego ośrodka jest z jednej strony przyciągnięcie turystów i edukacja, z drugiej ćwiczenie ekspertów i symulowanie tego co czeka nas na czerwonej Planecie. W ośrodku będą także prowadzone badania naukowe, w tym badania człowieka. Równocześnie może w nim pracować około 60 osób.

Ośrodek otwarto w zeszły piątek, a koszt jego budowy wyniósł prawie 25 milionów dolarów. Pieniądze nie pochodziły jednak z kasy państwa. Wyłożył je prywatny donator.

Miejsce w którym ośrodek powstał, jego otoczenie, przypomina to czego można się będzie spodziewać na Marsie. Sucha, piaszczysto-kamienista okolica ułatwi prowadzenie treningów i urealni symulacje. Oczywiście na powierzchni Marsa będzie znacznie, znacznie trudniej, z powodu bardzo rzadkiej atmosfery, niskiego ciśnienia i nieporównywalnie większej amplitudy temperatury. I być może najważniejsze. na Marsie panuje wysoki poziom promieniowania kosmicznego, przed którym, na Ziemi chroni nas atmosfera i pole magnetyczne planety. Te różnice nie zmieniają jednak tego, że zdobycie Marsa przez człowieka musi być poprzedzone budowaniem ośrodków szkoleniowych i baz na Ziemi. Jest jeszcze jeden cel ich budowy. Takie miejsca inspirują młodych ludzi. A to bardzo ważne przy budowaniu planu podboju kosmosu. Te inspiracje u niektórych zostaną wykorzystane i rozwinięte w życiu zawodowym, a u innych przekonają że rozwój nauki i technologii ma ogromny sens.

Odwrócona strona Księżyca. Zdjęcie zrobione z pokładu lądownika Cheng4. Widać na nim łazik Yutu-2 zmierzający w kierunku krateru Aitken.

Kto pierwszy będzie na Marsie? Amerykanin? Chińczyk? A może zostanie zorganizowana wspólna misja? W to ostatnie najtrudniej mi uwierzyć. Chiński program kosmiczny rozwija się w zawrotnym tempie. Sukces goni sukces. Żeby to zrozumieć, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pierwszy Chińczyk znalazł się na orbicie dopiero w 2003 roku, 42 lata później niż pierwszy Rosjanin (Gagarin) i pierwszy Amerykanin (Shepard). Dzisiaj, Chiny dawno wyprzedziły Rosję i gonią Amerykę. Kilka tygodni temu, chiński lądownik Cheng4, wylądował na „odwrotnej” stronie Księżyca. W miejscu w którym wcześniej nikt nie lądował. To nie był błachy sukces. Odwrócona od Ziemi strona Księżyca jest jedynym miejscem w całym Układzie Słonecznym (a może i całym kosmosie), do którego nigdy bezpośrednio nie dotrą fale radiowe z Ziemi. A to oznacza, że komunikacja z Cheng4 musiała się odbywać za pomocą satelitów pośredniczących.

To lądowanie pokazuje, że dzisiaj Chińczyków stać już na oryginalność. Nie budują swojego programu kosmicznego na wzór i podobieństwo innych (choć na początku ich rozbiegu tak właśnie było). To jasne jak Słońce, że chcąc lądować na obcych globach, trzeba to poćwiczyć na naszym Księżycu. Jest najbliżej, więc jest oczywistym poligonem testowym. W kierunku Księżyca swoje sondy wysyłali Amerykanie, Rosjanie, ale także Chińczycy, Japończycy, Irańczycy, a w przyszłym miesiącu ma tam lecieć sonda izraelska. Na powierzchni globu lądowali Amerykanie i Rosjanie (Japończycy i Irańczycy swoje sondy rozbijali o powierzchnię Księżyca). Wszyscy jednak wybierali widoczną stronę naszego satelity. Choć nie wszystkie jej kawałki zostały zbadane, generalnie jest ona bardzo dobrze poznana. Chińczycy swoje pierwsze lądowanie także odbyli po widocznej stronie Księżyca, ale kolejne, to sprzed kilku tygodni, postanowili zrobić po stronie niewidocznej. Amerykanie czy Rosjanie lądowali na Srebrnym Globie wielokrotnie. Chińczycy teraz zrobili to po raz drugi. I podnieśli sobie poprzeczkę lądując tam, gdzie nikt inny nie wylądował. Samo lądowanie to jedno, ale misja ma bardzo ciekawy i oryginalny program naukowy. Łącznie z testowaniem czy na Księżycu mogłyby się rozwijać rośliny i zwierzęta.

Tamta strona Księżyca jest wciąż zagadką i choć sam satelita jest blisko Ziemi a jego zdjęcia (a więc i mapy) są bardzo wysokiej jakości, odwrócona strona Księżyca jest niezbadana. Biorąc pod uwagę, że jest inna niż ta strona którą widzimy, w pewnym sensie, Chińczycy wylądowali na zupełnie innym globie.

Co teraz? Jeszcze w tym roku na Księżyc poleci kolejna sonda, której celem będzie przywiezienie księżycowych próbek. W kolejnym roku zaplanowane jest lądowanie na Marsie. Z kolei za 2,5 roku, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na orbitę zostaną wyniesione i złożone elementy chińskiej stacji orbitalnej Tiangong. Stacji, która będzie miała stałą załogę.

Program kosmiczny Chin to typowy przykład syndromu młodszego brata. Młodsze rodzeństwo rozwija się szybciej i często dochodzi dalej, bo przyglądając się starszemu, nie popełnia błędów i korzysta z doświadczeń. Ma też większy rozmach i stać je na większą fantazję i oryginalność. Zdarza się, że takie podejście pozwala młodszemu prześcignąć starszego. Mimo tego, że ten starszy ma większe doświadczenie.

Brak komentarzy do Chiny na Marsie, Mars w Chinach

Ile mamy planet?

Odpowiedź na pytanie o to ile mamy planet w Układzie Słonecznym, wcale nie jest prosta. Wydaje się, że 9. Z tym, że o tej ostatniej wiemy z matematycznych wyliczeń a nie z obserwacji.

W 2006 roku, Międzynarodowa Unia Astronomiczna, pozbawiła Plutona miana planety. W sumie, tak na chłodno, bez emocji, należało mu się. Jest inny niż wszystkie pozostałe. Na tyle inny, że są uzasadnione podejrzenia, że nie powstawał razem z resztą, że ma inna historię i przybył do nas „z zewnątrz”. 
I gdy już się wydawało, że wszystko jest jasne, kilka lat temu, odżyła stara koncepcja, która mówi, że na obrzeżach Układu jest dziewiąta planeta. Nikt jej nie widział, ale gdyby rzeczywiście tam była, tłumaczyłoby to „dynamikę Układu Słonecznego”. O co chodzi?
Obiektem, który rozdaje grawitacyjne karty u nas w Układzie jest Słońce. Jego masa wynosi ponad 99 proc. masy całego Układu. Od masy zależy siła grawitacji, więc nie dziwota, że grawitacja słoneczna kształtuje wszystko co dzieje się na naszym podwórku. No prawi wszystko. Bo gdyby dokładnie się przyjrzeć, szczególnie gdy patrzymy na obszary oddalone od Słońca, widać wyraźnie że na ruch obiektów (szczególnie tych małych) wpływ mają także pola grawitacyjne innych planet. Szczególnie Jowisza i Saturna. Gdy przyglądamy się jeszcze bliżej… coś nam się nie zgadza. Bo albo czegoś nie rozumiemy z lekcji grawitacji, albo daleko, na obrzeżach Układy znajduje się jeszcze jeden, dość masywny obiekt. Jest tak daleko, że nieprędko go zobaczymy, ale czujemy jego obecność. A właściwie widzimy efekty tej obecności w ruchach niewielkich obiektów na dalekich orbitach.
Teraz okazuje się, że z wyliczeń jakie przeprowadzili naukowcy z California Institute of Technology (Caltech) wynika, że jeżeli ta planeta rzeczywiście istnieje, jej masa może wynosić około 5 razy więcej niż masa Ziemi. To oczywiście znacznie, znacznie mniej niż wynosi masa Jowisza czy Saturna, ale więcej niż zsumowana masa Merkurego, Wenus, Ziemii i Marsa. Z tych samych wyliczeń wynika, że odległość Dziewiątej Planety od Słońca jest kilkaset razy większa niż odległość Ziemi od Słońca (dla porównania, dla Jowisza to 5x większa odległość, dla Saturna 10x większa).
 
Podobno to co najciekawsze w Układzie Słonecznym, jeszcze nie zostało odkryte. Peryferia, zawsze skrywają najwięcej tajemnic. Peryferia świata w którym żyjemy są zimne, mroczne i tak odległe, że w zasadzie długo jeszcze będą niedostępne. Przynajmniej dla naszych oczu. Całe szczęście matematyka może sięgać, gdzie wzrok nie sięga.
6 komentarzy do Ile mamy planet?

Type on the field below and hit Enter/Return to search