Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Ziemia

Kraków/ Na Uniwersytecie Rolniczym powstała modułowa uprawa hydroponiczna

Naukowcy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie stworzyli modułową uprawę hydroponiczną z systemem kontroli warunków uprawy. Według nich to pierwszy w Polsce tego rodzaju proekologiczny i ekonomiczny kontener uprawowy. „To bardzo…

Naukowcy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie stworzyli modułową uprawę hydroponiczną z systemem kontroli warunków uprawy. Według nich to pierwszy w Polsce tego rodzaju proekologiczny i ekonomiczny kontener uprawowy.

„To bardzo innowacyjny projekt, który powstał dzięki połączeniu pasji, wiedzy, kreatywności i doświadczenia naukowców z zakresu rolnictwa, ogrodnictwa i inżynierii mechanicznej i stanowi spełnienie wizji i pozytywnej ambicji inwestora” – powiedział kierownik Katedry Gleboznawstwa i Agrofizyki dr hab. inż. Tomasz Zaleski. Badacze opracowali i zbudowali kontener na zamówienie prywatnej firmy.

Jak dodał naukowiec, kontener uprawowy został zbudowany na bazie morskiego kontenera chłodniczego z automatyczną kontrolą temperatury atmosfery, dzięki czemu jest przystosowany do uprawy w niemal każdych warunkach klimatycznych. Naukowiec ocenił, że to pierwsze takie rozwiązanie w Polsce.

Mieszcząca się w 12-metrowym kontenerze morskim uprawa niskich warzyw liściastych i ziół znajduje się jeszcze w Uniwersytecie Rolniczym, ale może być prowadzona w niemal w każdym miejscu na Ziemi, przez cały rok, zużywając przy tym mniej wody w porównaniu do tradycyjnego szklarniowego lub gruntowego systemu uprawy. Lampy LED – jedyne źródło światła, o odpowiednio dobranym promieniowaniu, decydują o wielkości i jakości plonów oraz tempie wzrostu rośliny.

Naukowcy zamierzają udoskonalać projekt, który wcześniej zyskał dofinansowanie ze środków unijnych w ramach programu „Bon na Innowacje”.

Twórcami kontenera z modułową uprawą hydroponiczną są dr hab. inż. Tomasz Zaleski, dr inż. Anna Kołton i dr hab. inż. Jarosław Knaga.

PAP – Nauka w Polsce, Beata Kołodziej

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Kraków/ Na Uniwersytecie Rolniczym powstała modułowa uprawa hydroponiczna została wyłączona

Naukowcy obudzili mikroorganizmy śpiące od stu milionów lat

Badacze wydobyli z dna oceanu organizmy, które pamiętają jeszcze dinozaury. Poprzedzają one praktycznie wszystko, co żyje na naszej planecie. Jest to wyjątkowa okazja, aby dowiedzieć się więcej o życiu istniejącym…

Badacze wydobyli z dna oceanu organizmy, które pamiętają jeszcze dinozaury. Poprzedzają one praktycznie wszystko, co żyje na naszej planecie. Jest to wyjątkowa okazja, aby dowiedzieć się więcej o życiu istniejącym na ziemi.

Mikroorganizmy zostały zakopane w powoli akumulującym się osadzie na dnie Oceanu Spokojnego około 101,5 miliona lat temu, a więc na długo przed epoką tyranozaurów. Dokładnie w czasie, kiedy na ziemi panował mięsożerny dinozaur spinozaur. Nasza planeta od tego czasu przeżyła wymieranie dinozaurów, powstanie ssaków naczelnych i ewolucję człowieka. Naukowcy dokopali się na dnie oceanu do mikroorganizmów i wydobyli na jaw ich istnienie. Zostały one przywrócone do życia w japońskim laboratorium.

Nie miały prawa przeżyć, a jednak

Zespół badawczy zebrał próbki osadu z dna oceanu na pokładzie statku wiertniczego JOIDES Resolution. Próbki znajdowały się 100 metrów pod dnem głębokiego na 6 kilometrów Wiru Południowopacyficznego. Jest to jeden z pięciu głównych wirów oceanicznych (systemu prądów oceanicznych napędzanych przez wiatry oraz zmiany temperatury i zasolenia wody). Ten oligotroficzny obszar Oceanu Spokojnego zawiera bardzo mało tlenu i mało składników pokarmowych potrzebnych do przeżycia organizmów. Dlatego naukowcy są szczególnie zainteresowani tym, jak mikroorganizmy były w stanie przeżyć w tak nieprzystępnym środowisku. Komórka bowiem musi metabolizować pewną ilość węgla w stosunku do swojej wielkości, zanim podwoi swoją masę, podzieli się lub utrzyma się przy życiu w stanie aktywnym metabolicznie. Natomiast te spod dna morza miały bardzo ograniczony dostęp do zasobów.

– Naszym głównym pytaniem było, czy życie jest w stanie przetrwać w środowisku tak ubogim w składniki odżywcze, czy też jest to strefa pozbawiona życia – powiedział Yuki Morono z Japan Agency for Marine-Earth Science and Technology, pierwszy autor publikacji wieńczącej projekt. – Chcieliśmy dowiedzieć się jak długo mikroorganizmy są w stanie podtrzymywać życie przy niedoborze pożywienia – dodaje.

Wystarczyło je nakarmić

Wyniki badań naukowców ujawniają, że nawet te organizmy odnalezione w osadzie sprzed 101,5 miliona lat, mogą być obudzone, jeśli tylko tlen i składniki odżywcze staną się dostępne.

– Na początku byłem sceptyczny, ale odkryliśmy, że do 99,1% mikrobów w osadzie utworzonym 101,5 miliona lat temu ciągle żyło – powiedział Morono.

Mikroorganizmy wstrzymały poprzednio swoją aktywność, ale kiedy dostarczono im potrzebnych składników odżywczych, powróciły do życia, zaczęły odżywiać się i dzielić.

Aby zabezpieczyć próbki przed zanieczyszczeniem współczesnymi organizmami zespół badał je w ściśle sterylnych warunkach. Dlatego też dostarczanie składników odżywczych następowało wyłącznie przez niewielką rurkę zaprojektowaną tak, żeby uniknąć zanieczyszczenia. Kilka lat zajęło naukowcom opracowanie technologii i procedur wyodrębnienia mikroorganizmów z osadu oraz zbadania próbek. Cały projekt natomiast zajął im 10 lat.

Komórki zareagowały bardzo szybko na dostarczone składniki. Wchłonęły substraty znakowane izotopami azotu i węgla, co umożliwiło dokładne monitorowanie tempa, w jakim zaczęły się odżywiać i mnożyć. Po 68 dniach ilość komórek zwiększyła się o cztery rzędy wielkości. Okazało się również, że bakterie beztlenowe gorzej zniosły podróż w czasie i tylko minimalnie zwiększyły swoją aktywność życiową. Jednymi ze znalezionych organizmów były cyjanobakterie, czyli sinice, znane ze swojej wyjątkowej oporności na ekstremalne warunki i zdolne przetrwać prawie we wszystkich środowiskach na Ziemi.

Sekret długowieczności

Bakterie, które oddychają tlenowo, są najbardziej wytrzymałymi komórkami i ich obudzenie jest najbardziej prawdopodobne. Żyły one w malutkich pęcherzykach powietrza, które w jakiś sposób zawędrowały w dół osadu w ciągu wielu lat, dzięki czemu tlen był wciąż obecny w osadzie. Największy sekret ich niezwykłego przetrwania leży w tempie metabolizmu. Jest na tyle powolny, że pozwala na przeżycie nawet milionów lat.

Źródło: https://charliestephen6.medium.com/

Możliwość komentowania Naukowcy obudzili mikroorganizmy śpiące od stu milionów lat została wyłączona

Rośliny i bakterie mogą oczyszczać glebę z zanieczyszczeń ropopochodnych

Gleby skażone substancjami ropopochodnymi to duży problem dla funkcjonowania ekosystemów. Naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach badają mechanizmy, dzięki którym bakterie mogą wspomagać rośliny w procesie jej oczyszczania. Ten proces…

Gleby skażone substancjami ropopochodnymi to duży problem dla funkcjonowania ekosystemów. Naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach badają mechanizmy, dzięki którym bakterie mogą wspomagać rośliny w procesie jej oczyszczania. Ten proces to wspomagana fitoremediacja. 

Pracuje nad tym duet mikrobiologów: dr Magdalena Pacwa-Płociniczak i dr Tomasz Płociniczak, w ramach projektów finansowanych z NCN. „Poszukiwałem szczepów, które będą wpływały na zwiększenie efektywności usuwania zanieczyszczeń ropopochodnych z gleby przy użyciu roślin. I znalazłem je. Przeprowadzone przeze mnie doświadczenia wykazały, że dzięki tym konkretnym bakteriom rośliny lepiej i szybciej usuwają zanieczyszczenia” – powiedział Tomasz Płociniczak w rozmowie z PAP.

Naukowcy pod lupę wzięli bakterie endofityczne, czyli te zasiedlające wnętrze rośliny. Wyselekcjonowali ok. 30 szczepów, które zbadali i opisali w laboratorium. Następnie do badań doniczkowych wykorzystali jeden szczep: Enterobacter ludwigii ZCR5. Kluczowe w badaniach mikrobiologów okazały się analizy molekularne określające mechanizmy, jakie zachodzą po wprowadzeniu tych bakterii do gleby.

„Potwierdziliśmy wysoką aktywność mechanizmów promowania wzrostu roślin i degradacji węglowodorów w warunkach laboratoryjnych. Prowadząc doświadczenia doniczkowe uzyskaliśmy informację, że te bakterie, które wprowadzaliśmy do gleby, miały zdolność do wchodzenia do wnętrza tkanek roślinnych zarówno do korzeni, jak i części nadziemnych. Ale niestety badane przez nas bakteryjne mechanizmy w przypadku szczepu ZCR5 nie były aktywne w glebie, ani w roślinie. Nad tym będziemy dalej pracowali” – tłumaczyła Magdalena Pacwa-Płociniczak.

W silnie skażonej glebie mało które rośliny chcą rosnąć. Tolerancją na zanieczyszczenia ropopochodne i możliwością bytowania w takiej glebie wykazuje się m.in. trawa życica trwała. „Ona sobie bardzo dobrze radzi w tych warunkach środowiskowych. A wspomagana odpowiednimi bakteriami radzi sobie jeszcze lepiej” – podkreślił Płociniczak.

Z kolei Pacwa-Płociniczak, której badania dotyczą terenów zanieczyszczonych zarówno organicznymi, jak i nieorganicznymi związkami, do analiz wybrała kukurydzę. „Dzięki naszym badaniom dowiadujemy się, jakie oddziaływania między bakterią a rośliną są najważniejsze dla efektywności fitoremediacji, wspomaganej bakteriami. Wiedzę tę możemy później wykorzystać np. do produkcji bioszczepionek wykazujących się dużą skutecznością” – podkreśliła mikrobiolog.

W ocenie badaczy fitoremediacja – w porównaniu z metodami fizykochemicznymi lub wywożeniem skażonej gleby i zastępowaniem jej glebą nieskażoną, stosowanymi obecnie do remediacji gleb – jest procesem tańszym, a także dostarczającym przy tym walorów estetycznych w postaci posadzonych roślin. „Przewagą fitoremediacji jest to, że ona w najmniejszym stopniu zaburza równowagę biologiczną oczyszczanego środowiska, a wręcz zwiększa bioróżnorodność mikrobiologiczną danego terenu. Jest to jednak metoda długoterminowa, tutaj efektu należy spodziewać się raczej po latach, niż miesiącach” – tłumaczyła badaczka.

Płociniczak powiedział, że w Polsce fitoremediacja, czyli obsiewanie czy obsadzanie zanieczyszczonych gleb, jest stosowane na małą skalę. Jego zdaniem problemem są niskie nakłady finansowe na działania proekologiczne oraz brak regulacji prawnych, które nakazywałyby konieczność oczyszczania obszarów zanieczyszczonych.

„Wierzymy w tę metodę, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie wszędzie jest ona najlepszą opcją. Czasem może lepsza byłaby biostymulacja, czyli wspomożenie tych mikroorganizmów, które występują w miejscu skażenia, ale z jakiś powodów nie są aktywne – wtedy można wprowadzać do gleby pożywki, powietrze, brakujące minerały lub modyfikować wybrane parametry np. odczyn gleby” – dodał.

Mikrobiolodzy przypomnieli, że w Polsce niemal nie ma miejsca, gdzie gleba byłaby całkowicie wolna od zanieczyszczeń. „Zanieczyszczenie środowiska węglowodorami ropopochodnymi stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla prawidłowego funkcjonowania ekosystemów zarówno glebowych, jak i wodnych. Występują one np. w miejscach po dawnych zakładach przemysłowych, stacjach paliw czy wzdłuż nieszczelnego rurociągu. Najgroźniejsze z nich, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, pochodzą też ze spalania paliw kopalnych. A wpływ tych związków, które są m.in. kancerogenne czy mutagenne, na człowieka i inne organizmy jest bardzo istotny” – podsumowali badacze.

PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Kliks-Pudlik

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Rośliny i bakterie mogą oczyszczać glebę z zanieczyszczeń ropopochodnych została wyłączona

Zespół ds. klimatu przy PAN o prognozach wzrostu poziomu wód na Bałtyku

W ciągu 30 lat wzrośnie liczba wezbrań na Bałtyku, a za 100 lat historyczne centrum Gdańska może znaleźć się pod wodą – prognozuje interdyscyplinarny Zespół doradczy ds. kryzysu klimatycznego przy…

W ciągu 30 lat wzrośnie liczba wezbrań na Bałtyku, a za 100 lat historyczne centrum Gdańska może znaleźć się pod wodą – prognozuje interdyscyplinarny Zespół doradczy ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN w komunikacie dot. skutków wzrostu poziomu morza m.in. dla Gdańska, Żuław i Półwyspu Helskiego. 

„Nieuchronny charakter i narastające tempo wzrostu poziomu morza pokazują niebezpieczeństwo, jakie niesie zmiana klimatu. W razie niepowodzenia w redukcjach emisji gazów cieplarnianych być może już niedługo będziemy musieli zmierzyć się z problemem podtopień w strefie przybrzeżnej i przygotować się na zalewanie coraz większej powierzchni lądu” – ostrzegają członkowie zespołu w opublikowanym w środę na stronie PAN komunikacie.

Zespół wskazuje, że w ramach szybkich działań konieczne jest opracowanie: strategii ochrony wybrzeża; wymagań dotyczących planowania i projektowania inwestycji infrastrukturalnych, a także opracowanie wytycznych związanych z gospodarką przestrzenną. Dotyczyć to powinno zarówno środków ochrony wybrzeża i rejonów przybrzeżnych, jak i określenia sposobów użytkowania terenów zagrożonych coraz częstszymi zalaniami, które uwzględniałyby możliwość bezpowrotnej utraty niektórych z nich.

„Globalny poziom morza podniósł się od XIX wieku o ponad 20 cm. Specjalny Raport IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu – PAP) z 2019 r. na temat oceanu i kriosfery stwierdza, że tempo wzrostu średniego poziomu morza w latach 2006-2015 wyniosło 3,6 mm na rok, jest bezprecedensowe w ostatnich 100 latach i około 2,5 razy większe niż w latach 1901-1990” – piszą naukowcy.

Powołują się na badania, z których wynika, że wzrost poziomu morza przyspiesza od lat 60. XX wieku. „Przyczyną jest coraz szybsze topnienie lodowców i lądolodów, a także w mniejszym stopniu rozszerzalność cieplna wód oceanów i zmniejszenie masy wody na powierzchni i w glebie kontynentów oraz w jeziorach. Przyspieszenie to doprowadziło do zwiększenia tempa wzrostu poziomu morza w ciągu ostatniej dekady aż do 4,8 mm rocznie” – opisują członkowie zespołu.

Prognozy wzrostu poziomu morza zależne są od wielkości przyszłych emisji gazów cieplarnianych. Autorzy raportu IPCC przewidują, że tempo średniego światowego wzrostu poziomu morza w 2100 r. osiągnie 15 mm na rok, a w XXII wieku przekroczy kilka centymetrów rocznie.

Przewidywania naukowców dotyczą także polskiego wybrzeża.

Wstępne wyniki wskazują na brak pionowych ruchów dna dla zachodnich krańców polskiego wybrzeża oraz jego środkowej części, a także na obniżanie się o około 1 mm na rok wybrzeża w rejonie Zatoki Gdańskiej i nawet 2 mm na rok w rejonie Żuław. To może spowodować w tym rejonie przyspieszenie wzrostu względnego średniego poziomu morza o dodatkowe ok. 10-20 cm na stulecie, skutkując zwiększeniem zagrożeń związanych ze wzrostem poziomu morza i obejmowaniem przez te zagrożenia coraz większych obszarów, w tym historycznej części Gdańska, Żuław czy Półwyspu Helskiego.

„W ciągu 80 lat zdarzenia ekstremalne, które dotąd występowały raz na wiek, będą występować co najmniej raz w roku, w większości lokalizacji. W perspektywie 30 lat w rejonie Europy centralnej i Bałtyku prawdopodobne będą wezbrania sztormowe, które mogą być kilkakrotnie częstsze niż w przeszłości” – alarmują naukowcy.

W skład interdyscyplinarnego Zespołu doradczego do spraw kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN wchodzą: prof. Szymon Malinowski (UW), prof. Jacek Piskozub (IO PAN), dr hab. Iwona Wagner (ERCE PAN, UŁ), prof. Irena Wrońska (UM Lublin), prof. Krzysztof Kwiatek (Państwowy Instytut Weterynaryjny), dr hab. Adam Habuda (INP PNA), dr Krzysztof Niedziałkowski (IFiS PAN), dr Agata Goździk (IGF PAN), prof. Tomasz Okruszko (SGGW), prof. Zbigniew Kundzewicz (IŚRiL PAN), dr hab. inż. Andrzej Jagodziński (ID PAN), dr hab. inż. Anna Januchta-Szostak (PP), prof. Jan Kozłowski (UJ), prof. Jan Kiciński (IMP PAN), dr Aleksandra Kardaś (UW), dr Justyna Orłowska (ekspertka Ministerstwa Klimatu), dr hab. Mateusz Strzelecki (członek Akademii Młodych Uczonych PAN)

Pełna treść komunikatu tutaj.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Zespół ds. klimatu przy PAN o prognozach wzrostu poziomu wód na Bałtyku została wyłączona

Ostatni taki las. Zielona Wstęga Gór Skandynawskich

Szwecja to jeden z najbardziej lesistych krajów Europy. Ale dopiero niedawno potwierdzono tam istnienie rozległych połaci lasu, od dekad nietkniętych piłą czy toporem. „Uświadomiliśmy Szwedom, co tak naprawdę mają” –…

Szwecja to jeden z najbardziej lesistych krajów Europy. Ale dopiero niedawno potwierdzono tam istnienie rozległych połaci lasu, od dekad nietkniętych piłą czy toporem. „Uświadomiliśmy Szwedom, co tak naprawdę mają” – mówi prof. Grzegorz Mikusiński, który brał udział w określeniu granic tego bezcennego przyrodniczo obszaru.

Zielona Wstęga Gór Skandynawskich to znakomicie zachowane lasy, porastające wschodnie zbocza szwedzkiej części Gór Skandynawskich. Jak na warunki europejskie są one ogromne: ciągną się na długości ponad 800 km i zajmują powierzchnię ponad 2 mln hektarów! (czyli ponad 20 tys. km2). To jeden z nielicznych obszarów leśnych na terenie Unii Europejskiej, które zachowały się praktycznie w stanie naturalnym.

NAMIERZYĆ ZIELONĄ WSTĘGĘ

Jak to się stało, że lasy – o których skali i przyrodniczym bogactwie stosunkowo niewiele było wiadomo – udało się wreszcie zidentyfikować? Dokonano tego dzięki wykorzystaniu satelitarnych zdjęć z wielu lat i obrazów uzyskanych metodą teledetekcji.

Analizy borealnej części Szwecji (począwszy od północnej części prowincji Värmland – po tereny położone dużo dalej na północ) przeprowadziła państwowa firma kartograficzna METRIA. Dane te były potrzebne do opracowania standardowych map i planów wykorzystania zasobów przyrodniczych. Zestawienie zdjęć satelitarnych i lotniczych z wielu lat stworzyło bezcenną bazę danych, pozwalającą porównać i ocenić zachodzące na ziemi zmiany. Dlatego z danych skorzystali też naukowcy.

Przeprowadzone przez nich analizy dotyczyły ostatnich 60-70 lat i obejmowały lasy borealne, porastające mniej więcej dwie trzecie powierzchni Szwecji. Naukowcy ocenili stan tych lasów: mogli określić, gdzie przez niemal 70 lat lasy wycinano, a gdzie pozostały praktycznie nietknięte i mają jako całość ogromną wartość przyrodniczą. Określili dokładną lokalizację tych skupisk leśnych, ich wielkość i łączność w przestrzeni.

Zielona Wstęga Lasów Skandynawskich, fot. G. Mikusiński
Zielona Wstęga Lasów Skandynawskich, fot. G. Mikusiński

 

„Okazało się, że ogromna powierzchnia lasów leżących na wschód od Gór Skandynawskich, mająca długość co najmniej 800 km, to tereny o dużej wartości przyrodniczej. To ewenement w skali europejskiej! Podobnie wielkiego obszaru lasu naturalnego w Unii Europejskiej nie znajdziemy. Istnieją tam płaty lasu, mające nawet ponad 100 tys. ha, które łączą się ze sobą w przestrzeni” – podkreśla w rozmowie z PAP jeden z naukowców współodpowiedzialnych za identyfikację tego cennego leśnego obszaru, prof. Grzegorz Mikusiński z Instytutu Ekologii Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego (SLU) w Uppsali.

POLITYKA WYCINKI, POLITYKA OCHRONY

Szwedzi do niedawna nie zdawali sobie do końca sprawy, jaki przyrodniczy unikat zachował się w ich kraju. Zresztą Zielona Wstęga Gór Skandynawskich nie musiała wcale przetrwać.

„Szwecja często kojarzy się jako kraj przyjazny przyrodzie. A jednak z surowców naturalnych, w tym – z drewna, korzysta się tam bardzo intensywnie. Przemysł drzewny to ważny sektor gospodarki tego kraju” – zauważa prof. Mikusiński. Jest on współautorem pięciu artykułów na temat szwedzkich lasów, opublikowanych w prestiżowych czasopismach naukowych (ich wykaz – pod tekstem). W badania szwedzkich lasów zaangażowali się też Jakub Bubnicki z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk i Ewa Orlikowska z SLU.

Na łamach „Conservation Biology” naukowcy przypomnieli, że od początku lat 60. w Szwecji wprowadzono (niemal bez ograniczeń) nowy system użytkowania lasów: zrąb zupełny. Tereny użytkowane dawniej podobnie jak w Polsce czy Niemczech szybko przekształciły się w industrialny krajobraz, gdzie naraz wycinano nawet kilkaset hektarów. Drewno zużywano, po czym sadzono nowy las, tylko w ograniczonym stopniu stosując odnowienie naturalne. Taki jednowiekowy, młody las z punktu widzenia różnorodności biologicznej jest jednak bardzo ubogi – zwłaszcza, że przeprowadza się w nim regularne czyszczenia, polegające na usuwaniu drzew mniej wartościowych z punktu widzenia produkcji drewna. Nie ma w nim leśnych ostoi, starych drzewostanów ani wyspecjalizowanych gatunków, potrzebujących do życia starych drzew i martwego drewna.

„Polityka systematycznego wyrębu lasu była z pewnością ważna dla szwedzkiej gospodarki, ale doprowadziła do zagrożenia tysięcy leśnych gatunków” – podkreśla prof. Mikusiński, który specjalizuje się w zakresie bioróżnorodności leśnej i ochrony krajobrazu, a badania w Szwecji prowadzi od 30 lat. Wobec potężnej skali wycinki i nasadzeń w sumie niewiele pomogła zmiana prawa, które nakazywało zostawianie części starych drzew i martwego drewna – dodaje.

KONFLIKTY O LASY

Przetrwanie Zielonej Wstęgi Gór Skandynawskich nie jest pewne. Naukowcy sugerowali, że przyszłość tego lasu może się rozwijać według dwóch scenariuszy, będących konsekwencją różnych sposobów zarządzania lasem. Pierwszy z nich oznacza kontynuację intensywnej gospodarki leśnej i uzyskanie związanych z tym korzyści gospodarczych. W praktyce oznaczałby intensywną wycinkę i nasadzenia.

Drugi scenariusz zakłada zwiększenie ochrony „zielonego pasa” górskich lasów, co pozwoli zachować leśne ostoje, chronić bioróżnorodność, sprzyjać hodowli reniferów i zwiększyć użyteczność publiczną tych lasów – piszą naukowcy badający te tereny. Takie podejście pozwoli też wykorzystać lasy jako narzędzie długoterminowej sekwestracji węgla (wiązania węgla z atmosfery).

Szanse, by zrealizował się ten drugi scenariusz, znacznie wzrosły. Ustalenia naukowców zostały bowiem niedawno uwzględnione w nowym oficjalnym raporcie rządu szwedzkiego. Prof. Mikusiński wyjaśnia, że celem tego rozległego raportu jest analiza polityki dotyczącej lasów w Szwecji – a więc ponad połowy obszaru tego kraju i jednego z najistotniejszych jego dóbr. Kwestia lasów górskich, a wiec również Zielonej Wstęgi Gór Skandynawskich, jest obszernie omawiana w osobnym rozdziale (XVI, strony 857-1002), który zawiera obietnice jej kompleksowej ochrony (proponuje się objęcie ochroną dodatkowych ponad 5 mln ha lasu, a przewidziany koszt tej operacji to 14,4 mld koron, odpowiadających ponad 5,5 mld zł).

Prof. Mikusiński dodaje, że część Szwedów postrzega ochronę swoich lasów nie tylko jako opcję, ale wręcz konieczność, w perspektywie realizacji ONZ-owskiego Planu Strategicznego dla Różnorodności Biologicznej i tzw. Celów Aichi.

Konwencja ta zakłada wprowadzenie w skali globalnej licznych rozwiązań i mechanizmów chroniących bioróżnorodność. Środkami do celu jest m.in. osiągniecie zrównoważonej produkcji i konsumpcji, zahamowanie utraty siedlisk naturalnych, ograniczenie zanieczyszczeń czy zapobieganie inwazjom gatunków. Jeden z Celów Aichi nakłada na kraje-sygnatariuszy konieczność ochrony co najmniej 17 proc. obszarów lądowych „o szczególnym znaczeniu dla różnorodności biologicznej i usług ekosystemowych”. Ostatnio także Europejski Zielony Ład i będąca jego częścią Strategia Różnorodności Biologicznej w UE do 2030 zakładają jeszcze wyższą, 30-procentową ochronę środowisk lądowych.

Część szwedzkich naukowców proponuje, by w zakres tej ochrony weszła niezwykle cenna przyrodniczo Zielona Wstęga Gór Skandynawskich – relacjonuje prof. Mikusiński.

Zielona Wstęga Lasów Skandynawskich, fot. G. Mikusiński
Zielona Wstęga Lasów Skandynawskich, fot. G. Mikusiński

 

„Zielona Wstęga Gór Skandynawskich uświadamia nam również – poprzez kontrast z resztą borealnej Szwecji – jak daleko lasy gospodarcze odeszły od ich naturalnego stanu. Ochrona lasów w pozostałych częściach Szwecji już nie wystarczy. Konieczna jest szeroko zakrojona odbudowa naturalnej struktury drzewostanów, jak i ich łączności w przestrzeni, pozwalającej na swobodne przemieszczanie się organizmów leśnych – i na odbudowę procesów ekologicznych. Odtworzenie lasów z dużym udziałem gatunków liściastych – takich jak brzozy, osiki, wierzby i jarzębiny, które obecnie są bardzo rzadkie – wymaga szczególnego wysiłku, aby zapewnić dogodne siedliska gatunkom od nich zależnym” – komentuje Ewa Orlikowska.

JAK SIĘ LAS UCHOWAŁ

Już dziś duża część Zielonej Wstęgi (aż 60 proc.) ma formalną, wysoką ochronę – mówi prof. Mikusiński. „Jednak duża powierzchnia lasów czeka na decyzję, wycinać czy nie. Wciąż toczy się o nie walka: trzeba by było w zasadzie zablokować zupełnie wyrąb powyżej granicy lasów górskich” – alarmuje naukowiec.

Granica lasów górskich (czyli kolejne szwedzkie rozwiązanie z lat 90., służące ochronie lasów) oznacza fizyczną granicę lasu górskiego tj. „od spodu”, wyznaczającą odrębne zasady jego gospodarczego wykorzystania – tłumaczy prof. Mikusiński. Wprowadzenie pojęcia granicy lasów górskich znacznie utrudniło wycinkę części wysoko położonych lasów, co pozwoliło dużą ich część ocalić przed zrębem.

Ciągnący się z południa na północ całej strefy borealnej las ma też więcej szans w perspektywie zmian klimatu. Wraz z ocieplaniem się klimatu gatunki leśne, przystosowane do warunków chłodnych, mają więc w Szwecji więcej możliwości przemieszczania się i „ucieczki” coraz dalej na północ oraz ku wyżej leżącym terenom. Tymczasem inne górskie lasy na terenie UE z reguły ciągną się równoleżnikowo i są pocięte przez infrastrukturę.

„Wartość przyrodnicza scalonego (pod względem ochrony) Zielonego Pasa Gór Skandynawskich jest nie do przecenienia. Żeby znaleźć coś podobnego, trzeba jechać w głąb Rosji albo na północ Ameryki Północnej. Ten obszar powinien być w pełni chroniony” – mówi prof. Mikusiński.

Więcej na ten temat – na stronach: Lanscape and Urban PlanningForestsLandscape EcologyConservation Biology oraz Frontiers in Ecology and Evolution.

Nauka w Polsce – PAP, Anna Ślązak

Możliwość komentowania Ostatni taki las. Zielona Wstęga Gór Skandynawskich została wyłączona

Babcie i dziadkowie w świecie zwierząt

„Babcine” zachowania u zwierząt nie są regułą, zdarzają się sporadycznie. Potomstwo swojego potomstwa karmią orki, a niektóre małpy i słonice chronią wnuki przed atakami drapieżników i… ludzi. Wśród ptaków zaobserwowano…

„Babcine” zachowania u zwierząt nie są regułą, zdarzają się sporadycznie. Potomstwo swojego potomstwa karmią orki, a niektóre małpy i słonice chronią wnuki przed atakami drapieżników i… ludzi. Wśród ptaków zaobserwowano tylko samice namorzynka seszelskiego, karmiące pisklęta swoich córek.

Jak podkreśla prof. Piotra Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, w warunkach naturalnych wśród zwierząt trudno nawet określić, kto jest babcią, a kto dziadkiem. Gatunek Homo sapiens jest wyjątkowy pod względem relacji społecznych dzieci z babciami i dziadkami. Wyjątkowość polega na tym, że matki i ojcowie rodziców danego potomstwa pozostają z nim w kontakcie na innym poziomie niż tylko genetyczny.

Innym gatunkom w środowisku naturalnym trudno jednak dożyć sędziwego wieku. Jak tłumaczy przyrodnik, gdy rodzą się młode osobniki, ich babcie i dziadkowie już nie żyją. A nawet jeśli żyją, to stare osobniki są wykluczane ze społeczności, żeby nie konkurowały o ograniczone zasoby. Chociaż i ten wzorzec nie jest prosty.

„W populacjach dzierzb i bocianów zdarzają się bardzo stare i doświadczone osobniki. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie mają one kontaktu ani z własnymi dziećmi z wcześniejszych lęgów, ani tym bardziej z wnuczętami i prawnuczętami” – zauważa prof. Tryjanowski.

Zaznacza jednak, że ptaki nie są najlepszym modelem w badaniach relacji układu – dziadkowie – rodzice – wnuki. Dobrze poznany jest tylko jeden przykład, namorzynek seszelski, mały gatunek spokrewniony z naszym trzciniakiem.

„Stare samice namorzynka seszelskiego pomagają czasem w wychowaniu, głównie poprzez dodatkowe karmienie piskląt swoich córek” – mówi poznański badacz. Jego zdaniem, zachowań pokoleniowych łatwiej doszukać się u ssaków.

W grupach kaszalotów, potężnych waleni, starsze samice pomagają w opiece nad młodszymi osobnikami, w czasie, gdy ich matki zajęte są poszukiwaniem pokarmu. U orek babcie często doglądają potomstwa własnego potomstwa i bez rozmnażania potrafią dożyć naprawdę sędziwego wieku.

„Najstarsza orka została nazwana „Babunią” (w oryginale „Granny”) i zdechła w 2016 roku w wieku ponad 100 lat. Najprawdopodobniej najstarsze i doświadczone osobniki pamiętają szczególnie atrakcyjne tereny łowieckie, a ta znajomość szczególnie dobrze sprawdza się wczasach kryzysu” – przypuszcza badacz zachowań zwierząt.

„Babcine” zachowania zaskakują naukowców i zdziwieni są nimi nawet prymatolodzy, czyli badacze małp.

„U jednego z gatunków małp azjatyckich, hulmana, zaobserwowano, że babcie przebywające razem ze swoimi córkami i wnukami spełniają funkcje obronne przed atakami ludzi, psów i innych małp” – wymienia prof. Tryjanowski.

Przyrodnik przypomina, że aby poznać babcię czy dziadka trzeba odpowiednio długo żyć. Dlatego nie zaskakuje, że instytucje babci spotykamy u słoni, zwierząt mogących dożyć nawet 80 lat.

„Młode osobniki słoni mają nawet ośmiokrotnie większe szanse na przeżycie, gdy w pobliżu znajdują się ich babcie. Pomogą, gdy młode utkną w błocie, wejdą w nie taki grunt czy po prostu na niebezpieczną, pełną drapieżników ścieżkę” – tłumaczy profesor.

Prof. Tryjanowski dodaje, że relacje międzypokoleniowe u ludzi są do tego stopnia ewenementem w naturze, że powstała nawet tzw. hipoteza babci (więcej na ten temat tutaj). Pomoc oferowana przez babcie i dziadków w opiece nad potomstwem własnych dzieci prawdopodobnie wpłynęła na długowieczność naszego gatunku, powstanie silnych relacji społecznych i zwiększony sukces poznawczy. Jednocześnie umożliwiła przekazanie genów długowieczności większej liczbie potomków.

Naukowiec ocenia, że babcie i dziadkowie bywają pierwszymi osobami, które pokazują wnukom piękno przyrody. Tak było w przypadku dziadków obecnego eksperta w zakresie wiedzy o ptakach, którzy zwrócili mu uwagę na to, że ptaki można obserwować praktycznie wszędzie.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

Możliwość komentowania Babcie i dziadkowie w świecie zwierząt została wyłączona

Lednicki Park Krajobrazowy/ Stanowiska archeologiczne niewidoczne w terenie są najbardziej zagrożone

Powstawanie nowej zwartej zabudowy na terenie Lednickiego Parku Krajobrazowego (woj. wielkopolskie) i intensywna działalność rolnicza wpływają niekorzystnie na stanowiska archeologiczne, która nie są widoczne w terenie – wynika z badań…

Powstawanie nowej zwartej zabudowy na terenie Lednickiego Parku Krajobrazowego (woj. wielkopolskie) i intensywna działalność rolnicza wpływają niekorzystnie na stanowiska archeologiczne, która nie są widoczne w terenie – wynika z badań interdyscyplinarnego zespołu naukowców.

Lednicki Park Krajobrazowy w woj. wielkopolskim utworzono w celu ochrony cennych historycznie i krajobrazowo terenów wokół jeziora Lednica, będących kolebką państwa piastowskiego. Ma on ponad 76 km kwadratowych.

Naukowcy zebrali informacje o dziedzictwie archeologicznym północnej i zachodniej części Parku i ocenili wpływ człowieka na stanowiska archeologiczne.

„Negatywne skutki działalności ludzi na badanym obszarze dotykają głównie stanowisk archeologicznych, które nie są czytelne w krajobrazie. Miejsca takie znikają z przestrzeni, m.in. w wyniku przekształcenia terenów pod zwartą zabudowę” – poinformował PAP lider projektu dr Andrzej Kowalczyk z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Te stanowiska to np. pozostałości po dawnych osadach i cmentarzyska.

Dr Kowalczyk wskazał, że to niekorzystne zjawisko jest szczególnie widoczne po zachodniej stronie jeziora Lednica, gdzie w ostatnich 30 latach powstały nowe osiedla z całą infrastrukturą.

„Kolejnym czynnikiem wpływającym niekorzystnie na stanowiska archeologiczne jest intensyfikacja i modernizacja rolnictwa. Stosowany jest nowoczesny sprzęt rolniczy, który umożliwia głęboką orkę oraz różne formy rolnictwa przemysłowego” – powiedział dr Kowalczyk.

Podjęte działania pozwoliły nie tylko oszacować wpływ procesów działalności człowieka na dziedzictwo archeologiczne, ale także ocenić skuteczność przyjętych form ochrony zabytków archeologicznych.

„Najskuteczniejsze działania zastosowano głównie w odniesieniu do zespołów zabytków o uznanej wartości historycznej, jak np. grodziska i gródki stożkowate” – powiedziała zaangażowana w badania dr Lidia Żuk z Wydziału Archeologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Podkreśliła, że takie formy ochrony prawnej, jak na przykład wpis do rejestru zabytków, działają, ale są często niezrozumiałe i uciążliwe dla mieszkańców okolicy Ostrowa Lednickiego, bo utrudniają swobodny rozwój gospodarczy zgodnie z ich oczekiwaniami.

Dlatego – w ocenie naukowców – niezbędne jest przygotowanie odpowiedniej strategii zarządzania dziedzictwem archeologicznym, uwzględniające potrzebę zrównoważonego rozwoju i interesy różnych grup społecznych.

Najważniejszą część parku krajobrazowego stanowi wyspa Ostrów Lednicki, która pełniła od połowy X wieku funkcję jednej z głównych siedzib władzy państwa pierwszych Piastów. Było to centrum historycznego terytorium Polan.

Dr Kowalczyk przypomniał, że do dziś na Ostrowie Lednickim – wyspie na Jeziorze Lednickim – zachowały się relikty rezydencjonalno-stołecznego grodu z ruinami kamiennego pałacu z unikatową kaplicą.

„Mimo intensywnego ruchu turystycznego w tym miejscu średniowieczne relikty zachowały się w dobrym stanie” – stwierdził archeolog.

Na potrzeby projektu badacze wykorzystali szerokie spektrum metod, dzięki którym możliwe było przeanalizowanie zmian w terenie w ostatnich dekadach. Oprócz kwerendy wśród dokumentów archiwalnych zastosowano m.in. lotnicze skanowanie laserowe, zdjęcia lotnicze, badania geofizyczne i powierzchniowe, a także monitoring satelitarny.

W projekcie wzięli udział archeolodzy z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy we współpracy z badaczami m.in. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetu w Bambergu (Niemcy) i Uniwersytetu Wrocławskiego. Projekt „Antropopresja a dziedzictwo archeologiczne. Przykład Lednickiego Parku Krajobrazowego” dofinansował Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.(PAP)

Autor: Szymon Zdziebłowski

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Lednicki Park Krajobrazowy/ Stanowiska archeologiczne niewidoczne w terenie są najbardziej zagrożone została wyłączona

Ludzkie śmieci – globalny problem zwierząt małych i dużych

Bezkręgowce, ptaki, ryby, płazy, gady i ssaki – także te całkiem duże, jak szopy, psy i koty – giną z powodu śmieci i odpadków pozostawionych przez ludzi na świecie. Najczęstszą…

Bezkręgowce, ptaki, ryby, płazy, gady i ssaki – także te całkiem duże, jak szopy, psy i koty – giną z powodu śmieci i odpadków pozostawionych przez ludzi na świecie. Najczęstszą pułapką są słoiki oraz puszki po napojach i żywności – wynika z podsumowania przedstawionego przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zaśmiecanie środowiska jest ogromnym problemem, który dotyka niemal każdego zakątka Ziemi. Wiele zwierząt nie zdążyło jak dotąd wykształcić odpowiedniej reakcji na kontakt z materiałami pochodzenia antropogenicznego i często myli je z jedzeniem, materiałem budulcowym gniazda czy nawet partnerem. W konsekwencji zwierzęta giną na skutek zaplątania w żyłki lub z głodu – z żołądkami wypełnionymi różnymi odpadkami – zwraca uwagę dr Krzysztof Kolenda z Uniwersytetu Wrocławskiego, pierwszy autor publikacji w „Scientific Reports”, poświęconej globalnemu problemowi śmieci, stanowiących śmiertelne pułapki dla różnych zwierząt.

Zwraca on uwagę, że o wiele słabiej zbadany jest aspekt wpływu pojemników po napojach i żywności na zwierzęta. Chociaż to jedne ze śmieci najczęściej znajdowanych w środowisku – literatura naukowa poświęca temu problemowi niewiele miejsca. Większość prac dotyczy śmiertelności ssaków, które po wejściu do pojemnika, nie potrafiły już go opuścić. Pojedyncze doniesienia sugerują natomiast, że to owady zwabione np. resztką napojów giną w pojemnikach w największej ilości.

Co jakiś czas w Internecie pojawiają się za to zdjęcia i filmiki zwierząt, które utknęły w różnych pojemnikach. Nie tak dawno temu była to sarna z Wrocławia czy niedźwiedź ze słowackiej części Tatr.

Dr Kolenda i grupa naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego: studentka biologii Monika Pawlik, dr hab. inż. Marcin Kadej, dr hab. Adrian Smolis i Natalia Kuśmierek, przyjrzeli się temu problemowi, analizując dane dostępne w internecie. Przy pomocy wybranych słów kluczowych przetłumaczonych na kilka języków przeszukali oni wyszukiwarkę Google Images oraz media społecznościowe, takie jak Facebook, Instagram, Twitter i YouTube. Szukali doniesień o zwierzętach, które utknęły w pojemnikach zalegających w środowisku. Skupili się przede wszystkim na pięciu podstawowych rodzajach pojemników: butelkach, puszkach po napojach, puszkach po żywności, słoikach i kubkach.

Autorzy badań znaleźli łącznie ponad 500 doniesień z 51 krajów na całym świecie. Obejmują one okres od 1999 do 2019 roku. Pojemniki stanowiły zagrożenie dla zwierząt zarówno na terenach zurbanizowanych, jak i w miejscach oddalonych od siedzib ludzkich, np. w parkach narodowych czy na pustyni.

Najczęstszą pułapką były słoiki oraz puszki po napojach i żywności. Najwięcej przypadków dotyczyło ssaków (niespełna 80 proc. wszystkich rekordów) oraz gadów (ok 15 proc.). Były również pojedyncze doniesienia o bezkręgowcach, ptakach, rybach i płazach – relacjonuje dr Kolenda, cytowany w materiale przesłanym przez uczelnię.

„Co zaskakujące, znaczna część znalezionych przypadków dotyczy zwierząt średnich i dużych. Wśród ssaków były to gatunki synantropijne, np. szopy, skunksy i zwierzęta udomowione (psy, koty), ale także ssaki kopytne i duże drapieżniki, jak niedźwiedzie. W przypadku gadów odnotowano przede wszystkim węże i jaszczurki, w tym duże gatunki waranów, jak waran z Komodo” – wymienia.

Ponad 12 proc. zidentyfikowanych kręgowców jest zagrożonych wyginięciem wg IUCN, a kilka kolejnych gatunków figuruje w regionalnych czerwonych księgach. W przypadku bezkręgowców śmierć poniosły niemal wszystkie znalezione w pojemnikach osobniki, natomiast o niebo lepiej sytuacja wyglądała z kręgowcami. W ponad 80 proc. przypadków udało się uratować zwierzę, nawet jeśli był to duży drapieżnik (np. niedźwiedź czy lampart) lub zwierzę jadowite (np. kobra).

Zebrane wyniki uzupełniają listę gatunków narażonych na śmierć w wyrzucanych do środowiska pojemnikach. Są kolejnym przykładem na to, jak ważnym źródłem informacji mogą być zasoby Internetu. Badania potwierdziły też globalną skalę zaśmiecania i jego negatywny wpływ na bioróżnorodność oraz potrzebę natychmiastowych działań redukujących liczbę śmieci w środowisku. Do takich zaliczyć można działania edukacyjne zwiększające świadomość społeczeństwa w zakresie gospodarki odpadami, ale przede wszystkim wprowadzenie systemu kaucyjnego dla butelek i puszek oraz regularne akcje sprzątania środowiska.

Wyniki tych analiz opublikowali w Scientific Reports.

PAP – Nauka w Polsce

Możliwość komentowania Ludzkie śmieci – globalny problem zwierząt małych i dużych została wyłączona

„Klimatyczne ABC” – polscy eksperci przygotowali darmowy podręcznik o klimacie

Interdyscyplinarny zespół ekspertów przygotował podręcznik na temat zmiany klimatu, który może być pomocą dydaktyczną dla nauczycieli w szkołach średnich oraz na uczelniach. Książka „Klimatyczne ABC” w wersji elektronicznej jest dostępna…

Interdyscyplinarny zespół ekspertów przygotował podręcznik na temat zmiany klimatu, który może być pomocą dydaktyczną dla nauczycieli w szkołach średnich oraz na uczelniach. Książka „Klimatyczne ABC” w wersji elektronicznej jest dostępna bezpłatnie.

„Klimatyczne ABC. Interdyscyplinarne podstawy współczesnej wiedzy o zmianie klimatu” to pierwszy w Polsce interdyscyplinarny podręcznik poświęcony zmianie klimatu. Powstał jako odpowiedź naukowców na pilną potrzebę powszechnej edukacji o kryzysie klimatyczno-ekologicznym – poinformował w przesłanym PAP komunikacie Uniwersytet Warszawski.

Podręcznik pod redakcją naukową dr Magdaleny Budziszewskiej z Wydziału Psychologii UW, dr Aleksandry Kardaś z Wydziału Fizyki UW oraz Zbigniewa Bohdanowicza z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW to praca zbiorowa 16 badaczy, którzy reprezentują wiedzę z zakresu fizyki, chemii, biologii, ekologii, geografii, ekonomii, psychologii, wiedzy o społeczeństwie oraz inżynierii. Książkę przygotowali wspólnie naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Politechniki Warszawskiej, Instytutu Chemii Fizycznej PAN oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

„Wyedukowanie społeczeństwa w zakresie zmian klimatycznych jest nie tylko społecznym obowiązkiem szkół wyższych, ale także koniecznym krokiem w walce o zatrzymanie postępującej szybko degradacji środowiska naturalnego oraz niedopuszczenie do przekroczenia krytycznego punktu, po którym dojdzie do nieodwracalnej zmiany klimatu na Ziemi” – mówi cytowana w komunikacie UW dr Magdalena Budziszewska.

„Od czasów rewolucji przemysłowej, rozwijając przemysł i rolnictwo, zaczęliśmy emitować do atmosfery coraz więcej i więcej gazów cieplarnianych. Zaburzyliśmy naturalny obieg węgla w przyrodzie i doprowadziliśmy do globalnej zmiany klimatu. Zrozumienie przyczyn i konsekwencji tego zjawiska wymaga połączenia wiedzy o zjawiskach fizycznych w atmosferze i oceanie, ale też tych, w których biorą udział organizmy żywe i całe nasze uprzemysłowione społeczeństwo. W naszym podręczniku staraliśmy się pokazać, jak te wątki przeplatają się i łączą na wielu poziomach” – tłumaczy dr Aleksandra Kardaś.

Książka podzielona jest na cztery części, przedstawiające mechanizmy i przyczyny globalnego ocieplenia, jego konsekwencje oraz działania, które mogą zapobiec najbardziej negatywnym skutkom zmiany klimatu.

Publikacja zawiera 13 lekcji oraz 25 pytań i odpowiedzi eksperckich z podaniem źródeł, raportów międzynarodowych organizacji, artykułów naukowych czy linków do listów otwartych naukowców z całego świata. Duży nacisk położono na przystępność treści oraz spójny podział materiału.

Podręcznik może być wykorzystywany jako materiał dydaktyczny dla uczniów i studentów. Publikację można pobrać bezpłatnie ze strony Wydawnictw UW. Materiały edukacyjne, w formacie przyjaznym nauczycielom, podzielone na poszczególne lekcje można również pobrać ze strony https://klimatyczneabc.uw.edu.pl/.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do „Klimatyczne ABC” – polscy eksperci przygotowali darmowy podręcznik o klimacie

Torfowiska – tykająca bomba węglowa nieuwzględniona w modelach klimatu

Torfowiska zmieniają się z obiektów pochłaniających CO2 w jego emitenta. Uwalniają teraz do atmosfery od 5 do 10 proc. rocznego antropogenicznego ładunku tego gazu cieplarnianego. A jednak wciąż nie uwzględniono…

Torfowiska zmieniają się z obiektów pochłaniających CO2 w jego emitenta. Uwalniają teraz do atmosfery od 5 do 10 proc. rocznego antropogenicznego ładunku tego gazu cieplarnianego. A jednak wciąż nie uwzględniono ich w modelach zmian klimatu – zwracają uwagę naukowcy – również z Polski.

Torfowiska, tereny podmokłe, mogą mieć różne oblicza. Występują i nad polskim wybrzeżem Bałtyku, i nad Biebrzą, i na skutej lodem Syberii, i w amazońskich lasach deszczowych, i w górzystych rejonach Papui-Nowej Gwinei. Choć zajmują 3 proc. globalnej powierzchni lądowej, to zawierają około 25 proc. światowych zasobów węgla w glebie. Ten ogromny zasób węgla nie jest tak bezpieczny, jak sądzili naukowcy.

Torfowiska magazynują duże ilości węgla w wyniku trwającego od tysiącleci procesu gromadzenia się torfu pod ziemią, w warunkach nasycenia wodą. „W związku z działalnością człowieka torfowiska zmieniają się jednak z pochłaniacza węgla – na jego emitenta. Już teraz ze zdegradowanych torfowisk wydostaje się rocznie między 0,5 a 1 gigatoną CO2. To ogromna liczba – stanowi ok. 5-10 proc. globalnego rocznego antropogenicznego ładunku CO2, który dostaje się do atmosfery” – mówi w rozmowie z PAP badacz torfowisk prof. Mariusz Lamentowicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Torfowiska zachodniej Syberii _ fot M Lamentowicz.JPG

Torfowiska zachodniej Syberii. Fot. M. Lamentowicz.

Dla porównania emisja dwutlenku węgla przez Polskę w 2019 r wyniosła oficjalnie ok. 0,3 gigatony.

Problemem jest jednak fakt, że torfowiska nie są ciągle uwzględniane w modelach systemowych Ziemi (Earth System Models – ESMS), a więc w modelach używanych do prognozowania przyszłych zmian klimatu. Na problem ten zwrócił uwagę w grudniu w „Nature Climate Change” interdyscyplinarny, międzynarodowy zespół 69 naukowców, w tym prof. Lamentowicz.

Co sprawia, że torfowiska uwalniają do atmosfery coraz więcej dwutlenku węgla? Według autorów artykułu są to choćby katastrofalne w ostatnich latach pożary torfu, podczas których węgiel, gromadzony przez setki czy tysiące lat w tkankach roślin, gwałtownie idzie z dymem.

Kolejnym czynnikiem są zmiany w użytkowaniu ziemi. Systemy rowów melioracyjnych sprawiają, że torfowiska są osuszane i nie są w stanie utrzymać zmagazynowanego węgla. Kolejnym problemem są wylesienia, które dotyczą choćby torfowisk w Puszczy Amazońskiej czy Indonezji, odwadnianych i przekształcanych w plantacje palmy olejowej. Takie nowe sposoby użytkowania ziemi sprawiają zaś, że cennych terenów torfowisk ubywa.

Z zalewanych obszarów wieloletniej zmarzliny na Syberii wydostaje się coraz więcej metanu _ fot M Lamentowicz.JPG

Z zalewanych obszarów wieloletniej zmarzliny na Syberii wydostaje się coraz więcej metanu. Fot. M. Lamentowicz

Jeszcze innym problemem jest topnienie – wraz z globalnym ociepleniem – pokrywającej torfowiska wieloletniej zmarzliny (np. na Syberii czy w płn. Kanadzie). W efekcie torf, który był dotąd przez dziesiątki tysięcy lat uwięziony w lodzie – jest zalewany wodą. Jeśli jest jej za dużo – torfowisko zaczyna uwalniać dużo metanu, który jest gazem cieplarnianym agresywniejszym, niż dwutlenek węgla.

Jednocześnie niektóre torfowiska zalewane są przez morza i oceany w związku z podnoszeniem się poziomem wody. W ten sposób tereny torfowisk są rozmywane i tracą swoją funkcję aktywnego magazynu węgla.

Torfowiskom nie sprzyja również podnoszenie się temperatury powietrza i malejący poziom wód gruntowych (warunki do rozwoju torfowisk są coraz gorsze), a także większa ilość zanieczyszczeń związkami azotu czy pyłami.

Prof. Lamentowicz zaznacza jednak, że podejmowanie działań na rzecz ochrony torfowisk pozwala – przynajmniej częściowo – znów uczynić z nich sprzymierzeńców w walce z globalnym ociepleniem. Takimi rozwiązaniami są choćby działania na rzecz restytucji terenów podmokłych czy projekty na rzecz tamowania niepotrzebnych rowów melioracyjnych.

„Torfowiska już teraz wynoszą do atmosfery duży ładunek węgla, którego jeszcze nikt dobrze nie oszacował. To zaś powinno być brane pod uwagę w kontekście działań na rzecz zmniejszania emisji dwutlenku węgla” – mówi prof. Lamentowicz.

Torf gromadzi ogromne zasoby dwutlenku węgla _ fot M Lamentowicz.jpg

Torf gromadzi ogromne zasoby dwutlenku węgla. Fot. M. Lamentowicz

Wyjaśnia jednak, że na razie ogólnopolski kompleksowy monitoring torfowisk nie istnieje. „Prowadzone są jedynie badania oparte na krótkotrwałych projektach naukowych. Jednocześnie istnieje pilna potrzeba wykonania nowoczesnych badań, które pokażą, ile węgla spoczywa w polskich torfowiskach, a ile wydostaje się do atmosfery” – mówi prof. Mariusz Lamentowicz.

„Nauka o torfowiskach jest krytycznym obszarem badawczym, który wymaga dalszego wsparcia politycznego, finansowego, abyśmy mogli zrozumieć związki między torfowiskami, węglem a klimatem, także w kontekście społeczno-gospodarczym” – podsumowuje naukowiec.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

1 komentarz do Torfowiska – tykająca bomba węglowa nieuwzględniona w modelach klimatu

Koralowce, budowniczowie raf, są sprytniejsze niż sądzono

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia – kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym…

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia - kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). (Ilustracja: Katarzyna Janiszewska, Jarosław Stolarski)Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia – kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). (Ilustracja: Katarzyna Janiszewska, Jarosław Stolarski)

Koralowce to organizmy bardziej złożone, niż sądzili niektórzy badacze. Zwierzęta te potrafią regulować tworzenie minerałów, z których powstaje ich szkielet – wynika z badań kierowanych przez Polaków, którzy odkryli koralowce o nietypowej strukturze szkieletu. A to szansa, że część koralowców poradzi sobie np. z rosnącym zakwaszeniem oceanów.

Koralowce budują masywne szkielety z węglanu wapnia. Zdolność ta powoduje, że zwierzęta te tworzą największe struktury biologiczne na Ziemi – rafy. Zespół naukowców kierowany przez prof. Jarosława Stolarskiego z Instytutu Paleobiologii PAN odkrył, że pewien gatunek współczesnego koralowca z Oceanu Południowego ma bardzo nietypową budowę szkieletu. Szkielet ten bowiem zbudowany jest z dwóch różnych odmian węglanu wapnia: nie tylko typowego dla koralowców aragonitu, ale i nieznanego u współczesnych koralowców kalcytu. Wyniki badań ukazały się w PNAS https://www.pnas.org/cgi/doi/10.1073/pnas.2013316117.

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus (z prawej) tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia: kalcytu i aragonitu (zaznaczone różnymi barwami na przekroju szkieletu). Wszystkie inne dzisiejsze koralowce mają szkielety aragonitowe, i aby zrozumieć tę odmienność należy sięgnąć do głębokich korzeni ewolucyjnych tego koralowca.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski]

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus (z prawej) tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia: kalcytu i aragonitu (zaznaczone różnymi barwami na przekroju szkieletu). Wszystkie inne dzisiejsze koralowce mają szkielety aragonitowe, i aby zrozumieć tę odmienność należy sięgnąć do głębokich korzeni ewolucyjnych tego koralowca.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski]

Prof. Stolarski w rozmowie z PAP tłumaczy, że węglan wapnia to jednej z najbardziej rozpowszechnionych związków chemicznych na Ziemi: to główny składnik skały wapiennych, nacieków jaskiniowych, oraz szkieletów większości zwierząt bezkręgowych – muszli ślimaków czy małży, itp. Występuje w postaci wielu form mineralnych z których najbardziej rozpowszechnione to aragonit i kalcyt. Przy obecnym składzie mórz i oceanów aragonit, a nie kalcyt jest tą odmianą węglanu wapnia, która wytrąca się naturalnie. Z tego też względu część naukowców sądziła, że koralowce, które tworzą szkielet z aragonitu, tylko w minimalnym stopniu regulują proces jego tworzenia. Po prostu tworzą szkielet z tej odmiany węglanu wapnia, którą najprościej wytrącić jest w środowisku.

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus (z prawej) tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia: kalcytu i aragonitu (zaznaczone różnymi barwami na przekroju szkieletu).  [Ilustracja: Jarosław Stolarski]

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus (z prawej) tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia: kalcytu i aragonitu (zaznaczone różnymi barwami na przekroju szkieletu).  [Ilustracja: Jarosław Stolarski]

Warunki w oceanach jednak się zmieniają – rośnie ich zakwaszenie związane z rozpuszczaniem się dwutlenku węgla w wodzie (i tworzeniem kwasu węglowego). A w związku z tym coraz bardziej realna stawała się groźba, że szkielety koralowców na masową skalę zaczną się rozpuszczać.

Inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku bardziej złożonych organizmów takich jak mięczaki. Co prawda one również tworzą szkielet z węglanu wapnia, to jednak bardzo precyzyjnie regulują jego powstawanie. I tak na przykład ostrygi tworzą muszle z dwóch odmian węglanu wapnia: kalcytu (zewnętrzna warstwa muszli) i aragonitu (wewnętrzna warstwa muszli, składnik masy perłowej). Oznacza to, że głównie od fizjologii, a nie warunków środowiska zależy, z jakiego minerału organizmy te tworzą szkielet. Można zatem wysnuć wniosek, że w pogarszających się warunkach środowiska organizmy potrafiące aktywnie regulować mineralizację szkieletu, będą potrafiły skuteczniej oprzeć się zakwaszaniu oceanów, np. zmieniając skład szkieletu na bardziej odporny na rozpuszczanie. Wydawało się, że mięczaki będą większymi „twardzielami” niż koralowce.

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia - kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). [Ilustracja: Katarzyna Janiszewska, Jarosław Stolarski]  

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia – kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). [Ilustracja: Katarzyna Janiszewska, Jarosław Stolarski]

Paleontolodzy od kilkunastu lat wiedzieli o przypadku, który stanowił lukę w tym rozumowaniu. Znany był koralowiec sprzed ok. 100 milionów lat, który inaczej niż wszystkie inne koralowce budował szkielet nie z aragonitu, ale z drugiej odmiany krystalicznej węglanu wapnia – kalcytu. Ten gatunek kopalny opisali w „Science” w 2007 r. Polacy pod kierunkiem prof. Jarosława Stolarskiego. Teraz zaś ten sam zespół naukowców dokonał kolejnego odkrycia.

Osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus, który tworzy wyjątkowy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia - kalcytu i aragonitu - powszechnie występuje w głębokich wodach Oceanu Południowego.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski, Katarzyna Janiszewska]

Osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus, który tworzy wyjątkowy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia – kalcytu i aragonitu – powszechnie występuje w głębokich wodach Oceanu Południowego.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski, Katarzyna Janiszewska]

„Zastanowiło mnie podobieństwo jednego z gatunków koralowca z Oceanu Południowego do tego nietypowego gatunku kopalnego, który opisaliśmy kilkanaście lat temu” – mówi naukowiec. Intuicja go nie zawiodła. Choć okazało się, że zewnętrzna część szkieletu tego współczesnego koralowca była zbudowana z typowego aragonitu, to już wnętrze szkieletu tworzył kalcyt. Koralowiec ten jest zatem w stanie wytwarzać różne minerały w tym samym czasie. A to już przecież zaawansowana umiejętność. Co więcej okazało, że koralowiec reprezentuje pod względem genetycznym bardzo stary ród koralowców który wyodrębnił się co najmniej 100 milionów lat temu, prawdopodobnie ten sam, z którego wywodzi się opisany wcześniej koralowiec kalcytowy.

„Teraz już wiemy, że nie jest tak, że koralowce tylko biernie wytrącają węglan wapnia z wody morskiej. One ten proces niezwykle precyzyjnie kontrolują” – zaznacza badacz. A stąd wniosek, że koralowce są organizmami bardziej złożonymi, niż się dotąd wydawało.

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia - kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). Cienka płytka szkieletu w mikroskopie polaryzacyjnym mieni się wszystkimi barwami tęczy, ale widoczna jest też granica między środkową częścią kalcytową i zewnętrzną aragonitową.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski, Katarzyna Janiszewska]

Głębokowodny osobniczy koralowiec Paraconotrochus antarticus tworzy szkielet zbudowany z dwóch odmian węglanu wapnia – kalcytu i aragonitu. Minerały te z uwagi na różną gęstość da się zobrazować w tomografie komputerowym (po prawej na niebiesko znaczony wewnętrzny, kalcytowy składnik szkieletu). Cienka płytka szkieletu w mikroskopie polaryzacyjnym mieni się wszystkimi barwami tęczy, ale widoczna jest też granica między środkową częścią kalcytową i zewnętrzną aragonitową.  [Ilustracja: Jarosław Stolarski, Katarzyna Janiszewska]

„Dzięki tym badaniom możemy częściowo przewidywać przyszłość. Jeśli środowisko na tyle się zmieni, że aragonit nie będzie już tak łatwy do wytworzenia – np. w wyniku zakwaszenia, które teraz obserwujemy – to choć wiele koralowców z pewnością wymrze, niektóre dalej będą w nowych warunkach zdolne, aby go aktywnie wytwarzać. Jest więc szansa, że wraz z globalnym ociepleniem nie wszystkie koralowce bezpowrotnie znikną – część z nich zapewne dostosuje się do „nowych” warunków środowiska, które z perspektywy geologicznej sięgającej milionów lat nie są taką nowością” – tłumaczy naukowiec.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Koralowce, budowniczowie raf, są sprytniejsze niż sądzono została wyłączona

Wyzwanie ornitologiczne na cały rok

„Wypatrzenia” jak największej liczby ptaków w nadchodzącym roku podejmują się doświadczeni obserwatorzy, ale i amatorzy. W wyzwaniu pt. „Wielki Rok” każdy bije własne rekordy. Jak obserwować ptaki, by ta pasja…

„Wypatrzenia” jak największej liczby ptaków w nadchodzącym roku podejmują się doświadczeni obserwatorzy, ale i amatorzy. W wyzwaniu pt. „Wielki Rok” każdy bije własne rekordy. Jak obserwować ptaki, by ta pasja przynosiła korzyści nauce i… własnemu zdrowiu?

Prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu opracował „pakiety” dla czterech stopni zaawansowania w tym „szaleństwie”.

Zaznacza on jednocześnie, że nie chodzi tylko o podglądanie i cieszenie się ptasią obecnością, ale o naukę rozpoznawania gatunków. Lornetka, atlas ptaków i notes przydadzą się, choć na początku nie są konieczne. „Na pierwszym etapie to zabawa praktycznie bezkosztowa” – mówi profesor.

W krajach anglojęzycznych od kilkudziesięciu lat rozwija się tradycja „robienia Wielkiego Roku”, czyli zobaczenia jak największej liczby gatunków pomiędzy 1 stycznia a 31 grudnia. Od paru lat upowszechnia się ona również w Polsce.

„Parę lat temu skosztowałem tego szaleństwa” – tak Wielki Rok określa prof. Tryjanowski. Zastrzega jednak, że prześciganie się w rekordach nie jest najlepszym sposobem na relaks i radość wynikającą z obecności ptaków. Zwłaszcza, że „sky is the limit”.

„W ciągu 2015 roku amerykański ptasiarz, podróżnik i pisarz Noah Strycker łącznie wypatrzył 6042 gatunki, a szczegółowe wyniki zaprezentował w książce ‚Ptaki nie znają granic‚. Dla tych, którzy nieco znają ptaki, zasięgi ich występowania i biologię, to niemal niewyobrażalna granica. To jak zdobycie ponad połowy ośmiotysięczników w ciągu roku” – przyrodnik używa alpinistycznego porównania, żeby podkreślić wagę tego dokonania. „Zwykły śmiertelnik” nie ma na to szans.

Prof. Tryjanowski preferuje zdrowy realizm. Dla każdego, kto chciałby obserwować ptaki, opracował on do wyboru cztery „pakiety”.

1. Dla zupełnie początkujących – 12 gatunków rocznie, co oznacza jeden nowy gatunek na miesiąc.

Profesor proponuje poznać podstawowe gatunki, takie jak kawka, gawron, wróbel domowy, mazurek, bogatka, szpak, kapturka, kos czy sroka. Należy zwrócić uwagę na cechy ich upierzenia i charakterystyczne głosy. Porównania z nimi pomogą w stawianiu kolejnych „ptasiarskich kroków. Pomocy w przedstawieniu najpospolitszych gatunków udzielają przyrodnicy podczas spacerów ornitologicznych, popularyzujących wiedzę o ptakach.

2. Dla średniozaawansowanych – 52 gatunki rocznie, czyli 1 gatunek na tydzień.

Zdaniem naukowca, jest to pakiet realistyczny do wykonania nawet bez wychodzenia z domu. Ptaki można obserwować z okna lub z ogrodu, choć wymaga to już dobrej znajomości gatunków.

3. Dla zaawansowanych – 100 gatunków.

4. Dla twardzieli – 365 gatunków rocznie, codziennie nowy.

W opinii prof. Tryjanowskiego to ostatnie postanowienie będzie trudne w realizacji, a praktycznie niemożliwe do wykonania w ciągu roku wyłącznie na obszarze Polski. Trzeba do tego czasu, pieniędzy i otwartych granic, ponieważ najlepiej byłoby uzupełnić krajowe obserwacje tymi z innych stref klimatycznych.

„Ptaki można obserwować praktycznie zawsze i wszędzie. We dnie i w nocy, w trakcie słonecznej aury, mżawki, a nawet śnieżycy. Na wsi, w mieście, na pustyni i w naturalnym lesie tropikalnym” – wylicza.

Ekspert ostrzega jednak: to bardzo wciąga.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Wyzwanie ornitologiczne na cały rok została wyłączona

Arktyka: wielkie zmiany klimatu z perspektywy małych krzewinek

Malejący zasięg lodu morskiego zwiększa wzrost krzewinek tundrowych w niektórych regionach Arktyki, a w innych, bardziej suchych – powoduje ograniczenie tego wzrostu. Dane o zmianach klimatu krzewinki „rejestrują” w maleńkich…

Malejący zasięg lodu morskiego zwiększa wzrost krzewinek tundrowych w niektórych regionach Arktyki, a w innych, bardziej suchych – powoduje ograniczenie tego wzrostu. Dane o zmianach klimatu krzewinki „rejestrują” w maleńkich słojach przyrostowych, które zbadali naukowcy.

Międzynarodowy zespół naukowców z ośmiu krajów pod kierownictwem dr Agaty Buchwał z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM) zbadał związek przyrostu słojów krzewinek arktycznych ze zmianami zasięgu lodu morskiego, temperatury powietrza i opadów w Arktyce. Wyniki badań opublikowano właśnie w Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat powierzchnia lodu morskiego w Arktyce gwałtownie się zmniejsza. W tym czasie w wielu regionach Arktyki można zaobserwować rozrost roślinności tundrowej – najbardziej na północ wysuniętej formacji roślinnej na Ziemi. Pozornie bezdrzewna tundra w dużej mierze porośnięta jest karłowatymi drzewami, zwanymi krzewinkami – czytamy w informacji prasowej UAM.

Krzewinki arktyczne, podobnie jak drzewa w niższych szerokościach geograficznych, tworzą roczne słoje przyrostowe. Te niewielkie pierścienie można zmierzyć pod mikroskopem, aby poznać historię klimatu, ale także reakcje wzrostu krzewinek na aktualne zmiany klimatyczne, które są obecne w Arktyce. „Krzewinki tundrowe nie będą głośno krzyczeć o zmianach klimatycznych w Arktyce. Zamiast tego cierpliwie rejestrują reakcje na te zmiany w swoich rocznych słojach. A naszym zadaniem jest wyciąganie wniosków z ich cennych zapisów” – mówi dr Agata Buchwał.

Nowe badanie pokazuje, jak obecnie postępujący zanik lodu morskiego wpływa na wzrost krzewinek arktycznych.

Jak informuje w prasowym komunikacie Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dr Agata Buchwał rozpoczęła swoje badania podczas stypendium Fulbrighta na University of Alaska Anchorage w 2015 roku. Naukowcy zebrali 23 chronologie słojów rocznych krzewinek. Zbiór danych obejmował karłowate brzozy i wierzby z Alaski, Arktyki Kanadyjskiej, Grenlandii, Spitsbergenu i Syberii.

Badania pokazały, że podczas gdy większość krzewinek korzysta z ocieplenia wywołanego zmniejszaniem się powierzchni lodu morskiego i zwiększa swój wzrost – istnieje niezwykła grupa, która swój wzrost stopniowo zmniejsza. Co napędza te rozbieżne reakcje krzewinek na zmniejszający się zasięg lodu morskiego?

Dr Buchwał wraz z zespołem wykazała, że regionalne zmiany zasięgu lodu morskiego są silnie powiązane ze zmianami lokalnej temperatury i – co ważniejsze – ze spadkiem dostępności wilgoci w wybranych regionach Arktyki. W szczególności tereny z krzewinkami, które wykazują mniejszy wzrost w ostatnich latach pomiarowych, charakteryzowały się coraz większym niedoborem wilgoci przy równoczesnym wzroście temperatury powietrza.

Dlaczego wzrost krzewinek tundrowych jest ważny? Jak wyjaśniają naukowcy, tundra krzewinkowa, podobnie jak las w niższych szerokościach geograficznych, jest istotnym regulatorem obiegu węgla. Podczas gdy obszary tundry z bujnie rosnącymi krzewinkami mogą pochłaniać i magazynować więcej dwutlenku węgla z atmosfery, tereny z krzewinkami wykazującymi spadki wzrostu są jego potencjalnym źródłem. W szczególności ważna jest interakcja między pokrywą tundrową a wieloletnią zmarzliną, która przy wytapianiu jest źródłem gazów cieplarnianych.

„Nasze badania pokazują, że niektóre miejsca w Arktyce robią się na tyle suche, że wzrost roślin przy wysokich temperaturach jest utrudniony. Sucha tundra może być w ten sposób bardziej podatna np. na ryzyko pożarów. Już w ostatniej dekadzie mieliśmy doniesienia o pożarach tundry na zachodniej Grenlandii” – podkreśla dr Buchwał.

UAM prowadzi badania w Arktyce już od ponad 50 lat, m.in. w oparciu o stację polarną na Spitsbergenie. „W Arktyce znajdujemy bardzo czułe ekosystemy, poddane oddziaływaniu zmian klimatu. Ich reakcje są często bardzo zaskakujące” – mówi prof. Grzegorz Rachlewicz z Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM, jeden ze współautorów artykułu, cytowany w prasowym komunikacie.

PAP – Nauka w Polsce

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania Arktyka: wielkie zmiany klimatu z perspektywy małych krzewinek została wyłączona

W poszukiwaniu bakteriocyn zamieszkujących Morze Marmara

Bakteriocyny to naturalna broń bakterii przeciwko innym bakteriom – właśnie takich nowych związków poszukują badacze w Morzu Marmara, nad którym leży m.in. Stambuł. Według nich mogą one w przyszłości okazać…

Bakteriocyny to naturalna broń bakterii przeciwko innym bakteriom – właśnie takich nowych związków poszukują badacze w Morzu Marmara, nad którym leży m.in. Stambuł. Według nich mogą one w przyszłości okazać się alternatywą dla antybiotyków.

Badania prowadzą naukowcy z Politechniki Śląskiej we współpracy z TUBITAK Marmara Research Center w Turcji.

Jak tłumaczył dr hab. Artur Góra z Centrum Biotechnologii Politechniki Śląskiej, większość bakteriocyn to peptydy o działaniu przeciwbakteryjnym (z ang. Antimicrobial Peptides, w skrócie AMP). „To bardzo różnorodna i niezmiernie ciekawa grupa związków o dużej aktywności biologicznej, nie tylko przeciwbakteryjnej, ale także przeciwgrzybiczej, przeciwwirusowej i potencjalnie przeciwnowotworowej. Bakteriocyny to naturalna broń bakterii używana przeciwko innym bakteriom, mająca zapewnić im przewagę ewolucyjną w środowisku” – wyjaśnił.

„W przeciwieństwie do obecnie stosowanych antybiotyków bakteriocyny, dzięki swoim unikalnym właściwościom, mogą okazać się bezpieczną dla środowiska alternatywą, która dodatkowo nie będzie się przyczyniać do zjawiska lekooporności wśród bakterii” – dodał.

Nowych bakteriocyn naukowcy poszukują w Morzu Marmara, nad którym leży m.in. Stambuł. „Ze względu na wysokie stężenie związków pochodzenia antropogenicznego (w tym antybiotyków) w zamkniętym Morzu Marmara przewidujemy, że bakterie, które zamieszkują różne nisze ekologiczne w tym akwenie, są oporne na dużą liczbę stosowanych przez nas antybiotyków. W związku z tym bakterie konkurujące pomiędzy sobą o siedliska muszą w tej walce wykorzystywać inne związki chemiczne przeciwko swoim konkurentom” – mówił.

Zadaniem interdyscyplinarnego zespołu złożonego z mikrobiologów, genetyków, biologów strukturalnych, chemików, inżynierów środowiska, chemików obliczeniowych i bioinformatyków jest więc zidentyfikowanie i scharakteryzowanie nowych bakteriocyn, a także analiza bezpieczeństwa ich wykorzystywania w przyszłości.

„Zakres zadań polskiego zespołu jest bardzo szeroki i obejmuje m.in. analizę bioinformatyczną i strukturalną bakteriocyn czy analizę środowiskową potencjalnego efektu toksycznego na organizmy żywe z wszystkich poziomów troficznych. Do tego dochodzą badania stabilności bakteriocyn, ich izolacja, produkcja, oczyszczanie i szereg innych działań. To holistyczne podejście ma za zadanie nie tylko odkrycie nowych bioaktywnych związków o potencjalnym zastosowaniu terapeutycznym, ale już na tym etapie określenie bezpieczeństwa ich stosowania dla środowiska naturalnego” – wyjaśnił Góra.

Badacz przypomniał, że obecnie w walce z patogenami stosuje się dwie strategie: broń względnie selektywną, czyli antybiotyki, na które bakterie na drodze ewolucji potrafią jednak znaleźć remedium, oraz broń „totalną”, lecz o znikomej selektywności, którymi są najczęściej proste związki chemiczne czy promieniowanie UV, eliminujące wszystkie mikroorganizmy – zarówno szkodliwe, jak i pożyteczne.

„Bakteriocyny, teoretycznie, potrafią łączyć zalety obu grup, mogą być i selektywne, i bezpieczne, i dodatkowo bakteriom bardzo trudno uzyskać na nie oporność. Kluczowym elementem naszej strategii jest bezpieczeństwo dla środowiska oraz naszego naturalnego mikrobiomu. Nie bez znaczenia jest także fakt, że w przypadku identyfikacji skutecznych bakteriocyn, ich produkcja na skalę przemysłową może odbywać się z wykorzystaniem bioreaktorów i skutkować znikomym śladem węglowym, innymi słowy być również przyjazną dla środowiska” – dodał Góra.

Dużą wagę naukowcy przywiązują do metod obliczeniowych, które mają pomóc zidentyfikować aktywne bakteriocyny oraz odpowiedzieć na pytanie, które z elementów struktury tych związków są odpowiedzialne za ich wysoką selektywność i aktywność.

Zaplecze techniczne naukowców stanowić będzie m.in. klaster obliczeniowy należący do Tunnelling Group, superkomputer Ziemowit oraz infrastruktura badawcza nowopowstałego Laboratorium Projektowania Białek i Leków. „Tę ostatnią stanowi m.in. unikalna w skali kraju, a także Europy, wysokoprzepustowa stacja umożliwiająca badanie siły oddziaływania różnych związków chemicznych z białkami i innymi makrocząsteczkami stanowiącymi często cele molekularne oraz stacja do analizy procesu rozfałdowywania białek. Umożliwią one poszukiwania nowych związków biologicznie aktywnych (leków) oraz weryfikację wyników otrzymanych metodami obliczeniowymi. Dodatkowo, zastosowanie obu metod pozwoli szybciej i efektywniej dokonywać selekcji potencjalnie aktywnych związków (w tym peptydów) oraz badać zależność pomiędzy ich strukturą i funkcją” – podał badacz.

Projekt „MarBaccines” prowadzony jest w ramach konkursu na polsko-tureckie projekty badawcze; ze strony polskiej naukowcy otrzymali dofinansowanie z NCBiR w wysokości 850 tys. zł.

PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Kliks-Pudlik

źródło:

www.naukawpolsce.pap.pl

Możliwość komentowania W poszukiwaniu bakteriocyn zamieszkujących Morze Marmara została wyłączona

Nawet tropikalne orchidee tracą na zmianach klimatu

Intensywne zmiany klimatu dają o sobie znaki na wielu frontach. Dostrzegli to również naukowcy, badający na różnych kontynentach zasięg jednego ze storczyków. Mówią, że w Azji ocieplenie pomoże orchideom opanować…

Intensywne zmiany klimatu dają o sobie znaki na wielu frontach. Dostrzegli to również naukowcy, badający na różnych kontynentach zasięg jednego ze storczyków. Mówią, że w Azji ocieplenie pomoże orchideom opanować nowe tereny, ale w Ameryce i Afryce wyprze je z większości siedlisk.

Możliwość komentowania Nawet tropikalne orchidee tracą na zmianach klimatu została wyłączona

Proso zaczęto uprawiać w Europie dopiero ok. 3,5 tys. lat temu

Proso zaczęto uprawiać w Europie nie, jak wcześniej uważano, już w okresie neolitu nawet 7 tys. lat temu, ale dopiero w czasach epoki brązu, czyli ok. 3,5 tys lat temu….

Proso zaczęto uprawiać w Europie nie, jak wcześniej uważano, już w okresie neolitu nawet 7 tys. lat temu, ale dopiero w czasach epoki brązu, czyli ok. 3,5 tys lat temu. Zboże to dotarło na nasz kontynent z obszaru Chin – uważają naukowcy.

Możliwość komentowania Proso zaczęto uprawiać w Europie dopiero ok. 3,5 tys. lat temu została wyłączona

Epidemia czy susza? – naukowcy badają przyczyny poprawy jakości wody w Warcie

Woda w Warcie od kwietnia 2020 r. była czystsza, niż w analogicznym okresie w poprzednich latach. Było w niej mniej związków azotu – wynika z analiz ekologa prof. Krzysztofa Szoszkiewicza….

Woda w Warcie od kwietnia 2020 r. była czystsza, niż w analogicznym okresie w poprzednich latach. Było w niej mniej związków azotu – wynika z analiz ekologa prof. Krzysztofa Szoszkiewicza. Przyczyną może być zmniejszone nawożenie pól, do czego mogła przyczynić się epidemia koronawirusa – lub susza.

Możliwość komentowania Epidemia czy susza? – naukowcy badają przyczyny poprawy jakości wody w Warcie została wyłączona

Przyrodnicy: obce gatunki kolonizują zręby w Puszczy Białowieskiej

Zręby wykonane trzy lata temu w Puszczy Białowieskiej zajmowane są przez inwazyjne gatunki roślin. Jeden z obcych gatunków inwazyjnych – erechtites jastrzębcowaty – stwierdzono w Puszczy po raz pierwszy.

Zręby wykonane trzy lata temu w Puszczy Białowieskiej zajmowane są przez inwazyjne gatunki roślin. Jeden z obcych gatunków inwazyjnych – erechtites jastrzębcowaty – stwierdzono w Puszczy po raz pierwszy.

1 komentarz do Przyrodnicy: obce gatunki kolonizują zręby w Puszczy Białowieskiej

Entomolog: ćma bukszpanowa i inne nowe gatunki doczekają się naturalnych wrogów

Azjatycka ćma bukszpanowa i inne, nowe w naszej strefie owady w końcu doczekają się naturalnych wrogów. Dziś, by je zwalczać, ludzie sięgają po środki chemiczne. O wiele lepiej jednak zadbać…

Azjatycka ćma bukszpanowa i inne, nowe w naszej strefie owady w końcu doczekają się naturalnych wrogów. Dziś, by je zwalczać, ludzie sięgają po środki chemiczne. O wiele lepiej jednak zadbać o różnorodność w ogrodach – mówi entomolog w rozmowie z PAP.

Możliwość komentowania Entomolog: ćma bukszpanowa i inne nowe gatunki doczekają się naturalnych wrogów została wyłączona

Lodowce Svalbardu coraz bardziej podatne na topnienie

Do krytycznej wysokości cofnęła się w połowie lat 80. linia firnu, czyli porowatego śniegu, który zatrzymuje wodę z topnienia przed spłynięciem do morza – wykazał zespół naukowy z udziałem Polaka….

Do krytycznej wysokości cofnęła się w połowie lat 80. linia firnu, czyli porowatego śniegu, który zatrzymuje wodę z topnienia przed spłynięciem do morza – wykazał zespół naukowy z udziałem Polaka. Od tej pory lód większości lodowców Svalbardu jest bardziej podatny na topnienie latem i na skutki rocznego wahania temperatur.

Możliwość komentowania Lodowce Svalbardu coraz bardziej podatne na topnienie została wyłączona

Katalizator pozwoli wykorzystać zielone odpady

Zielone śmieci, np. odpadki po produkcji żywności lub trawę porastającą nieużytki poprzemysłowe czy dawne tereny kopalni, można przetwarzać na biopaliwa, polimery lub surowce farmaceutyczne dzięki katalizatorom opracowanym przez dr hab….

Zielone śmieci, np. odpadki po produkcji żywności lub trawę porastającą nieużytki poprzemysłowe czy dawne tereny kopalni, można przetwarzać na biopaliwa, polimery lub surowce farmaceutyczne dzięki katalizatorom opracowanym przez dr hab. inż. Agnieszkę Ruppert z Politechniki Łódzkiej.

Możliwość komentowania Katalizator pozwoli wykorzystać zielone odpady została wyłączona

Rzęśle pomogą pozbyć się toksyn ze ścieków

Rośliny rosnące na bagnach, w oczkach wodnych i akwariach mogą usuwać toksyczny chrom z wód. Chrom dostaje się do środowiska z garbarni skór, zakładów produkujących pigmenty oraz wykonujących chromowane powłoki….

Rośliny rosnące na bagnach, w oczkach wodnych i akwariach mogą usuwać toksyczny chrom z wód. Chrom dostaje się do środowiska z garbarni skór, zakładów produkujących pigmenty oraz wykonujących chromowane powłoki. Krakowska badaczka proponuje oczyszczalniom ścieków wykorzystanie rzęśli do usuwania toksyn.

Możliwość komentowania Rzęśle pomogą pozbyć się toksyn ze ścieków została wyłączona

Węże głodne zrozumienia

Wężom wygrzewającym się na przy górskich ścieżkach najlepiej schodzić z drogi. Nie trzeba się ich bać, bo nawet żmije bez powodu nie zaatakują człowieka. Chronionym gadom coraz trudniej znaleźć schronienie…

Wężom wygrzewającym się na przy górskich ścieżkach najlepiej schodzić z drogi. Nie trzeba się ich bać, bo nawet żmije bez powodu nie zaatakują człowieka. Chronionym gadom coraz trudniej znaleźć schronienie i pożywienie, w obliczu rozbudowy miast i ocieplenia klimatu – tłumaczy herpetolog z UJ.

Możliwość komentowania Węże głodne zrozumienia została wyłączona

Jesień to dobry czas na zakładanie ogrodu

Rośliny ogrodowe, krzewy owocowe i drzewa lepiej sadzić jesienią, a nie podczas suchych wiosen – radzi dr hab. Marcin Zych. Po inspiracje zaprasza do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jesień…

Rośliny ogrodowe, krzewy owocowe i drzewa lepiej sadzić jesienią, a nie podczas suchych wiosen – radzi dr hab. Marcin Zych. Po inspiracje zaprasza do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jesień jest jedną z najbardziej spektakularnych pór roku.

Możliwość komentowania Jesień to dobry czas na zakładanie ogrodu została wyłączona

Zniknięcie lodów Arktyki spowoduje częstsze zjawiska ekstremalne na całym świecie

Co dekadę bezpowrotnie topnieje 13 proc. lodu morskiego na półkuli północnej. Za kilkadziesiąt lat może on w okresie letnim zniknąć zupełnie. Zmniejszenie jego zasięgu na półkuli północnej powoduje dalsze zmiany…

Co dekadę bezpowrotnie topnieje 13 proc. lodu morskiego na półkuli północnej. Za kilkadziesiąt lat może on w okresie letnim zniknąć zupełnie. Zmniejszenie jego zasięgu na półkuli północnej powoduje dalsze zmiany klimatu i występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych na Ziemi – mówi ekspert z PAN.

Możliwość komentowania Zniknięcie lodów Arktyki spowoduje częstsze zjawiska ekstremalne na całym świecie została wyłączona

Botanik: także w ogrodzie warto wspomagać retencję

Skutkiem suszy, paradoksalnie, są podtopienia. Woda nie wsiąka w przesuszoną ziemię, tylko spływa po niej. O tym, jak prowadzić ogród ekonomiczny pod względem wykorzystania wody i dlaczego ogrodnicy powinni zrezygnować…

Skutkiem suszy, paradoksalnie, są podtopienia. Woda nie wsiąka w przesuszoną ziemię, tylko spływa po niej. O tym, jak prowadzić ogród ekonomiczny pod względem wykorzystania wody i dlaczego ogrodnicy powinni zrezygnować z torfu na rzecz kompostu, mówi dr hab. Marcin Zych, dyrektor Ogrodu Botanicznego UW.

Możliwość komentowania Botanik: także w ogrodzie warto wspomagać retencję została wyłączona

Pszczelarze: w tym roku pszczoły chętnie się roiły, będzie mniej miodu

Po zimie liczba pszczelich rodzin w Polsce znacznie spadła, a w kolejnych miesiącach pszczoły chętnie się roiły – mówią eksperci w rozmowie z PAP. Oceniają, że obecny rok – m.in….

Po zimie liczba pszczelich rodzin w Polsce znacznie spadła, a w kolejnych miesiącach pszczoły chętnie się roiły – mówią eksperci w rozmowie z PAP. Oceniają, że obecny rok – m.in. z powodu pogody – nie będzie łaskawy, jeśli chodzi o zbiory miodu.

Możliwość komentowania Pszczelarze: w tym roku pszczoły chętnie się roiły, będzie mniej miodu została wyłączona

Rekordowa liczba młodych rybołowów opuściła w tym roku gniazda

Z prowadzonego od 10 lat monitoringu rybołowa wynika, że ten rok był rekordowy, jeśli chodzi o sukces lęgowy populacji tego drapieżnika na Ziemi Lubuskiej. Na świat przyszło więcej młodych niż…

Z prowadzonego od 10 lat monitoringu rybołowa wynika, że ten rok był rekordowy, jeśli chodzi o sukces lęgowy populacji tego drapieżnika na Ziemi Lubuskiej. Na świat przyszło więcej młodych niż w minionych latach – poinformował Michał Bielewicz z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Gorzowie Wlkp.

Możliwość komentowania Rekordowa liczba młodych rybołowów opuściła w tym roku gniazda została wyłączona

Pochwała drzew (zwłaszcza w mieście)

Obecność w mieście drzew to dla ludzi same korzyści. Drzewa sprzyjają zatrzymywaniu w glebie wody, a w upały obniżają temperaturę. Pochłaniają szkodliwe gazy i produkują niezbędny tlen. W dodatku nie…

Obecność w mieście drzew to dla ludzi same korzyści. Drzewa sprzyjają zatrzymywaniu w glebie wody, a w upały obniżają temperaturę. Pochłaniają szkodliwe gazy i produkują niezbędny tlen. W dodatku nie trzeba ich podlewać. O korzyściach z sąsiedztwa tych niezwykłych biologicznych „maszyn” mówią dendrolodzy z UPP.

Możliwość komentowania Pochwała drzew (zwłaszcza w mieście) została wyłączona

Naukowcy pomogą zazielenić pogórnicze hałdy

Hałda pogórniczych odpadów w małopolskim Libiążu we wrześniu tego roku stanie się przyrodniczym poligonem doświadczalnym. Naukowcy posadzą tam setki roślin, by sprawdzić, które z nich najlepiej nadają się do rekultywacji…

Hałda pogórniczych odpadów w małopolskim Libiążu we wrześniu tego roku stanie się przyrodniczym poligonem doświadczalnym. Naukowcy posadzą tam setki roślin, by sprawdzić, które z nich najlepiej nadają się do rekultywacji składowisk odpadów i terenów zdegradowanych przez przemysł.

Możliwość komentowania Naukowcy pomogą zazielenić pogórnicze hałdy została wyłączona

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content