Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Tag: serce

Burza w sercu

Zakochanie to biochemia, genetyka i cała masa czynników które moglibyśmy nazwać „naukowymi”. Zakochane mózgu bada się najbardziej zaawansowanymi technikami jakie zna medycyna.

Połowa lutego to czas w którym o miłości i zakochaniu mówi się szczególnie często. Oczywiście za sprawą dnia świętego Walentego (czyli Walentynek), który w pop-kulturze jest szczególnie czczony przez zakochanych. Nieczęsto wspomina się o tym, że święty Walenty jest także patronem psychicznie chorych (epilepsję do niedawna nazywano chorobą Św. Walentego), a szkoda. Z naukowego punktu widzenia to co dzieje się w chwili zakochania ma sporo wspólnego z czystym szaleństwem. I rzeczywiście, u osób zakochanych obserwuje się mocne ukrwienie tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za zachowania obsesyjne.

Kurierzy w mózgu

To nie tak, że o zakochaniu wiemy wszystko, to nie tak, że to co dzieje się w sercu, mózgu czy brzuchu zakochanego, potrafimy wyrazić równaniami fizycznymi czy reakcjami biochemicznymi. Wciąż sporo w tym tajemnicy. Dlaczego zakochujemy się w tej, a nie w innej osobie? Dlaczego czasami zauroczenie zamienia się w trwające dziesiątki lat głęboki i szczere uczucie, a czasami mija jak śnieg wiosną? Tego nie wiemy. Pozostaje operowanie danymi statystycznymi, uśrednieniami i szacunkami.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Z biochemicznego punktu widzenia za stan zakochania, który czasami porównuje się do stanu odurzenia jakimiś środkami, odpowiedzialne są przynajmniej trzy neurotransmitery (neuroprzekaźniki). To związki chemiczne, których cząsteczki działają trochę jak kurierzy w firmie, czyli przenoszą informacje z miejsca na miejsce. I tak jak w dużym wieżowcu kurierzy kursują pomiędzy biurkami, pokojami, korytarzami, piętrami czy nawet budynkami, tak w mózgu, linia startowa dla cząsteczki neuroprzekaźnika to dendryt, a meta to akson. Dendryty i aksony to „wypustki” komórek nerwowych. Impulsy elektryczne są przenoszone po zewnętrznej powierzchni komórki nerwowej, ale to neurotransmitery przenoszą informacje pomiędzy sąsiadującymi komórkami. W praktyce, impuls elektryczny (sygnał fizyczny) na zakończeniu każdej wypustki jest „tłumaczony” na sygnał chemiczny przenoszony przez neurotransmitery do kolejnej wypustki. Tam z powrotem chemia „zamienia się” w fizykę i w kolejnej komórce impuls elektryczny wędruje dalej. Neurotransmiterów jest bardzo dużo, ale w procesie zakochania uaktywniają się głównie trzy. Dopamina, serotonina i oksytocyna. Ta pierwsza pobudza te same części mózgu, które są pobudzane przez niektóre narkotyki. Powoduje, że świat wydaje się być bezproblemowy i piękny. Dopamina zmusza do aktywności, do działania. W skrócie… zakochany nie jest w stanie usiedzieć na miejscu. Potrzebuje swojego bodźca. Głosu, obrazu, zapachu osoby w której się zakochał. Ten bodziec uwalnia w mózgu nową porcję dopaminy. To dlatego zakochani zerkają na siebie ukradkiem.

Podczas gdy dopamina nas pobudza, drugi neuroprzekaźnik, serotonina, nas uspokaja. W końcu jest też oksytocyna. Ona pomaga nam nawiązywać relacje z drugą osobą. I dotyczy to nie tylko zakochanych. Oksytocyna jest uwalniana u matki np. podczas ssania piersi przez jej dziecko. Oksytocyna czyni nas bardziej uległymi, bardziej skorymi do współpracy i współodczuwania oraz ufnymi. Ale także bardziej szczodrymi (prezenty!) i zazdrosnymi.

Wieczna tajemnica?

Trzy wspomniane wyżej neuroprzekaźniki powodują, że świat wydaje się być różowy, bezproblemowy a osoba w którą jesteśmy zapatrzeni wydaje się nie mieć wad. Tym bardziej, że przytłumiona jest ta racjonalna część mózgu. Oczywiście nie u wszystkich działa to w ten sam sposób. Generalnie jednak, to mężczyźni szybciej się zakochują i szybciej odkochują. Kobiety są bardziej zrównoważone w tym względzie. Z czego to wynika? Teorii jest kilka, ale jedna z nich (tzw. teoria inwestycji rodzicielskiej) mówi, że skoro panie ponoszą większy biologiczny ciężar wydania na świat potomstwa, zostały obdarzone cechami, które proces zakochania się jakoś racjonalizują. To jak gdyby mieć w mózgu dodatkowe hamulce. Zgodnie z tą teorią, mężczyźni nie muszą mieć tych hamulców, bo… w sumie nie ponoszą odpowiedzialności biologicznej za przelotne romanse.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Na koniec jeszcze garść wyników badań statystycznych. Nie jest prawdą, że w miłości przeciwieństwa się przyciągają. Prawdą za to jest, że mężczyźni znacznie większą wagę przywiązują do wyglądu kobiety niż kobiety do wyglądu mężczyzny. Z jednym wyjątkiem, zarówno płeć piękna, jak i brzydka za bardziej atrakcyjne uważa osoby z dużymi oczami. Może dlatego panie optycznie powiększają sobie oczy makijażem? A może osoby zakochane wydaję się być atrakcyjniejsze, bo w okresie zauroczenia mają rozszerzone źrenice?

Zakochanie to biochemia, genetyka i cała masa czynników które moglibyśmy nazwać „naukowymi”. Zakochane mózgu bada się najbardziej zaawansowanymi technikami jakie zna medycyna. Dzięki rezonansowi magnetycznemu jesteśmy w stanie odróżnić zakochanie od pożądania. To kwestia dokładnej obserwacji tzw. pola brzusznego nakrywki, które wchodzi w skład tzw. układu nagrody. Rumieniące się policzki (uczucie gorąca włącza system chłodzenia), pocące się dłonie, drżący głos… ale to wciąż za mało, by zrozumieć to co dzieje się w głowie zakochanego. Czy kiedykolwiek zrozumiemy? Mam nadzieję że nie. Mam nadzieję, że miłość i zakochanie pozostaną przynajmniej trochę tajemnicze.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Tekst ukazał się w tygodniku Gość Niedzielny

Brak komentarzy do Burza w sercu

Mróz i ekstremalne doświadczenie

Nieczęsto robię doświadczenia naukowe na samym sobie. Ale… czasami mi się zdarza. Ten eksperyment, który opiszę był chyba jednym z najbardziej ekstremalnych.

Ta historia ma swój początek na Syberii. Jakiś czas temu (była już zima) zbierałem tam materiały do kilku tekstów (m.in. o jeziorze Bajkał). Trochę podróżowałem po okolicy (na Syberii okolica to co innego niż u nas 😉 ), ale przez kilka dni stacjonowałem w Irkucku.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Któregoś dnia mojej wyprawy byłem świadkiem dość zaskakującej sytuacji. Widziałem dwóch dosyć rosłych facetów, którzy rozebrawszy się do kompletnego rosołu wskoczyli do wody. Bajkał w grudniu nie zamarza, więc nie musieli robić przerębla. Temperatura powietrza wynosiła wtedy około minus 30 st C. Panowie się wykąpali, po czym – tak jak Pan Bóg ich stworzył – weszli do samochodu i odjechali. Nie wyglądali na umęczonych, przeciwnie, ta szybka kąpiel chyba im się podobała. Już wtedy pomyślałem, że fajnie byłoby spróbować samemu wykąpać się w jeziorze, środku zimy.

Jak to jest, że ci, którzy morsują nie czują zimna (ja nie czułem)? Jak to jest, że tak dobrze czujemy się w saunie, gdzie temperatura może dochodzić nawet do plus 120 st C (!!!) ? No i co dzieje się z naszym ciałem gdy szybko zmieniamy temperaturę otoczenia?

sauna-1417238-639x739Pomijając osoby chore na serce i małe dzieci, szybka zmiana temperatury jest dla nas korzystna. O ile  dobrze się do niej przygotujemy. Eksperyment rozpocząłem od sauny. Wejście do sauny to jak zderzenie się z gorącą ścianą. W takim otoczeniu ciało bardzo szybko może się przegrzać. Dlatego mózg włącza tryb awaryjny. Coraz szybciej oddychamy i coraz szybciej bije nasze serce, a wszystko po to, by jak najwięcej krwi przepompować z wnętrza ciała do warstwy podskórnej. To dlatego gdy jest nam gorąco, jesteśmy czerwoni na twarzy. Krew krąży bardzo blisko powierzchni skóry bo wtedy najlepiej działa system chłodzenia. Pocimy się, a woda, po to by wyparować, potrzebuje energii. Tą energię odbiera powierzchni skóry, ochładzając ją. W saunie jest ekstremalnie ciepło, więc w odpowiedzi, ekstremalnie mocno się pocimy. I tutaj mała uwaga. Siedząc w saunie, nie wycierajcie spływającego hektolitrami po skórze potu. To  jest bez sensu. Pozbawiacie się wtedy systemu chłodzenia, a to może doprowadzić do przegrzania organizmu.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Prosto z sauny wskoczyłem do basenu z zimną wodą. Miałem wrażenie, że serce staje mi w miejscu. Tymczasem ono zaczęło szybciej bić, po to by przepompować krew z zewnętrznych warstw mojego ciała do środka. Ale to jeszcze nic. Z basenu (po dokładnym osuszeniu), w krótkich spodenkach, czapce, rękawiczkach i butach, wszedłem do kriokomory. Temperatura w środku wynosiła minus 120 st C (!!!). W takiej atmosferze człowiek może przetrwać tylko kilka minut. Pomijam fakt, że palec przymarzł mi do klamki (moja wina, ściągnąłem rękawiczki), mimo ekstremalnych warunków, nic mi się nie stało. Miałem jednak wrażenie, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. W niskiej temperaturze czym mniej krwi w warstwach podskórnych tym lepiej. To dlatego gdy jest nam zimno, robimy się bladzi na twarzy. Krew szybko usuwana jest z powierzchni ciała i pompowana do środka. W ten sposób tracimy mniej energii. W czasie tego przepompowywania pracuje nie tylko serce, ale w zasadzie wszystkie mięśnie.

Zrzut ekranu 2016-01-05 o 00_Fotor

Mój sprint do wody. Biegłem szybko… żeby nie zmarznąć 😉 Temperatura powietrza wynosiła wtedy około minus 7 st. C

Przepompowywanie krwi wte i wewte to doskonały trening dla ciała. Postanowiłem więc zrobić ostateczny test. Przerębel. Temperatura minus 7 st C, piaszczysta plaża i woda. Zimna woda! Najpierw koniecznie trzeba rozgrzać mięśnie, a w czasie tej rozgrzewki sukcesywnie się rozbierać. Pozostają buty do nurkowania (by nie rozciąć sobie nogi na kawałku lodu i by nie odmrozić sobie palców), czapka, rękawiczki no i kąpielówki. I tu ogromne zaskoczenie. Wszedłem do wody i nie czułem zimna. Serio, serio. Po kilkudziesięciu sekundach czułem mrowienie w mięśniach. To znak, że trzeba wyjść z wody i ponownie się rozgrzać. W czasie rozgrzewki krew (z tlenem) pompowana jest do mięśni. W lodowatej wodzie, przeciwnie, krew usuwana jest z mięśni (to mrowienie to znak, że mięśniom brakuje tlenu). Każde kolejne wejście może trwać dłużej (później pojawia się uczucie mrowienia), pomiędzy kolejnymi wejściami, zawsze trzeba się jednak rozgrzać. Nie ciepłym ubraniem, broń Boże alkoholem, tylko ćwiczeniami. Ja biegałem, robiłem przysiady i pompki.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie

Moje wrażenia? Polecam każdemu. Przed wskoczeniem do przerębla, czytałem, że w czasie morsowania mięśnie pracują intensywniej niż na siłowni. Nie wierzyłem, ale uwierzyłem. Kolejnego dnia, po moim eksperymencie, bylem tak obolały, że nie potrafiłem wstać z łóżka. Co polecam każdemu 😉 

 

4 komentarze do Mróz i ekstremalne doświadczenie

Type on the field below and hit Enter/Return to search

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com
Skip to content